Recenzje ok. 2500 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.
| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

NOWY ADRES

Od 1 marca wszystkie nowe wpisy
publikowane są pod adresem:

longplay1.blogspot.com

Wpisy z tagiem: R

wtorek, 15 maja 2012

Configuration; Usami; Le- Si - Jer; Improvisation I; Improvisation II


Tagi: jazz R
21:56, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 maja 2012

John RAYMOND: Strenght & Song /CD 2011, Strenght & Song Records/

Already & Not Yet; Onward; Onward Outro; The Rock; Ebeneezer; O Come, O Come Emmanuel; The Way Home; Motivations Of A Pharisee; Isotope; The Poor Blind Man; Psalm 37: Anthem

Tagi: jazz R
13:41, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 kwietnia 2012

Swing 48; My Bossa; Lulu Swing; All Of Me; Claire de Lune; Summertime; Topsy; Miro Tata Miner; My Melancholy Baby; Si Tu Savais; Out of Nowhere / Hungaria; Reily; Santana; Notu Swing; Them There Eyes


Tagi: jazz R
18:45, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Mirek RZEPA: Rymszary /CD 2011 Falami/
Polna; Rym szary; Kasztanowy; Od teraz do zaraz; Złoty biedaszyb; Przede wszystkim spokój; Muchowiec; Turkusowe święto; Superjednostka; Jeszcze śpię; Dla Jagody; Niedziela na Nikiszu
wtorek, 25 października 2011

 RGG: One /CD 2011 (2010) Fonografika/
One; Around Again; Bell; Spring Walk; Elm; From The Other Hand; Almost Blues; The Truth; Out Of A Row; C.T.; Stop And Think; When My Anger Starts To Cry; On The Way To Road 11

Już sama estetyka okładki płyty i dołączonej do wydawnictwa książeczki utrzymanych w konwencji czarno -białych i barwnych fotografii muzyków oraz zimnych leśnych pejzaży zwiastuje klimat płyty.
W otwierającej płytę kompozycji Maćka Garbowskiego (autora pięciu utworów z płyty): ''One'' wchodzimy w nastrój kontemplacji i zasłuchania. Piękne czyste brzmienie fortepianu tworzy melodię, która doskonale sprawdziłaby się jako temat filmowy i ilustracyjny.
Inaczej brzmi rozimprowizowany temat Carli Bley: ''Around Again''. Tu odzywa się niepokorna natura free tkwiąca w muzykach; agresywne partie fortepianu, przeskakujący akordy kontrabas i nieregularny rytm perkusji odkrywa zupełnie nową estetykę tej kompozycji. Umiejętność zmian nastroju polegająca na radykalnych zmianach klimatu to jeden z największych atrybutów nowej odsłony RGG. W jednej chwili z nostalgii i zadumy muzycy przenoszą nas w ekspresję i dynamizm, co bynajmniej nie powoduje czegoś w rodzaju zerwania ciągłości, a jest w tym przypadku naturalną koleją rzeczy. Nostalgia, zasłuchanie, a po chwili: niepokój i gwałtowne przebudzenie -tak budowany nastrój płyty towarzyszy nam podczas kolejnych precyzyjnie ułożonych kompozycji w programie krążka.
''Bell'' to kolejna charakterystyczna dla kontrabasisty tria kompozycja oparta na pasażach fortepianu przywołująca budowane przez wyobraźnię obrazy i skłaniająca do refleksji. Na uwagę zasługują rozmaite efekty tworzone przez perkusję (dzwonki, skrzypienie, dźwięki przelewanej wody) doskonale ozdabiające całość.
Przemek Raminiak skomponował na płytę trzy utwory. Pierwszym z nich jest temat: ''Spring Walk'' -melodyjna, oparta na zgrabnych akordach fortepianu kompozycja, gdzie jednak dużo miejsca pozostawiono na swobodne improwizacyjne wędrówki kontrabasu w środkowej części. ''Spring Walk'' odwołuje się do tradycji muzyki klasycznej co jest zapewne wynikiem starannego wykształcenia muzycznego jej kompozytora. Pośród twórców współczesnej muzyki jazzowej znajdziemy całe rzesze artystów nie posiadających akademickiego wykształcenia w zakresie kompozycji klasycznej. Często jednak w przypadku absolwentów Akademii Muzycznych można dostrzec wyraźny ślad uzyskanego przed laty tytułu i myślę iż taką właśnie ''nutkę akademizmu'' zawierają w sobie kompozycje Raminiaka na tej płycie.
Kolejnym sięgnięciem po kompozycje ''z zewnątrz'' jest umieszczenie na albumie własnej interpretacji tematu nowojorskiego pianisty Richie Beiracha: ''Elm''. Trochę nagranie to odbiega klimatem od reszty materiału płyty, lecz jest to najprawdopodobniej celowy zabieg a przy okazji ukazanie ogromnych możliwości Raminiaka, którego sposób interpretacji nie bez powodu porównywany jest często przez krytyków do artykulacji samego Keitha Jarretta.
''From The Other Hand'' to temat odwołujący się do tradycji najpiękniejszych ballad jazzowych napisanych na fortepian, a zarazem kolejna kompozycja doskonale mogąca sprawdzić się w roli muzyki ilustracyjnej. Stosunkowo mało tu improwizacji, są za to piękne partie krystalicznie brzmiącego fortepianu i kolejna okazja do zadumy i refleksji.
Najbardziej dynamiczną kompozycją Garbowskiego na tej płycie jest: ''Almost Blues'' stanowiący ukłon Muzyka w stronę tradycji ''jazzowego bluesa'' z charakterystycznie synkopowanym rytmem odwołującym się do największych dokonań gatunku. W sumie nic nowego, a jednak ciekawie brzmi to nagranie w kontekscie całej płyty, jako swoiste ukazanie możliwości poruszania się i w tych rejonach jazzu tria RGG.
''The Truth'' i ''Out Of A Row'' -to kolejne kompozycje Garbowskiego; pierwsza ''scalona'' kojącym brzmieniem klawiszy, druga oparta na brzmieniu grającego smyczkiem kompozytora w kontrapunkcie dla melodyki fortepianu.
Kompozycja zespołowa: ''C.T.'' to z kolei najbardziej chyba oscylujący w rejony free jazzu kawałek. To zaledwie dwie minuty, robiące jednak wrażenie bardzo swobodnej improwizacji.
Tytuł kolejnego utworu: ''Stop And Think'' (P.Raminiak) oddaje w pełni jego nastrój i sposób postrzegania narzucony klimatycznie słuchaczowi. Nostalgia i zamyślenie, podczas których towarzyszą nam improwizowane partie kontrabasu na tle fortepianu, Wszystko to ozdobione jest najróżniejszymi ''przeszkadzajkami'' perkusyjnymi. To zarazem najdłuższe nagranie na płycie (7:42). Zdałem sobie tym samym sprawę z faktu, iż płytę: ''One'' wypełnia 13 bardzo krótkich i zwartych konstrukcyjnie nagrań, co w przypadku tego rodzaju muzyki nie jest rzeczą nagminną. Rzadko bowiem w przypadku jazzowego tria udaje się skonstruować utwory zamknięte w 5 minutach, a jednocześnie rozwinąć improwizowane sola bez sztucznego kompresowania całości. Muzyka RGG, choć tętniąca pełnią improwizacji jest jednocześnie niezwykle zwarta i podporządkowana niedostrzegalnej dla słuchacza dyscyplinie.
Nieporozumieniem mogłoby wydawać się umieszczenie pośród własnych kompozycji muzyków o sprecyzowanej stylistyce takiego tematu jak przebojowy kawałek: "When My Anger Starts to Cry" z repertuaru norweskiego nu-jazzowego duetu Beady Belle. Jest to jednak interpretacja jak najbardziej mieszcząca się na wysokiej półce RGG, pełna fantazji i porywająca.
Płytę kończy jeden z najdoskonalszych utworów jazzowych jaki ukazał się w roku 2011 na polskich płytach: druga na albumie: ''One'' kompozycja zespołowa. Tym razem nie są to jednak wędrówki instrumentalistów w kierunku awangardy czy free, lecz przepiękna melodia: ''On The Way To Road 11''. Pomimo, iż jazz jest muzyką improwizowaną i w zasadzie nie podporządkowaną ściśle melodyce, to jednak najwspanialsze utwory tworzące kanon jazzu powstawały zawsze na bazie (po prostu): ładnych melodii. Taką właśnie jest: ''On The Way...'', na której zbudowano całe nagranie.
''One'' pomimo, iż nie jest płytą odkrywczą i przecierającą jakieś nowe szlaki muzyki improwizowanej, to zdecydowanie jedna z kilku najciekawszych pozycji płytowych polskiego jazzu anno domini 2011.

00:51, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 sierpnia 2011

 RUST: ...Is Calling /CDSP/
Going Down; Show Me; You've Got It All

Rust w 2009 roku został laureatem festiwalu ''Łódźstock'', zdobył nagrodę Grand Prix podczas trzeciego ''Open Air Rock Festival'' w Siedlcach a na ''Fama Rock Festival 2011'' w Iławie zdobył również główną nagrodę. Od pewnego czasu zespół szturmem zdobywa nagrody na różnego rodzaju festiwalach torując sobie drogę na coraz większych i ważniejszych scenach w kraju. Rust ma na swym koncie już jeden album, jednak od czasu jego nagrania zespół przeszedł coś w rodzaju metamorfozy i dzisiejsze oblicze grupy jest zgoła odmienne od tego jakie zespół reprezentował na debiutanckiej płycie ''RusT'n'Roll'' (2009). Zespół chętnie sięga po klasykę rocka ciekawie ją interpretując, dzięki czemu podczas koncertów grupy możemy wysłuchać takich ''kamieni milowych'' rocka jak choćby ''Imigrant Song''.
W nagraniach wypełniających EP'kę słychać zresztą echa klasyki spod znaku Led Zeppelin (choćby partie gitary w ''Show Me''). Jeśli można użyć określenia ''przebój'' w stosunku do hard rocka; na tej płytce jest nim ''Going Down'', który notabene pojawił się już na jednej z radiowych list przebojów.
Mocny, wysoki wokal Michała Przybylskiego oraz doskonale, ciężko brzmiące gitary Szymona Szymkowiaka i Piotra Trybusza, poparte sekcją rytmiczną: Paweł Malinowski (bas) i Łukasz Czechyra (perkusja) tworzą brzmienie będące niezwykłym pomostem pomiędzy klasyką hard rocka a dzisiejszym ciężkim brzmieniem.
Odwoływanie się do tradycji i nadanie jej świeżego oddechu dzisiejszego sposobu postrzegania hard rocka, sprawia iż Rust jest zespołem niezwykle oryginalnym na dzisiejszej scenie rockowej, który najlepsze zapewne ma dopiero przed sobą.

Tagi: R rock blues
03:56, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 lipca 2011
  UNDIVIDED with PERRY ROBINSON: Moves Between Clouds /2011 CD/
Hoping The Morning Say; Moves Between Clouds; What A Big Quiet Noise
Płyta jest rejestracją koncertu jaki odbył się w 2009 roku w Warszawie, materiał zmiksowano w Niemczech, a dwa lata później podczas ''Tzadik Poznań Festival'' miała miejsce jej premiera.
Nie jest to łatwa w odbiorze muzyka. Trzy długie utwory wypełniające krążek to free jazz oparty w dużym stopniu na awangardzie, w którym przewodnią rolę odgrywają klarnety: Perry Robinsona -wyśmienitego mistrza tego instrumentu (współpracującego z tak różnymi postaciami muzycznej sceny jak: Anthony Braxton, Dave Brubeck, Carla Bley, Archie Shepp czy nawet Ginger Baker), oraz zdobywającego coraz większe uznanie na scenie międzynarodowej: Wacława Zimpela.
Undivided to międzynarodowy projekt, w skład którego oprócz wspomnianej sekcji dętej wchodzą: legendarny pianista awangardowy Bobby Few (mający za sobą współpracę z tak wielkimi muzykami jak choćby Archie Shepp czy Steve Lacy), oraz doskonała sekcja rytmiczna: Mark Tokar z Ukrainy -grający na kontrabasie i jeden z najwybitniejszych muzyków europejskiej awangardy: perkusista Klaus Kugel, znany choćby z współpracy z Bobo Stensonem i Tomaszem Stańko.
''Undivided to próba opisu poprzez muzykę różnych stopni świadomości człowieka'' -czytamy w folderze festiwalowym dostępnym podczas koncertu kwintetu w dniu premiery tej płyty.
Zapewne tyle jest sposobów odbioru i interpretacji mentalnej tych nagrań, ilu jest słuchaczy. Faktem natomiast jest, iż W.Zimpel i P.Robinson stworzyli niezwykły i rzadko tej klasy spotykany na dzisiejszej scenie jazzowej, duet klarnetowy, którego dokonania nawiązują zarówno do tradycji free jazzu jak i do muzyki ludowej oraz klezmerskiej.
W projekcie tym mamy również do czynienia z niezwykłym starciem się dwóch pokoleń jazzmanów: z jednej strony Zimpel, Tokar i Kugel -muzycy młodego pokolenia, z drugiej nestorzy gatunku i weterami jazzu: Robinson i Few.
Miejmy nadzieję, iż nie raz jeszcze Undivided w swoim kwintetowym wcieleniu z Perry Robinsonem uraczy nas swoimi kolejnymi dokonaniami. 
23:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 maja 2011

 KENNY ROGERS: The Hit Singles Collection (CD 1985)

Ruby Don't Take Your Love To Town; Tulsa Turnaround; Elvira; Reuben James; The King Of Oak Street; Me And Bobby McGee; Just Dropped In; For The Good Times; Something's Burning; Tell It All Brother; Sunshine; A Poem For My Little Lady; She Even Woke Me Up To Say Goodbye; But You Know I Love You; Heed The Call; I Believe In Music

Jedna z pierwszych płyt CD wydanych przez MCA! Wydaną w 1985 roku płytę kompaktową udało mi się nabyć jeszcze zafoliowaną! Po 26. latach od zafoliowania, została otwarta i po raz pierwszy przesłuchana.
Chyba był to pierwszy oficjalny kompakt KENNY ROGERSA jaki ukazał się na świecie, gdyż edycje CD jego katalogowych albumów ukazały się dopiero w późniejszych latach.
Na skromnie wówczas wydanym krążku znalazło się 16 utworów jakie pierwotnie ukazały się na małych winylowych singlach. Nie jest to jednak coś w rodzaju swoistego ,,Greatest Hits'', gdyż brakuje tutaj takich hitów jak choćby: ,,The Gambler'' czy ,,Lady''. Znajdziemy tu jednak jeden z największych przebojów Rogersa: ,,Ruby Don't Take Your Love To Town'' czy nie ustępujący mu popularnością ,,Reuben James''.
Słuchając takich nagrań jak ,,Tulsa Turnaround'' czy ,,Elvira'' trudno jednoznacznie sklasyfikować KENNY ROGERSA jako piosenkarza country. W utworach tych dość wyraźnie bowiem brzmią echa bluesa czy nawet soul. Ba! Taki kawałek jak (siódmy na płycie): ,,Just Dropped In'' to czysta psychodelia spod znaku IANA HUNTERA czy SYDA BARRETTA!
Jedną z najpiękniejszych piosenek na płycie jest (druga po ,,Me And Bobby McGee'' w tym zbiorze) napisana przez Krisa Kristoffersona: ,,For The Good Times''. Następująca po niej ,,Something's Burning'' to z kolei pełna ognia wersja kompozycji MACA DAVISA utrzymana w wspaniałym klimacie muzyki rockowej końca lat 60-tych. Nie jest to jedyna kompozycja Davisa na tej płycie -drugą bowiem jest urocza piosenka ,,A Poem For My Little Lady'', trzecią z kolei kończąca płytę ,,hymnowa'': ,,I Believe In Music''. Słuchając tej płyty zostałem sprowokowany do odszukania w mojej kolekcji, oprócz winylowych płyt Rogersa, również płyty MACA DAVISA, który jest kompozytorem i wykonawcą wielkim acz niedocenionym, a w Polsce śmiem twierdzić iż zupełnie nieznanym.
Choć gwiazda tego dziś siedemdziesięcioparoletniego Pana z siwą brodą nieco przygasła, czar i urok takich wylansowanych przez niego piosenek jak: ,,Ruby Don't Take Your Love To Town'' czy jego własna wersja standardu K.Kristoffersona ,,Me And Bobby McGee'' są nieśmiertelne i na zawsze wpisały się grubą czcionką w historię zarówno muzyki country jak i szeroko pojętej muzyki pop.
To jeden z tych wielkich interpetatorów, dzięki którym wszystkie wykonywane przez niego piosenki, choć nie napisane przez niego ani nawet: dla niego -brzmią jak jego własne i zapadają w pamięci jako ,,Piosenki KENNY ROGERSA''.

Tagi: Pop R
21:28, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 kwietnia 2011

str.1: Hymn Of The Seventh Galaxy; After The Cosmic Rain; Captain Senor Mouse
str.2: Theme To The Mothership; Space Circus Part I / Part II; The Game Maker

 ,,Hymn Of The Seventh Galaxy'' (1973) przynosi wiele zmian w porównaniu z dwoma pierwszymi albumami zespołu. Chwilami aż trudno uznać tą płytę za album tej samej formacji, która zarejestrowała dwa pierwsze tak odmienne od niej albumy. To zdecydowanie kolejny etap muzycznych poszukiwań C.Corei z zespołem. Z poprzedniego składu oprócz lidera pozostał tylko (ale też i: ,,aż'') STANLEY CLARKE (zamienił jednak kontrabas na elektryczną gitarę basową). Na perkusji gra wspaniały Lenny White, a zamiast saksofonu i fletu pojawia się bardzo rockowa gitara Billa Connorsa. Nie ma też wokalu. Dla wszystkich oczekujących kontyuacji dwóch pierwszych albumów, płyta będzie rozczarowaniem. Natomiast dla nie słyszących płyty wcześniej, a uwielbiających fussion i jazz-rockowe brzmienia... płyta może okazać się objawieniem.
Otrzymujemy płytę w zupełnie innym nastroju, jednakże wspaniałą i niezwykle ,,drapieżną''. Tu już nie ma damskich wokaliz, bajecznych dźwięków fletu i nastrojowych klimatów. Jest jazz-rock w czystej postaci, tak często pojawiający się w muzyce fussion. Dynamiczny utwór tytułowy jest zaledwie przygrywką do następującego po nim blisko 9-minutowego ,,After The Cosmic Rain'' z jeszcze bardziej rockowymi partiami gitary Connorsa, będącego kompozycją S.Clarke'a (resztę materiału napisał Corea).
Nie ma wytchnienia podczas kolejnego (również 9-minutowego) ,,Captain Senor Mouse'' w galopującym rytmie. Arsenał lidera został poszerzony o wiele innych instrumentów klawiszowych, tworząc nowocześniejsze (przypominam: jest rok 1973) brzmienia elektroniczne. W ,,Captain Senor Mouse'' słyszymy jednak również tak archaiczny instrument w muzyce jazzowej (rockowej?) jak klawesyn... brzmi wspaniale!
Drugą stronę płyty winylowej ,,Hymn Of The Seventh Galaxy'' wypełniają również trzy kompozycje. Płytę zdecydowanie zdominowali gitarzyści, co słychać również w ,,Theme To The Mothership'', podczas którego C.Corea jest zaledwie akompaniatorem dla solowych popisów B.Connorsa i S.Clarke'a, pozwalającym sobie zaledwie na jedną solówkę w drugiej części utworu.
Dwuczęściowa miniaturka ,,Space Circus'' to funkujący (głównie dzięki Clarke'owi) kawałek oparty na pomimo wszystko dość monotonnym riffie basowym.
,,The Game Maker'', będący zakończeniem tej płyty to dzięki zawiłym pasażom gitarowym progresywny w odbiorze utwór, mogący wywołać skojarzenia z Mahavishnu Orchestra i Johnem McLaughlinem.
Płyta zdecydowanie udana, lecz jakże odmienna od dwóch pierwszych albumów formacji CHICKA COREI.
...I tylko na rewersie okładki zarys wizerunku mewy bądź rybitwy przypomina nam pierwszy album ,,Return To Forever''.

23:03, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

You're Everything; Light As A Feather; Captain Marvel; 500 Miles High; Children's Song; Spain

Drugą płytą grupy CHICK COREA AND RETURN TO FOREVER jest nagrany w dokładnie tym samym składzie co pierwsza płyta kilka miesięcy wcześniej -album ,,Light As A Feather'' (1972). Płyta zawiera 6 utworów: 3 dłuższe ok. 10-minutowe i trzy krótsze jazzowe miniaturki. Nie ma więc tutaj tak monumentalnie rozbudowanej kompozycji jak wypełniająca drugą stronę pierwszego albumu formacji.
Płytę otwiera ,,You're Everything'' -w sumie przeciętny jazzowy utworek zaśpiewany tym razem w jakby ,,innym duchu'' przez F.Purim.
Wszystkie teksty na album (podobnie jak w przypadku pierwszej płyty), napisał N.Potter. Wyjątkiem jest druga na płycie kompozycja, będąca zarazem tytułem płyty: ,,Light As A Feather'', do której słowa napisała sama wokalistka udzielająca się na tej płycie również jako ,,obsługująca'' różnego rodzaju perkusyjne przeszkadzajki wspaniale wzbogacające brzmienie płyty. W utworze tytułowym płyty słuchamy wyśmienitych partii basowych STANLEYA CLARKE'A ,,pojedynkujących'' się w połowie nagrania z klawiszami Corei... no i ten śpiew FLORY PURIM zespajający i jakby godzący te wszystkie ,,przekomarzania się'' instrumentów pod koniec. Świetny utwór!
Nawiązaniem klimatycznym do ,,La Fiesta'' z albumu ,,Return To Forever'' wydaje się być ,,Captain Marvel'' z pląsającym basem, ,,lewitującym'' fletem i wokalizą -refrenem. Perkusja wspaniałego AIRTO MOREIRY w tym utworze w wyjątkowo bogaty sposób została uzupełniona ,,przeszkadzajkami'' Pani Flory (napracowała się bardzo podczas tych pięciu minut :) ).
Czas na drugi dłuższy utwór: ,,500 Miles High''. Krótki, aczkolwiek urokliwy tekst zaśpiewany na początku utworu jest punktem wyjscia do rozbudowanych improwizacji JOE FARRELLA i CHICKA COREI ubarwianych w tle tymi najróżniejszymi ,,stukaniami'' FLORY PURIM. Tego wyśmienicie się słucha! Kiedy saksofon milknie a klawisze ograniczają się do dyskretnego akompaniamentu: na planie pierwszym pojawia się kontrabas Clarke'a. Po chwili ,,maszyna dźwięków'' rusza dalej a krótki odśpiewany fragment tekstu, który rozpoczął kompozycje, zwieńcza ją w wielkim stylu.
,,Children's Song'' to delikatny uroczy i łagodny przerywnik utrzymany w ,,pozytywkowym'' nastroju, pozwalający na ,,wzięcie oddechu'' przed 10-minutowym finałem.
,,Spain'' rozpoczyna cytat z ,,Concerto D'Aranjuez'' Joaquina Rodrigo, przekształcający się w jazzową fiestę, znowu wywołującą skojarzenia do finału poprzedniej płyty zespołu. Po raz kolejny: piękna wokaliza i beztroski a jednocześnie skłaniający do lekkiej zadumu nastrój.
Wielka szkoda, że skład RETURN TO FOREVER, w którym dokonano nagrań na dwa pierwsze albumy formacji -nie utrzymał się na kolejnych płytach.

Tagi: C Chick Corea R
23:02, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.I: Return To Forever; Crystal Silence; What Game Shall We Play Today
str.II: Sometime Ago - La Fiesta

Płytą, od czasu której usłyszenia zainteresowałem się muzyką CHICKA COREI był pierwszy album jego formacji, będący jednocześnie tytułem płyty: ,,Return To Forever'' (1972). Licencyjną płytę wydaną w ówczesnym Związku Radzieckim nakładem tamtejszej wytwórni Melodija, otrzymałem w latach 80. drogą korespondencyjną od mego znajomego, z którym prowadziłem wymianę licencyjnych longplayów wydawanych w Polsce, na wydawane za wschodnią granicą a niedostępne u nas. Wobec ,,astronomicznych'' w tamtych czasach cen płyt światowych wykonawców -trzeba było sobie jakoś radzić i zdobywać niedostępne w Polsce nagrania płytowe różnymi kanałami. Wiedziałem wówczas tylko tyle, iż to znany jazzowy pianista mający na swym koncie m.in. nagranie płyty ,,Bitches Brew'' (1969) z MILESEM DAVISEM. Przypomnę, iż były to czasy gdy muzyka nie była tak powszechnie dostępna jak dziś, a oferta księgarnii i sklepów muzycznych (nie było wówczas jako takich: sklepów płytowych) pozostawiała wiele (hmm... bardzo wiele!) do życzenia. Gdy usłyszałem tą płytę -przeżyłem  coś w rodzaju muzycznego objawienia. Oto bowiem porwała mnie muzyka powszechnie uważana za elitarną i nieprzystępną dla każdego: jazz. Postanowiłem, kiedy tylko będzie to w zasięgu moich możliwości -zaopatrzyć się w oryginalną edycję płyty, wydaną przez kultową wytwórnię ECM. Udało się to 10 lat później :) .
Otwierający płytę, tytułowy ,,Return To Forever'' z wokalizą Flory Purim: raz melodyjną, innym razem wręcz zadziorną a nawet przeistaczającą się w dramatyczny krzyk, wywołał u mnie skojarzenia z czymś w rodzaju ilustracji muzycznej do ambitnego filmu grozy. Stąd może skojarzenia z ,,Rosemary's Baby'' KOMEDY, choć ten 12-minutowy utwór odznacza się zdecydowanie większą dawką ekspresji i dramatyzmu niż kołysanka z filmu Polańskiego.
Drugi na płycie to ,,Crystal Silence'' zbudowany wokół partii saksofonu sopranowego (Joe Farrell), z leniwie snującymi się dźwiękami elektrycznego fortepianu kompozytora całej płyty: CHICKA COREI.
Ostatnie cztery i pół minuty pierwszej strony płyty to przeurocza piosenka utrzymana w rytmie samby: ,,What Game Shall We Play Today'', zaśpiewana oczywiście przez Florę Purim. W roku 1972 nie funkcjonowało jeszcze pojęcie ,,smooth jazz'', dziś jednak śmiało możnaby zdefiniować ten piękny utwór tym określeniem. Beztroska i z bajeczną lekkością zaśpiewana piosenka (słowa: Neville Potter) ubarwiona jest wspaniałymi solówkami fletu potęgującego efekt lekkości i radosnej ekstazy).
Prawdziwym jazzowym misterium jest strona druga płyty wypełniona dwuwątkową suitą: ,,Sometime Ago -La Fiesta''. Przez pierwszych kilka minut nic nie zwiastuje rozwinięcia się kompozycji w kierunku jaki obiera później. W trakcie trwania suity pojawia się kolejna urokliwa partia wokalna Flory Purim (,,Sometime Ago''). W zasadzie spokojnie z suity możnaby wyciąć kolejną (po ,,What Game Shall We Play Today'') uroczą piosenkę jazzową. Tym razem jednak w zdecydowanie szybszym rytmie, jeszcze barwniej okraszoną dźwiękami fletu i elektrycznego pianina z wspaniałą partią kontrabasu STANLEYA CLARKE'A. W drugiej części suity porywa nas niezwykła ,,La Fiesta''. Tutaj J.Farrell odkłada flet i ponownie sięga po saksofon, tutaj pojawiają się kastaniety, tutaj wibruje kontrabas Clarke'a w szybkim rytmie... Wielki, podniosły finał robiący doprawdy wrażenie prawdziwej jazzowej fiesty. Cytaty z tego utworu wiele razy pojawiały się później na różnych płytach (m.in. na omawianym przeze mnie jakiś czas temu i wcześniej wspomnianym albumie C.Corei i GABORA SZABO: ,,Femme Fatale'' 1981, czy ostatnim wspólnym dokonaniu Corei i GARY BURTONA: ,,The New Crystal Silence'', 2008). ,,La Fiesta'' była też inspiracją dla wielu muzyków tworzących utwory o podobnej strukturze dynamicznej w późniejszych latach (choćby CHUCK MANGIONE: ,,Children Of Sanchez'', 1978).
Myślę, iż w przypadku tego albumu nie będzie nadużyciem tak zdewaluowane ostatnio określenie: kultowy. Osobiście otaczam ,,kultem'' ten album jako całość, będącą niezwykle nowatorską pozycją, wyznaczającą w późniejszym okresie wiele kierunków fussion-jazzu. Również okładka tej płyty ma dla mnie kultowy charakter; często widząc nad taflą jeziora unoszącą się rybitwę -skojarzenia mam jednoznaczne a w głowie słyszę: ,,What Game Shall We Play Today'' :) .

Jako kolekcjoner płyt, zawsze miałem problemy z skatalogowaniem tej płyty pod względem wykonawcy. Płytę firmuje bowiem nazwisko CHICKA COREI, jednakże jej tytuł jest zarazem nazwą zespołu, która pojawia się na kolejnych albumach. Ostatecznie uznałem, iż jest to: CHICK COREA & RETURN TO FOREVER: ,,Return To Forever'' :) .
Zespół RETURN TO FOREVER nagrał osiem wyśmienitych płyt, które zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie niż firmowane jako solowe albumy: płyty CHICKA COREI. Dlatego na zawsze pozostanę wierny pełnej dyskografii grupy, a ,,solowy'' dorobek płytowy jej twórcy traktuję wybiórczo, wybierając z niego niektóre pozycje.
Nie jestem, jak się okazuje odosobniony w takim podejsciu do solowej twórczości Corei, bowiem około 40% jego albumów jak obliczyli statystycy otrzymało w amerykańskich magazynach jazzowych noty poniżej: 6, w skali: 1-10.

23:01, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5