Recenzje ponad 2000 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

ANTONI WOJNAR

The Nochats' Dance

The 14
The Future Ain't What It Used To Be
(premiera 1 stycznia 2019)

Alessandro Stradella
Il Trespolo Tutore
(2018)

POZNAŃSKA PIĘTNASTKA
Big Club Band
(2018)

Katarzyna MUSIAŁ
My Spanish Heart
(2018)

Urszula Kryger / Agata Górska-Kołodziejska
Women Of Music - Songs
(2018)

Wpisy z tagiem: H

czwartek, 12 stycznia 2012

Herbie HANCOCK: Maiden Voyage /CD 1999/2011(1965) Blue Note/
Maiden Voyage; The Eye Of The Hurricane; Little One; Survival Of The Fittest; Dolphin Dance

Herbie HANCOCK: Empyrean Isles /CD 1999/2011(1964) Blue Note/
One Finger Snap; Oliloqui Valley; Cantaloupe Island; The Egg; One Finger Snap (Alternate Take); Oliloqui Valley (Alternate Take)

Herbie HANCOCK: My Point Of View /CD 1999/2011(1963) Blue Note/
Blind Man, Blind Man; A Tribute To Someone; King Cobra; The Pleasure Is Mine; And What If I Don't; Blind Man, Blind Man (Alternate Take)

czwartek, 05 stycznia 2012

KRZYSZTOF HERDZIN featuring Gregoire Maret: Looking For Balance /CD 2011, Universal/
Full Of Life; Consolation; State Of Equilibrium; Peace Of Mind; Uncertain Future; Finding Love; Hopin' For Somethin'

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Billie HOLIDAY: The Real... Billie Holiday /3CD's 2011 (1933-1951) Columbia/
CD1: Easy Living; All Of Me; God Bless The Child; The Very Thought Of You; Pennies from Heaven; The Way You Look Tonight; When You're Smiling (The Whole World Smiles With You); Until The Real Thing Comes Along; They Can't Take That Away From Me; Georgia On My Mind; Summertime; I Wished On The Moon; What A Night, What A Moon, What A Girl; Billie's Blues; My First Impression Of You; Everything Happens For The Best; Love Me Or Leave Me; I Can't Believe That You're In Love With Me; Let's Dream In The Moonlight; That's Life I Guess; The Same Old Story; Gloomy Sunday; Wherever You Are; Mandy Is Two; C'est Un Peche de Dire Un Mentire
CD2: On The Sentimental Side; Jeepers Creepers; Mean To Me; Me, Myself And I; Without Your Love; If Dreams Come True; Now They Call It Swing; Back In Your Own Backyard; You Go To My Head; The Moon Looks Down And Laughs; If I Were You; Forget If You Can; Having Myself A Time; Says My Heart; I Wish I Had You; I'm Gonna Lock My Heart; I Can't Get Started; I've Got A Date With A Dream; April In My Heart; They Say; You're So Desirable; You're Gonna See A Lot Of Me; Hello, My Darling; Under A Blue Jungle Moon; Night And Day; Falling In Love Again
CD3: Let's Call The Whole Thing Off; Born To Love; Don't Know If I'm Comin' Or Goin'; Sun Showers; You Showed Me The Way; Sentimental And Melancholy; My Last Affair; Carelessly; How Could You?; Moanin' Low; Where Is The Sun?; You Let Me Down; Spreadin' Rhythm Around; Life Begins When You're In Love; It's Like Reaching For The Moon; These Foolish Things (Remind Me Of You); I Cried For You; I'm Painting The Town Red; It's Too Hot For Words; Twenty-Four Hours A Day; Yankee Doodle Never Went To Town; Eeny Meeny Meiny Mo; If Youe Were Mine; These 'N' That 'N' Those; Your Mother's Son-In-Law; Riffin' The Scotch

poniedziałek, 21 listopada 2011

 DUKE ELLINGTON / BOBBY HACKETT: Goodyear Jazz Concert /LP 1962/
str.1 Duke Ellington: Take The ''A'' Train; Satin Doll; Blow By Blow; Things Ain't What They Used To Be; VIP's Boogie and Jam with Sam; Kinda Dukish; Good Years Of Jazz
str.2 Bobby Hackett: Deed I Do; Sentimental Blues; When The Saints Go Marching In; Bill Bayley. Won't You Please Come Home?; Struttin' With Some Barbecue; Swing That Music

Pierwsze wydanie (tzw. first press) płyty winylowej z roku 1962, zatytułowanej ''Goodyear Jazz Concert'' zawierającej nagrania zespołów: Duke'a Ellingtona na stronie pierwszej i Bobby Hacketta -na drugiej. Prawdziwa czarna płyta sprzed blisko 50 lat wydana w zewnętrznie klejonej okładce, gruba i ciężka. To bardzo częsty przypadek w tamtych latach: dzielenie płyty na dwie strony poświęcone każda z osobna innym wykonawcom. Wspaniałe to były czasy, gdy wszystkie płyty miały dwie strony.
Nie mogło byc inaczej; koncert bandu Ellingtona otwiera: ''Take The A Train'' -najsłynniejsza kompozycja Billy Strayhorna od zawsze kojarzona z zespołem Duke'a Ellingtona z wspaniałym trębaczem Rayem Nance. To obok: ''Caravan'' Juana Tizola, niewątpliwie najsłynniejszy standard wykonywany przez zespół Ellingtona.
''Satin Doll'' zagrany podczas tego historycznego koncertu jako drugi to jeden z klasycznych przykładów ukazujących doskonale uzupełniające się w brzmieniu zespołu: fortepian Ellingtona i kontrabas Aarona Bella.
W ''Blow By Blow'' słyszymy wyśmienicie brzmiącego Paula Gonsalvesa na saksofonie tenorowym, a kolejna na płycie kompozycja: ''Things Ain't What They Used To Be'' to dzieło Mercera Ellingtona (syna Duke'a), w tej interpretacji ukazujące doskonałe warunki warsztatowe alcisty zespołu: Johnny Hodgesa.
Podczas dalszej części koncertu słuchamy m.in. porywającego sola perkusyjnego Sama Woodyarda, a całość kończy skomponowany przez Ellingtona specjalnie dla potrzeb koncertów z cyklu: ''Goodyear Jazz Concerts'' temat.
Nagrania big bandu Duke'a Ellingtona umieszczone na tym albumie uważane są przez miłośników jazzu za jedne z najdoskonalszych w dorobku zespołu z zarazem za jedne z najwspanialszych dokonań big bandów z lat 60.
Druga strona tego wspaniałego albumu przynosi nagrania zespołu Bobby Hacketta, który niewątpliwie ustępuje sławą Ellingtonowi, lecz bezsprzecznie uważany jest za jednego z największych wiruozów kornetu i trąbki (choć w zespołach Glenna Millera i Benny Goodmana grał także na gitarze!).
 W programie występu Hacketta znalazł się jeden z najsłynniejszych tematów wszechczasów: ''When The Saints Go Marching In'' okraszony rewelacyjnie brzmiącymi partiami perkusji (legendarny Morey Feld) i wyborną niezwykle bogato brzmiącą sekcją dętą.
Druga strona tej płyty to uczta dla miłośników jazzu tradycyjnego i dixielandu w najlepszym z możliwych wykonaniu, a muzyka ta najlepiej brzmi z płyty gramofonowej -zapewniam!

11:43, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 października 2011

 The HOLMES BROTHERS: Feed My Soul /CD 2010 Alligator/
Dark Cloud; Edge Of The Ledge; Feed My Soul; You're The Kind Of Trouble; Something Is Missing; Living Well Is The Best Revenge; I Saw Your Face; I Believe You I Think; Far Weather Friend; Put My Foot Down; I'll Be Back; Plending My Love; Rounding Third; Take Me Away

Trio tworzą dwaj bracia Holmes: Sherman (wokal, bas), Wendell (gitara, pianino, wokal) , oraz perkusista Popsy "the Holmes" Dixon. Na płycie słyszymy jednak wiele innych instrumentów jak choćby wspaniałe, nadające specyficzny klimat wielu utworom organy Hammonda, harmonijkę, tamburyn czy nawet mandolinę.
The Holmes Brothers to formacja, która w niezmienionym składzie nagrywa i koncertuje pod tym szyldem od 1979 roku, choć cała trójka artystów współpracowała wspólnie wówczas już od kilku lat. Dopiero po dziesięciu latach klubowego grania ukazała się pierwsza płyta The Holmes Brothers: ''In The Spirit'' (1989). Wówczas też o trio poczęły pisać muzyczne magazyny, a wielu wielkich artystów starało się pozyskać zespół od współpracy, dzięki czemu usłyszeć ich można na płytach Petera Gabriela czy Vana Morrisona, oraz podczas koncertów m.in. Boba Dylana czy Willie Nelsona.
Płytę ''Feed My Soul'' wydała legendarna wytwórnia Alligator Records specjalizująca się w propagowaniu bluesa i jego najróżniejszych obliczów. The Holmes Brothers to właśnie jedna z gałęzi pochodnych muzyce bluesowej. W nagraniach jakie znalazły sie na płycie więcej jest chyba elementów muzyki soul czy boogie niż klasycznego bluesa. Zarówno w rytmicznych utworach jak i w spokojnych balladach wypełniających płytę, The Holmes Brothers jawią nam się jako zespół grający w swoim oryginalnym stylu czerpiąc stylistycznie zarówno z muzyki soul, gospel jak i rhythm'n'bluesa i jazzu.
Pięknie brzmi tytułowa ballada: ''Feed My Soul'', niezwykle żywiołowe: ''You're The Kind Of Truble'' natomiast jest ukłonem stylistycznym w stronę Blues Brothers.
''Something Is Missing'' to najbliższy chyba muzyce pop utwór na płycie mimo nawiązań do tradycji muzyki soul z połowy lat 70-tych, z kolei w takim: ''Living Well Is The Best Revenge'' wyraźnie słychać muzykę country.
Zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie te spokojne, wyśpiewywane z soulową manierą utwory jak wspomniany: ''Feed My Soul'' czy prawdziwa ozdoba krążka jaką jest: ''I Saw Your Face''.
''Far Weather Friend'' z kolei to klasyczna w swym klimacie pieśń gospel skomponowana przez Wendella Holmesa, zaśpiewana przez niego wraz z chórkiem tylko przy akompaniamencie fortepianu.
Miło słucha się beatlesowskiego ''I'll Be Back'' a wylewna ballada: ''Plending My Love'' robi wrażenie pastiszu miłosnych przebojów soul z lat 60-tych.
Kończąca płytę: ''Take Me Away'' to kolejna klimatyczna ballada utrzymana w klubowym stylu i okraszona doskonałym chórkiem. Jest to też okazja aby usłyszeć falset perkusisty zespołu: Popsy Dixona.
Uniwersalnością muzyki zawartej na tym krążku jest jej ponadczasowość; dzięki zastosowaniu tradycyjnego instrumentarium i ''akustycznej'' aranżacji, słuchając płyty odnosimy wrażenie, iż równie dobrze mogłaby ukazać się 30 lat temu, a i za 20 lat słuchać jej będzie można niczym nowej.

Tagi: H rock blues
12:50, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 października 2011

 KRZYSZTOF HERDZIN TRIO: Capacity /CD 2011 Fusion/
Prayer For El Salvador; Still Searching; Keith And His Teeth; Timebreakaparter; Sleeping Beauty; Children Of Childs

Byłem zaskoczony pierwszym tytułem na płycie. ''Prayer For El Salvador'' -Russela Ferrante? Czy to nie utwór Yellowjackets? Niemożliwe, przecież to kawałek fusion... A jednak. Herdzin odkrywa zupełnie nową estetykę kompozycji adaptując ją w piękny akustyczny sposób, przetwarzając nastrój niepokoju w swego rodzaju ukojenie melodyką i łagodnością przekazu. W środkowej części mamy też pokaz niezwykłej wirtuozerii pianisty zabierającego nas w improwizacyjną podróż dalece odbiegającą od nut zapisanych w kompozycji Ferrante. W szybkim rytmie potęgowanym sekcją tria (Robert Kubiszyn -bass, Cezary Konrad -perkusja) lewitujemy przy dźwiękach charakterystycznego ''twardego'' brzmienia fortepianu Herdzina, który w zawiły melodycznie sposób naprowadza nas ponownie w ramy głownego motywu melodycznego. To właśnie jest istotą improwizacji jazzowej z punktu widzenia słuchacza, kiedy to odbywamy z miejsca głównego motywu melodycznego kompozycji swoistą podróż w nieznane, odkrywane przez naszego przewodnika rejony. Krzysztof Herdzin okazuje się być przewodnikiem doskonałym co udowadnia już w przypadku tej klikunastominutowej interpretacji znanego nam z zupełnie innego oblicza utworu.
Pozostałe pięć rozbudowanych strukturalnie kompozycji to autorskie dzieła jednego z najlepszych polskich pianistów jazzowych opracowane w ramach tria.
''Still Searching'' klimatycznie brzmi jak: ''Lokomotywa'' Brzechwy; rozpędza się powoli acz skutecznie, by w najbardziej dynamicznych momentach zaskakiwać nas zawiłymi partiami fortepianu przy wtórze perfekcyjnej sekcji rytmicznej. Pod koniec jednak zwalnia, wracając do pierwotnej gracji melodyki kojąc nastrój.
Hołdem dla Keitha Jarretta jest kompozycja: ''Keith And His Teeth'' nawiązująca wprawdzie stylistycznie do dokonań Mistrza, lecz nie pozbawiona jednocześnie charakterystyki palców Herdzina. Zupełnie nie-jazzowo brzmi w tym utworze perkusja a R.Kubiszyn sięga w tym utworze po gitarę basową tworząc estetykę kojarzącą się bardziej z muzyką funky niż typowym brzmieniem akustycznego trio i ozdabiając utwór doskonałą solową impresją szarpiąc struny elektrycznego basu.
''Timebreakaparter'' to zbudowany na dynamicznych dźwiękach perkusji utwór charakteryzujący się zmienną rytmiką i tempem. To również okazja do przekonania się o doskonałym warsztacie C.Konrada i R.Kubiszyna oraz ukazanie zespołu jako wzajemnie uzupełniającgo się organizmu budującego poszczególne części płyty. Trio stworzone przez Krzysztofa Herdzina wydaje się być składem idealnym wzajemnie się uzupełniającym i pomimo, iż ''Capacity'' to autorski projekt pianisty, dostrzec należy zespół jako całość, który dzięki takiemu właśnie składowi zdołał wspiąć się na niezwykle wysoki poziom tej płyty.
Tym, którzy mają wątpliwości do tytułu ''jazzowego romantyka'', jaki nadało Herdzinowi wielu krytyków, polecam balladę: ''Sleeping Beauty'', rozpoczynającą się wprawdzie dość niepokojącymi akordami, lecz w dalszej części obnażającą wrażliwość kompozytora i twórcy utworu, który choć słynie z dość ''twardego'' brzmienia potrafi stworzyć ciepły i kojący klimat w sferze konstrukcji estetycznej. Ciepło, miłość a nawet lekki posmak erotyki charakteryzuje ten nastrojowy utwór, nie obdarzony co prawda  jakąś szczególną melodyką lecz tworzący szczególny, osobliwy klimat.
W kończącym płytę: ''Children Of Childs'' mamy okazję usłyszeć doskonałe solo gitarowe i po raz kolejny przekonać się o specyfice projektu: Krzysztof Herdzin Trio, który choć pozornie osadzony jest w estetyce tradycyjnego tria jazzowego, niejednokrotnie wymyka się takiemu zaszufladkowaniu. Na zakończenie płyty mamy bowiem do czynienia z niemal rockowym pazurem zaszczepionym w konwencję jazzu.
Mam cichą nadzieję, iż skład tworzący Krzysztof Herdzin Trio to projekt, który jeszcze nie raz uraczy nas tak doskonałą produkcją jaką jest album: ''Capacity''.

00:52, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2011

 Bill HALEY and The Comets: The Golden King Of Rock /LP 1971/
str.1: Razzle Dazzle; Cryin' Time; What'd I Say; Lucille; Kansas City; Rock Around The Clock
str.2: Rip It Up; Rudy's Rock; Caravan; Rock-A-Beatin' Boogie; Shake Rattle And Roll; Whole Lotta Shakin' Goin' On

Nieprawdopodobne, iż można znaleźć jeszcze takie płyty! Wydana 40 lat temu przez angielski Pickwick płyta robiąca wrażenie fabrycznie nowej, zawierająca TAKIE nagrania!
Pstrokata, charakterystyczna dla wydawnictw tej wytwórni okładka robi nieciekawe wrażenie kolejnej kompilacji nagrań jednego z pionierów rock'n'rolla. Tymczasem jest to zapis koncertu, będącego rzadkością wśród kolekcjonerów nagrań z tamtych lat. Zespół Haleya: The Comets wraz z solistami: Gerd Lengstrand, Al Rappa, Rudy Pompili, John 'Bam Bam' Lane i Nick Nastos w wyśmienitej formie! Porywające wersje takich utworów jak: ''What'd I Say'' czy ''Lucille'' śpiewane z niezwykłą energią przez zaproszonych wokalistów zapowiadanych przez lidera zespołu: Billa Haleya grającego na gitarze i śpiewającego zaledwie w sześciu spośród dwunastu utworach to prawdziwy rock'n'rollowy show. Na drugiej stronie płyty podczas utworu ''Rudy's Rock'' słuchamy wyśmienitego saksofonowego solo R.Pompili, natomiast w ''Caravan'': mistrzowskiej solówki perkusisty J.'Bam Bam' Lane'a, który robi wrażenie muzyka rockowego zdecydowanie wyprzedzającego swą epokę. Płyty tej powinni posłuchać ci wszyscy, którzy umieszczają Billa Haleya w przegródce akademickiego rock'n'rolla, uważając go za ''tego grzeczniejszego'' od współczesnych mu Jerry Lee Lewisa czy choćby Chucka Berry. To nie tylko rock'n'roll -to po prostu: rock!
Słuchając tego zgrabnie ułożonego programu koncertu dałem się porwać klimatowi prawdziwego koncertu z wspaniałej minionej epoki, kiedy rock'n'roll był prawdziwą rewolucją obyczajowości. Jakość nagrań wyśmienita, szkoda tylko iż brak na okładce jakichkolwiek informacji o dacie i miejscu tego wspaniałego koncertu.

Tagi: H rock blues
22:34, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 maja 2011

 LIONEL HAMPTON: Ring Dem Vibes (CD 1976 / 2000)

Ring dem bells; Seven come eleven; On the sunny side of the street; Blue Lou; Psychedelic Sally; Vibraphone blues; Hamp's thing

Najwięksi wibrafoniści jazzu? Trzy nazwiska: MILT JACKSON, GARY BURTON i LIONEL HAMPTON.
Płyta ,,Ring Dem Vibes'' jest reedycją albumu Hamptona z roku 1976 zatytułowanego: ,,Blue Star'', wydaną w serii pięćdziesięciu największych albumów jazzowych nagranych w Paryżu. Krążek wydany został w formie efektownego digipacka z dołączoną książeczką, a nagrania poddano 24-bitowemu remasteringowi, dzięki czemu materiał wypełniający CD brzmi wyśmienicie.
To kwintesencja tego co w jazzie osobiście kocham najbardziej: niezwykła ekspresja, wirtuozeria wszystkich muzyków, z których każdy zaznacza swą obecność wytrawnymi solówkami, oraz bardzo rozbudowane lecz przejrzyste i czytelne improwizacje. Lider nie jest muzykiem, którego słyszymy zawsze na pierwszym planie, lecz po prostu jednym z członków bandu. Oprócz wibrafonu: dużo wspaniale brzmiącej gitary (niezwykły wirtuoz: William Mackel), organy Hammonda (Reynold Mullins), sola perkusji (Sam Woodyard), saksofony (Michel Attenoux i Gerard Badini) a nawet wokal samego Hamptona, który choć wokalistą wybitnym nigdy nie był -ekspresją i witalnością potrafił sprawić, iż głosu jego słucha się wyśmienicie (choćby w otwierającym płytę utworze tytułowym, czy standardzie ,,On The Sunny Side Of The Street'').
Prawdziwym skarbem na płycie jest wspaniała interpretacja tematu Horace Silvera: ,,Psychedelic Sally''. W tym blisko 11-minutowym utworze Hampton wyprawia na swoich ,,cymbałkach'' niezwykłe zupełnie rzeczy, a W.Mackel wspomagany zawiłą linią kontrabasu Michela Gaudry osiąga chyba apogeum swojego gitarowego wirtuozerstwa (znam tylko jednego gitarzystę, który potrafi w taki sposób frazować... ale on ma na imię Jarek :-) . W połowie utworu pojawia się fantastyczna trąbka (Claude Gousset) ,,podpierana'' rockowo chwilami wręcz brzmiącym kontrabasem, po niezwykłej minucie sola zastąpiona saksofonem tenorowym G.Badiniego, który z kolei ustępuje miejsca fortepianowi (Raymond Fol). Całość zespala Hampton uderzający w wibrafon, sapiący do mikrofonu i pokrzykujący. Psychodeliczny jazz? Jak najbardziej! Jeśli coś takiego istnieje, to ,,Psychedelic Sally'' w tej interpretacji jest tego esencją.
Po psychodelii czas na bluesa. ,,Vibraphone Blues'': wokal Hamptona brzmi tutaj niczym śpiew rasowego bluesmana, charakterystyczne brzmienie hammondów i wspaniała gitara natomiast brzmią jakby z ,,innej bajki''. Te dwa utwory to opus magnum całego albumu!
Jak dobrze że są jeszcze takie płyty! Płyty, które nagrane zostały wiele lat temu a czekają na odkrycie. Dopiero teraz ,,odkryłem'' dla siebie ten album nagrany 35 lat temu i od teraz zostanie już ze mną na zawsze w Moim Muzycznym Świecie.
Za ,,pierwszym podejsciem'' wysłuchałem krążka dwukrotnie raz za razem, a później powtórzyłem sobie jeszcze raz ,,Psychedelic Sally'' i jeszcze raz ,,Vibraphone Blues''. Tak szybko nie pokryje się ta płyta kurzem na mojej półce - ) . Jak mogłem dotyczas bez niej żyć?
Podczas swojej długiej i owocnej kariery muzycznej Hampton grał m.in z LOUISEM ARMSTRONGIEM, BENNY GOODMANEM, ARTEM FARMEREM, QUINCY JONESEM, CHARLESEM MINGUSEM, CLARKIEM TERRY, STANEM GETZEM, OSCAREM PETERSONEM i ARTEM TATUMEM. Zmarł w 2002 roku w wieku 94 lat do końca życia pozostając aktywnym jazzmanem, mimo artretyzmu i udaru mózgu jakiego doznał podczas koncertu w Paryżu w 1991 roku (ostatni koncert zagrał w 2001 roku, na kilka tygodni przed śmiercią). Muzyka jaką po sobie pozostawił uczyniła go jednak nieśmiertelnym a dziś coraz to nowi miłośnicy jazzu odkrywają dla siebie kolejne jego nagrania, czego moja skromna osoba jest dowodem.


,,Gdyby nie było Hamptona z jego elektryzującymi improwizacjami, nieposkromionym dynamizmem, zadziwiającym entuzjazmem i najzwyklejszym umiłowaniem życia i muzyki, swiat byłby bez wątpienia inny''

(Dionizy Piątkowski: ,,Encyklopedia Muzyki Popularnej: Jazz'')

Tagi: H jazz
22:38, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 kwietnia 2011

str.1: Just Another Night; Wild East; Cleveland Rocks; Ships; When The Daylight Comes
str.2: Life After Death; Standin' In My Light; Bastard; The Outsider

Jedna z dwóch (obok debiutu wydanego po odejściu z grupy MOTT THE HOOPLE w 1975) najlepszych solowych płyt IANA HUNTERA. Choć mniej jest na niej klimatów psychodelicznych niż na wspomnianym albumie, zatytułowanym po prostu: ,,Ian Hunter'', to płyta po ponad 30. latach broni się nadal.
Glamrockowo brzmi na stronie pierwszej ,,Cleveland Rock'', a ,,Ships'' z kolei -to wielki przebój, który w roku 1982 ponownie wylansował ...BARRY MANILOW, umieszczając go na wspaniałym albumie ,,One Voice''.
Zdecydowanie ciekawsza jest druga strona longplaya. Tam znajduje się pieśń, nawiązująca klimatem do dokonań BOBA DYLANA: ,,Standin' In My Light'', rozbudowany, okraszony świetnym brzmieniem mooga i utrzymany w transowym rytmie ,,Bastard'', oraz finałowy, wzniosły z efektami a la chór: ,,The Outsider''.
Warto posłuchać od czasu do czasu IANA HUNTERA ...choćby po to aby po raz kolejny przekonać się, iluż to artystów nie doczekało się należnej popularności i właściwego miejsca w gronie powszechnie znanych klasyków muzyki rockowej.

Tagi: H rock blues
21:36, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Imagine; Don't Give Up; Tempo De Amor
Str.2: Space Captain; The Times, They Are A' Changin'
Str.3: La Tierra; Tamatant Tilay / Exodus; Tomorrow Never Knows
Str.4: A Change Is Gonna Come; The Song Goes On

Herbie Hancock -pianista i kompozytor, którego kariera trwa od... ponad 60 lat. Pianista zadebiutował bowiem w wieku 11 lat wraz z Chicago Symphony Orchestra grając utwory Mozarta. Kto wie czy jego późniejsza kariera nie potoczyłaby się w kierunku muzyki klasycznej, gdyby muzyk nie przeprowadził się 10 lat później do Nowego Jorku gdzie poznał ludzi związanych z legendarną dziś wytwórnią Blue Note i muzyków takich jak Donald Byrd, Dexter Gordon i Freddie Hubbard. To właśnie pierwszy z wymienionych jazzmanów usłyszawszy grę 20-letniego wówczas pianisty dostrzegł tkwiące w nim atrybuty muzyka improwizującego i zaprosił go do swego zespołu.

Rok później Hancock pod swoim nazwiskiem zadebiutował albumem: ''Takin' Off'', na którym dał się poznać jako świetny kompozytor, a temat pochodzący z płyty: ''Watermelon Man'' stał się jego pierwszym przebojem. Krótko potem wstąpiwszy w skład kwintetu samego Milesa Davisa, Hancock stał się jednym z najbardziej pożądanych muzyków sesyjnych. Tworząc wraz z Ronem Carterem i Tony Williamsem słynną sekcję Davisa, muzyk nagrywał też płyty z własnymi projektami angażując do współpracy m.in. wspomnianych D.Byrda i F.Hubbarda, a także m.in.: Granta Greena i Rona Cartera. Efektem sesji z lat 60-tych dla Blue Note były tak ''pomnikowe'' dziś albumy jak: ''My Point Of View'' (1963), ''Empyrean Isles'' (1964, kolejny wielki przebój: ''Cantaloupe Island'') czy: ''Maiden Voyage'' (1965). 

Muzyka tworzona przez Herbiego Hancocka ewoluuje przez całe lata, jednocześnie ulegając panującym trendom ale też zachowując zawsze najwyższy znak jakości.
Po nagraniu albumu ''Speak Like A Child'' (1968) Hancock opuścił kwintet Davisa kierując swe muzyczne poszukiwania w stronę nowego wówczas nurtu: fusion i jako jeden z pierwszych pianistów wprowadził do muzyki jazzowej instrumenty elektroniczne. Za najbardziej odkrywczy i przełomowy album z tego okresu uważa się bestsellerową płytę: ''Head Hunters'' (1973).

W latach 80-tych Muzyk potrafił zaszczepić w swej twórczości nawet elementy muzyki house i techno, a wydany w tym okresie longplay: ''Future Shock'' (1983) znalazł się na liście najlepiej sprzedających się płyt lat 80-tych zarówno w kategorii jazzu jak i płyt z muzyką pop (pochodzące z niej nagranie: ''Rockit'' to jeden z największych światowych przebojów dziesięciolecia). Z ilością najróżniejszych ukazujących się po dzień dzisiejszy wersji tego elektronicznie spreparowanego kilkuminutowego jingla konkurować może chyba jedynie ,,Blue Monday'' -grupy New Order
W roku 1986 Hancock otrzymał Oscara za muzykę do filmu: ''Round Midnight'', jest laureatem ok 200 nagród Grammy. To jeden z największych pianistów modern jazzu zawsze wymieniany jednym tchem obok: Chicka Corea, Keitha Jarretta i McCoy Tynera.
Jego słynnym projektem jest album: ''Imagine Project'' (2010) złożony z nagrań dokonanych w różnych zakątkach świata i prezentujący poprzez pryzmat muzyki etnicznej jego adaptacje utworów z repertuaru m.in. Johna Lennona, Boba Dylana, Petera Gabriela czy Boba Marleya. W projekcie tym wzięli udział m.in.: Jeff Beck, Marcus Miller, Wayne Shorter, a także gwiazdy młodszego pokolenia jak P!nk i Seal.

HERBIE HANCOCK to jeden z największych pianistów jazzowych świata a zarazem postać o niebywałym zmyśle produkcyjnym obdarzona genialną wręcz fantazją muzyczną.                       Od zawsze przeciera nowe szlaki dla muzyki jazzowej, ale nie stroni też od obszarów wydawałoby się dalekich od jazzu. To On w latach 80. stał się prekursorem nowego sposobu produkcji nagrań muzyki popularnej tworząc płytę ,,Future Shock'', z której aż po dzień dzisiejszy czerpią garściami rzesze muzyków powielając schematy i kopiując sample z choćby najsłynniejszego utworu z wspomnianego krążka: ,,Rock It''. Z ilością najróżniejszych ukazujących się po dzień dzisiejszy wersji tego elektronicznie spreparowanego kilkuminutowego jingla konkurować może chyba jedynie ,,Blue Monday'' -grupy NEW ORDER.
Mając świadomość różnorodności muzycznych wychodzących z warsztatu HERBIEGO HANCOCKA nie wiadomo czego można się spodziewać dowiadując się o ukazaniu Jego nowej płyty. Pamiętając poprzedni album Artysty poświecony w całości twórczości JONI MITCHEL, który szczerze mówiąc nie zachwycił mnie -nie obiecywałem sobie wiele na wiadomość o lipcowej premierze nowego albumu. Dziś jest to dla mnie jedno z największych muzycznych oczarowań roku 2010! Już same nazwiska wydrukowane w dołączonej do dwupłytowego (w wersji winylowej) wydawnictwa wkładki, przyprawiają o zawrót głowy! P!NK, SEAL, JEFF BECK (zabrał do Herbiego ze sobą również TAL WILKENFELD, którą zachwycałem się przy omawianiu w tym miejscu kilkanaście dni temu płyty ,,Emotion & Commotion''), MARCUS MILLER, grupa LOS LOBOS, DAVE MATTHEWS, CHACKA KHAN, gitarzysta ALLMAN BROTHERS BAND: DEREK TRUCKS, córka RAVIEGO SHANKARA (równie uzdolniona jak ojciec): ANOUSHKA SHANKAR czy w końcu legenda saksofonu: WAYNE SHORTER! Jakby tego było mało, na liście tytułów są dzieła które wyszły spod pióra JOHNA LENNONA i PAULA McCARTNEYA, PETERA GABRIELA czy BOBÓW: DYLANA i MARLEYA! Do tego facet zjechał pół świata by dokonać tych nagrań: Wielka Brytania, Irlandia, Francja, USA (Miami, Los Angeles, Jacksonville) ale też: Brazylia i Indie!
Nazw najróżniejszych instrumentów wykorzystanych podczas nagrań nie ośmielę się przepisać z okładki ze względu na duże prawdopodobieństwo popełnienia błędów, jednak sitar czy ukulele w konfrontacji z nimi mogą uchodzić za bardzo swojskie i powszechnie znane.
Pora przygasić światło i opuścić igłę gramofonu na płytę...
Najpierw wybitnie jazzowe intro Hancocka na pianinie i wokal P!NK i SEALA -start! Gitara JEFFA BECKA, na basie MARCUS MILLER... Rany! Jest świetnie! Zupełnie inny wymiar: jest funkująco, czuć jakby bossa novę... Nagle cudnie egzotycznie brzmiące w nieznanym mi języku głosy tworzą iście etniczny klimat. Nigdy nie wyobrażałem sobie, iż ,,Imagine'' LENNONA może TAK zabrzmieć. Majstersztyk i Mistrzostwo Świata! Wciągający transowy rytm afrykańskich głosów (jakby wziętych z ,,Graceland'' PAULA SIMONA) wycisza się. Aż strach słuchać dalej!
,,Don't Give Up'' -PETERA GABRIELA z cudną wokalizą KATE BUSH w innej niż pierwotna wersja uznałbym za profanację... do momentu usłyszenia tego arcydziełka w wykonaniu Projektu Hancocka. P!NK spisała się świetnie wtórując JOHNOWI LEGEND a pląsający bass cudnej TAL WILKENFELD (którą... no dobrze -przemilczę :) ) dopełnia całości. Hancock nie pozbawił tego utworu niczego za co kochamy go od wydania płyty ,,So'' Gabriela w 1986 roku. Mało to! Pianino Hancocka, linia basu i nieziemska wokaliza pojawiająca się w zupełnie nowych momentach kompozycji jako dodatkowy smaczek, olśniewają odkrywając tym samym nieznane dotąd obszary i śliczności tej kompozycji. ,,Gęsia skórka'' od początku do końca!
Po dwóch utworach nagranych w słynnym Beatlesowskim studiu Abbey Road w Londynie pojawia się nagranie popełnione w Brazylii co słychać od samego początku (,,Tempo De Amor''). Jeśli lubicie klimaty brazylijskiej bossa novy śpiewanej w jedynym właściwym dla tego stylu języku -będziecie w niebie. Skojarzenia? Na pewno: ASTRUD GILBERTO i STAN GETZ i ...brazylijskie seriale :).
Drugą stronę albumu wypełniają dwa utwory; ,,Space Captain'' nagrany w Jacksonville, to miejsce na popisy pianistyczne Hancocka  prowadzącego pod koniec utworu rozimprowizowane dialogi z gitarą (DEREK TRUCKS), pojawiają się też organy Hammonda, oraz przede wszystkim wyraźny posmak gospel: typowy chórek i wokalna interpretacja (SUSAN TEDESCHI).
Już sam tytuł kolejnego utworu przyprawia o dreszcze: ,,The Times, They Are A' Changin''' -przecież to BOB DYLAN! Przejmująco niczym MARIANNE FAITHFULL sączy chropawym głosem tekst LISA HANNIGAN, wzbogacając w niespodziewanych momentach linię wokalną zaśpiewami w bardzo egzotycznie brzmiącym języku. No i niesłychanie brzmiąca sekcja irlandzka w tym utworze, za którą brawa należą się grupie The CHIEFTAINS biorącej udział w tym (nagranym tym razem w Paryżu) kawałku. Pląsające gitary, ,,szczotkująca'' perkusja: ponad 8 minut minęło, a mogliby grać ten standard jeszcze i jeszcze... Uff! Koniec pierwszej płyty.
,,La Tierra'' nagrany w Miami z udziałem MARCUSA MILLERA i PETE WALLACE (klawisze) to po prostu bossa nova, utwór wyróżniający  się w środkowej części klimatami znanymi nam z płyt SANTANY -tutaj jednak instrumentem numer 1 jest nie gitara, a pianino Hancocka.
 A teraz... opus magnum płyty? Bardzo możliwe! Dla mnie każdy odsłuch tego utworu wprowadza niesłychane wibracje! ,,Tamatant Tilay / Exodus'' to połączenie dwóch utworów (tak! ten drugi to ,,Exodus'' BOBA MARLEYA!). Arabskie zaśpiewy w połączeniu z rytmem reggae to niesamowity patent! Na wokal niejakiego K'NAANA zawodzącego w kolejnym egzotycznym języku na tej płycie, nachodzi wokal znanych nam skądinąd Panów: LOS LOBOS! Cudeńko!
Pozostajemy w egzotycznym klimacie (a może pogrążamy się jeszcze bardziej!): ,,Tomorrow Never Knows'' BEATLESÓW nagrane w Los Angeles aż kipi od psychodelicznych dźwięków. Wokal DAVE MATTHEWSA pływa podobnie jak u ,,Czwórki z Liverpoolu'' na płycie ,,Revolver'', a ogrom dźwięków jakimi zostajemy przytłoczeni robi wrażenie czegoś w rodzaju celowo spreparowanego chaosu i pozornego bałaganu dźwięków. Sam Mistrz Herbie tym razem nie olśniewa wirtuozerią a koncentruje się raczej na elektronicznym produkowaniu dźwięków. Po odwróceniu płyty jednak wraca charakterystyczna tradycyjna klawiatura. Kompozycja SAMA COOKEa ,,A Change Is Gonna Come'' to kolejna okazja usłyszenia TAL WILKENFELD (pst!:) ), ale przede wszystkim wokalu JAMESA MORRISONA. Jeśli chodzi o pianino Hancocka to jest tutaj naprawdę czego posłuchać: długie rozbudowane solo powinno zadowolić wszystkich, którzy mogliby zarzucać Hancockowi oszczędzanie się na tym albumie.
Nagrany w Indiach ,,The Song Goes On''. Sitar, egzotyczny hinduski wokal K.S.CHITHRA przywołujący skojarzenia z...  ,,The Battle Of Evermore'' -LED ZEPPELIN, swojsko przy niej brzmiąca CHACKA KHAN i jedyny Taki Saksofon Sopranowy na świecie: WAYNE SHORTER! Pulsujący, transowy rytm, nie do końca wyobrażalne dla mnie instrumenty o dziwnych nazwach jak np pakhawaj czy mridangam. W tle pianino HERBIEGO HANCOCKA, na pierwszym planie przekomarzający się z sitarem WAYNE SHORTER -czy to dźwiękowa wizja Raju? Świetne zakończenie genialnego albumu. Takie płyty nie ukazują się codziennie, co tydzień, każdego miesiąca, a nawet każdego roku!
Igła unosi się z płyty i ramię gramofonu wraca. Talerz kręci się coraz wolniej... W powietrzu wyraźnie czuję jeszcze zapach tej muzyki... Gdzieś tam krąży jeszcze ten saksofon, wiruje bas i słychać pianino. Nawet jeśli miałbym już więcej nie usłyszeć tych dźwięków z płyty, pozostaną gdzieś we mnie w środku... na zawsze.

21:20, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »