Recenzje ponad 2000 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

ANTONI WOJNAR

The Nochats' Dance

The 14
The Future Ain't What It Used To Be
(premiera 1 stycznia 2019)

Alessandro Stradella
Il Trespolo Tutore
(2018)

POZNAŃSKA PIĘTNASTKA
Big Club Band
(2018)

Katarzyna MUSIAŁ
My Spanish Heart
(2018)

Urszula Kryger / Agata Górska-Kołodziejska
Women Of Music - Songs
(2018)

Wpisy z tagiem: L

środa, 04 kwietnia 2012

ALEXANDRA LEHMLER: No Blah Blah /CD 2012 (2011), Jazz'n'Arts/
Feeling Round; Opener; Felina By Night; Liegt Alles Noch Vor Uns; All Alone; Wind, Sand, Sea, Me; Mo; Supergau; Vicious Circles; Nach Der Rodung; Schleierwolken


Tagi: jazz L
03:34, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 listopada 2011

 SASKIA LAROO: Really Jazzy /CD 2008, My Music/
Jazzn'Jamz; Courtesy to Coltrane; Really Jazzy; Up the Mountain; Same Song; Munchin'; Kumpa; Big Blues; Night Garden; Funky Roads; Jealousy; Go for it

Holenderska trębaczka Saskia Laroo nazywana przez niektórych ''Lady Miles Davis'' ma na swym koncie już kilka płyt. Pod własnym nazwiskiem (pseudonimem?) zadebiutowała w 1994 roku płytą ''It's Like Jazz'' a ''Really Jazzy'' to płyta wydana 14 lat po debiucie fonograficznym. Krążek oparty jest na samplach i groovach spreparowanych w warunkach studyjnych w Amsterdamie przez samą Laroo, lecz w nagraniu płyty towarzyszyła jej cała rzesza muzyków i raperów -nie jest więc to pozycja spreparowana elektronicznie gdzie jedynym ''żywym'' instrumentem jest trąbka. A jednak muzyka zawarta na płycie robi wrażenie bardzo mechanicznej i pozostawia niedosyt estetyczny dla oczekującego podczas słuchania głębszych doznań muzycznych.
W zasadzie przyjemnie się słucha tego materiału jako podkład podczas spotkań towarzyskich lub jazdy samochodem -nie jest to jednak muzyka sprawdzająca się podczas słuchania w sposób kontemplacyjny, bowiem po jej przesłuchaniu odnieść można wrażenie, iż podczas godziny spędzonej przed głosnikami, słuchaliśmy jednego długiego utworu.
Trudno zapamiętać po przesluchaniu krążka coś więcej niż trąbkę z tłumikiem naśladującą z różnym efektem brzmienie Davisa na tle nieco monotonnego rytmu i czarny rap połączony z chórkami.
Uważam jednak, iż taka choćby ''Same Song'' to naprawdę dobry motyw kompozycyjny i gdyby Artystka zdecydowała się ''podać go'' w nieco innym ''sosie'' -mogłoby powstać całkiem interesujące nagranie uwzględniając umiejętności interpretacyjne Pani Laroo. Na płycie znajdziemy wiele ciekawych rozwiązań melodycznych i interesujących motywów -wszystko to podane jest jednak w ''sosie'' nie zawsze zaspakajającym moje oczekiwania wobec muzyki jazzowej.
Znam kilka przykładów płyt, które oprócz swoich podstawowych wersji, posiadały wersje alternatywne spreparowane przez DJ-ów. Album ''Really Jazzy'' robi na mnie właśnie wrażenie takiej ''wersji alternatywnej'', tylko dlaczego u licha nie wydano tej płyty także w ''wersji podstawowej''?
W książeczce płyty poznajemy całą rzeszę kilkunastu muzyków biorących udział w nagraniu płyty i doprawdy nie mogę pojąć dlaczego tak wielkiego wysiłku wymaga usłyszenie ich instrumentów podczas poszczególnych utworów. Na niektórych płytach efekty elektroniczne i syntezatory ''udają'' żywe instrumenty -tu jednak jest odwrotnie: instrumenty ''żywe'' robią wrażenie spreparowanych elektronicznie. Jakże cieszy na tym ''bezrybiu'' autentyczna solówka keyboardów w utworze ''Big Blues'' czy naturalne brzmienie ''Night Garden'', gdzie zarówno gitara jak i sekcja rytmiczną dają o sobie znać! Bardzo ciekawie mogłaby zabrzmieć też ballada ''Jelaousy'', gdyby pozbawić ją uciążliwego mechanicznego rytmu. Najprawdopodobniej to co mnie drażni na tej płycie jest dla innych jej atrybutem i cechą użytkowości tej muzyki, gdyż przy każdym tytule utworu podano ilość bitów na minutę. Co ja za to mogę, iż słuchając ostatniego utworu (''Go for it'') bardziej interesowała mnie ilość minut jaka pozostała do jego zakończenia niż bity?

Tagi: jazz L
13:02, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 października 2011

 KLAUS LENZ BIG BAND: Hi-De-Ho. Tour -Highlights 2010 /2CD's 2010 Sechzehnzehn/
CD1: Afternoon In Berlin; Moderation; A Little Tune For Eric; Peace; Moderation; I Love The Life I Live; Georgia; Moderation; Serenade Mysterioso; Moderation; Higher; Moderation; Blues fur L.; Night In Tunesia
CD2: The Preacher; Reverend Lee; Rosetta; Moderation; God Bless the Child; Moderation; The Old New Way; Spinning Wheel; Stormy Monday Blues; La Fiesta; Moderation; Hi-De-Ho

Klausa Lenza Jarek Śmietana poznał podczas koncertów jego zespołu w Krakowie jeszcze na początku lat 70-tych, kiedy to Lenz koncertował w Polsce wykonując repertuar w dużej części oparty na repertuarze Blood Sweat And Tears. Wówczas to, podczas jam sessions doszło do współpracy, która jak miało się okazać przetrwała do dnia dzisiejszego. Pierwsze profesjonalne tournee Śmietany odbyło się właśnie z zespołem Lenza na terenie ówczesnego NRD. Pierwszym zapisem fonograficznym Jarka Śmietany, a więc pierwszą okazją do usłyszenia Genialnego Gitarzysty na prawdziwej płycie był natomiast longplay dokumentujący festiwal ''Jazz Jamboree '74 Vol.1''.

Wydawnictwo ''Hi-De-Ho'' zawiera zapis koncertu Big Bandu Klausa Lenza jaki odbył się w Berlinie 31 marca 2010, uzupełniony o jedno nagranie z koncertu w Wurzen pięć dni wcześniej, oraz dwa fragmenty z występu orkiestry w Dreźnie 26 marca.
Koncert rozpoczyna się delikatnymi partiami trąbki przywodzącymi na myśl stylistykę interpretacyjną Chucka Mangione. Gdy pojawiają się partie wibrafonu i delikatne dźwięki gitary Jarka Śmietany, kompozycja Lenza: ''Afternoon In Berlin'' rozwija się ukazując pełnię brzmienia wspaniałego big bandu. Niesłychany kunszt band leadera i trębacza dostrzegalny jest już od pierwszych minut koncertu. Na uwagę zasługują też wspaniałe partie gitary basowej Petera Inagawy oraz doskonałe, rozimprowizowane solo saksofonu altowego Ernsta -Ludwiga Petrowsky'ego ozdabiające to 10-minutowe intro koncertu.
Podczas całego zawartego na dwupłytowym wydawnictwie koncertu, mamy okazję usłyszeć też żywo i entuzjasycznie reagującą publiczność, która nagradza każdą solówkę gromkimi brawami, sprawiając iż podczas słuchania nagrań można odnieść wrażenie bezpośredniego uczestnictwa w wielkim koncercie. Materiał na płytach został doskonale zmontowany i nie pozbawiony zapowiedzi oraz często żartobliwych komentarzy Klausa Lenza. Podczas drugiej jego kompozycji w zestawie: ''A Little Tune For Eric'' mamy okazję usłyszeć piękną solówkę Jarka Śmietany przechodzącą w swobodną impresję gitarową kończącą utwór.
''Peace'' z kolei to kompozycja Horace Silvera, po którą sięgneli muzycy podczas berlińskiego koncertu.
Klaus Lenz współpracuje z wieloma wokalistami. Jednym z nich jest Hansi Klemm, który pojawia się w utworze Willie Dixona: ''I Love The Life I Live'' ozdobionym organami Hammonda i doskonałą jak zwykle gitarą Śmietany. Niezwykle żywiołowo wykonany standard przywodzi na myśl niektóre ostatnie dokonania Jarka Śmietany rozszerzające ramy powszechnie stosowane wobec muzyki nazywanej jazzem. Obdarzony głębokim ''czarnym'' głosem Klemm wykonuje w dalszej części koncertu nieśmiertelną: ''Georgię'' a w tle towarzyszy nam rewelacyjna sekcja dęta z delikatnymi, subtelnymi dźwiękami gitary i pasażami fortepianowymi. Potęga brzmienia doskonałego big bandu robi doprawdy ogromne wrażenie!
Gitara Śmietany jest bardzo znaczącym elementem brzmienia uzyskanego przez zespół Lenza; wspaniałe partie gitary słyszymy m.in. w: ''Serenade Mysterioso''.
Kolejnym ''głosem'' zaproszonym do udziału w koncercie jest współpracująca z Lenzem niemal od początku jego muzycznej kariery wokalistka Uschi Bruning, z którą Klaus Lenz pojawił się w Polsce po raz pierwszy już w 1974 roku na ''Jazz Jamboree''. Z wielką ekspresją Bruning wykonuje standard: ''Higher'', oraz: ''Blues fur L.'' wzbogacony partią saksofonu tenorowego  Konrada Kornera. To niesłychane, iż pośród muzyków byłego NRD istnieje tak wielu doskonałych wirtuozów jazzowych, o których najzwyczajniej w świecie wielu miłośników jazzu zapatrzonych w jazz (nazwijmy go): światowy, oraz zafascynowanych zjawiskiem (oczywiście doskonałego) jazzu w Polsce po prostu nie słyszało. Kolejnymi takimi postaciami wschodnio -niemieckiego jazzu są choćby: wspomniany saksofonista Ernst -Ludwig Petrowsky i trębacz Jens Winter, których partie ozdabiają kolejny nieśmiertelny temat wykonany w Berlinie: ''Night In Tunesia'' -Dizzy Gillespiego zakończony fantastyczną wręcz solówką perkusji (Conny Bauer).
Myślę iż po przemianach politycznych w Europie i otwarciu granic (zarówno w sensie dosłownym jak i stricte muzycznym) polscy miłośnicy Muzyki (w tym również jazzu) niesłusznie odrzucili niejako z kręgu swych zainteresowań muzykę z tzw. dawnego bloku socjalistycznego. Druga sprawa, iż łatwiej dziś usłyszeć (zarówno w radio jak i podczas koncertów) w Polsce wykonawców z tzw. Zachodu niż muzyków z dawnego NRD, Czechosłowacji czy Węgier. To samo dotyczy płyt, a omawiany w tym miejscu album jest żywym tego przykładem, gdyż nie trafił i zapewne już nie trafi na polskie półki sklepów muzycznych. Przed laty nagrania płytowe z NRD czy Czechosłowacji były niemalże jedynymi dostępnymi na naszym rynku fonograficznym pozycjami zza granicy. Dziś natomiast (co stanowi swoiste kuriozum); są trudniej dostępne niż światowe produkcje.
Minęła godzina, skończyła się pierwsza płyta albumu, a ja odnoszę wrażenie iż skończyła się pierwsza strona płyty winylowej i podchodzę do gramofonu by przełożyć ją na drugą stronę. Spoglądam na tytuły utworów z drugiej płyty (strony) czekających na odtworzenie, a tam mnóstwo perełek: jest ''God Bless the Child'', jest ''Spinning Wheel'', ''La Fiesta'' Corei...  Nie. Nie idę zaparzyć herbaty -włączam od razu :) .
Na początek drugiej godziny z Big Bandem Klausa Lenza -tradycyjnie wykonany: ''The Preacher'' Horace Silvera z wspaniałymi solówkami trąbki i saksofonu. Na scenę powraca U.Bruning by odśpiewać z bluesową ekspresją: ''Reverend Lee'', po niej pojawia się ponownie H.Klemm by z niebywałym swingiem zaśpiewać na tle dęciaków i cudownie ''śmietankowo plumkającej'' gitary ''Rosettę''.
Pora na jeden z największych standardów wszechczasów: ''God Bless the Child'' -Billie Holiday w zaskakującej interpretacji. W  części środkowej bowiem mamy do czynienia z niezwykle dynamicznym rytmem zespołu, a utwór okraszony jest żywiołowymi solówkami trąbek i saksofonu oraz partiami Hammondów.
Przed swoją autorską kompozycją: ''The Old New Way'' Lenz opowiada o Jarku Śmietanie, który w tym właśnie utworze błyszczy jazz rockową ekspresją. Jest to utwór zdecydowanie mogący być firmowanym jako: Jarek Śmietana & Klaus Lenz Big Band, gdyż głównymi instrumentami w tym nagraniu są właśnie ''śmietankowa'' gitara i ''lenzowa'' trąbka, a zespół pełni tu rolę czysto akompaniującą. Doskonały duet dwóch muzycznych przyjaciół, którzy wspólnie zagrali podczas swej 40-letniej (!) współpracy setki koncertów, a zarazem ''łakomy kąsek'' dla zaprzysiężonych fanów Śmietany, do których się zdecydowanie zaliczam.
''Spinning Wheel'' to utwór z repertuaru Blood Sweat & Tears ogrywany przez zespół Lenza przez wszystkie dziesięciolecia kariery. Nie mógł zabrzmieć doskonalej w tym wykonaniu! H.Klemm osiągnął wyżyny maestrii wokalnej odśpiewując tekst w pełen charyzmy i ekspresji sposób a rozimprowizowana końcówka utworu pozwoliła całemu zespołowi wyzwolić swe dźwiękowe fantazje.
''Stormy Monday Blues'' to już nagranie z klubu ''Chili'' w Wurzen. Maniera wokalno -interpretacyjna śpiewającej w tym utworze Bruning oraz stylistyka całości utworu nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia. Pojawiły się tu jednak solówki zapowiedzianych przez wokalistkę: Petrowsky'ego i Śmietany, które wybroniły ten utwór.
Słuchając całego albumu mamy wrażenie niezwykłej spójności i pod koniec programu, gdyby nie informacja że dwa ostatnie utwory zarejestrowane zostały już podczas show w Dreźnie, możnaby najzwyczajniej tego nie dostrzec.
''La Fiesta'' Chicka Corei to temat, z którym zmierzyło się już wielu jazzmanów, niezwykle rzadko jednak wychodząc z tego wyzwania zwycięsko. Doskonali instrumentaliści: Hugo Read (saksofon) i Wolfgang Fiedler (organy) oraz cały band pod dyrekcją Lenza sprawili, iż to jedna z najlepszych znanych mi interpretacji tego tematu. Przez ponad 10 minut Klaus Lenz ukazał wszelkie atrybuty tej oryginalnej i rozbudowanej kompozycji. Każdy dźwięk robi tu wrażenie dokładnie przemyślanego i dokładnie opracowanego, choć niniejsza interpretacja nie schlebia bynajmniej atrybutom oryginału. Partie klawiszy niejednokrotnie wybiegają poza ramy tego co Corea ułożył pisząc swój najsłynniejszy chyba utwór, a tak ukochana przez Lenza sekcja dęta wygrywa chwilami również nuty, których nie zapisał pierwotnie kompozytor.
Lenz przedstawia na koniec wszystkich uczestników dwugodzinnego show zapisanego na tych dwóch doskonałych płytach (m.in. ''Jarek Smietana aus Polen'' :) ), po czym zespół wykonuje tytułowy temat wydawnictwa, kompozycję Carol King: ''Hi-De-Ho'' odśpiewaną w wielkim finale przez duet Hansi Klemm & Uschi Bruning i ozdobioną solówką Śmietany. Wspaniały finał i doskonałe zakończenie albumu!
Szkoda, iż te wspaniałe płyty nie zostały rozpowszechnione w naszym kraju. Może warto czasem sięgnąć po muzykę tworzoną i nagrywaną tak przecież niedaleko?

19:11, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 maja 2011

 JOE LOVANO: Trio Fascination (CD 1998)

New York Fascination; Sanctuary Park; Eternal Joy; Ghost Of A Chance; Studio Rivbea; Cymbalism; Impressionistic; Villa Paradiso; 4 On The Floor; Days Of Yore

JOE LOVANO to dziś niewątpliwie jeden z najlepszych saksofonistów jazzowych. Pochodzący z klasy GARY BURTONA w Berklee College Of Music jazzman, ma na swoim koncie współpracę z takimi muzykami jak choćby: JOHN SCOFIELD,  CHET BAKER, WOODY HERMAN, MEL LEWIS, ELVIN JONES i JACK DeJONETTE.
Jest niezwykle wszechstronnym i płodnym jazzmanem, a jednym z jego projektów w latach 90. było zawiązanie Tria Fascination, którego skład stanowili oprócz lidera: Dave Holland (bas) i Elvin Jones (perkusja).
Pierwszy z nich to legendarny muzyk, mający na swym koncie wspólne nagrania z MILESEM DAVISEM (m.in. słynne płyty: ,,In A Silent Way'', 1969 i ,,Bitches Brew'', 1970), CHICKIEM COREA i ANTHONY BRAXTONEM (projekt CIRCLE), JOHNEM ABERCROMBIE i JACKIEM DeJONETTE (trio GATEWAY), oraz ALBERTEM MANGERSDORFFEM i ELVINEM JONESEM.
Drugi z muzyków, z którymi Lovano nagrał tą płytę to wzięty perkusista pracujący m.in. z DONALDEM BYRDEM, SONNYM ROLLINSEM, JOHNEM COLTRANEM czy DUKEM ELLINGTONEM.
Na płycie ,,Trio Fascination'' mamy więc muzyków z ,,górnej półki'', których nazwiska i dorobek są gwarancją muzyki najwyższej jakości, a logo wytwórni Blue Note umieszczone na krążku jest dodatkową gwarancją zarówno pod względem artystycznym jak i jakości technicznej nagrań. Lovano słyszymy na płycie grającego nie tylko na saksofonach (tenorowym, sopranowym i altowym), ale też na klarnecie.
Album zawiera dziesięć kompozycji lidera, zróżnicowanych klimatycznie i skierowanych w większości do bardziej zaawansowanych słuchaczy, choć znajdują się tu i rzeczy mogące przypaść do gustu odbiorcom mniej osłuchanym z improwizacjami jazzowymi, jak choćby ballada ,,Ghost Of A Chance'', w której saksofon maluje wspaniałą opowieść na tle pląsającego kontrabasu i ,,szemrania'' szczoteczkami Elvina Jonesa -to prawdziwa jazzowa perełka!
Tytuł płyty opatrzony jest dopiskiem ,,Edition One'', trzy lata później bowiem ukazała się płyta: ,,Trio Fascination. Edition Two'', na której znalazły się nagrania Lovano dokonane z trzema różnymi triami. Nie było już tam jednak tak znakomitych muzyków jak na omawianej płycie, uważanej przez smakoszy jazzu za zawierającą najlepsze dokonania JOE LOVANO z triem jazzowym jakie zostały zarejestrowane.

,,Lovano jest postrzegany jako jeden z najciekawszych tenorzystów lat 90.''

(Dionizy Piątkowski: ,,Encyklopedia Muzyki Popularnej: Jazz'')

Tagi: jazz L
22:50, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 kwietnia 2011

str.1: Straight No Chaser; A Virgin From Nowa Huta
str.2: What's Up In The Forest; Blue Light Pilot

Płyta koncertowa reaktywowanej niedawno grupy LABORATORIUM. Longplay pochodzi z roku 1982 i zawiera zapis koncertowy z Teatru Stu. W tym okresie w składzie zespołu nie było już Krzysztofa Ścierańskiego -teraz po latach, w reaktywowanym zespole -ponownie gra na basie!. Znamienne, jak żywiołowo odbierana była ta, nie zawsze łatwa w odbiorze muzyka, co słychać na koncercie sprzed 29 lat. Jak wiadomo, muzyka LABORATORIUM osadzona jest bardzo w klimatach progresywnego jazz rocka, może więc zadowolić zarówno miłośników jazzu jak i rocka. Oprócz kompozycji Janusza Grzywacza, na krążku znajdziemy też wyśmienicie wykonany ,,Straigh No Chaser'' Theloniousa Monka.
Wspaniale brzmi ta płyta na winylu -warto posłuchać.

22:09, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »