Recenzje ponad 2000 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Iwona GLINKA

Two Minutes

WEEZDOB COLLECTIVE
Star Cadillac

Piotr WOJTASIK
To Whom it May Concern
(2018)

Judith LORICK
The Second Time Around
(2018)

Mike BOGLE Trio
Dr.B!
(2018)

Juliusz Łuciuk
Choral Works
(2018)

Wpisy z tagiem: jazz

sobota, 23 kwietnia 2011

str.A: OLD TIMERS: Hear Me Talking; Specjalnie dla Ciebie; Making Whoopee; In The Mood
str.B: Marianna Wróblewska: Margie; Right Now; Georgia On My Mind; Mercedes Benz; Blue Holiday; Old Man River

Płyty winylowe dawały mozliwość podziału repertuarowego na dwie różne części (str.A i str.B). Miało to miejsce przy edycji kolejnej płyty z serii ,,Polish jazz''.
Ta niezwykle poszukiwana wśród koneserów seria znana jest na świecie, a japońscy kolekcjonerzy uważani za najbardziej perfekcyjnych są w stanie zapłacić majątek za niektóre tytuły zachowane w idealnym stanie (można to zaobserwować choćby na eBay-u). Pod nr.44 P.N.Muza wydała podzieloną na dwie części płytę zatytułowaną ,,Meeting''. Na jej pierwszej stronie znajdują się nagrania niezwykle popularnej grupy OLD TIMERS, specjalizującej się w jazzie tradycyjnym, na stronie drugiej natomiast standardy w wykonaniu czołowej polskiej wokalistki jazzowej MARIANNY WRÓBLEWSKIEJ.
Wśród klasyki jazzu tradycyjnego zawartej na str.A znajdują się m.in. ,,In The Mood'' -Glenna Millera i wiecznie odmładzany (ostatnio przez samego RODA STEWARTA): ,,Making Whoopie''. Jeśli chodzi o str.B tego unikatowego krążka po raz kolejny przekonałem się, iż wokalistyka jazzowa tego rodzaju to klimat nie trafiający w moje gusta. Nawet interpretacja ,,Mercedes Benz'' z repertuaru JANIS JOPLIN rozmija się z moimi oczekiwaniami odnośnie porywającej wersji tego utworu. Maniera wykonawcza Marianny Wróblewskiej zdecydowanie mi nie odpowiada.

22:43, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Nightmare; Electric Moon; The Ram And The Scorpio; The Light
str.2: Virtue; Come Into My Life; The Mouzon Drum Suite
str.3: Poobli from ''Virtue''; Poobli from ''However''
str.4: First Frisco; Foreign Fun; Nothing But A Party (incl. Happy Birthday)

Perkusista Alphonse Mouzon urodził się w 1948 roku. Po ukończeniu Wilson High School, przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie kontynuował naukę studiując dramat i muzykę, oraz ...medycynę. Jako perkusista debiutował u boku Bobby'ego Thomasa, nastęnie rozpoczął współpracę z pianistą McCoy Tynerem. Wraz z saksofonistą Wayne Shorterem wstąpił do utworzonej przez pianistę Joe Zawinula formacji Weather Report, uważanej dziś za jeden z najważniejszych zespołów muzyki jazzowej. Zespół ten opuścił jednak tuż po wydaniu albumu zatytułowanego po prostu ,,Weather Report'' (1971), by w kolejnym roku podpisać niezależną umowę z kultową wytwórnią Blue Note.
Następną formacją perkusisty była grupa The Eleventh House założona wraz z Larrym Coryellem grająca jazz fussion. 
Pomimo nagrania wielu płyt solowych jako lider, A.Mouzon to jednak przede wszystkim wzięty muzyk sesyjny, którego bębny słychać na płytach światowej sławy jazzmanów jak choćby wspomniani: WAYNE SHORTER i McCOY TURNER  czy m.in. DONALD BYRD , HERBIE HANCOCK, Al Di Meola  i sam MILES DAVIS . Ponadto nagrywał bądź koncertował z m.in.: GILEM EVANSEM, GEORGEM BENSONEM, DIZZYM GILLESPIE, STANLEYEM CLARKE, , JACO PASTORIUSEM, NATHANEM EASTEM, ALBERTEM MANGELSDORFFEM, MICHELEM LEGRANDEM, FREDDIE HUBBARDEM, CHETEM BAKEREM, braćmi BRECKER, SONNY ROLLINSEM, ARTURO SANDOVALEM i wieloma innymi. Lista nagrań dokonanych z muzykami spoza świata jazzu jest również oszałamiająca, brał bowiem udział w nagraniach takich wykonawców jak: ROBERTA FLACK, STEVIE WONDER, ERIC CLAPTON, JEFF BECK, CARLOS SANTANA, PATRICK MORAZ, TOMMY BOLIN czy CHUBBY CHECKER.
Na album składają się dokonania Mouzona z lat 1975-1977.
Całą pierwszą stronę wypełniają utwory z albumu ,,In Search Of A Dream'' (1977) nagranego w wyśmienitym składzie (oprócz Mouzona grają na tej płycie: belgijski gitarzysta Philip Catherine, Joahim Kuhn i Stu Goldberg  na fortepianie, Bob Malik na saksofonie tenorowym i wspaniały basista Miroslav Vitous). To płyta nagrana w listopadzie 1977 roku w Stuttgarcie a wydana w roku kolejnym przez wytwórnię MPS. Pozostałe to dokonania studyjne z Kopenhagi i Ludwigsburga, oraz pochodzące z albumów Perkusisty: ,,However'' i ,,Virtue'' (blisko 19-minutowe ,,Poobli''), a także prawdziwa koncertowa perełka nagrana wspólnie z ALBERTEM MANGELSDORFFEM i JACO PASTORIUSEM podczas festiwalu ,,Berlin Jazz Days '76'' w Berlińskiej Filharmonii: ,,Foreign Fun'', będąca kompozycją Mangelsdorffa.
Album otwiera wyśmienita ,,Nightmare'' (kompozycja Mouzona) z wspaniałą partią gitary prowadzącej i wyeksponowaną linią ,,pląsającego'' basu: jazz rock  w czystej postaci okraszony solem fortepianu utrzymany w pulsującym, transowym rytmie z dominujacą (co oczywiste) perkusją.
Z kolei: ,,Electric Moon'' (skomponowana przez Philipa Catherine) nagrany wspólnie z kompozytorem tego utworu, belgijskim gitarzystą Philipem Catherine to ewidentny hołd dla brzmienia zespołu WEATHER REPORT.
,,The Ram And The Scorpio'' oparta jest na gitarowym refrenie z dominującą partią mooga (może dlatego mam skojarzenia z dokonaniami naszego rodzimego SBB z lat 70.).
Ponad 8-minutowa kompozycja Mouzona ,,Virtue'' to klimat preferowany przez nasze LABORATORIUM -utwór zabarwiony dźwiękami elektronicznych brzmień Stu Goldberga z wspaniałą partią saksofonu altowego Gary'ego Bartza i basem Weltona Gite. W tym samym składzie nagrany został kolejny utwór umieszczony w tym zestawie: nastrojowy i romantyczny, oparty na partii saksofonu ,,Come Into My Life''. ,,The Mouzon Drum Suite'' to solowy popis Pana Alfonsa podzielony na cztery odmienne w nastrojach części suity -niesamowicie się tego słucha!
Podczas jednej z sesji miały miejsce urodziny muzyka co zostało w dość żartobliwy sposób zarejestrowane na samym końcu dwupłytowego zestawu w postaci odśpiewanego ''Happy Birthday'' przez muzyków uczestniczących w sesji i realizatorów dźwięku. A warto wspomnieć iż wśród tych ostatnich znalazł się producent tej płyty -sam Joahim- Ernst Berendt -swego rodzaju ikona i zarazem wielki znawca jazzu w Niemczech.''Happy Birthday'' jest wstępem do utworu w najczystszym z możliwych stylu funky: ,,Nothing But A Party'' (kłaniają się GEORGE DUKE i STANLEY CLARKE).

Tagi: jazz M
22:24, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Nightmare; Electric Moon; Shoreline; The Light
str.2: The Unknown Journey; The Ram And The Scorpio; In Search Of A Dream; Playing Between The Beat; Nothing But A Party (incl. Happy Birthday)

1). Perkusista Alphonse Mouzon urodził się w 1948 roku. Po ukończeniu Wilson High School, przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie kontynuował naukę studiując dramat i muzykę, oraz ...medycynę. Jako perkusista debiutował u boku Bobby'ego Thomasa, nastęnie rozpoczął współpracę z pianistą McCoy Tynerem. Wraz z saksofonistą Wayne Shorterem wstąpił do utworzonej przez pianistę Joe Zawinula formacji Weather Report, uważanej dziś za jeden z najważniejszych zespołów muzyki jazzowej. Zespół ten opuścił jednak tuż po wydaniu albumu zatytułowanego po prostu ,,Weather Report'' (1971), by w kolejnym roku podpisać niezależną umowę z kultową wytwórnią Blue Note.
Następną formacją perkusisty była grupa The Eleventh House założona wraz z Larrym Coryellem grająca jazz fussion. 
Pomimo nagrania wielu płyt solowych jako lider, A.Mouzon to jednak przede wszystkim wzięty muzyk sesyjny, którego bębny słychać na płytach światowej sławy jazzmanów jak choćby wspomniani: WAYNE SHORTER i McCOY TURNER  czy m.in. DONALD BYRD , HERBIE HANCOCK, Al Di Meola  i sam MILES DAVIS . Ponadto nagrywał bądź koncertował z m.in.: GILEM EVANSEM, GEORGEM BENSONEM, DIZZYM GILLESPIE, STANLEYEM CLARKE, , JACO PASTORIUSEM, NATHANEM EASTEM, ALBERTEM MANGELSDORFFEM, MICHELEM LEGRANDEM, FREDDIE HUBBARDEM, CHETEM BAKEREM, braćmi BRECKER, SONNY ROLLINSEM, ARTURO SANDOVALEM i wieloma innymi. Lista nagrań dokonanych z muzykami spoza świata jazzu jest również oszałamiająca, brał bowiem udział w nagraniach takich wykonawców jak: ROBERTA FLACK, STEVIE WONDER, ERIC CLAPTON, JEFF BECK, CARLOS SANTANA, PATRICK MORAZ, TOMMY BOLIN czy CHUBBY CHECKER.
Album zatytułowany ''In Search Of A Dream'' to katalogowy album Perkusisty zawierający w większości Jego własne kompozycje, a nagrany został w wyśmienitym składzie (oprócz Mouzona grają na tej płycie: belgijski gitarzysta Philip Catherine, Joahim Kuhn i Stu Goldberg  na fortepianie, Bob Malik na saksofonie tenorowym i wspaniały basista Miroslav Vitous). To płyta nagrana w listopadzie 1977 roku w Stuttgarcie a wydana w roku kolejnym przez wytwórnię MPS.
Nagraną w Niemczech, z pięcioma muzykami płytę otwiera wyśmienita ,,Nightmare'' (kompozycja Mouzona) z wspaniałą partią gitary prowadzącej i wyeksponowaną linią ,,pląsającego'' basu: jazz rock  w czystej postaci okraszony solem fortepianu utrzymany w pulsującym, transowym rytmie z dominujacą (co oczywiste) perkusją.
Z kolei: ,,Electric Moon'' (skomponowana przez gitarzystę składu Philipa Catherine) nagrany wspólnie z kompozytorem tego utworu, belgijskim gitarzystą Philipem Catherine to ewidentny hołd dla brzmienia zespołu WEATHER REPORT.
''Shoreline'' to z kolei kompozycja pianisty zespołu Joachima Kuhna. Jako ostatnia na pierwszej stronie płyty znalazła się kompozycja wspomnianego Miroslava Vitousa nagrana tylko w duecie z Alphonse Mouzonem, jednak Vitous gra tutaj oprócz basu również na mini moogu imitującym dźwięk skrzypiec.
Podczas sesji miały miejsce urodziny muzyka co zostało w dość żartobliwy sposób zarejestrowane na samym końcu płyty w postaci odśpiewanego ''Happy Birthday'' przez muzyków uczestniczących a sesji i realizatorów dźwięku. A warto wspomnieć iż wśród tych ostatnich znalazł się producent tej płyty -sam Joahim- Ernst Berendt -swego rodzaju ikona i zarazem wielki znawca jazzu w Niemczech.
Jeszcze bardziej udaną wydaje się być strona druga płyty, gdzie Artysta stworzył istny ,,przekładaniec'' nastrojów zestawiając obok siebie klimatyczną ,,The Unknown Journey'' osnutą wokół mantrycznych dźwięków elektrycznego pianina z pełną furii kompozycją ,,The Ram And The Scorpio'' opartą na gitarowym refrenie z dominującą partią mooga (może dlatego mam skojarzenia z dokonaniami naszego rodzimego SBB z lat 70.). Wytchnieniem jest ,,In Search Of A Dream'' z pięknym motywem saksofonu tenorowego, po czym słuchamy wybitnie perkusyjnego tematu nagranego tylko przy użyciu ,,bębnów'' (,,Playing Between The Beat''), a całość kończy rozpoczęty odśpiewanym Mouzonowi przez muzyków uczestniczących w sesji w dniu jego urodzin: ,,Happy Birthday'', utwór w najczystszym z możliwych stylu funky: ,,Nothing But A Party'' (kłaniają się GEORGE DUKE i STANLEY CLARKE).
Doprawdy świetna i zdecydowanie niedoceniona płyta!

2). Jest wielu muzyków, którzy pomimo ogromnego wkładu w wiele nagrań znanych wykonawców, nie doczekało się ogólnoświatowej sławy przynależnej liderom, a ich nazwiska niewiele mówią przeciętnemu słuchaczowi. Tacy muzycy to zwykle tzw. sidemani, a więc instrumentaliści biorący udział w wielu sesjach nagraniowych dla innych muzyków, bądź nagrywający z nimi wspólnie jako towarzyszący instrumentaliści. Niewielu z nich zdobywa sławę u przeciętnych słuchaczy -zdobywają ją natomiast wśród znanych muzyków zabiegających o ich udział w sesjach.
Takim właśnie Artystą jest perkusista Alhonse Mouzon.
Płyta ''In Search Of A Dream'' nagrana w listopadzie 1977 roku w Stuttgarcie. Podczas sesji miały miejsce urodziny muzyka co zostało w dość żartobliwy sposób zarejestrowane na samym końcu płyty w postaci odśpiewanego Happy Birthday przez muzyków uczestniczących a sesji i realizatorów dźwięku. A warto wspomnieć iż wśród tych ostatnich znalazł się producent tej płyty -sam Joahim- Ernst Berendt -swego rodzaju ikona i zarazem wielki znawca jazzu w Niemczech.
Alphonse Mouzon koncertował kilka lat temu w Polsce -grał m.in. też w poznańskim klubie Blue Note. To bardzo barwna postać Artysta oprócz wykształcenia medycznego i muzycznego, studiował również aktorstwo w Hollywood. Pojawił się trzecioplanowe rolach w takich m.in. filmach jak wyśmienity ,,That Thing You Do'' (w reżyserii Toma Hanksa), ,,Córka prezydenta'' (z Michaelem Keatonem i Katie Holmes) czy rewelacyjny film biograficzny o życiu RAYA CHARLESA: ,,Ray''.
Strona druga płyty ''In Search Of A Dream'' to istny ,,przekładaniec'' nastrojów który rozpoczyna: ,,The Unknown Journey'' osnuta wokół mantrycznych dźwięków elektrycznego pianina, później pełna furii kompozycja ,,The Ram And The Scorpio'' oparta na gitarowym refrenie z dominującą partią mooga, spokojne nagranie tytułowe ,,In Search Of A Dream'' z pięknym motywem saksofonu tenorowego, perkusyjne solo ,,Playing Between The Beat'' a całość kończy rozpoczęty odśpiewanym Mouzonowi wspomnianym ,,Happy Birthday'', utwór w najczystszym z możliwych stylu funky: ,,Nothing But A Party''
Wszystkie utwory są kompozycjami Alphonse Mouzona.
Alphonse Mouzon oraz Philip Catherine -gitara, Bob Malik -saksofon, Miroslav Vitous -gitara basowa i Stu Goldberg -organy. Stu Goldebrg grał na drugiej stronie płyty na instrumentach klawiszowych, natomiast na stronie pierwszej na klawiszach grał w składzie znany z wyśmienitego występu na Bielskiej Zadymce Jazzowej 2012: Joahim Kuhn, który wówczas wystąpił w duecie z Archie Shepem.

Tagi: jazz M
22:22, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Amandla; U' N' L'; Los Feliz; Jean Pierre; Someday My Prince Will Come; So What; Joshua; Nature Boy
JOACHIM MENCEL to obok LESZKA MOŻDŻERA jeden z najlepszych polskich pianistów jazzowych młodego pokolenia. Regularnie nagrywa i koncertuje z amerykańskim klarnecistą BRADEM TERRY. Ponadto w swoim dorobku ma współpracę z takimi muzykami jak: PIOTR WOJTASIK, JANUSZ MUNIAK, NIGEL KENNEDY, DAVID FRIEDMAN, CHARLIE MARIANO, TERRY CLARKE, ZBIGNIEW NAMYSŁOWSKI czy JAREK ŚMIETANA. W 1992 roku założył grupę New Life'm, w którym śpiewa dziś Natalia Niemen, 10 lat później utworzył nową formację o nazwie jmTrio. Jest kompozytorem, autorem i aranżerem piosenek wykonywanych przez m.in. Mieczysława Szcześniaka, Annę Marię Jopek czy Karolinę Styła. Oprócz jazzu i pop, komponuje muzykę klasyczną, oraz ilustracyjną.

W roku 1995 nakładem krakowskiej wytwórni Gowi ukazała się płyta zawierająca nagrania pochodzące z dwóch różnych sesji z lat 1994/95 dokonane w dwóch różnych kwintetach oraz w duecie. Utwory pochodzące z tych sesji łączy nazwisko MILESA DAVISA, bowiem są to kompozycje z repertuaru największego trębacza i to zarówno kompozycje samego Davisa, jak i utwory, które Davis włączył do swego repertuaru. Oprócz autorskich kompozycji M.Davisa, takich jak: ,,U' N' L'', ,,Jean-Pierre'', ,,Joshua'' czy słynne ,,So What'', na krążku znajdziemy też dwie kompozycje MARCUSA MILLERA spopularyzowane przez Davisa: popularna ,,Amandla'', oraz ,,Los Feliz''.
Płyta rozdzielona jest na dwie części duetem Mencela z Davidem Friedmanem (wibrafon): ,,Someday My Prince Will Come'' Franka Churchilla.
Pierwsza część płyty to 4 nagrania dokonane w kwintecie ze wspomnianym Friedmanem, oraz D.Goodhew (saksofon), A.Kowalewskim (bas) i Ł.Żyta (perkusja).
Na część drugą krążka składają się trzy utwory nagrane rok wcześniej niż reszta płyty w ,,gwiazdorskim'' składzie z JAROSŁAWEM ŚMIETANĄ (gitara), ZBIGNIEWEM NAMYSŁOWSKIM (saksofon), M.Pośpieszalskim (bas) i C.Konradem (perkusja).
Dwa różne składy, dwie różne sesje -a jednak płyta jest bardzo spójna. O nagraniu płyty z utworami MILESA DAVISA, wspominał niedawno JAREK ŚMIETANA, gdyż podobnie jak dla JOACHIMA MENCELA -największym jazzowym idolem nie jest żaden z pianistów jazzowych, tak dla Śmietany -żaden z gitarzystów. W obu przypadkach jest nim właśnie MILES DAVIS.
Jak się okazuje utwory Davisa świetnie mogą brzmieć nie tylko grane na trąbce, lecz także na fortepianie czy gitarze.
Płyta Mencela ,,Silent Way Of Miles D.'' zabiera nas w swej pierwszej części w magiczny świat brzmień fortepianu, wibrafonu i saksofonu. Ten ostatni z wymienionych instrumentów jednak nie zastępuje bynajmniej trąbki, lecz tworzy często zupełnie inne niezależne struktury melodyczne. Partie grane w oryginale przed laty przez Davisa grane są przemiennie przez różne instrumenty. Choć dominującym na płycie jest z racji lidera: fortepian -w pierwszej części płyty niezwykle często pojawia się wibrafon D.Friedmana, co wytwarza doprawdy ciepłą i intymną atmosferę. Mimo dwóch różnych składów i rocznego odstępu dzielącego dwie różne sesje (a może właśnie dzięki temu), płyty jako całości słucha się wspaniale -stanowi ona jakby osobną, niezależną kompozycję JOACHIMA MENCELA, złożoną z poszczególnych ,,davisowskich'' tematów.

Po dwóch utrzymanych w średnim tempie utworach (,,Amandla'', ,,U' N' L'') następuje wyciszenie i dość poetycko brzmiący ,,Los Feliz'' z rozbudowaną improwizacyjnie partią fortepianu, by po ośmiu minutach porwał nas radosny lecz zawiły melodycznie ,,Jean-Pierre''.
Muzycy schodzą ze sceny, na której pozostaje tylko pianista i wibrafonista; ,,Someday My Prince Will Come'' to przerywnik z rozimprowizowaną strukturą fortepianu.
Wibrafonista schodzi ze sceny, a do pianisty dołączają wielcy polscy jazzmani, by przez finałowe 25 minut płyty porwać nas brzmieniem bardziej energicznym, zastępując nastrojowy wibrafon jazzową gitarą i bardziej wyeksponowanym basem. Słynny temat ,,So What'' w tym wykonaniu porwie najbardziej znieczulonych jazzowo słuchaczy; charakterystyczne brzmienie Najlepszej Jazzowej Gitary towarzyszy nam od początku utworu, by po chwili ustąpić miejsca żywiołowej partii lidera. Ten z kolei po chwili ,,oddaje głos'' Wielkiemu Namysłowskiemu, a nad całością unosi się wspaniale ,,pląsająca'' perkusja i rytmiczny bas. Śmietana gra swoje partie wyśmienicie... aż strach wyobrazić sobie Jego ewentualną autorską płytę z utworami Davisa. ,,Joshua'' to spokojniejsza kompozycja, w której wiodącym instrumentem w tej wersji wydaje się być saksofon Namysłowskiego. Mencel jednak właśnie w tym utworze wygrywa jedną z najlepszych improwizowanych solówek na całej płycie. ,,Śmietankowa gitara'' brzmi tutaj jakby bardziej pod GEORGE'A BENSONA tworząc pasaże na tle ,,szarpanego'' basu C.Konrada. Na dwie minuty przed końcem utworu wraca charakterystyczny temat przewodni saksofonu, by wyciszając się ,,zrobić miejsce'' dla impresji fortepianowej zagranej tylko z udziałem perkusji.
,,Nature Boy''. Cichy, stonowany rytm perkusji i po chwili saksofon Namysłowskiego grający ten tak doskonale znany temat... dołącza fortepian; utwór sączy się w spokojnym, refleksyjnym nastroju. Mencel z Namysłowskim prowadzą dialog, podczas którego saksofon modyfikuje temat przewodni, a fortepian go ,,komentuje''. W zasadzie ostatnie 9 minut płyty należy do fortepianu i saksofonu; bas gra oszczędnie, gitara tworzy tło, a perkusja zaledwie nadaje rytm... i tak spokojnie, powoli... instrumenty jakby spowalniają, wyciszając się jednocześnie, pozostawiając słuchacza w ciszy, której nie chce się przerwać jeszcze przez dobrych kilkadziesiąt sekund. Tak jakby ta cisza, którą muzycy pozostawili po sobie była częscią kompozycji... ,,Silent Way ...''

Ostatnią godzinę spędziłem z Wspaniałymi Muzykami. Słuchałem MILESA DAVISA. Chociaż trąbka nie zabrzmiała ani przez moment; oczyma wyobraźni widziałem na tej wyimaginowanej scenie puste miejsce, mikrofon i ten charakterystyczny instrument z założonym tłumikiem, na którym nikt nie ośmieli się już zagrać.
Piękna płyta.

22:18, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Straight No Chaser; A Virgin From Nowa Huta
str.2: What's Up In The Forest; Blue Light Pilot

Płyta koncertowa reaktywowanej niedawno grupy LABORATORIUM. Longplay pochodzi z roku 1982 i zawiera zapis koncertowy z Teatru Stu. W tym okresie w składzie zespołu nie było już Krzysztofa Ścierańskiego -teraz po latach, w reaktywowanym zespole -ponownie gra na basie!. Znamienne, jak żywiołowo odbierana była ta, nie zawsze łatwa w odbiorze muzyka, co słychać na koncercie sprzed 29 lat. Jak wiadomo, muzyka LABORATORIUM osadzona jest bardzo w klimatach progresywnego jazz rocka, może więc zadowolić zarówno miłośników jazzu jak i rocka. Oprócz kompozycji Janusza Grzywacza, na krążku znajdziemy też wyśmienicie wykonany ,,Straigh No Chaser'' Theloniousa Monka.
Wspaniale brzmi ta płyta na winylu -warto posłuchać.

22:09, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Take The ,,A'' Train; Send In The Clowns; Granada Smoothie; Body And Soul; Malaguena
str.B: Stompin' At The Savoy; Turtle Talk; Bogota; All The Things You Are

Kolejna płyta wydana w serii ,,Biały Kruk Czarnego Krążka'' zawiera nagrania orkiestry STANA KENTONA dokonane podczas koncertu w klubie ,,Stodoła'' w Warszawie w roku 1976.
Już od pierwszych taktów nieśmiertelnego tematu ,,Take The ,,A'' Train'' słychać, iż mamy do czynienia z doprawdy światowej klasy muzykami. Rewelacyjne brzmienie zespołu prowadzonego przez słynnego pianistę dosłownie zwala z nóg! To jest to brzmienie i klimat, który w big bandowych wykonaniach lubię najbardziej. Szybkość, brawura, wspomagana przez towarzyszące nam od początku do końca conga -perkusja oraz brzmienie puzonów i trąbek, prowadzących rozbudowane aranżacyjnie dialogi. Najwyższa klasa!
Słychać, iż publiczność od początku reaguje niezwykle żywiołowo, szkoda więc że klimat koncertu psują wyciszenia między utworami, które nie pozwalają nam zamknąć oczu i wyobrazić sobie że przenieśliśmy się 35 lat wstecz do ,,Stodoły'' i uczestniczymy w tym koncercie... A koncert musiał być nieziemski!
P.S. Duet plastyczny: Buszewicz-Majewski odpowiedzialny za kretyńską okładkę płyty zasługuje co najmniej na publiczny pręgierz.
Tagi: jazz k
22:04, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 

str.A: Things Ain't What They Used To Be; I Let A Song Go Out Of My Heart; Take The ''A'' Train; Don't Get Around Much Anymore
str.B: It Don't Mean A Thing; Solitude; C Jam Blues; Dedicated To Duke

Zgoła odmienne oblicze Ellingtona niż na płycie ,,Sojka Sings Ellington'' omówionej przeze mnie w innym miejscu, poznajemy na płycie legendarnej formacji JAZZ BAND BALL ORCHESTRA. Takie podejście do klasyki Ellingtona zdecydowanie bardziej mi odpowiada. Na płycie znajduje się również wspomniany w recenzji poprzedniej płyty evergreen ,,Don't Get Around Much Anymore'' a także m.in. rewelacyjny, ponadczasowy ,,Take A Train''. O tym że płyta wydana została w wyjątkowo niełaskawych dla polskiej fonografii czasach niech świadczy koperta zastępcza w jakiej wydano część nakładu tego longplaya.

21:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Prelude in E minor; Etude in A minor; Polonaise in C sharp minor; Mazurka in F minor; Prelude in C minor; Waltz in D flat major; Prelude in E minor

W ubiegłym roku obchodziliśmy ,,Rok Fryderyka Chopina'', w związku z tym z kompozycjami Chopina zmierzyło się wielu muzyków, również spoza środowiska (tu padnie nielubiane przeze mnie określenie): ,,muzyki poważnej''. Podczas trwania całorocznego festiwalu, kiedy to najróżniejsi muzycy sięgali po klasykę kompozytora, na mnie największe wrażenie zrobiły projekty Leszka Możdżera (wspaniała płyta: ,,Impressions On Chopin'', 2010), oraz ,,Rock Loves Chopin '' (projekt koncertowy, w który zaangażowani byli m.in. Marek Raduli i RYSZARD SYGITOWICZ).
Postanowiłem sięgnąć do przeszłości i dotrzeć do wcześniejszych ,,nieklasycznych'' interpretacji muzyki Fryderyka Chopina, nie sprowokowanych obchodami ,,Roku Chopinowskiego''. W swoich poszukiwaniach trafiłem na płytę nagraną w 1992 roku przez jazzowe trio ANDRZEJA JAGODZIŃSKIEGO, w skład którego oprócz lidera weszli: Adam Cegielski oraz legendarny perkusista Czesław ,,Mały'' Bartkowski.
Płytę ,,spina'' klamra w postaci otwierającego ,,Prelude in E minor'' i kończącej krótkiej impresji osnutej wokół tego tematu.
Na uwagę zasługuje jazzowe podejście do tematu z zachowaniem konwencji strukturalnej chopinowskich tematów. Tu nie ma rozbudowanych i rozimprowizowanych impresji osnutych wokół głównych tematów. Większość nagrań to czyste transkrypcje kompozycji Chopina zachowujące zamysł koncepcyjny Wielkiego Kompozytora, dokonane z wielkim szacunkiem dla oryginalnych zapisów nutowych. Wzorcowe mistrzostwo wykonawcze pod względem instrumentacji dalekie jest od późniejszego o 20 lat, jazzowego podejścia L.Możdżera. Tu nie ma popisów solowych tak daleko odbiegających od zamysłu twórczego Fryderyka Chopina, jakie znamy z późniejszych ,,nieklasycznych'' interpretacji.
Oczywiście teza jaką wysnułem może być przez niektórych poczytana jako brak polotu muzyków biorących udział w nagraniu, którzy mało włożyli w interpretację gotowych kompozycji. Dlatego płytę należy odbierać jako przetransponowanie Chopina na instrumentację jazzową, a nie własne interpretacje muzyków, odbiegające od tego co przed laty ułożył sobie w głowie Wielki Fryderyk.
Być może właśnie dzięki takim transkrypcjom, kolejni muzycy poszli dalej ,,ingerując'' w kompozycje i przedstawiając coraz to nowe i bardziej oddalone od oryginalnych kompozycji, własne spojrzenie na Chopina. Dlatego słuchając tego krążka należy mieć świadomość, iż nagrań dokonano 18 lat temu, kiedy mało kto porywał się na zmierzenie w sposób jazzowy z geniuszem Chopina.
Reasumując: uważam, iż słuchając kolejnych nagrań muzyków jazzowych czy rockowych będących swobodnymi impresjami wokół chopinowskich utworów, od czasu do czasu należy posłuchać tego rodzaju płyty, aby usłyszeć ,,Chopina na jazzowo'', lecz zagranego w sposób klasyczny.

21:42, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 

str.1: Great Gettin' Up In The Morning; Down By The Riverside; Somebody Bigger Than You And I; I Believe; Come On Children Let's Sing; God Put A Rainbow In The Sky
str.2: Keep A-Movin'; Jesus Met The Woman At The Well; How Great Thou Art; Didn't It Rain; One God; We Shall Overcome

45. letnia płyta winylowa zachowana w stanie idealnym!
12 pieśni gospel wykonywanych przez mistrzynię gatunku: MAHALIĘ JACKSON, kojarzoną oprócz gospel również z jazzem i bluesem. Wielki głos, wielka postać w historii muzyki!
Na płycie znajdziemy m.in. takie standardy jak roztańczony i rozśpiewany ,,Down By The Riverside'', słynny ,,We Shall Overcome'', czy spopularyzowane również przez ELVISA PRESLEYA: ,,I Believe'' i ,,How Great Thou Art''.
Można poddać się tym klimatom i to nie koniecznie w celu zbliżenia się do Boga, lecz po prostu zachwycając się niezwykłym klimatem gospel... mimo to czuję się jakoś ,,uduchowiony'' po przesłuchaniu tej płyty :)

Tagi: J jazz
21:40, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Imagine; Don't Give Up; Tempo De Amor
Str.2: Space Captain; The Times, They Are A' Changin'
Str.3: La Tierra; Tamatant Tilay / Exodus; Tomorrow Never Knows
Str.4: A Change Is Gonna Come; The Song Goes On

Herbie Hancock -pianista i kompozytor, którego kariera trwa od... ponad 60 lat. Pianista zadebiutował bowiem w wieku 11 lat wraz z Chicago Symphony Orchestra grając utwory Mozarta. Kto wie czy jego późniejsza kariera nie potoczyłaby się w kierunku muzyki klasycznej, gdyby muzyk nie przeprowadził się 10 lat później do Nowego Jorku gdzie poznał ludzi związanych z legendarną dziś wytwórnią Blue Note i muzyków takich jak Donald Byrd, Dexter Gordon i Freddie Hubbard. To właśnie pierwszy z wymienionych jazzmanów usłyszawszy grę 20-letniego wówczas pianisty dostrzegł tkwiące w nim atrybuty muzyka improwizującego i zaprosił go do swego zespołu.

Rok później Hancock pod swoim nazwiskiem zadebiutował albumem: ''Takin' Off'', na którym dał się poznać jako świetny kompozytor, a temat pochodzący z płyty: ''Watermelon Man'' stał się jego pierwszym przebojem. Krótko potem wstąpiwszy w skład kwintetu samego Milesa Davisa, Hancock stał się jednym z najbardziej pożądanych muzyków sesyjnych. Tworząc wraz z Ronem Carterem i Tony Williamsem słynną sekcję Davisa, muzyk nagrywał też płyty z własnymi projektami angażując do współpracy m.in. wspomnianych D.Byrda i F.Hubbarda, a także m.in.: Granta Greena i Rona Cartera. Efektem sesji z lat 60-tych dla Blue Note były tak ''pomnikowe'' dziś albumy jak: ''My Point Of View'' (1963), ''Empyrean Isles'' (1964, kolejny wielki przebój: ''Cantaloupe Island'') czy: ''Maiden Voyage'' (1965). 

Muzyka tworzona przez Herbiego Hancocka ewoluuje przez całe lata, jednocześnie ulegając panującym trendom ale też zachowując zawsze najwyższy znak jakości.
Po nagraniu albumu ''Speak Like A Child'' (1968) Hancock opuścił kwintet Davisa kierując swe muzyczne poszukiwania w stronę nowego wówczas nurtu: fusion i jako jeden z pierwszych pianistów wprowadził do muzyki jazzowej instrumenty elektroniczne. Za najbardziej odkrywczy i przełomowy album z tego okresu uważa się bestsellerową płytę: ''Head Hunters'' (1973).

W latach 80-tych Muzyk potrafił zaszczepić w swej twórczości nawet elementy muzyki house i techno, a wydany w tym okresie longplay: ''Future Shock'' (1983) znalazł się na liście najlepiej sprzedających się płyt lat 80-tych zarówno w kategorii jazzu jak i płyt z muzyką pop (pochodzące z niej nagranie: ''Rockit'' to jeden z największych światowych przebojów dziesięciolecia). Z ilością najróżniejszych ukazujących się po dzień dzisiejszy wersji tego elektronicznie spreparowanego kilkuminutowego jingla konkurować może chyba jedynie ,,Blue Monday'' -grupy New Order
W roku 1986 Hancock otrzymał Oscara za muzykę do filmu: ''Round Midnight'', jest laureatem ok 200 nagród Grammy. To jeden z największych pianistów modern jazzu zawsze wymieniany jednym tchem obok: Chicka Corea, Keitha Jarretta i McCoy Tynera.
Jego słynnym projektem jest album: ''Imagine Project'' (2010) złożony z nagrań dokonanych w różnych zakątkach świata i prezentujący poprzez pryzmat muzyki etnicznej jego adaptacje utworów z repertuaru m.in. Johna Lennona, Boba Dylana, Petera Gabriela czy Boba Marleya. W projekcie tym wzięli udział m.in.: Jeff Beck, Marcus Miller, Wayne Shorter, a także gwiazdy młodszego pokolenia jak P!nk i Seal.

HERBIE HANCOCK to jeden z największych pianistów jazzowych świata a zarazem postać o niebywałym zmyśle produkcyjnym obdarzona genialną wręcz fantazją muzyczną.                       Od zawsze przeciera nowe szlaki dla muzyki jazzowej, ale nie stroni też od obszarów wydawałoby się dalekich od jazzu. To On w latach 80. stał się prekursorem nowego sposobu produkcji nagrań muzyki popularnej tworząc płytę ,,Future Shock'', z której aż po dzień dzisiejszy czerpią garściami rzesze muzyków powielając schematy i kopiując sample z choćby najsłynniejszego utworu z wspomnianego krążka: ,,Rock It''. Z ilością najróżniejszych ukazujących się po dzień dzisiejszy wersji tego elektronicznie spreparowanego kilkuminutowego jingla konkurować może chyba jedynie ,,Blue Monday'' -grupy NEW ORDER.
Mając świadomość różnorodności muzycznych wychodzących z warsztatu HERBIEGO HANCOCKA nie wiadomo czego można się spodziewać dowiadując się o ukazaniu Jego nowej płyty. Pamiętając poprzedni album Artysty poświecony w całości twórczości JONI MITCHEL, który szczerze mówiąc nie zachwycił mnie -nie obiecywałem sobie wiele na wiadomość o lipcowej premierze nowego albumu. Dziś jest to dla mnie jedno z największych muzycznych oczarowań roku 2010! Już same nazwiska wydrukowane w dołączonej do dwupłytowego (w wersji winylowej) wydawnictwa wkładki, przyprawiają o zawrót głowy! P!NK, SEAL, JEFF BECK (zabrał do Herbiego ze sobą również TAL WILKENFELD, którą zachwycałem się przy omawianiu w tym miejscu kilkanaście dni temu płyty ,,Emotion & Commotion''), MARCUS MILLER, grupa LOS LOBOS, DAVE MATTHEWS, CHACKA KHAN, gitarzysta ALLMAN BROTHERS BAND: DEREK TRUCKS, córka RAVIEGO SHANKARA (równie uzdolniona jak ojciec): ANOUSHKA SHANKAR czy w końcu legenda saksofonu: WAYNE SHORTER! Jakby tego było mało, na liście tytułów są dzieła które wyszły spod pióra JOHNA LENNONA i PAULA McCARTNEYA, PETERA GABRIELA czy BOBÓW: DYLANA i MARLEYA! Do tego facet zjechał pół świata by dokonać tych nagrań: Wielka Brytania, Irlandia, Francja, USA (Miami, Los Angeles, Jacksonville) ale też: Brazylia i Indie!
Nazw najróżniejszych instrumentów wykorzystanych podczas nagrań nie ośmielę się przepisać z okładki ze względu na duże prawdopodobieństwo popełnienia błędów, jednak sitar czy ukulele w konfrontacji z nimi mogą uchodzić za bardzo swojskie i powszechnie znane.
Pora przygasić światło i opuścić igłę gramofonu na płytę...
Najpierw wybitnie jazzowe intro Hancocka na pianinie i wokal P!NK i SEALA -start! Gitara JEFFA BECKA, na basie MARCUS MILLER... Rany! Jest świetnie! Zupełnie inny wymiar: jest funkująco, czuć jakby bossa novę... Nagle cudnie egzotycznie brzmiące w nieznanym mi języku głosy tworzą iście etniczny klimat. Nigdy nie wyobrażałem sobie, iż ,,Imagine'' LENNONA może TAK zabrzmieć. Majstersztyk i Mistrzostwo Świata! Wciągający transowy rytm afrykańskich głosów (jakby wziętych z ,,Graceland'' PAULA SIMONA) wycisza się. Aż strach słuchać dalej!
,,Don't Give Up'' -PETERA GABRIELA z cudną wokalizą KATE BUSH w innej niż pierwotna wersja uznałbym za profanację... do momentu usłyszenia tego arcydziełka w wykonaniu Projektu Hancocka. P!NK spisała się świetnie wtórując JOHNOWI LEGEND a pląsający bass cudnej TAL WILKENFELD (którą... no dobrze -przemilczę :) ) dopełnia całości. Hancock nie pozbawił tego utworu niczego za co kochamy go od wydania płyty ,,So'' Gabriela w 1986 roku. Mało to! Pianino Hancocka, linia basu i nieziemska wokaliza pojawiająca się w zupełnie nowych momentach kompozycji jako dodatkowy smaczek, olśniewają odkrywając tym samym nieznane dotąd obszary i śliczności tej kompozycji. ,,Gęsia skórka'' od początku do końca!
Po dwóch utworach nagranych w słynnym Beatlesowskim studiu Abbey Road w Londynie pojawia się nagranie popełnione w Brazylii co słychać od samego początku (,,Tempo De Amor''). Jeśli lubicie klimaty brazylijskiej bossa novy śpiewanej w jedynym właściwym dla tego stylu języku -będziecie w niebie. Skojarzenia? Na pewno: ASTRUD GILBERTO i STAN GETZ i ...brazylijskie seriale :).
Drugą stronę albumu wypełniają dwa utwory; ,,Space Captain'' nagrany w Jacksonville, to miejsce na popisy pianistyczne Hancocka  prowadzącego pod koniec utworu rozimprowizowane dialogi z gitarą (DEREK TRUCKS), pojawiają się też organy Hammonda, oraz przede wszystkim wyraźny posmak gospel: typowy chórek i wokalna interpretacja (SUSAN TEDESCHI).
Już sam tytuł kolejnego utworu przyprawia o dreszcze: ,,The Times, They Are A' Changin''' -przecież to BOB DYLAN! Przejmująco niczym MARIANNE FAITHFULL sączy chropawym głosem tekst LISA HANNIGAN, wzbogacając w niespodziewanych momentach linię wokalną zaśpiewami w bardzo egzotycznie brzmiącym języku. No i niesłychanie brzmiąca sekcja irlandzka w tym utworze, za którą brawa należą się grupie The CHIEFTAINS biorącej udział w tym (nagranym tym razem w Paryżu) kawałku. Pląsające gitary, ,,szczotkująca'' perkusja: ponad 8 minut minęło, a mogliby grać ten standard jeszcze i jeszcze... Uff! Koniec pierwszej płyty.
,,La Tierra'' nagrany w Miami z udziałem MARCUSA MILLERA i PETE WALLACE (klawisze) to po prostu bossa nova, utwór wyróżniający  się w środkowej części klimatami znanymi nam z płyt SANTANY -tutaj jednak instrumentem numer 1 jest nie gitara, a pianino Hancocka.
 A teraz... opus magnum płyty? Bardzo możliwe! Dla mnie każdy odsłuch tego utworu wprowadza niesłychane wibracje! ,,Tamatant Tilay / Exodus'' to połączenie dwóch utworów (tak! ten drugi to ,,Exodus'' BOBA MARLEYA!). Arabskie zaśpiewy w połączeniu z rytmem reggae to niesamowity patent! Na wokal niejakiego K'NAANA zawodzącego w kolejnym egzotycznym języku na tej płycie, nachodzi wokal znanych nam skądinąd Panów: LOS LOBOS! Cudeńko!
Pozostajemy w egzotycznym klimacie (a może pogrążamy się jeszcze bardziej!): ,,Tomorrow Never Knows'' BEATLESÓW nagrane w Los Angeles aż kipi od psychodelicznych dźwięków. Wokal DAVE MATTHEWSA pływa podobnie jak u ,,Czwórki z Liverpoolu'' na płycie ,,Revolver'', a ogrom dźwięków jakimi zostajemy przytłoczeni robi wrażenie czegoś w rodzaju celowo spreparowanego chaosu i pozornego bałaganu dźwięków. Sam Mistrz Herbie tym razem nie olśniewa wirtuozerią a koncentruje się raczej na elektronicznym produkowaniu dźwięków. Po odwróceniu płyty jednak wraca charakterystyczna tradycyjna klawiatura. Kompozycja SAMA COOKEa ,,A Change Is Gonna Come'' to kolejna okazja usłyszenia TAL WILKENFELD (pst!:) ), ale przede wszystkim wokalu JAMESA MORRISONA. Jeśli chodzi o pianino Hancocka to jest tutaj naprawdę czego posłuchać: długie rozbudowane solo powinno zadowolić wszystkich, którzy mogliby zarzucać Hancockowi oszczędzanie się na tym albumie.
Nagrany w Indiach ,,The Song Goes On''. Sitar, egzotyczny hinduski wokal K.S.CHITHRA przywołujący skojarzenia z...  ,,The Battle Of Evermore'' -LED ZEPPELIN, swojsko przy niej brzmiąca CHACKA KHAN i jedyny Taki Saksofon Sopranowy na świecie: WAYNE SHORTER! Pulsujący, transowy rytm, nie do końca wyobrażalne dla mnie instrumenty o dziwnych nazwach jak np pakhawaj czy mridangam. W tle pianino HERBIEGO HANCOCKA, na pierwszym planie przekomarzający się z sitarem WAYNE SHORTER -czy to dźwiękowa wizja Raju? Świetne zakończenie genialnego albumu. Takie płyty nie ukazują się codziennie, co tydzień, każdego miesiąca, a nawet każdego roku!
Igła unosi się z płyty i ramię gramofonu wraca. Talerz kręci się coraz wolniej... W powietrzu wyraźnie czuję jeszcze zapach tej muzyki... Gdzieś tam krąży jeszcze ten saksofon, wiruje bas i słychać pianino. Nawet jeśli miałbym już więcej nie usłyszeć tych dźwięków z płyty, pozostaną gdzieś we mnie w środku... na zawsze.

21:20, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Yesterdays; Blues For Nils
str.B: Sunset; Work Song; Kalisz Blues

Wśród najbardziej poszukiwanych longplayów z polską muzyką jazzową znajdują się te wydane przez Polskie Stowarzyszenie Jazzowe jako płyty subskrypcyjne dla członków Klubu Płytowego PSJ. Są to w zdecydowanej części płyty nagrane w Polsce przez światowej sławy muzyków, które nie ukazały się nigdzie na świecie w innej formie jak niskonakładowa, klubowa, rozprowadzana wśród klubowiczów płyta.
Takim unikatem są nagrania ciemnoskórego pianisty KENNY'EGO DREW dokonane podczas Festiwalu Pianistów w Kaliszu (rok 1978). Podczas koncertów jazzowych dochodzi często do spontanicznych konfiguracji muzyków. W czasie trwania tego koncertu doszło do spotkania na jednej scenie KENNY'EGO DREW z polskimi muzykami (porywający, finałowy ,,Kalisz Blues'').
Tagi: D jazz
20:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Nostalgia; Loops; Pustynna burza; Piasek pustyni /inside: Bułgarski blues; Żegnaj Kuba; Afrykański blues / Footprints; Wykryto pewne nieprawidłowości; I Towers You; Edesseg

Projekt Krzysztofa Ścierańskiego ,,Music Painters'' (,,Malarze Muzyki'') liczy sobie już kilka lat. Początkowo zespół tworzyli oprócz lidera: Jose Torres i Bernard Maseli (okres ten dokumentują płyty: ,,Live'', oraz ,,Inna bajka''). Kolejnym wcieleniem ,,Malarzy Muzyki'' był skład uzupełniony o Marka Raduli, w którym Torresa zastąpił Paul Wertico (ex PAT METHENY Group, SBB). W aktualnym składzie na perkusji Wertico zastąpił Przemek Kuczyński i w tej konfiguracji K.Ścierański postanowił udokumentować fonograficznie kilka ostatnich lat muzycznych poszukiwań nagrywając studyjne opracowania granych na koncertach kompozycji. 23 pażdziernika 2010 roku ukazała się płyta kwartetu, firmowana i zatytułowana: ,,The Colors''.

Płyta zaczyna się gitarową frazą Marka Raduli, która towarzyszyć nam będzie w tle całego pierwszego nagrania (,,Nostalgia''). Po chwili rozbrzmiewać zaczyna bas Ścierańskiego, wchodzi perkusja i na blisko 10 minut wpadamy w transowy klimat utworu. Nagranie brzmi bardzo progresywnie, a Raduli tworzy niezwykle zawiłe struktury melodyczne. W połowie utworu chwila wytchnienia, elektroniczno-wibrafonowe pasaże... i dryfujemy dalej: teraz na plan pierwszy wysuwają się dżwięki midi a w tle charakterystycznie szarpane struny basowe i powtarzana niczym mantra od początku utworu fraza gitary. Wspaniały klimat!
,,Loops'' wprowadza nas w bardziej funkowy nastrój, poprzez wyeksponowaną do roli instrumentu solowego gitarę basową K.Ścierańskiego (skojarzenia ze sposobem gry STANLEY'A CLARKE'A). Tu również jest miejsce dla rozbudowanego sola na instrumentach elektronicznych, oraz tym razem spokojniejszej i bardziej stonowanej gitary Marka Raduli, lecz głównym instrumentem jest bas. Uwielbiam ten sposób gry na gitarze basowej! ,,Loops'' kończy solo perkusyjne i powrót do głównego motywu melodycznego.

Kolejnym nagraniem na płycie jest utwór, który miałem ostatnio okazję usłyszeć trzykrotnie na trzech koncertach Marka Raduli i Krzysztofa Ścierańskiego z grupą LABORATORIUM. Wersja płytowa zdecydowanie różni się od ,,laboratoryjnych'' wykonań koncertowych. Dalekowschodni, orientalny klimat ,,Pustynnej burzy'' potęgują dźwięki imitujące sitar i zdeformowany głos. Linia melodyczna kompozycji wywołuje jednoznaczne skojarzenia z muzyką arabską. To zdecydowanie jedna z najlepszych kompozycji Ścierańskiego wszechczasów!
Pozostajemy na pustyni, bowiem kolejne nagranie nosi tytuł: ,,Piasek pustyni''. Podobnie arabsko brzmiąca struktura wywołuje klimaty kojarzące mi się z ,,pustynną'' płytą grupy CAMEL: ,,Rajaz'', nawet gitara M.Raduli gra jakby podobne do A.Latimera frazy. Oczyma wyobraźni widzę rząd wielbłądów sunący karawaną przez pustynię. Trochę może ,,wyrwany z kontekstu'' jest wpleciony w utwór: ,,Bułgarski blues'', który tak naprawdę nie jest bluesem, lecz piękną impresją zagraną na gitarze basowej. Piękną! Może trochę szkoda tego wątku Panie Krzysztofie? Może byłby z tego wspaniały samoistny utwór?
,,Żegnaj Kuba'' -dedykowany zmarłemu przyjacielowi i ,,dobremu duchowi'' wcześniejszych ,,kolorowych'' poczynań -Kubie Florkowi to najspokojniejszy na krążku utwór, podczas którego najpiękniejsze części stanowią fragmenty z gitarą basową na pierwszym planie. Piękny, nastrojowy klimat psuje trochę ,,piszczące'' solo B.Maseli w środku utworu, ale na szczęście po chwili wraca ta jedyna w swoim rodzaju gitara Ścierańskiego, wzbudzająca tak niezwykłe emocje.
Egzotyczna wokaliza rozpoczyna ,,Afrykański blues''... Tak -to bardzo etniczna płyta. Krzysztof Ścierański zabiera nas na niej poprzez klimaty kompozycji w egzotyczne rejony globu jednocześnie sprawiając, iż płyta jest od 1 do 7 utworu jednolita i robi wrażenie zwartej, programowej całości. Egzotyczne ,,przeszkadzajki'' i stonowana perkusja P.Kuczyńskiego wprowadzają nas w kolejny utwór połączony pod numerem 6 w spisie nagrań z ,,Afrykańskim bluesem'': ,,Footprints''. To jedyna kompozycja na płycie nie napisana przez Ścierańskiego. Nasz najlepszy basista sięgnął do teki kompozytorskiej Wayne Shortera, aby przedstawić swoją wersję utworu a może raczej impresje na jej temat.
,,Wykryto pewne nieprawidłowości'' to kolejne na płycie nagranie, które miłośnicy K.Ścierańskiego uważać będą za dokonanie solowe basisty  z zespołem towarzyszącym. Krzysztof Ścierański napisał całą płytę, a że jest gitarzystą basowym -oczywistym wydaje się fakt iż pisze muzykę pod kątem tego instrumentu. Stąd dominujący w większości nagrań bas. ,,Wykryto pewne nieprawidłowości'' to jeden z niewielu utworów, w których nie drażni mnie brzmienie instrumentów B.Maseli, brzmiących tutaj dyskretnie i nie wysuwających się ani na moment na pierwszy plan. Traktuję ten krążek jako płytę gitarową, dlatego niektóre momenty płyty gdy B.Maseli wygrywa zbyt długo swoje przetworzone elektronicznie do granic przyzwoitości solo, po prostu mnie irytują.
Podczas jednej z niedawnych rozmów z K.Ścierańskim ośmieliłem się zauważyć, iż ostatnie dwa utwory na płycie ,,The Colors'' odbiegają od reszty pod względem zarówno struktury kompozycji jak i samego sposobu rejestracji i nie mogę wyzbyć się wrażenia, iż właściwa płyta kończy się na utworze ,,Wykryto...'', a pozostałe dwie ścieżki to tzw ,,bonus tracki'', a więc nagrania dodatkowe. Jak przyznał Pan Krzysztof: dwa ostatnie utwory zostały skomponowane i nagrane ,,na szybko'', natomiast reszta płyty składa się z rzeczy ogrywanych już wielokrotnie na koncertach i modyfikowanych. No cóż: utrzymany w klimacie funky ,,I Towers You'' może i wywołuje podczas słuchania rytmiczne ruchy kończyn dolnych, ale po jego przesłuchaniu nic nie zostaje w pamięci. Kończący płytę ,,Edesseg'' zbudowany na jednym basowym riffie to także utwór, któremu w sumie nic nie można zarzucić, oprócz tego że jest ...przeciętny, a po wysłuchaniu siedmiu wybitnych nagrań z tej płyty -ta ,,przeciętność'' wypada blado.
Na 9 nagrań -7 wybitnych i 2 przeciętne... hmmm... życzyłbym sobie jak najwięcej takich płyt jeszcze usłyszeć.

20:22, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Moonlight Serenade; Little Brown Jug; Serenade In Blue; I've Got A Gal In Kalamazoo; In The Mood
str.B: Stardust; Pensylvania 6-5000; Perfidia; Chattanooga Choo-Choo; American Patrol

Przed 25.laty BIG WARSAW BAND ,,pod wodzą'' Stanisława Fiałkowskiego porwał się na nagranie płyty z największymi standardami mistrza swingu Glenna Millera. Jak pamiętam; płyta owego czasu cieszyła się dużym powodzeniem, a jak przekonałem się po upływie ćwierćwieku: do dnia dzisiejszego brzmi wyśmienicie. Nic nie może równać się z klimatem słynnej ,,Serenady księżycowej'' (,,Moonlight Serenade''), czy urokiem ,,Little Brown Jug'', a nieśmiertelny ,,In The Mood'' zawsze wywołuje te same emocje. Wspaniałe brzmienie warszawskiego big bandu z gościnnym udziałem w czterech utworach Andrzeja Rosiewicza, sprawia iż tej płyty winylowej z połowy lat 80. wciąż słucha się z równą przyjemnością.

19:38, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
1 ... 56 , 57 , 58 , 59