Recenzje ponad 2000 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

ANTONI WOJNAR

The Nochats' Dance

The 14
The Future Ain't What It Used To Be
(premiera 1 stycznia 2019)

Alessandro Stradella
Il Trespolo Tutore
(2018)

POZNAŃSKA PIĘTNASTKA
Big Club Band
(2018)

Katarzyna MUSIAŁ
My Spanish Heart
(2018)

Urszula Kryger / Agata Górska-Kołodziejska
Women Of Music - Songs
(2018)

Wpisy z tagiem: M

środa, 11 kwietnia 2012

ELA MIELCZAREK: ElaeLa /CD 2012, Metal Mind/
Mgła nad miastem; Kołysanka; Przestrzeń będzie; Spacer nad jeziorem; Mississippi; Wyszedłeś; Opowieść mam; Żółty balonik; Zaśpiewać ci chcę

czwartek, 29 marca 2012

MARY CAREWE, PHILIP MAYERS: Serious Cabaret /CD 2012, Orchid Classic/
Diamonds Are Forever; What Good Would The Moon Be?;I Can't Be Talkin' Of Love; O Just Suppose; Poor Little Rich Girl; Promiscuity; Aria; Over The Piano; Maskulinum – Femininum; It's All A Swindle; Herr Bombardil; Hitler; I'm A Stranger Here Myself; At The Last Lousy Moments Of Love; Letter To Freddy; Solitary Hotel; Do It Again; Candy Machine; Toothbrush Time; Romanzo (Di Central Park); Three; Then; O Close The Curtain; Mad Dogs And Englishmen; Where Is Love?


Tagi: C M Pop
20:10, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 marca 2012

JOHANNES MOSSINGER: Poetry /2012 (2011), HGBS/
When God Takes A Break; Paraphrase; Joanna's Dance; Accept The Unacceptable; Promenade; Tequila And Salt; Into The Future; The Yellow Way; Nothing Is Real; Invention; Pictures Of Love; One More Blues; Juli P


Tagi: jazz M
01:24, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 marca 2012
MEDESKI MARTIN & WOOD: Friday Afternoon In The Universe /CD 1995, Gramavision/
The Lover; Paper Bass; House Mop; Last Chance To Dance Trance (Perhaps); Baby Clams; We're So Happy; Shack; Tea; Chinoiserie; Between Two Limbs; Sequel; Friday Afternoon In The Universe; Billy's Tool Box; Chubb Sub; Khob Khun Krub (Thai for ''Thank You'')

Tagi: jazz M
21:55, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
MUARIOLANZA: Muafrika /CD 2010 Falami/
Afromat; Lakulumulu; Halo, halo -jestem blisko; Przerwany lot; Klang; Regulator; Wunderbar; Waldek; Nanigo; Martwy punkt; Mały Budda; Chodzę po ogniu

Tagi: M Pop
17:39, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2011

 Carlos SANTANA & Buddy MILES: Carlos Santana & Buddy Miles! Live! /LP/CD 1972/

(str.1:) Marbles; Lava; Evil Ways; Faith Interlude; Them Changes; (str.2:) Free Form Funkafide Filth

Młodsi słuchacze mogą być zaskoczeni muzyką jaką kiedyś nagrywał Carlos Santana. Tą płytę firmuje Santana wraz z Buddy Milesem. Buddy Miles to nieżyjący już muzyk (zmarł w 2008 roku) -perkusista i wokalista, założyciel legendarnego tria Band Of Gypsys, które tworzył wraz z Jimi Hendrixem i Billym Coxem, a także nagrywający wspólnie z Johnem McLaughlinem.
Płyta nagrana została w styczniu 1972 roku na dużym koncercie open air. Koncert odbył się w Honolulu na wyspie O`ahu w kraterze wulkanu o nazwie Diamond Head powstałym ok 200 tysięcy lat temu. Istnieją nagrania tak legendarnych koncertów, że czasem aż trudno uwierzyć iz one naprawdę się odbyły... Woodstock, Monterey Pop, Newport... czy choćby: ''Friday Night In San Francisco''. Koncert jakiego z tej płyty słuchamy jest również takim własnie zjawiskiem. 12 osób na scenie: potężnie brzmiąca sekcja dęta, trzy gitary, organy Roberta Higginsa i te tak charakterystyczne dla zespołów Carlosa Santany najprzeróżniejsze instrumenty perkusyjne i perkusjonalia (sześć osób!), a mistrzem w tej dziedzinie jest sam Buddy Miles. Na pierwszej stronie longplaya (w wersji analogowej) jest całkiem...  piosenkowo; Miles bowiem pełni też tutaj rolę wokalisty. Dopiero druga część albumu przynosi prawdziwy ogrom improwizacji, wypełnia ją bowiem jeden utwór ...po prostu niezwykle improwizowany.
Santana niejednokrotnie kłaniał się w swych poczynaniach muzyce jazzowej że wspomnę tu jego włączenie się w nurt eksperymentalnego jazzu i jazz-rocka, oraz wspólne nagrania z takimi artystami jak John McLaughlin, Herbie Hancock, Billy Cobham czy Wayne Shorter. Płyta: ''Carlos Santana & Buddy Miles Live!'' była pierwszym jego albumem, który zapoczątkował ten nurt będący częścią jego muzycznych poczynań. To pierwsza płyta Santany będącą tak wielkim ukłonem w stronę improwizowanej muzyki fusion i jazzu.  Dopiero później przyszedł czas na płytę :''Love Devotion And Surrender'' z utworami Johna Coltrane'a czy album ''Illuminations'' z Alice Coltrane.
Płytę rozpoczyna kompozycja Johna McLaughlina: ''Marbles'', połączona z improwizowanym tematem Milesa: ''Lava'' (tu przypomnienie: koncert odbywał się w kraterze wulkanu). Prawdziwa magia i niepowtarzalny klimat, muzyka wciągająca i hipnotyzująca. Nie jest to muzyka łatwa w odbiorze co może być zaskoczeniem dla słuchaczy znających Santanę z jego przebojowego oblicza. W drugiej części koncertu panowie przez blisko 25 minut po prostu najzwyczajniej w świecie improwizują! Tu nie ma jakiegoś konkretnego tytułu a całą stronę płyty umownie zatytułowano: ''Free Form Funkafide Filth'' co mozna ...bardzo swobodnie przetłumaczyc jako: ''Wolna i Swobodna Forma Funkowa''. Jeden z tych legendarnych koncertów, w które trudno uwierzyć.

Powyższy tekst spisany został z komentarza do radiowej prezentacji płyty w RadioJAZZ.FM z 13 i 20.12.2011

00:14, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 grudnia 2011

 John McLAUGHLIN, Al di MEOLA, Paco de LUCIA: Friday Night In San Francisco /1981 Philips LP/CD/

(str.1:) Mediterranean Sundance / Rio Ancho; Short Tales of the Black Forest; (str.2:) Frevo Rasgado; Fantasia Suite; Guardian Angel

 ''Friday Night In San Francisco'' -album nagrany przez trzech spośród bezwzględnie najlepszych gitarzystów jakich mamy zaszczyt gościć na tej planecie: Ala DiMeolę, Paco DeLucię i Johna McLaughlina. Płyta koncertowa choć na końcu uzupełniona utworem studyjnym. To płyta z roku1981 zawierająca nagrania z grudnia 1980.
Płytę tą traktuję jako album, którego nie klasyfikuję w swoim muzycznym świecie jako jedną z ukochanych płyt jazzowych lecz po prostu jako jeden z najwspanialszych albumów jaki ukazał się na świecie kiedykolwiek i gdziekolwiek. Katalogując ten album zawsze mam problem z wykonawcą;  jest to bowiem zarówno płyta Johna McLaughlina jak i płyta Ala Di Meoli i zarazem płyta Paco DeLucii. Trzech spośród najwspanialszych gitarzystów świata spotkało się pierwszy raz właśnie wówczas w San Francisco 5 grudnia 1980 roku w The Warfield Theatre. Panowie zagrali razem jeden z najwspanialszych wspólnych koncertów , również dla każdego z nich z osobna: jeden z najważniejszych, najdoskonalszych koncertów. Choć McLaughlin, DeLucia i Di Meola spotykali się później jeszcze wielokrotnie -nigdy nie udało im się przeskoczyć tej poprzeczki z 1980 roku.
To płyta, która uważana jest za jedne z najwspanialszych dokonań muzyki gitarowej w zakresie zarówno stylu flamenco jak i jazzu.
Druga strona tego krążka (w wersji analogowej) jest chyba trochę mniej znana ... ale właśnie podczas tej drugiej części płyty mamy okazję w dwóch utworach usłyszeć wszystkich trzech panów jednocześnie.
Coś jeszcze mi się nasunęło w zwiazku z tą płytą -okładka... niby nieciekawa... takie pstrokate, poskręcane liiternictwo n czarnym tle, a jednak jest to jedna z tych okładek... tak charakterystycznych i od razu rozpoznawalnych.

Powyższy tekst spisany został z komentarza do radiowej prezentacji płyty w RadioJAZZ.FM z 29.11 i 06.12.2011

poniedziałek, 12 grudnia 2011

 MARILLION: Somewhere Else /CD 2007, Intact/
The Other Half; See It Like a Baby; Thankyou Whoever You Are; Most Toys; Somewhere Else; A Voice From The Past; No Such Thing; The Wound; The Last Century for Man; Faith

''The Other Half'' to idealny początek albumu, zwiastujący niejako dalszą zawartość albumu.
Po w sumie przeciętnym (biorąc pod uwagę możliwości dzisiejszego Marillion) utworze ''See It Like a Baby'' czas na pierwszą ''perełkę'' na płycie: piękną, klimatyczną balladę: ''Thankyou Whoever You Are''. Wokal Steve Hoghartha wyśpiewuje w tak charakterystyczny dla niego, dramatyczny sposób tekst mogący poruszyć najtwardsze niewieście serca. Do tego wyśmienita oprawa fortepianu, na którym sam wokalista akompaniuje sobie w tym utworze i ta głębia tworzona przez Marka Kelly (klawisze) i Steva Rothery (gitara)...
''Most Toys'' to z kolei ostro i drapieżnie brzmiący rockowy utwór, który szczerze mówiąc nie wyróżnia się niczym szczególnym poza doskonale brzmiącymi riffami gitarowymi. Wokal Hoghartha brzmi w tym nagraniu nieco sztucznie i nienaturalnie... cóż, jego predyspozycje wokalne lśnią pełnym blaskiem raczej w spokojnych i klimatycznych utworach.
Takich, do których należy kolejna ''perełka'' znajdująca się na płycie a zarazem nagranie, które dla mnie jest czymś w rodzaju opus magnum płyty ''Somewhere Else'': utwór tytułowy. Piękny, urzekający klimat, beatlesowsko i rytmicznie brzmiący podkład klawiszy kojarzący się z orkiestrą i wzruszająco ''łkająca'' gitara. To po prostu piękna i poruszająca ballada. Za takie właśnie utwory uwielbiam Marillion; klimaty odwołujące się tym samym do największych dokonań pierwszego wcielenia zespołu, gdy wokalistą w grupie był niejaki Fish.
 ''Głos z przeszłości'' będący czyms w rodzaju kontynuacji kompozycji tytułowej podtrzymuje a może wręcz pogłębia nastrój zadumy, choć wprowadza zarazem szczyptę niepokoju tekstem i złowrogą melodyką... piękny fortepian w finale.
''No Such Thing'' następujący po nim jest klimatyczną kontynuacją dwóch poprzednich nagrań, tworząc zarazem wraz z ''Somewhere Else'' i ''A Voice From The Past'' coś w rodzaju trylogii mogącej funkcjonować niezależnie poza ramami całego albumu.
Te trzy utwory to dla mnie najpiękniejszy fragment płyty, choć następujący po nich: ''The Wound'' to również niezły kawałek, lecz utrzymany juz w zgoła nieco innym nastroju. Uwagę w tym nagraniu zwaracają wspaniałe pasaże perkusyjne niezawodnego Iana Mosleya i mantryczne dźwięki gitar i klawiszy w spokojnych momentach kompozycji.
W ''The Last Century for Man'' kołyszemy się cudownie od samego początku utworu. Hogarth delikatnie (tak jak on tylko potrafi) niemalże melodeklamuje apokaliptyczny tekst, w którym porusza kwestię terroryzmu na świecie i prosi Boga o pomoc dla tego czym dziś stał się Świat. Utwór brzmi niemal jak hymn upadłego Świata proszącego o pomoc.
Na koniec piękna niespodzianka: śliczna akustyczna miniaturka ozdobiona piękną partią gitary nawiązującą do sposobu gry ''twang'' wylansowanej przez samego Duane Eddy, pojawiają się też ponownie beatlesowskie partie klawiszy... To piękne zakonczenie kolejnego udanego albumu Marillion. Albumu, który dla mnie jednak, tak naprawdę zaczyna się dopiero od utworu piątego na płycie.

Tagi: M rock blues
17:16, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 ZIGGY MARLEY and the Melody Makers: Jahmekya /CD 1991 Virgin/
Raw Riddim; Kozmik; Rainbow Country; Drastic; Good Time; What Conquers Defeat; First Night; Wrong Right Wrong; Herbs An' Spices; Problem With My Woman; Jah Is True And Perfect; Small People; So Good So Right; Namibia; New Time & Age; Generation

''Jahmekya'' to album najstarszego z synów Boba Marleya -największej ikony muzyki reggae na świecie, nagrany wraz z jego grupą Melody Makers w roku 1991. Cokolwiek by napisać o przebiegu kariery Ziggy'ego Marleya nie byłaby to opowieść obfitująca w jakieś niesłychane sukcesy i powodzenie, aczkolwiek od lat Ziggy ma swą wierną grupę zagorzałych fanów i wielbicieli. W okresie kiedy wydany został omawiany album, Ziggy był artystą niezwykle aktywnym twórczo, przez co nie wszystkie jego produkcje zaspokajały oczekiwania związane z nazwiskiem obciążonym tak dużą odpowiedzialnością.
''Jahmekya'' to album trochę nierówny, który naładowany jest zarówno funkiem, popem jaki i najróżniejszymi groove'ami, których skromnym zdaniem piszącego ten tekst Ziggy Marley trochę w tych latach nadużywał.
Przykładem tego niech będzie otwierający całość: ''Raw Riddim'', poprzez swego rodzaju przepych aranżacyjny czyniący go małoczytelnym.
''Kozmik'' z kolei to świetny, utrzymany w stylu funky kawałek, który doskonale sprawdzał się na parkietach dyskotek przed laty, nawiązujący do klimatów pochodzących jeszcze z lat 70-tych. Co więcej: doskonale słucha się tego po 20-latach!
Fuzją reggae i funky jest także: ''Good Time'' -zdecydowanie jednak zaniżający poziom albumu.
Nieporozumieniem również wydają się nijakie: ''Jah Is True And Perfect''  i ''New Time & Age''.
Najbardziej powiązanymi z tradycyjną stylistyką klasycznego reggae a zarazem najbardziej mogącymi przypominać dokonania Boba Marleya są takie rzeczy jak: ''Rainbow Country'', ''Drastic'', ''Herbs An' Spices'', ''Namibia'' czy kończący album ''hymnowy'': ''Generation''.
Takie tytuły jak: ''What Conquers Defeat'', ''First Night'' czy: ''Small People'' to próby stworzenia bardzo komunikatywnych, przebojowych nagrań z melodyjnym i wpadającym w ucho refrenem a la popularne hity grupy UB 40. Oczywiście przyjemnie się tego słucha i trudno odmówić tym nagraniom wdzięku; są świetnie zaaranżowane, przyswajalne od pierwszego wysłuchania i wywołują pozytywne wibracje, lecz nie wykraczają poza ramy melodyjnej muzyki reggae.
Uwagę zwraca wirtuozeria instrumentalistów tworzących Melody Makers oraz bogata sekcja dęta i przepych aranżacyjny (w dobrym tego słowa znaczeniu) w takich kompozycjach jak: ''Wrong Right Wrong''.
Ciekawostką może być akustyczna, bluesowa ballada: ''Problem With My Woman'' ukazująca zgoła inne oblicze artysty, który udowadnia tym samym iż doskonale czuje się w estetyce bluesa a za udane połączenie stylistyki soul z brzmieniem reggae może uchodzić: ''So Good So Right''.
Częstokroć to co pierwotnie miało okazać się błogosławieństwem dla synów wielkich legendarnych i pomnikowych postaci świata muzyki jest dla nich przekleństwem. Przykładami tego niech będą: nagrywający doprawdy wspaniałe płyty: Julian Lennon, Dweezil Zappa czy bohater tej recenzji: Ziggy Marley. którzy choć poszczycić się mogą niewątpliwie ogromnym potencjałem twórczym i własną indywidualną fantazją i wrażliwością -zawsze postrzegani będą poprzez pryzmat dokonań swych niedoścignionych ojców.  

Tagi: M
17:15, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 października 2011


 MEAGRE QUARTET: Mushroom Mousse /2011 (2009)/
Newiusz; Spawarka; bez tytułu; Polniak; Untitled; Siwy; Freak of Nature; Berimbao

Kwartet powołany został do życia w 2008 roku przez  nastolatków: grającego na trąbce: Łukasza Wojtowicza oraz perkusistę: Szymona Gąsiorka. Skład uzupełnili gitarzyści:
Bartosz Krzywulski (gitara, a później bas) oraz Sebastian Goliński. Założeniem zespołu jest granie szeroko pojętej muzyki jazzowej, a dzięki zetknięciu się czterech różnych osobowości ukierunkowanych przed sformowaniem zespołu również w stronę rocka czy nawet heavy metalu, doszło do fuzji dzięki której echa różnych fascynacji stworzyły oryginalne brzmienie. W muzyce Meagre Quartet dostrzec można zarówno echa klasyków jazzu, jak i reprezentantów awangardy, a wszystko to przyprawione jest ''sosem'', w skład którego wchodzą riffy gitarowe czy rockowa wręcz sekcja rytmiczna.
Grupa ma na swym koncie wiele koncertów w takich m.in. miejscach jak ''Blue Note'' w Poznaniu czy ''Rotunda'' w Krakowie. Jest finalistą Międzynarodowego Konkursu Młodych Zespołów Jazzowych ''Jazz Juniors'' w 2008 roku, oraz zdobywcą III nagrody w roku 2010.
''Newiusz'' otwierający debiutancki album Meagre Quartet to bardzo mocny akcent płyty odwołujący się do dokonań współczesnego mainstreamu ''z najwyższej półki''. Zastosowanie klasycznego instrumentarium zespołu (trąbka, gitara, bas, perkusja) z pominięciem instrumentów klawiszowych sprawia, iż bardzo ważnym instrumentem obok wiodącej prym trąbki Łukasza Wojtowicza jest gitara, na której Sebastian Goliński nawiązuje swą wirtuozerią i potraktowaniem instrumentu do największych wirtuozów gatunku jak: George Benson, John Scofield czy Jarek Smietana. W ''Newiuszu'' mamy wspaniałą solówkę Sebastiana popartą doskonałą mantryczną linią basu (Bartosz Krzywulski) i niepokojącym rytmem perkusji Szymona Gąsiorka. Trąbka w ''Newiuszu'' brzmi doskonale wygrywając główny motyw kompozycji choć nie wędrując w tej części płyty w sfery improwizacji.
''Spawarka'' opiera się na głośnym motywie trąbki i akordach gitary kojarzącej się tym razem dzięki brzmieniu z dokonaniami takich wirtuozów instrumentu jak Raphael Rogiński, czyli brzmi twardo i rytmicznie.
Ciekawostką na płycie wydaje mi się natomiast trzeci utwór oznaczony w spisie tytułów rysunkiem grzybka, ochoczo zaśpiewany przy akompaniamencie dzwoneczków przez cały kwartet, w części głównej  przeistaczający się w niezwykle drapieżny, pulsujący transowym rytmem kawałek z niezwykłymi improwizacjami L.Wojtowicza (trąbka) i partią solową basu. To prawdziwe ''mocne uderzenie'' z niemal rockową siłą, w którym pobrzmiewa zarówno duch muzyki alternatywnej jak i... punk rocka.
Klimat jazz rocka jeszcze bardziej dostrzegalny jest w kolejnym na płycie nagraniu: ''Polniak'' zbudowanym na basowym riffie gitarowym i będącym niesłychanym wręcz popisem wirtuozerskim każdego z instrumentalistów.
Nie wiem czy bardziej odpowiada mi tradycyjny klimat takich kompozycji wchodzących w skład programu albumu jak: ''Newiusz'', czy też rockowe oblicze jazzu ukazane w ''Polniaku''. To pierwsze oblicze zespołu jest doskonałym przykładem współczesnego mainstreamu osadzające grupę w gronie bardzo młodych grup ''tradycyjnych'' w gronie takich choćby zespołów jak Marcin Fic Quintet z Wrocławia. Drugie natomiast, ukazujące rockowy pazur umieściłbym w nurcie nazywanym przeze mnie: ''młodzi gniewni polskiego jazzu'' , do którego zaliczam choćby (również debiutującą fonograficznie w tym roku) poznańską grupę Tfaruk Love Communication. W obu jednak nurtach stylistycznych młodzi muzycy z Meagre Quartet ukazują się nam jako obdarzeni niezwykłą fantazją popartą niecodzienną wrażliwością ludzie, czerpiący wielką frajdę z wspólnego tworzenia -po prostu słychać tą ''chemię'' w nagraniach!
''Siwy'' to pierwsza kompozycja zespołu jaka zrodziła się w roku 2008 w głowach piętnastoletniego(!) wówczas trębacza i czternastoletniego (!) perkusisty. To taka perełka na płycie, która mogłaby posłużyć za wizytówkę zespołu po tytułem: ''posłuchajcie co potrafimy''.  Jest to niezwykły popis wirtuozerski każdego z muzyków oparty jednak na głównym temacie. ''Untitled'' i ''Siwy'' to najbardziej free jazzowe fragmenty albumu i jak się okazuje: Meagre Quartet nie bez powodu pozwolił sobie podczas tych kilkunastu (!) minut na odległe od melodyjności rejony muzyki improwizowanej, gdyż i w tej dziedzinie młodzi wirtozi czują się pewnie. Ogromne wrażenie robi zastosowanie iście rockowego brzmienia gitary w finale utworu. Tu naprawdę dzieje się bardzo wiele!
Końcówkę płyty wypełniają klimaty etniczne: ''Freak of Nature'' ozdobiony dźwiękami różnych perkusjonalii, oraz transowy utwór nagrany przy użyciu jednostrunowego instrumentu pochodzenia afrykańskiego o nazwie: berimbao. W wielkim finale pojawia się zaskakująco brzmiąca gitara nawiązująca brzmieniem i melodyką do ...Joy Division!
To niezwykłe zakończenie tej niezwykłej płyty i zarazem jednego z najwspanialszych i zaskakujących debiutów jazzowych tego roku. Zaskakujących, gdyż wiek muzyków wchodzących w skład Meagre Quartet nijak ma się wobec posiadanych przez nich warunków wirtuozersko -kompozycyjnych i ogromnej fantazji, o którą w muzyce jazzowej ostatnio tak trudno.
Doprawdy napawa optymizmem fakt, iż w czasach zaniku jakichkolwiek wartości artystycznych na rzecz tandety i komercji, możemy cieszyć się czymś w rodzaju ''nowej fali młodych gniewnych polskiego jazzu'', do której niewątpliwie zaliczam Meagre Quartet.
Polish jazz not dead

12:31, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lipca 2011

 John McLAUGHLIN: Floating Point /CD 2008/
Abbaji (For Alla Rakha); Raju; Maharina; Off The One; The Voice; Inside Out; 14U; Five Peace Band

Muszę przyznać, iż długo przekonywałem się do brzmienia gitary, która nie brzmi jak gitara. Syntezator gitarowy z powodzeniem stosowany jest już od lat m.in. przez PATA METHENY'EGO i JOHNA McLAUGHLINA, że wymienię najsłynniejszych wirtuozów gitary jazzowej, którzy stosują efekt elektronicznego przetworzenia dźwięku wydobywanego z gitary. Zawsze twierdziłem, iż każdy instrument ma swoją rolę w muzyce i sprawianie by jeden z nich udawał drugi jest bez sensu. Pod wpływem jednak tego trendu jaki zapanował wśród Największych, uległem i ,,nauczyłem się'' słuchać gitary brzmiącej chwilami zupełnie inaczej niż dźwięki do jakich przyzwyczajony byłem przez całe lata.
Na płycie ,,Floating Point'' JOHN McLAUGHLIN -jeden z największych gitarzystów stąpających po tej ziemi daje upust swej wirtuozerii na syntezatorze gitarowym, prezentując osiem premierowych kompozycji nagranych w Indiach a zmiksowanych w studio w Monaco. Gitarzyście, tradycyjnie już towarzyszą wspaniali hinduscy muzycy z rewelacyjną sekcją rytmiczną: Ranjit Barot (drums) i Hadrien Feraud (bass) na czele.
Doskonale słucha mi się tej płyty podczas któregoś z kolei odtworzenia.
,,Off The One'', w którym podstawową linię melodyczną wygrywa na flecie niejaki Shashantt to jeden z moich faworytów na tym krążku. Perkusja brzmi tu rewelacyjnie a melodyka kompozycji mieści się w bardzo tradycyjnych ramach konwencji jazzowej mimo oczywistego zabarwienia muzyką hinduską.
Im dalej, tym lepiej! Kolejny na płycie utwór ,,The Voice'' to wyśpiewywana, najbardziej chyba zbliżona do estetyki muzyki etnicznej kompozycja McLaughlina w tym zestawie. Typowy hinduski śpiew w tym utworze tworzy niezwykły klimat przywodząc skojarzenia z wokalnymi impresjami Jorgosa Skoliasa na tle muzycznych fantazji. Mantryczna konstrukcja utworu sprawia iż słuchając go zatracamy poczucie czasu i gdy utwór się wycisza, trudno uwierzyć iż minęło grubo ponad 9 minut.
,,14U'' to utrzymany w rytmie samby, melodyjny utwór, w którym ozdobą jest ponownie dźwięk fletu (bamboo flute). Klimat nagrania tworzy rodzaj muzycznej fiesty gdzie każdy instrument ma okazję zabrzmieć pierwszoplanowo, a dodatkowe instrumenty perkusyjne, na których gra niejaki Siuamani stwarzają wibracje rytmiczne znane nam choćby z nagrań Carlosa Santany.
Bardzo udana płyta.

22:43, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 czerwca 2011

 MANHATTAN TRANSER: The Manhattan Transfer /CD 1975/
Tuxedo Junction; Sweet Talking Guy; Operator; Candy; Gloria; Clap Your Hands; That Cat Is High; You Can Depend On Me; Blue Champagne; Java Jive; Occapella; Hearts Desire

MANHATTAN TRANSFER to jedyna w swoim rodzaju jazzowa grupa wokalna świata -zwykło się mawiać iż MANHATTAN TRANSFER zaśpiewa wszystko. Trudno nie zgodzić się z tą tezą słuchając tak różnorodnych stylistycznie piosenek jak utrzymany w stylistyce amerykańskich przebojów doo-wop drugiej połowy lat 50-tych: ,,Gloria'' (1975), jazzujący acz utrzymany w stylistyce pop -romantyczny przebój: ,,Chanson d'amour'' (1977), czy wielki dyskotekowy hit: ,,Twilight Zone'' (1979) i niesamowita wręcz brawurowa interpretacja ,,Birdland'' Joe Zawinula nagrodzona Grammy Award za aranżację wokalną. W jakiejkolwiek stylistyce utrzymane są utwory wykonywane przez zespół -cechuje je zawsze najwyższa, perfekcyjna jakość interpretacji.
Zespół założony został w 1969 roku przez Tima Hausera -niekwestionowanego lidera formacji i kierownika zespołu.
Płyta zespołu zatytułowana po prostu ,,The Manhattan Transfer'' wydana w 1975 roku przyniosła kwartetowi wielki ogólnoświatowy sukces.
,,Tuxedo Junction'' otwierający płytę jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych wokalnych tematów jazzowych, a zarazem był to największy przebój z tej płyty, którego doskonale słucha się po ponad 35. latach. ,,Operator'' to swingujący utwór niezmiennie wywołujący u mnie podczas słuchania odruch ,,pstykana'' palcami :-) . ,,Gloria'' z kolei to wyśmienita piosenka-pastisz popularnych przebojów drugiej połowy 50-tych. W klimacie muzyki dyskotekowej połowy lat 70-tych natomiast utrzymany jest ,,Clap Your Hands''. Ukłonem w stronę czystej stylistyki swingu jest ,,That Cat Is High'' ozdobiony wyśmienitą solówką gitary wspaniałego Iry Newborna -a la Django Reinhardt. Newborn i jego gitara akustyczna stanowi też jedyny akompaniament dla wspaniałego ,,Java Jive'' (któż nie zna uroczego refrenu: ,,I Love Coffee, I Love Tea...'').
Nie znam drugiej jazzowej grupy wokalnej, która byłaby w stanie choćby zbliżyć się do poziomu reprezentowanego przez MANHATTAN TRANSFER, a przypomnienie sobie płyty dzięki której świat usłyszał o zespole tym bardziej utwierdziło mnie w tym przekonaniu.
>Who Is Who: Manhattan Transfer

Tagi: jazz M
19:36, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 kwietnia 2011

str.1: Quiet Head; Duane; China Cowboy; South Park Song
str.2: You Wonder Why; Sory Baby; Ten Days Before; Shagya; Trip Alsacienne

Aleksander Mrożek to jeden z tych muzyków, którym zdecydowanie nie powiodło się pod względem zyskania należnej i proporcjonalnej do umiejętności, popularności i uznania. Był współtwórcą płyty sespołu 2 PLUS 1: ,,Irlandzki tancerz'' (1979). Na przełomie lat 70. i 80. wchodził w skład zespołu PORTER BAND nagrywając zeń legendarną płytę ,,Helicopters'' (1980), będącą objawieniem na polskim rynku fonograficznym (JOHN PORTER i jego ,,Band'' nigdy później nie powtórzyli sukcesu debiutanckiej płyty) oraz album koncertowy ,,Mobilization'' (1981).  W 1981 roku nagrywa z IZABELĄ TROJANOWSKĄ longplay ,,Układy'', następnie wraz z wcześniej założoną grupą STALOWY BAGAŻ (początkowo towarzyszącą Trojanowskiej) rejestruje materiał na płytę długogrającą, która na skutek wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, nigdy nie została wydana. W kolejnych latach udzielał się jako muzyk sesyjny, a w roku 1984 zasila skład zespołu Jan Kowalski, który po nagraniu zaledwie jednej płyty -rozpada się. Rok później jest założycielem grupy RECYDYWA BLUES BAND, a w roku 1989 nagrał omawianą tu płytę ,,Shagya''. Koniec epoki płyt winylowych w Polsce łączył się z wydawaniem złożonego wcześniej w Polskich Nagraniach materiału w niezwykle niskich nakładach, który po wyprzedaniu najzwyczajniej w świecie nie był wznawiany. Płytę Mrożka spotkał taki właśnie los. Dzięki temu jest to dziś bardzo poszukiwana pozycja (podobnie jak wydane w tym okresie tytuły: ,,Sadhana'' SŁAWOMIRA KULPOWICZA (1989) czy  ,,Touch Of Touch'' JAROSŁAWA ŚMIETANY (1989) -nie wydane do dnia dzisiejszego w formie CD).
,,Shagya'' to płyta umiejscowiona w niesłychanie popularnym pod koniec lat 80. nurcie ,,new age music''. Mrożek ,,obsługuje'' na płycie wszystkie instrumenty jawiąc się nam jako wirtuoz z powodzeniem grający na najróżniejszych odmianach gitar (akustyczna, klasyczna, elektryczna, dobro, slide, pedal steel...), ale również na hinduskim sitarze, perkusji i harmonijce. Niezwykle interesująco słucha się tej płyty, w której mimo zachowania konwencji new age napotykamy na najróżniejsze brzmienia. Dzięki szerokiemu instrumentarium Twórcy płyta nie nuży, lecz niezwykle wciąga. Poszczególne utwory to nie tylko luźne gitarowe impresje lecz bardzo rozbudowane i przemyślane kompozycyjnie utwory, jak choćby zabierający nas na prerię ,,China Cowboy'' czy bardzo romantyczny ,,You Wonder Why'' otwierający drugą stronę longplaya. Mrożek skomponował cały materiał na płytę z wyjątkiem utworu ,,Sorry Baby'', który jest kompozycją Micka Abrahamsa (JETHRO TULL, BLODWYN PIG). To rasowy blues (jak przystało na kompozytora) zagrany oraz jako jedyny utwór również: zaśpiewany przez Mrożka z towarzyszeniem ...ptaków.
Ciekawe czy są jakiekolwiek szanse na ukazanie się w najbliższym czasie płyty na nośniku CD -minęły 22 lata!

Tagi: M rock blues
22:25, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Nightmare; Electric Moon; The Ram And The Scorpio; The Light
str.2: Virtue; Come Into My Life; The Mouzon Drum Suite
str.3: Poobli from ''Virtue''; Poobli from ''However''
str.4: First Frisco; Foreign Fun; Nothing But A Party (incl. Happy Birthday)

Perkusista Alphonse Mouzon urodził się w 1948 roku. Po ukończeniu Wilson High School, przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie kontynuował naukę studiując dramat i muzykę, oraz ...medycynę. Jako perkusista debiutował u boku Bobby'ego Thomasa, nastęnie rozpoczął współpracę z pianistą McCoy Tynerem. Wraz z saksofonistą Wayne Shorterem wstąpił do utworzonej przez pianistę Joe Zawinula formacji Weather Report, uważanej dziś za jeden z najważniejszych zespołów muzyki jazzowej. Zespół ten opuścił jednak tuż po wydaniu albumu zatytułowanego po prostu ,,Weather Report'' (1971), by w kolejnym roku podpisać niezależną umowę z kultową wytwórnią Blue Note.
Następną formacją perkusisty była grupa The Eleventh House założona wraz z Larrym Coryellem grająca jazz fussion. 
Pomimo nagrania wielu płyt solowych jako lider, A.Mouzon to jednak przede wszystkim wzięty muzyk sesyjny, którego bębny słychać na płytach światowej sławy jazzmanów jak choćby wspomniani: WAYNE SHORTER i McCOY TURNER  czy m.in. DONALD BYRD , HERBIE HANCOCK, Al Di Meola  i sam MILES DAVIS . Ponadto nagrywał bądź koncertował z m.in.: GILEM EVANSEM, GEORGEM BENSONEM, DIZZYM GILLESPIE, STANLEYEM CLARKE, , JACO PASTORIUSEM, NATHANEM EASTEM, ALBERTEM MANGELSDORFFEM, MICHELEM LEGRANDEM, FREDDIE HUBBARDEM, CHETEM BAKEREM, braćmi BRECKER, SONNY ROLLINSEM, ARTURO SANDOVALEM i wieloma innymi. Lista nagrań dokonanych z muzykami spoza świata jazzu jest również oszałamiająca, brał bowiem udział w nagraniach takich wykonawców jak: ROBERTA FLACK, STEVIE WONDER, ERIC CLAPTON, JEFF BECK, CARLOS SANTANA, PATRICK MORAZ, TOMMY BOLIN czy CHUBBY CHECKER.
Na album składają się dokonania Mouzona z lat 1975-1977.
Całą pierwszą stronę wypełniają utwory z albumu ,,In Search Of A Dream'' (1977) nagranego w wyśmienitym składzie (oprócz Mouzona grają na tej płycie: belgijski gitarzysta Philip Catherine, Joahim Kuhn i Stu Goldberg  na fortepianie, Bob Malik na saksofonie tenorowym i wspaniały basista Miroslav Vitous). To płyta nagrana w listopadzie 1977 roku w Stuttgarcie a wydana w roku kolejnym przez wytwórnię MPS. Pozostałe to dokonania studyjne z Kopenhagi i Ludwigsburga, oraz pochodzące z albumów Perkusisty: ,,However'' i ,,Virtue'' (blisko 19-minutowe ,,Poobli''), a także prawdziwa koncertowa perełka nagrana wspólnie z ALBERTEM MANGELSDORFFEM i JACO PASTORIUSEM podczas festiwalu ,,Berlin Jazz Days '76'' w Berlińskiej Filharmonii: ,,Foreign Fun'', będąca kompozycją Mangelsdorffa.
Album otwiera wyśmienita ,,Nightmare'' (kompozycja Mouzona) z wspaniałą partią gitary prowadzącej i wyeksponowaną linią ,,pląsającego'' basu: jazz rock  w czystej postaci okraszony solem fortepianu utrzymany w pulsującym, transowym rytmie z dominujacą (co oczywiste) perkusją.
Z kolei: ,,Electric Moon'' (skomponowana przez Philipa Catherine) nagrany wspólnie z kompozytorem tego utworu, belgijskim gitarzystą Philipem Catherine to ewidentny hołd dla brzmienia zespołu WEATHER REPORT.
,,The Ram And The Scorpio'' oparta jest na gitarowym refrenie z dominującą partią mooga (może dlatego mam skojarzenia z dokonaniami naszego rodzimego SBB z lat 70.).
Ponad 8-minutowa kompozycja Mouzona ,,Virtue'' to klimat preferowany przez nasze LABORATORIUM -utwór zabarwiony dźwiękami elektronicznych brzmień Stu Goldberga z wspaniałą partią saksofonu altowego Gary'ego Bartza i basem Weltona Gite. W tym samym składzie nagrany został kolejny utwór umieszczony w tym zestawie: nastrojowy i romantyczny, oparty na partii saksofonu ,,Come Into My Life''. ,,The Mouzon Drum Suite'' to solowy popis Pana Alfonsa podzielony na cztery odmienne w nastrojach części suity -niesamowicie się tego słucha!
Podczas jednej z sesji miały miejsce urodziny muzyka co zostało w dość żartobliwy sposób zarejestrowane na samym końcu dwupłytowego zestawu w postaci odśpiewanego ''Happy Birthday'' przez muzyków uczestniczących w sesji i realizatorów dźwięku. A warto wspomnieć iż wśród tych ostatnich znalazł się producent tej płyty -sam Joahim- Ernst Berendt -swego rodzaju ikona i zarazem wielki znawca jazzu w Niemczech.''Happy Birthday'' jest wstępem do utworu w najczystszym z możliwych stylu funky: ,,Nothing But A Party'' (kłaniają się GEORGE DUKE i STANLEY CLARKE).

Tagi: jazz M
22:24, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Nightmare; Electric Moon; Shoreline; The Light
str.2: The Unknown Journey; The Ram And The Scorpio; In Search Of A Dream; Playing Between The Beat; Nothing But A Party (incl. Happy Birthday)

1). Perkusista Alphonse Mouzon urodził się w 1948 roku. Po ukończeniu Wilson High School, przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie kontynuował naukę studiując dramat i muzykę, oraz ...medycynę. Jako perkusista debiutował u boku Bobby'ego Thomasa, nastęnie rozpoczął współpracę z pianistą McCoy Tynerem. Wraz z saksofonistą Wayne Shorterem wstąpił do utworzonej przez pianistę Joe Zawinula formacji Weather Report, uważanej dziś za jeden z najważniejszych zespołów muzyki jazzowej. Zespół ten opuścił jednak tuż po wydaniu albumu zatytułowanego po prostu ,,Weather Report'' (1971), by w kolejnym roku podpisać niezależną umowę z kultową wytwórnią Blue Note.
Następną formacją perkusisty była grupa The Eleventh House założona wraz z Larrym Coryellem grająca jazz fussion. 
Pomimo nagrania wielu płyt solowych jako lider, A.Mouzon to jednak przede wszystkim wzięty muzyk sesyjny, którego bębny słychać na płytach światowej sławy jazzmanów jak choćby wspomniani: WAYNE SHORTER i McCOY TURNER  czy m.in. DONALD BYRD , HERBIE HANCOCK, Al Di Meola  i sam MILES DAVIS . Ponadto nagrywał bądź koncertował z m.in.: GILEM EVANSEM, GEORGEM BENSONEM, DIZZYM GILLESPIE, STANLEYEM CLARKE, , JACO PASTORIUSEM, NATHANEM EASTEM, ALBERTEM MANGELSDORFFEM, MICHELEM LEGRANDEM, FREDDIE HUBBARDEM, CHETEM BAKEREM, braćmi BRECKER, SONNY ROLLINSEM, ARTURO SANDOVALEM i wieloma innymi. Lista nagrań dokonanych z muzykami spoza świata jazzu jest również oszałamiająca, brał bowiem udział w nagraniach takich wykonawców jak: ROBERTA FLACK, STEVIE WONDER, ERIC CLAPTON, JEFF BECK, CARLOS SANTANA, PATRICK MORAZ, TOMMY BOLIN czy CHUBBY CHECKER.
Album zatytułowany ''In Search Of A Dream'' to katalogowy album Perkusisty zawierający w większości Jego własne kompozycje, a nagrany został w wyśmienitym składzie (oprócz Mouzona grają na tej płycie: belgijski gitarzysta Philip Catherine, Joahim Kuhn i Stu Goldberg  na fortepianie, Bob Malik na saksofonie tenorowym i wspaniały basista Miroslav Vitous). To płyta nagrana w listopadzie 1977 roku w Stuttgarcie a wydana w roku kolejnym przez wytwórnię MPS.
Nagraną w Niemczech, z pięcioma muzykami płytę otwiera wyśmienita ,,Nightmare'' (kompozycja Mouzona) z wspaniałą partią gitary prowadzącej i wyeksponowaną linią ,,pląsającego'' basu: jazz rock  w czystej postaci okraszony solem fortepianu utrzymany w pulsującym, transowym rytmie z dominujacą (co oczywiste) perkusją.
Z kolei: ,,Electric Moon'' (skomponowana przez gitarzystę składu Philipa Catherine) nagrany wspólnie z kompozytorem tego utworu, belgijskim gitarzystą Philipem Catherine to ewidentny hołd dla brzmienia zespołu WEATHER REPORT.
''Shoreline'' to z kolei kompozycja pianisty zespołu Joachima Kuhna. Jako ostatnia na pierwszej stronie płyty znalazła się kompozycja wspomnianego Miroslava Vitousa nagrana tylko w duecie z Alphonse Mouzonem, jednak Vitous gra tutaj oprócz basu również na mini moogu imitującym dźwięk skrzypiec.
Podczas sesji miały miejsce urodziny muzyka co zostało w dość żartobliwy sposób zarejestrowane na samym końcu płyty w postaci odśpiewanego ''Happy Birthday'' przez muzyków uczestniczących a sesji i realizatorów dźwięku. A warto wspomnieć iż wśród tych ostatnich znalazł się producent tej płyty -sam Joahim- Ernst Berendt -swego rodzaju ikona i zarazem wielki znawca jazzu w Niemczech.
Jeszcze bardziej udaną wydaje się być strona druga płyty, gdzie Artysta stworzył istny ,,przekładaniec'' nastrojów zestawiając obok siebie klimatyczną ,,The Unknown Journey'' osnutą wokół mantrycznych dźwięków elektrycznego pianina z pełną furii kompozycją ,,The Ram And The Scorpio'' opartą na gitarowym refrenie z dominującą partią mooga (może dlatego mam skojarzenia z dokonaniami naszego rodzimego SBB z lat 70.). Wytchnieniem jest ,,In Search Of A Dream'' z pięknym motywem saksofonu tenorowego, po czym słuchamy wybitnie perkusyjnego tematu nagranego tylko przy użyciu ,,bębnów'' (,,Playing Between The Beat''), a całość kończy rozpoczęty odśpiewanym Mouzonowi przez muzyków uczestniczących w sesji w dniu jego urodzin: ,,Happy Birthday'', utwór w najczystszym z możliwych stylu funky: ,,Nothing But A Party'' (kłaniają się GEORGE DUKE i STANLEY CLARKE).
Doprawdy świetna i zdecydowanie niedoceniona płyta!

2). Jest wielu muzyków, którzy pomimo ogromnego wkładu w wiele nagrań znanych wykonawców, nie doczekało się ogólnoświatowej sławy przynależnej liderom, a ich nazwiska niewiele mówią przeciętnemu słuchaczowi. Tacy muzycy to zwykle tzw. sidemani, a więc instrumentaliści biorący udział w wielu sesjach nagraniowych dla innych muzyków, bądź nagrywający z nimi wspólnie jako towarzyszący instrumentaliści. Niewielu z nich zdobywa sławę u przeciętnych słuchaczy -zdobywają ją natomiast wśród znanych muzyków zabiegających o ich udział w sesjach.
Takim właśnie Artystą jest perkusista Alhonse Mouzon.
Płyta ''In Search Of A Dream'' nagrana w listopadzie 1977 roku w Stuttgarcie. Podczas sesji miały miejsce urodziny muzyka co zostało w dość żartobliwy sposób zarejestrowane na samym końcu płyty w postaci odśpiewanego Happy Birthday przez muzyków uczestniczących a sesji i realizatorów dźwięku. A warto wspomnieć iż wśród tych ostatnich znalazł się producent tej płyty -sam Joahim- Ernst Berendt -swego rodzaju ikona i zarazem wielki znawca jazzu w Niemczech.
Alphonse Mouzon koncertował kilka lat temu w Polsce -grał m.in. też w poznańskim klubie Blue Note. To bardzo barwna postać Artysta oprócz wykształcenia medycznego i muzycznego, studiował również aktorstwo w Hollywood. Pojawił się trzecioplanowe rolach w takich m.in. filmach jak wyśmienity ,,That Thing You Do'' (w reżyserii Toma Hanksa), ,,Córka prezydenta'' (z Michaelem Keatonem i Katie Holmes) czy rewelacyjny film biograficzny o życiu RAYA CHARLESA: ,,Ray''.
Strona druga płyty ''In Search Of A Dream'' to istny ,,przekładaniec'' nastrojów który rozpoczyna: ,,The Unknown Journey'' osnuta wokół mantrycznych dźwięków elektrycznego pianina, później pełna furii kompozycja ,,The Ram And The Scorpio'' oparta na gitarowym refrenie z dominującą partią mooga, spokojne nagranie tytułowe ,,In Search Of A Dream'' z pięknym motywem saksofonu tenorowego, perkusyjne solo ,,Playing Between The Beat'' a całość kończy rozpoczęty odśpiewanym Mouzonowi wspomnianym ,,Happy Birthday'', utwór w najczystszym z możliwych stylu funky: ,,Nothing But A Party''
Wszystkie utwory są kompozycjami Alphonse Mouzona.
Alphonse Mouzon oraz Philip Catherine -gitara, Bob Malik -saksofon, Miroslav Vitous -gitara basowa i Stu Goldberg -organy. Stu Goldebrg grał na drugiej stronie płyty na instrumentach klawiszowych, natomiast na stronie pierwszej na klawiszach grał w składzie znany z wyśmienitego występu na Bielskiej Zadymce Jazzowej 2012: Joahim Kuhn, który wówczas wystąpił w duecie z Archie Shepem.

Tagi: jazz M
22:22, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Steppin' In A Slide Zone; Under Moonshine; Had To Fall In Love; I'll Be Level With You; Driftwood
str.2: Top Rank Suite; I'm Your Man; Survival; One Step Into The Light; The Day We Meet Again

Piękna i niedoceniana płyta! Jak wiadomo druga połowa lat 70. nie była zbyta łaskawa dla MOODY BLUES. Zespół wziął ,,drugi oddech'' dopiero w następnym dziesiecioleciu (wówczas to ukazały się przebojowe albumy: ,,The Other Side Of Life'', ,,Long Distance Voyager'' czy ,,Sur La Mer''. Tymczasem na płycie ,,Octave'' znalazło się mnóstwo  wspaniałej muzyki! Zawsze miałem słabość do charakterystycznego wokalu Justina Haywarda i ciepłego brzmienia The MOODY BLUES, więc z ogromną przyjemnością przypomniałem sobie ten album na płycie analogowej. Smyczkowe aranżacje niektórych utworów (jak choćby ,,Under Moonshine'') ,,zalatują'' może trochę ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA z tamtego okresu, ale w pewnym czasie te dwa zespoły były przecież całkiem niedaleko siebie. Nie ma na tym albumie wielkich przebojów ani wybitnych rockowych arcydzieł znanych z innych płyt zespołu, lecz jest to doprawdy udany album.
Płytę kończy wspaniała koda ,,The Day We Meet Again'', a ja zastanawiam się: dlaczego dziś już nikt tak nie gra?
Staranne wydanie macierzystej wytwórnii zespołu -Decca w albumowej, rozkladanej okładce plus dodatkowa wkładka.

Tagi: M rock blues
22:21, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Brother Louie; Just We Two (Mona Lisa); Lady Lai; Doctor For My Heart; Save Me -Don't Break Me; Atlantis Is Calling (S.O.S. For Love); Keep Love Alive; Hey You; Angie's Heart; Only Love Can Break My Heart

Hmmm... że niby skąd w tym miejscu taka płyta? Nie stronię od różnych muzycznych klimatów i produkcji, i staram się dostrzegać w pop kulturze najróżniejsze zjawiska.,, Zjawisko'' o nazwie MODERN TALKING było w latach 80. niewątpliwym fenomenem. Tajemnicą sukcesu brzmienia wykreowanego w studio przez niemieckiego producenta i inżyniera dźwięku Dietera Bohlena był charakterystyczny taneczny rytm, na tle którego obdarzony ,,anielskim'' głosem Thomas Anders wyśpiewywał chwytliwe melodie. Takie proste i banalne -a jednak wydanie pierwszej płyty zespołu ,,1st Album'' (złosliwi twierdzili że tylko dzięki numeracji płyt, można było je rozróżnić) okazało się sukcesem na skalę światową. Jak grzyby po deszczu  powstawać zaczęły nagrania różnych wykonawców utrzymane w podobnym klimacie (m.in. BAD BOYS BLUE w tym okresie), a i sam Dieter Bohlen oprócz MODERN TALKING ,,wyprodukował'' bliźniacze pod względem brzmieniowym nagrania często zapomnianych wykonawców przyczyniając się do ich come backu, że wspomnę tu choćby zrealizowane przez niego płyty Chrisa Normana (ex- SMOKIE) czy LESLIE McKEOWNA (ex- BAY CITY ROLLERS). Równolegle z działalnością w MODERN TALKING prowadził też BLUE SYSTEM realizując się w tym projekcie jako główny wokalista, oraz wylansował C.C.CATCH. Do dziś uważam pierwszy album C.C.CATCH: ,,Catch The Catch'' za majstersztyk produkcyjny, jeśli chodzi o brzmienie. Słuchanie tej płyty z nośnika winylowego robi na mnie mimo upływu lat i dezaktualizacji niektórych rozwiązań realizacyjnych -ogromne wrażenie. Podobnie pierwszy i drugi album MODERN TALKING a później... No cóż na trzeciej płycie nie było jeszcze tak źle...
Płyty zespołu w wersjach winylowych posiadam od dawna -zawsze uważałem okładki wczesnych płyt zespołu za małe arcydziełka modern (sic!) -artu. ,,Ready For Romance'' w oryginalnej wersji winylowej (nie: jednej z bułgarskich edycji, które po koniec lat 80. zasypały nasze komisy płytowe) posiada srebrną foliowaną, niemalże lustrzaną kopertę. Niestety pierwsze wydania CD płyt M.T. wydane zostały bardzo skromnie. Taka jest też edycja jaką uzupełniam dziś brakujące na półce z kompaktami miejsce między ,,2nd'' a ,,4th Album''.
Również brzmienie płyty zdecydowanie bardziej odpowiada mi w wersji z czarnego krążka, ale to chyba zależne jest od specyfiki wypracowanego w niemieckim studio w połowie lat 80. brzmienia.
Największe przeboje z trzeciego albumu to: ,,Brother Louie'' i ,,Atlantis Is Calling (S.O.S. For Love)''. Mnie jednak najbardziej zawsze podobała się z tego krążka urokliwa melodia: ,,Just We Two (Mona Lisa)''.
W ubiegłym roku połowa duetu MODERN TALKING: Thomas Anders koncertował w Polsce, podczas występów przypominając przeboje z najlepszego okresu. Relację z jednego z koncertów, którego byłem świadkiem znajdziecie TUTAJ

Tagi: M Pop
22:20, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Amandla; U' N' L'; Los Feliz; Jean Pierre; Someday My Prince Will Come; So What; Joshua; Nature Boy
JOACHIM MENCEL to obok LESZKA MOŻDŻERA jeden z najlepszych polskich pianistów jazzowych młodego pokolenia. Regularnie nagrywa i koncertuje z amerykańskim klarnecistą BRADEM TERRY. Ponadto w swoim dorobku ma współpracę z takimi muzykami jak: PIOTR WOJTASIK, JANUSZ MUNIAK, NIGEL KENNEDY, DAVID FRIEDMAN, CHARLIE MARIANO, TERRY CLARKE, ZBIGNIEW NAMYSŁOWSKI czy JAREK ŚMIETANA. W 1992 roku założył grupę New Life'm, w którym śpiewa dziś Natalia Niemen, 10 lat później utworzył nową formację o nazwie jmTrio. Jest kompozytorem, autorem i aranżerem piosenek wykonywanych przez m.in. Mieczysława Szcześniaka, Annę Marię Jopek czy Karolinę Styła. Oprócz jazzu i pop, komponuje muzykę klasyczną, oraz ilustracyjną.

W roku 1995 nakładem krakowskiej wytwórni Gowi ukazała się płyta zawierająca nagrania pochodzące z dwóch różnych sesji z lat 1994/95 dokonane w dwóch różnych kwintetach oraz w duecie. Utwory pochodzące z tych sesji łączy nazwisko MILESA DAVISA, bowiem są to kompozycje z repertuaru największego trębacza i to zarówno kompozycje samego Davisa, jak i utwory, które Davis włączył do swego repertuaru. Oprócz autorskich kompozycji M.Davisa, takich jak: ,,U' N' L'', ,,Jean-Pierre'', ,,Joshua'' czy słynne ,,So What'', na krążku znajdziemy też dwie kompozycje MARCUSA MILLERA spopularyzowane przez Davisa: popularna ,,Amandla'', oraz ,,Los Feliz''.
Płyta rozdzielona jest na dwie części duetem Mencela z Davidem Friedmanem (wibrafon): ,,Someday My Prince Will Come'' Franka Churchilla.
Pierwsza część płyty to 4 nagrania dokonane w kwintecie ze wspomnianym Friedmanem, oraz D.Goodhew (saksofon), A.Kowalewskim (bas) i Ł.Żyta (perkusja).
Na część drugą krążka składają się trzy utwory nagrane rok wcześniej niż reszta płyty w ,,gwiazdorskim'' składzie z JAROSŁAWEM ŚMIETANĄ (gitara), ZBIGNIEWEM NAMYSŁOWSKIM (saksofon), M.Pośpieszalskim (bas) i C.Konradem (perkusja).
Dwa różne składy, dwie różne sesje -a jednak płyta jest bardzo spójna. O nagraniu płyty z utworami MILESA DAVISA, wspominał niedawno JAREK ŚMIETANA, gdyż podobnie jak dla JOACHIMA MENCELA -największym jazzowym idolem nie jest żaden z pianistów jazzowych, tak dla Śmietany -żaden z gitarzystów. W obu przypadkach jest nim właśnie MILES DAVIS.
Jak się okazuje utwory Davisa świetnie mogą brzmieć nie tylko grane na trąbce, lecz także na fortepianie czy gitarze.
Płyta Mencela ,,Silent Way Of Miles D.'' zabiera nas w swej pierwszej części w magiczny świat brzmień fortepianu, wibrafonu i saksofonu. Ten ostatni z wymienionych instrumentów jednak nie zastępuje bynajmniej trąbki, lecz tworzy często zupełnie inne niezależne struktury melodyczne. Partie grane w oryginale przed laty przez Davisa grane są przemiennie przez różne instrumenty. Choć dominującym na płycie jest z racji lidera: fortepian -w pierwszej części płyty niezwykle często pojawia się wibrafon D.Friedmana, co wytwarza doprawdy ciepłą i intymną atmosferę. Mimo dwóch różnych składów i rocznego odstępu dzielącego dwie różne sesje (a może właśnie dzięki temu), płyty jako całości słucha się wspaniale -stanowi ona jakby osobną, niezależną kompozycję JOACHIMA MENCELA, złożoną z poszczególnych ,,davisowskich'' tematów.

Po dwóch utrzymanych w średnim tempie utworach (,,Amandla'', ,,U' N' L'') następuje wyciszenie i dość poetycko brzmiący ,,Los Feliz'' z rozbudowaną improwizacyjnie partią fortepianu, by po ośmiu minutach porwał nas radosny lecz zawiły melodycznie ,,Jean-Pierre''.
Muzycy schodzą ze sceny, na której pozostaje tylko pianista i wibrafonista; ,,Someday My Prince Will Come'' to przerywnik z rozimprowizowaną strukturą fortepianu.
Wibrafonista schodzi ze sceny, a do pianisty dołączają wielcy polscy jazzmani, by przez finałowe 25 minut płyty porwać nas brzmieniem bardziej energicznym, zastępując nastrojowy wibrafon jazzową gitarą i bardziej wyeksponowanym basem. Słynny temat ,,So What'' w tym wykonaniu porwie najbardziej znieczulonych jazzowo słuchaczy; charakterystyczne brzmienie Najlepszej Jazzowej Gitary towarzyszy nam od początku utworu, by po chwili ustąpić miejsca żywiołowej partii lidera. Ten z kolei po chwili ,,oddaje głos'' Wielkiemu Namysłowskiemu, a nad całością unosi się wspaniale ,,pląsająca'' perkusja i rytmiczny bas. Śmietana gra swoje partie wyśmienicie... aż strach wyobrazić sobie Jego ewentualną autorską płytę z utworami Davisa. ,,Joshua'' to spokojniejsza kompozycja, w której wiodącym instrumentem w tej wersji wydaje się być saksofon Namysłowskiego. Mencel jednak właśnie w tym utworze wygrywa jedną z najlepszych improwizowanych solówek na całej płycie. ,,Śmietankowa gitara'' brzmi tutaj jakby bardziej pod GEORGE'A BENSONA tworząc pasaże na tle ,,szarpanego'' basu C.Konrada. Na dwie minuty przed końcem utworu wraca charakterystyczny temat przewodni saksofonu, by wyciszając się ,,zrobić miejsce'' dla impresji fortepianowej zagranej tylko z udziałem perkusji.
,,Nature Boy''. Cichy, stonowany rytm perkusji i po chwili saksofon Namysłowskiego grający ten tak doskonale znany temat... dołącza fortepian; utwór sączy się w spokojnym, refleksyjnym nastroju. Mencel z Namysłowskim prowadzą dialog, podczas którego saksofon modyfikuje temat przewodni, a fortepian go ,,komentuje''. W zasadzie ostatnie 9 minut płyty należy do fortepianu i saksofonu; bas gra oszczędnie, gitara tworzy tło, a perkusja zaledwie nadaje rytm... i tak spokojnie, powoli... instrumenty jakby spowalniają, wyciszając się jednocześnie, pozostawiając słuchacza w ciszy, której nie chce się przerwać jeszcze przez dobrych kilkadziesiąt sekund. Tak jakby ta cisza, którą muzycy pozostawili po sobie była częscią kompozycji... ,,Silent Way ...''

Ostatnią godzinę spędziłem z Wspaniałymi Muzykami. Słuchałem MILESA DAVISA. Chociaż trąbka nie zabrzmiała ani przez moment; oczyma wyobraźni widziałem na tej wyimaginowanej scenie puste miejsce, mikrofon i ten charakterystyczny instrument z założonym tłumikiem, na którym nikt nie ośmieli się już zagrać.
Piękna płyta.

22:18, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: W.A.Mozart: Symphonie N 25 en Sol mineur; G.B.Pergolesi: Stabat Mater; Musique Bohemienne Du Debut Du 18 Siecle: Babak and Hungarians; W.A.Mozart: Serenade pour instruments a vent; L'enlevement an Serail; Symphonie N29 en La.
str.2: W.A.Mozart: Concerto pour deux pianos; Messe en Ut mineur; Symphonie Concertante
str.3: W.A.Mozart: Concerto pour piano en Mi bemol majeur; Les Noces de Figaro Acte III; Les Noces de Figaro Acte IV; Don Juan Acte II
str.4: W.A.Mozart: Zaindes aria Rube Sanft; Requiem: Introitus, Dies Irae, Rex Tremendae Majestatis, Confulatis, Lacrymosa; Concerto pour piano

Ilekroć oglądam wspaniały film Milosa Formana ,,Amadeus'', ulegam niezwykłemu klimatowi obrazu, który tak wspaniale współgra z muzyką, o której opowiada. Oprócz tego, iż jest to film będący niejako biografią Wolfganga Amadeusza Mozarta, jest to jednocześnie niezwykle wciągający dramat mogący zainteresować nawet osoby, które za muzyką Mozarta nie przepadają (są takie osoby?). Dramaturgia filmu opowiadającego przecież o muzyce, potęgowana jest poprzez ilustrowanie poszczególnych scen fragmentami nie zawsze biograficznie związanymi z pokazywaną sceną, lecz dopasowanymi pod względem właśnie dramaturgii i ladunku emocjonalnego. ,,Amadeus''  z 1984 roku, to dla mnie osobiście jeden z najlepszych filmów wszechczasów, w pełni zasługujący na Oskara, którego otrzymał -po prostu filmowo-muzyczny majstersztyk!
Pięknie wydany, dwupłytowy album, bogato ilustrowany zdjęciami z filmu (niech żyją duże okładki płyt winylowych!), jaki udało mi się niedawno pozyskać do zbiorów zawiera 20 niezwykłych utworów wykorzystanych w filmie. Wykonawcą jest ta sama orkiestra pod dyrekcją tego samego dyrygenta, których usłyszeć możemy podczas filmu -album zawiera bowiem oryginalną ścieżkę dźwiękową. Dyrygentem jest niezwykły, znany mi z wielu innych płyt: Wielki Neville Marriner, pod którego wodzą muzycy Academy Of St.Martin-In-The-Fields brzmią niezwykle.
Płyty zawierają ścieżkę muzyczną do filmu, ale z powodzeniem pełnić mogą rolę płyty zawierającej najsłynniejsze utwory Mozarta, znajdziemy tu bowiem fragmenty symfonii, koncertów fortepianowych, oper i niezwykłego, zawsze przyprawiającego mnie o dreszcze: ,,Requiem''.
Perełka!

Tagi: M
22:16, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Like A Prayer; Like A Prayer -12'' Extended Remix-; Like A Prayer -12'' Club Version-

,,Wzorcowy'' singel CD jeśli chodzi o edycję. Powierzchnia małej 3-calowej płytki wykorzystana maksymalnie -ponad 19 minut muzyki! Niestety jeśli chodzi o zawartość muzyczną -jest to rzecz dla naprawdę wielkich miłośników MADONNY. Przez te 19 minut słuchamy bowiem trzech różnych wersji utworu ,,Like A Prayer'' -tytułowego z promowanej tym ,,maleństwem'' albumu z 1989 roku. Dla mnie 19-minutowe przebrnięcie przez mixy jednego utworu wymagało dużo cierpliwości i samozaparcia. Jednak jak nie cieszyć się takim ,,maleństwem''?

Tagi: M Pop
22:15, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Skocznie i wesoło, czyli tak jak zawsze to bywa z MANDESSEM.
Drugą stronę płytki wypełnia jednak koszmarek, którego nie będę już więcej słuchał.

Tagi: M Pop
22:13, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
1 ... 6 , 7 , 8 , 9