Recenzje ok. 2500 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.
| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

NOWY ADRES

Od 1 marca wszystkie nowe wpisy
publikowane są pod adresem:

longplay1.blogspot.com

Wpisy z tagiem: g

środa, 25 kwietnia 2012

Boogety Boogety; J.Mac; Wiggins; Haynes Here; Detroit; Seeds From The Underground; Du-Wo-Mo; Welcome Earth Song; Ballad Jarrett; Laviso, I Bon?


Tagi: g jazz
13:59, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 marca 2012

GARY GUTHMAN: Solar Eclipse /CD 2011 Polskie Radio SA/
Behind Closed Doors; A Sea Apart; Medicine Man; Di Trevi; The Liars Club; Gentlemen's Playground; Sarah's Waltz; Bajan Secret; David's Dream; Solar Eclipse


Tagi: g jazz
16:41, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lutego 2012

Louis ARMSTRONG & Ella FITZGERALD: Porgy & Bess /LP 1959 Verve/

str.1: Summertime; I Wants To Stay Here; My Man's Gone Now; I Got Plenty O'Nuttin; Buzzard Song; Bess, You Is My Woman Now
str.2: It Ain't Necessarily So; What You Want Wid Bess?; A Woman Is A Sometime Thing; Oh, Doctor Jesus; medley: Here Come The Honey Man / Crab Man / Oh Dey's So Fresh And Fine (Strawberry Woman); There's A Boat Dat's Leavin' Soon For New York; Bess, Oh Where's My Bess?; Oh Lawd, I'm On My Way

czwartek, 05 stycznia 2012

GRAŻYNA AUGUŚCIK PAULINHO GARCIA: The Beatles Nova /2011, MTJ/
When I'm 64; Things We Said Today; Because; Norwegian Wood; Hey Jude; We Can Work It Out; Blackbird; I Will; Two Of Us; Hello Goodbye; Nowhere Man; In My Life; Here Comes The Sun; A Hard Day's Night

czwartek, 15 grudnia 2011

Scrapple From The Apple; Willow Weep For Me; Broadway; Stairway To The Stars; A Night In Tunisia; Our Love Is Here To Stay; Like Someone In Love.


Tagi: g jazz
11:15, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 Dexter GORDON: Go! /CD 1999/2011 (1962) Blue Note/
Cheese Cake; I Guess I'll Hang My Tears Out To Dry'; Second Balcony Jump; Love For Sale; Where Are You?; Three O'Clock In The Morning

To płyta pod wieloma względami doskonała a sesja z sierpnia 1962, podczas której zarejestrowano 6 nagrań wypełniających longplay okazała się tak wyśmienita, iż decydenci z Blue Note ''wykroili'' z niej jeszcze wspaniały album: ''Swingin' Affair''. Niestety była to ostatnia sesja nagraniowa błyszczącego pełnym blaskiem pianisty Sonny'ego Clarka, który w styczniu 1963 roku zmarł w wieku zaledwie 32 lat.
Na początek najsłynniejsza kompozycja Dextera Gordona: ''Cheese Cake'' i ...''jesteśmy w domu''. To bezwzględnie jeden z największych standardów bebopu zawierający w sobie wszystko to co tak charakterystyczne i jednoznacznie związane z nurtem jazzu lat 60-tych. 
Jedną z dwóch pięknych ballad jest na płycie: ''I Guess I'll Hang My Tears Out To Cry''.
Utwory na krążku zostały tak idealnie ułożone, iż doskonały: ''Second Balcony Jump'' wyprowadzając nas z klimatu nostalgii i zadumy porywa rytmem i bawi. A bawić się muzyką Gordon potrafił wspaniale, wplatając w tematy fragmenty zupełnie innych melodii, które z czasem odbierać można było jako nierozerwalną część zupełnie innej kompozycji. W ''Second Balcony...'' saksofonista wplótł zupełnie niewinnie temat: ''Mona Lisa'', który stał się nieodłączną częścią tego utworu nagrywanego w późniejszym okresie przez wielu innych jazzmanów. Podobnie jak w przypadku płyty: ''Dexter Calling'' tak i tu mamy do czynienia z zespołem czterech pełnoprawnych instrumentalistów, spośród których każdy ma okazję odcisnąć swe piętno w poszczególnych utworach.
Niewątpliwym atutem płyty jest najzwyczajniej w świecie, jej melodyjność i dobór właściwych kompozycji, dzięki którym to album w latach 60-tych swą popularnością wykraczał poza ramy zestawień stricte jazzowych. ''Love For Sale'' Cole Portera zagrany w tym składzie zyskał ogromną popularność, a dzięki doskonałym partiom fortepianu (Sonny Clark), doskonałej rytmice Butcha Warrena (perkusja) i wyśmienitym partiom kontrabasu Billy'ego Higginsa -wykonanie to do dziś uważane jest za jedno z wzorcowych i będących niejako wyznacznikiem dla kolejnych jego interpretacji.
Śmiem twierdzić, iż na żadnej poprzedniej płycie Dexter Gordon aż w tak dużym stopniu nie uległ swoim skłonnościom do ''zabawy muzyką''. W utworach z płyty wręcz roi się od najróżniejszych wtrąceń melodycznych i zapożyczeń kompozycyjnych, stosowanych z niebywałą swobodą i naturalnością właściwą Największym. Słuchając płyty bawimy się razem z muzykami zachwycając się jednocześnie precyzją i kunsztem wybitnych jazzmanów.
W kolejnej pięknej balladzie: ''Where Are You?'' cieszą i koją zmysły dźwięki fortepianu, a saksofon niczym żałosny zew opuszczonego przez kobietę, łka i płacze.
Płytę kończy jednak utrzymany w średnim tempie: ''Three O'Clock In The Morning'' i nawet jeśli faktycznie jest już ta godzina -trudno nie oprzec się pokusie włączenia płyty od początku.
Na płycie zaledwie jeden tylko utwór jest kompozycją Gordona... za to jest to właśnie ta jedyna, najbardziej klasyczna: ''Serniczek''... czyli słuchamy od początku...

Poniżej tekst spisany z komentarza do radiowej prezentacji nagrań z płyty (RadioJAZZ.FM)

To kolejna legendarna płyta kolejnego legendarnego muzyka nagrana dla legendarnej wytwórnii płytowej. Dexter Gordon i płyta: ''Go!'' nagrana dla Blue Note w roku 1962. Najpopularniejsza kompozycja Dextera Gordona ''Cheese Cake'' znalazła się właśnie na tym albumie. 
To powszechnie uważany za najsłynniejszy jego album, nagrany wraz z Sonny Clarkiem, Butchem Warrenem i Billim Higginsem. Przypomnę jednak, iż Dexter Gordon nagrał rok wcześniej fenomenalną płytę ''Doin' Allright'' w kwintecie, gdzie obok jego saksofonu pojawiła się też trąbka Freddiego Hubbarda a słuchając jego kolejnych płyt dla Blue Note jak choćby ''Dexter Calling'', ''Our Man In Paris'' czy właśnie: ''Go!'' mnie osobiście chwilami brakuje trochę ''drugiego dętego'' w składzie. Ale właśnie na płycie ''Go!'' umieszczono słynne ''Serowe ciasteczko'', czy wyśmienitą interpretację standardu Cole Portera: ''Love For Sale'' z musicalu ''New Jork'' z roku 1930. To był rok 1962, kiedy Gordon nagrał swoją wersję, a już rok później ''Love For Sale'' stał się wielkim przebojem w interpretacji Arthura Lymana. To jeden z największych standardów wszechczasów, przypomnę tylko iż znany z wykonań choćby: Billie Holiday, Earthy Kitt, Elli Fitzgerald, Manhattan Transfer czy: Tony Benneta, Milesa Davisa, Donalda Byrda a także wykonawców spoza świata jazzu jak choćby: Elvis Costello, Amanda Lear czy w latach 70-tych zespół Boney M. Dexter Gordon wykonując swoją inetrpretację ''Love For Sale'' bawi się saksofonem doskonale i czuć ten feeling i ten swoisty luz w tym wykonaniu.
Dexter Gordon przypomnę zmarł w 1990 roku w wieku zaledwie 67 lat. Choć był to jeden z pierwszych i jeden z najbardziej liczących się w muzyce jazzowej saksofonistów tenorowych, który w grze na swoim instrumencie zastosował stylistykę bebopu, tak rzadko zdarza się aby wymieniany był jednym tchem pośród innych legendarnych postaci saksofonu w historii. Myślę że kolejnym przykładem ''zabawy'' Dextera Gordona muzyką może być kończący stronę pierwszą longplaya: ''Go!'' utwór: ''Second Balcony Jump'', gdzie Gordon wplata w temat różne inne melodie jak choćby ''Mona Lizę''.

Dokładne omówienie twórczości Dextera Gordona znajdziesz

TUTAJ


   

Tagi: g jazz
11:14, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 Dexter GORDON: Dexter Calling /CD 2004/2011 (1961) Blue Note/
Soul Sister; Modal Mood; I Want More; The End Of A Love Affair; Clear The Dex; Ernie's Tune; Smile; Landslide

''Dexter Calling'' z perspektywy czasu umiejscowiona jest w dość nieszczęśliwym dla obiektywnej oceny miejscu dyskografii Dextera Gordona. Płyta została bowiem wydana pomiędzy genialnym albumem: ''Doin' Allright'' a sesją, podczas której to powstały utwory wypełniające legendarne płyty: ''Go!'' i ''Swingin' Affair''. Niewątpliwie po płycie nagranej wraz z Freddie Hubbardem (''Doin' Allright''), poprzeczka zawieszona została bardzo wysoko i trudno doprawdy wyobrazić sobie, iż saksofonista płytą nagraną w zupełnie nowym kwartecie byłby w stanie pobić własny ''rekord''. ''Dexter Calling'' to niewątpliwie płyta zdecydowanie bardziej zespołowa, na której częściej dochodzą do głosu poszczególni instrumentaliści: Kenny Drew (fortepian), Paul Chambers (kontrabas) i Philly Joe Jones (perkusja). Pianista jest też autorem dwóch spośród ośmiu kompozycji umieszczonych w programie longplaya (''Modal Mood'' i ''Clear The Dex''). W przeciwieństwie do kwintetowego: ''Doin' Allright'', utwory wypełniające krążek są krótsze i mimo iż często okraszane są improwizowanymi solówkami poszczególnych instrumentalistów, robią wrażenie nagranych z większą dyscypliną a może dbałością o czytelniejszy przekaz. Przykładem tego jest choćby jeszcze raz nagrana kompozycja Dextera: ''I Want More'', która w wersji z tej płyty nabiera zdecydowanie bardziej ''użytkowego'' charakteru niż pierwowzór z poprzedniego albumu.
Wielkim natomiast atrybutem tego krążka jest wspomniany efekt zespołowości, dzięki któremu niejednokrotnie na płycie zachwycić możemy się doskonałą grą Kenny'ego Drew, solówkami Joe Jonesa, czy rewelacyjnymi partiami Chambersa. O ile na płycie ''Doin' Allright'' rola fortepianu i sekcji rytmicznej często ograniczała się zaledwie do akompaniamentu dla Gordona i Hubbarda, w przypadku: ''Dexter Calling'' mamy do czynienia z bardzo zgranym i wzajemnie uzupełniającym się kwartetem. Doskonale brzmią partie fortepianu na tle ''kroczącego'' kontrabasu i synkopującej perkusji choćby w drugiej części: ''The End Of A Love Affair'', a w kompozycji pianisty: ''Clear The Dex'' upust swym improwizacyjnym skłonnościom daje grając smyczkiem na kontrabasie Paul Chambers.  
Nie mogło zabraknąć w programie pięknej ballady jazzowej -na ''Dexter Calling'' jest nią rzewna kompozycja lidera: ''Ernie's Tune'' nawiązująca klimatem do najdoskonalszych kompozycji epoki. Niejednokrotnie chciałoby się dłużej zasłuchać w pewne tematy, które na albumie ograniczają się niestety w większości do czterech, pięciu minut.
Ciekawostką jest umieszczenie w programie longplaya przebojowego: ''Smile'' -Chaplina, który wprowadza nastrój beztroski i charakterystycznej dla Gordona zabawy dźwiękiem pod koniec albumu.
Właściwym zakończeniem krążka jest jednak dodana na koniec jeszcze jedna kompozycja saksofonisty: ''Landslide'', w której niektórzy doszukują się korzeni powstałej krótko później jednej z najsłynniejszych kompozycji Dextera Gordona: ''Cheese Cake''. Tu również zabłysnął doskonały kontrabas Chambersa pozostawiając wrażenie spędzenia kilkudziesięciu ostatnich minut z płytą popełnioną przez kwartet niemal doskonały. Cóż z tego skoro pełen nowych pomysłów Gordon po nagraniu: ''Dexter Calling'' rozwiązał ten skład by powołać do życia ten, który przyniósł mu największe uznanie nagrywając program jaki wypełnić miał dwie kolejne płyty dla Blue Note.

Dokładne omówienie twórczości Dextera Gordona znajdziesz

TUTAJ


   

Tagi: g jazz
11:13, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 Dexter GORDON: Doin' Allright /CD 2004/2011 (1961) Blue Note/
I Was Doin' Allright; You've Changed; For Regulars Only; Society Red; It's You Or No One; I Want More; For Regulars Only (Alternate Take)

To pierwszy z siedmiu doskonałych albumów Dextera Gordona nagranych dla Blue Note. Choć powszechnie za najlepszy krążek z tych lat uważa się wydany rok później album: ''Go!'' jest kilka powodów, dla których stawiałbym tą płytę ponad najsłynniejszym jego albumem. Przede wszystkim jest to płyta nagrana w kwintecie uzupełnionym o trąbkę niezrównanego (wówczas zaledwie 23-letniego) Freddie Hubbarda doskonale wzbogacającego brzmienie zespołu. Tego właśnie instrumentu posłuchałbym z wielką radoscią na kolejnych płytach Gordona dokonanych w kwartetach. Tenor Dextera Gordona i trąbka Hubbarda to doskonały bebopowy tandem, który cieszy ucho wzajemnie się uzupełniając poprzez wspólne rozwijanie improwizowanych solówek. Poza tym tu właśnie geniusz kompozytorski artysty lśni pełnią barw aż w połowie zawartych na płycie utworów, gdyż na większosci kolejnych albumów kompozycje lidera dozowane są jakby delikatniej i bez wiary w ich siłę.
Płytę otwiera delikatna, stonowana kompozycja Gershwina, jaka posłużyła za tytuł płyty. Saksofon Gordona brzmi melodyjnie wprowadzając nastrój optymizmu, radości i zabawy dźwiękami, którą saksofonista opanowaną miał do perfekcji. Gdy wydaje się, iż wszystko brzmi doskonale, w czwartej minucie odzywa się trąbka Freddiego Hubbarda a ja dochodzę do wniosku iż nawet doskonałość ma swoje kolejne etapy! Horace Parlan gra solówkę na fortepianie delikatnie, bez zbędnego akcentowania uderzeniami w klawisze zachowując swingujący i delikatny klimat utworu, a w finale duet Gordon -Hubbard tworzy wyśmienity dialog.
''You've Changed'' to ciepła ballada, podczas której jest miejsce dla zaakcentowania gry kontrabasu (George Tucker), a Al Harewood używając ''szczoteczek'' szumi zza perkusji potęgując balladowo -bluesowy klimat całości. Pierwsza część należy do pasażowej partii Gordona, a w drugiej delikatnie pogrywa Freddie Hubbard sprawiając, iż mamy ochotę zanurzyć się w tych dźwiękach niemal bez reszty. Troszkę dłużej i wyraziściej mógłby pograć Parlan, ale cóż -na sesje Gordona z wyeksponowanymi partiami fortepianu miał czas dopiero nadejść na późniejszych albumach.
''For Regulars Only'' to pierwszy z trzech autorskich utworów lidera na plycie. Ten oparty na wyrazistej melodyce temat znany jest z wielu późniejszych wykonań i nagrań płytowych. Warto jednak pamiętać, iż oryginałem jest ponad wszystko właśnie ta wersja nagrana po raz pierwszy przez samego kompozytora właśnie na: ''Doin' Allright''. Zarówno tu jak i w kolejnej na płycie kompozycji Gordona: ''Society Red'' jest też jedno z nielicznych miejsc na wyeksponowanie roli fortepianu.
''Society Red'' oparty jest jednak zdecydowanie na harmonijnych partiach dętych, które towarzyszą nam już od pierwszych dźwięków. To najbardziej rozbudowana improwizacyjnie kompozycja na płycie i zarazem jedna z największych pereł nagraniowych Dextera Gordona, który podczas późniejszych sesji raczej nie pozwalał sobie na kilkunastominutowe nagrania, skupiając się na bardziej zwartych strukturalnie konstrukcjach utworów. Dzięki takiej formie, słyszymy to czego mogło brakować dotychczas na płycie: pełnię brzmienia i możliwości poszczególnych instrumentalistów. Nareszcie ''pełnowymiarową'' solówką uraczył nas Horace Parlan, nareszcie do głosu doszedł George Tucker (kontrabas) i wreszcie wyzbyłem się złudzenia jakiegoś pośpiechu, który wydawało mi się iż towarzyszył muzykom gdy słuchałem pierwszej części płyty.
Kolejną kompozycją  na płycie jest: ''It's You Or No One'' i jesli ktoś ma wątpliwości odnośnie tego iż Gordon był swego rodzaju inspiracją dla wczesnego Johna Coltrane'a -polecam zasłuchać się w partie jego saksofonu szczególnie w tym nagraniu.
Płytę kończy trzecia spośród kompozycji Gordona w tym zestawie: ''I Want More'' ponownie oparta na chorusowej partii dętych. Tak doskonale Gordon i Hubbard brzmią razem na tej płycie, iż doprawdy trudno było mi wyzbyć sie wrażenia braku trąbki Hubbarda na kolejnych płytach Dextera Gordona.
Na najnowszej zremasterowanej edycji albumu umieszczono alternatywną wersję: ''For Regulars Only'' dluższą o 40 sekund od pierwowzoru, będącą innym ''podejściem'' do tego tematu, pierwotnie odrzuconym podczas ''układania'' programu tej historycznej płyty. Ciekawostka.

Dokładne omówienie twórczości Dextera Gordona znajdziesz

TUTAJ


   

Tagi: g jazz
11:12, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 listopada 2011

 GARY GUTHMAN: Solar Eclipse /CD 2011 Polskie Radio SA/
Behind Closed Doors; A Sea Apart; Medicine Man; Di Trevi; The Liars Club; Gentlemen's Playground; Sarah's Waltz; Bajan Secret; David's Dream; Solar Eclipse

''Solar Eclipse'' to pierwsza płyta trębacza nagrana w Europie. Wypełnia ją 10 autorskich kompozycji Guthmana nagranych wraz z doskonałymi polskimi instrumentalistami: Filipem Wojciechowskim (fortepian), Pawłem Pańtą (bas) i Cezarym Konradem (perkusja).
Gary Guthman jest jednym z najpopularniejszych amerykańskich trębaczy, oraz cenionym sidemanem, mającym za sobą współpracę z takimi wykonawcami jak: Tony Bennett, Aretha Franklin, Tom Jones, Paul Anka, Dionne Warwick czy grupa Bee Gees. Miał okazję grać też w tak znakomitych orkiestrach jak: The Memphis Symphony, Edmonton Symphony czy Calgary Philharmonic Orchestra, oraz wykładał improwizację jazzową w kilku uniwersytetach w USA. Od kilku lat mieszka wraz z żoną Małgorzatą w Polsce i współpracuje z polskimi muzykami. ''Solar Eclipse'' jest płytą, na której mamy okazję poznać osobowość muzyczną Guthmana jako kompozytora, aranżera i kierownika zespołu.
Podczas słuchania nagrań wypełniających album trudno nie dostrzec niezwykłej perfekcji i dyscypliny wykonawczej oraz ogromnej wirtuozerii całego zespołu (świetnie brzmią partie fortepianu w ''Medicine Man'').
Oprócz tematów dynamicznych, niejednokrotnie dzięki ''szarpanym'' strunom basu nawiązujących do stylistyki funky, znajdziemy na płycie również trzy bardzo klimatyczne ballady jazzowe. Pierwszą z nich jest temat: ''Di Trevi'', który kojarzyć się może z najpiękniejszymi standardami nastrojowej jazzowej trąbki (nawiązania do estetyki uwielbianej przez miłośników soundu choćby Piotra Wojtasika).
Kolejną piękną balladę odkrywamy w: ''Sarah's Waltz'', gdzie brzmienie trąbki Guthmana na tle pięknych pasaży fortepianowych po prostu chwyta za serce. Mamy tu również okazję upajać się podsycającymi klimat partiami kontrabasu i ''szemrzącą'' perkusją. Właśnie te spokojne stonowane utwory uważam za prawdziwe perełki płyty: ''Solar Eclipse''.
Trzecią balladą na albumie jest ''David's Dream'', gdzie po raz kolejny przekonujemy się jak ważny w tworzeniu nastroju jest na płycie Guthmana fortepian F.Wojciechowskiego.
Pomimo, iż większość nagrań zawartych na albumie jest swego rodzaju ''jazzem użytkowym'', znajdziemy tutaj także utwory jakie powinny zwrócić uwagę ''bardziej zaangażowanych'' słuchaczy, jak choćby: ''The Liars Club'' oparty na ciekawym synkopowanym rytmie, podczas którego zarówno partie fortepianu jak i perkusji i basu po prostu indywidualnie przykuwają uwagę.
Mniej przekonywujące są utwory aspirujące do miana muzyki łatwiejszej i bardziej przyswajalnej, oparte przeważnie na niczym nie wyróżniającej się prostej melodyce i wbogacone mało wyszukanymi solówkami (m.in. ''Bajan Secret'' kojarzący się z produkcjami Herba Alperta), choć trudno odmówić im perfekcji i miana produkcji na najwyższym poziomie.
Zakończeniem płyty jest utwór tytułowy, w którym szczególnie znacząco dochodzą do głosu poszczególne instrumenty ukazując skład utworzony przez Guthmana jako zestawienie czterech doskonałych osobowości. Sam lider gra tutaj z zastosowaniem różnych brzmień trąbki, a kompozycja w sensie struktury jest niezwykle urozmaicona i wielowątkowa czyniąc ten utwór jednym z najciekawszych na całym albumie.
Z zainteresowaniem sięgnę po kolejną płytową pozycję Guthmana, a mam nadzieję iż Muzyk mieszkający obecnie w Polsce współpracował będzie nadal z czołowymi polskimi instrumentalistami jak miało to w przypadku: ''Solar Eclipse''.

Tagi: g jazz
12:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 listopada 2011

 MACIEJ GRZYWACZ, YASUSHI NAKAMURA, CLARENCE PENN: Black Wine /CD 2011, Black Wine/
Zoom Zoom; Even Eights; Brothers; Black Wine; A Song; No Changes; Akurat

Gitarzysta Maciej Grzywacz niejednokrotnie już współpracował z muzykami spoza polskiego środowiska jazzowego (m.in. Avishai Cohen i Tyler Hornby). Nowe trio Grzywacza to skład polsko -amerykańsko -japoński; na kontrabasie gra bowiem Yasushi Nakamura a za perkusją zasiadł Clarence Penn. Ostatni z instrumentalistów jest też współtwórcą w sensie kompozycyjnym najnowszego albumu: ''Black Wine'' wydanego przez specjalnie utworzoną dla tej płyty wytwórnię płytową, bowiem napisał dwa spośród siedmiu wypełniających ją utworów (pozostałe wyszły spod pióra Macieja Grzywacza)
Prawdziwą perełką albumu jest ''Brothers'' zagrany przez Grzywacza w piękny sposób na gitarze klasycznej przy wtórze kontrabasowych impresji i perkusji, której rola w tym utworze polega nie tyle na rytmice, co na tworzeniu odpowiedniego klimatu. O ile w przypadku niektórych nagrań z tego krążka odnieść można wrażenie pewnej surowości i specyfiki wyprawek gitarowych będących bardziej popisem techniki i umiejętnosci manualnych Gitarzysty niż mogących wywołać głębsze emocje, to w przypadku ''Brothers'' można użyć określenia iż to prawdziwy utwór ''z duszą'' pełen emocji i ''tego czegoś'' co wywołuje szybsze bicie serca u wrażliwych słuchaczy.
Tytułowy utwór płyty (druga z kompozycji Penna) stanowi coś w rodzaju hołdu dla stylistyki kojarzącej się jednoznacznie ze sposobem gry Johna Scofielda. Nawiązań do Sco możemy znaleźć na krążku zdecydowanie więcej; w takim choćby ''A Song'' dostrzec można tym razem podobieństwa stricte brzmieniowe przy zastosowaniu już jednak nieco odmiennego indywidualnego sposobu frazowania i akcentowania.
Zdecydowanie atrakcyjniej prezentują się rozimprowizowane i rozbudowane strukturalnie utwory utrzymane w stonowanym klimacie niż te bardziej dynamiczne, choć może bardziej potrafiące zachwycić techniką i precyzją gry lidera. Świetnie słucha się w tym kontekście rozwiniętego tematu: ''No Changes'', który robi wrażenie wyjątkowo ''zespołowego'' na płycie; do głosu w większym niż na ogół stopniu dochodzą rozbudowane partie kontrabasu i zawirowania rytmiczne tworzone przez perkusję.
Choć płyta firmowana jest trzema nazwiskami, nie ma wątpliwości kto jest tu szefem a zarazem pierwszoplanową postacią. Z roku na rok Maciej Grzywacz pretenduje do stania się jednym z najbardziej znaczących i wpływowych polskich gitarzystów, a najnowszy album: ''Black Wine'' zdecydowanie umacnia jego pozycję. Grzywacz jest muzykiem wszechstronnym i często angażuje się bardzo różne stylistycznie i odmienne gatunkowo projekty co zawsze postrzegane jest w przypadku twórczych artystów jako zaleta. Szkoda jednak by było gdyby ''Black Wine'' okazać się miało jedyną pozycją stworzoną w tej konstelacji, bowiem to międzynarodowe trio robi wrażenie perfekcyjnie dopasowanego i potrafiącego osiągnąć jeszcze wiele w tym składzie personalnym.

15:26, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 września 2011

 The GLOBETROTTERS: Stop Don't Talk (2009 Soliton)


Stop Don't Talk; Dancing Sandra; Woopi Outro The Way You Make Me Feel; Mercy, Mercy, Mercy; Original Rays; Basara; Done My Time; Amazing Grace; Ariadna's Garden Outro; Sopot 5.00 a.m.

To już czwarta płyta The Globetrotters jaka ukazała się w sprzedaży. Zespół Bernarda Maseli konsekwentnie ''robi swoje'' będąc na polskiej scenie pewnego rodzaju fenomenem, który od kilkunastu już lat będąc niezwykle ciekawym i oryginalnym projektem nie dąży do zdobycia większego rozgłosu i popularności. Maseli jest muzykiem niezwykle wszechstronnym, biorącym udział w rozmaitych projektach innych artystów (jak choćby The Colors Krzysztofa Ścierańskiego) a Kuba Badach na codzień jest wokalistą swojej grupy Poluzjanci. Także dla Jerzego Główczewskiego nazywanego ''jedynym prawdziwym jazzmanem w grupie'' oraz indonezyjczyka Nippy Noya: The Globetrotters jest po prostu jednym z wielu projektów, w jakie są zaangażowani.
Otwierający płytę utwór tytułowy nawiązuje do klimatów znanych nam choćby z płyt Ala Jarreau; funkujący utwór utrzymany raczej w umiarkowanym tempie okraszony jest wokalem K.Badacha przetworzonym w sposób wywołujący złudzenie wielogłosów i często nałożonymi na siebie różnymi wokalizami.
''Dancing Sandra'' to jeden z niewielu (niestety) momentów kiedy możemy cieszyć się naturalnym brzmieniem wibrafonu, nie udającego instrumentów klawiszowych. Tutaj też niezwykle ważne są instrumenty dętę (oczywiście: J.Główczewski, ale także gościnnie w tym jednym nagraniu: Bronisław Duży -trąbka), oraz kontrabas (Andrzej Święs). To jeden z moich ulubionych fragmentów płyty. Wspaniałe dialogi dęciaków, w tle kontrabas i wspaniały ''prawdziwy'' wibrafon. Utwór odwołuje się do najwspanialszych tradycji jazzowych będąc zarazem doskonałym nawiązaniem do dzisiejszego mainstreamu.
Świetnie brzmi saksofon w ''galopującym'' ''Woopi'' -tu brzmienie elektronicznych syntezatorów, z których ochoczo i bez ograniczeń korzysta Maseli może wywoływać skojarzenia z ostatnimi eksperymentami brzmieniowymi Joe Zawinula. Pomysłowo utwór przechodzi płynnie w temat znany nam z repertuaru... Michaela Jacksona: ''The Way You Make Me Feel'', który w sposób jakiego nie powstydziłby się sam Bobby McFerrin wyśpiewuje Kuba Badach.
Popisem niespotykanych możliwosci wokalnych Badacha jest też: ''Mercy, Mercy, Mercy'' wspomnianego J.Zawinula, w którym jednak uważam, iż troszkę przesadzono z ogromem elektroniki ''wpakowanej'' w nagranie. Na szczęście pojawia się wyśmienity (jak zawsze) saksofon Główczewskiego ''ratujący'' całość.
''Original Rays'' rozpoczyna Maseli brzmieniami jakie zdominować miały późniejszą jego płytę: ''The Colors'' (2010). Podczas słuchania tego utworu szczerze zatęskniłem za ''żywą'' perkusją, która mogłaby zabrzmieć doskonale i zupełnie niezależnie od perkusjonaliów. Na szczęście w utworze (po raz drugi na płycie) pojawia się kontrabas goscinnie grającego w trzech spośród dziesięciu utworów wypełniających: ''Stop Don't Talk'': A.Święsa. Skojarzenia? Na pewno Weather Report! The Globetrotters czerpią z doświadczeń Największych potrafiąc jednocześnie przekazać coś własnego i oryginalnego.
Cudownie brzmi klimatyczna ballada: ''Basara''. Piękna i wdzięczna melodia, czysto i prawdziwie brzmiący wibrafon a do tego bogate instrumentarium, bowiem oprócz podstawowego składu mamy tu: gitarę basową (Tomasz Grabowy), klarnet basowy (Piotr Toruński), obój (Katarzyna Zdyb), plus: kwartet smyczkowy! Pojawiają się tutaj też etniczne klimaty poruszające wyobraźnię. Prawdziwa perełeczka, a zarazem nagranie, które wybrałem dla siebie jako bis po przesłuchaniu całej płyty.
W ''Done My Time'' ''kaczkująca'' gitara ozdabia jedyny utwór z albumu mogący zostać nazwanym: piosenką, bowiem posiadający tekst -w sensie zwrotek i refrenu. Jest tu zarówno solo saksofonu jak i rockowo brzmiacej gitary. Nagranie stanowi swego rodzaju odskocznię od klimatów wypełniających resztę albumu.
Niezwykle oryginalna i bardzo etniczna interpretacja ''Amazing Grace'' jest prawdziwym zaskoczeniem a zarazem doskonałym przykładem ogromnej fantazji i wyobraźni muzyków tworzących zjawisko: The Globetrotters. Czy można zrobić coś odkrywczego z ''Amazing Grace''? Okazuje się że tak, co więcej: można przenieść nas słuchaczy w odległe zakątki świata przy pomocy tej melodii... To niesamowite!
Ostatnie dwa utwory dokonane zostały wraz z kwartetem smyczkowym, który został doskonale ''wpasowany'' zarówno w ''Ariadna's Garden'' jak i kończący płytę: ''Sopot 5.00 a.m.''.
W pierwszym z nich mamy też ''prawdziwy'' wibrafon (jaka szkoda, iż tak mało go na płycie), oraz pojawia się instrument w którego brzmienie ostatnio z lubością się wsłuchuję: klarnet basowy (P.Toruński). Jest też okazja by ''odpocząć'' trochę od wokalu Badacha.
Zakończenie płyty brzmi wręcz: fantastycznie! Sekcja smyczkowa, gitara klasyczna, dziewczęcy wokal (Marta Florek), ''grzechotki''... I to wszystko się tak jakby urywa... Jakby zakończenie tej płyty zwiastowało kolejną odsłonę opowieści firmowanej nazwą The Globetrotters... Czekam z niecierpliwoscią!

22:28, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 kwietnia 2011

CD1: Wednesday Morning, 3 A.M.: You Can Tell The World; Last Night I Had Strangest Dream; Bleecker Street; Sparrow; Benedictus; The Sound Of Silence; He Was My Brother; Peggy-O; Go Tell It On The Mountain; The Sun Is Burning; The Times They Are A-Changin' Wednesday Morning, 3 A.M.; Bleecker Street; He Was My Brother; The Sun Is Burning
CD2: Sounds Of Silence: The Sound Of Silence; Leaves That Are Green; Blessed; Kathy's Song; Somewhere They Can't Find Me; Anji; Richard Cory; A Most Peculiar Man; April Come She Will; We've Got A Groovy Thing Goin'; I Am A Rock; Blues Run The Game; Barbriallen; Rose Of Aberdeen; Roving Gambler
CD3: Parsley, Sage, Rosemary And Thyme: Scarborough Fair / Canticle; Patterns; Cloudy; Homeward Bound; The Big Bright Green Pleasure MAchine; The 59th Street Bridge Song (Feelin' Groovy); The Dangling Conversation; Flowers Never Bend With The Rainfall; A Simple Desultory Phillipic (Or How I Was Robert McNamara'd Into Submission); For Emily, Whenever I May Find Her; A Poem On The Underground Wall; 7 O'Clock News / Silent Night; Patterns; A Poem On The Underground Wall
CD4: Bookends: Bookends Theme; Save The Life Of My Child; America; Overs; Voices Of Old People; Old Friends; Bookends Theme; Fakin' It; Punky's Dilemma; Mrs.Robinson (From The Motion Picture ''The Graduate''); A Hazy Shade Of Winter; At The Zoo; You Don't Know Where Your Interest Lies; Old Friends
CD5: Bridge Over Troubled Water: Bridge Over Troubled Water; El Condor Pasa (If I Could); Cecilia; Keep The Customer Satisfied; So Long, Frank Lloyd Wright; The Boxer; Baby Driver; The Only Living Boy In New York; Why Don't You Write Me; Bye Bye Love; Song For The Asking; Feuilles-O; Bridge Over Troubled Water

Jest to zbiór pierwszych pięciu płyt duetu (z pominięciem zbioru piosenek z filmu ,,Absolwent'' z roku 1968). Wszystkie płyty uzupełnione są o dodatkowe bonusy (choć mogłoby ich być trochę więcej), czyli wersje demo, alternatywne podejścia (m.in. ,,Bridge Over Troubled Water'' w wersji z sierpnia 1969, podczas gdy ,,właściwą'' wersję panowie Paul i Art zarejestrowali dopiero w listopadzie). Jest też nagranie z drugiej strony singla ,,Old Friends'': ,,You Don't Know Interest Lies''. To wszystko co prawda już było na remasterowanych edycjach poszczególnych płyt ale tym razem otrzymujemy wszystko efektownie podane w jednym boksie -książce. Dużo zdjęć, obowiązkowo w dużym formacie reprodukcje oryginalnych okładek i dokładne opisy dyskograficzne. Zastanawiam się tylko czy dobrze uczyniłem pozbywając się dotychczasowych wydań na pojedynczych kompaktach, ale co tam... przecież mam najwłaściwsze wydania tych płyt... oczywiście na winylach :).
Te pięc płyt duetu SIMON & GARFUNKEL to wszystkie studyjne ,,kolejne'' płyty duetu. Szkoda że nie dołączono do zestawu wspomnianego ,,Absolwenta'' (,,The Graduate'' 1968), gdyż oprócz znanych z innych płyt piosenek znalazło się tam również parę fajnych rzeczy. Miło byłoby, gdyby wydawca (Columbia) ,,wypuścił'' drugą ,,książkę-boks'', w której oprócz ,,Absolwenta'' umieściłby albumy koncertowe duetu (w tym: słynny ,,The Concert In Central Park'' -do tej pory nie mam tego albumu w wersji CD). Pierwsza edycja tego zestawu ukazała się w 2001 roku i wówczas nie było kontynuacji -może więc tym razem?

06.01.2011

_______________

Tagi: g Pop s
23:13, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: W malinowym chruśniaku; Śledzą nas; Taka cisza w ogrodzie; Hasło nasze; Zazdrość moja; Wyszło z boru; Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie; Ty pierwej mgły dosięgasz; Zazdrośnicy; Zmienionaż po rozłące
str.B: Dancing; Trzeba chodzić w masce; Ramię Pana; Modlitwa; Krzyk jazz-bandu; Miss Ameryka; Ekscentrycy; Smutne intermezzo

Płyta zawiera nagrania z dwóch różnych programów TV. Pierwsza strona płyty to wykonane wspólnie przez Krystynę Jandę i nieodżałowanego MARKA GRECHUTĘ wiersze Bolesława Leśmiana, do których muzykę napisał Grechuta. To dziesięć krótkich i uroczych miniaturek wykonanych w uroczy sposób przez ten niezwykły duet, z których na mnie największe wrażenie zrobiła ,,Zmienionaż po rozłące'', boż to ujmująca interpretacja jest i zaiste wiersz przepiękny :) .
Drugą stronę płyty wypełniają również wiersze zaśpiewane, popełnione jednak piórem Marii Jasnorzewskiej -Pawlikowskiej. Toż inna jest estetyka, inne klimaty, dlatego krążek wyraźnie dzielę na dwie części... i tak powinno być: strona A i strona B: domena płyty gramofonowej!
P.S. Przepraszam za styl, którymże ubarwił w momencie niespodziewanym tekst ten, alem się zasłuchał i porwać dał wierszom tym przepięknym Leśmiana na stronie A umieszczonym :)
Tagi: g Pop
21:09, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Jede Nacht; Das Lied Der Arche Noah; Horizont; Der Traum Ist Vorbei; Ein Lied Kann Eine Brucke Sein; Mit Dir Ins Zauberland; Fur Immer Jung; Lisa; Bleib' Deinem Traum Immer Treu; Nie Mehr Bolero; Die Biene Maja; Traumzeit; Es War Ein Gutes Jahr; Ich Bin Da, Um Dich Zu Lieben

Moja przygoda z płytami KARELA GOTTA rozpoczęła się ok.1977 roku, kiedy to w prezencie otrzymałem używany adapter ,,Ziphona'' produkcji NRD, z czasem przerobiony (poprzez odłączenie wewnętrzego wzmacniacza i wymianę wkładki i igły przez Mojego Ojca) na stereofoniczny gramofon, taki -aby można go z powodzeniem podłączyć pod odbiornik ,,Amator Stereo'' krajowej produkcji ,,Unitra'' i cieszyć się stereofonicznym brzmieniem z dwóch kolumn głośnikowych (również ,,Unitra'': 2x15W !).
Otóż, wraz z enerdowskim adapterem w skład pakietu wchodziła kolekcja kilku zdartych do granic możliwości płyt, pośród których prawdziwą perłą był czechosłowacki longplay ,,Supraphonu'': ,,My Czech Favourites'' z wizerunkiem Gotta wąchającego czerwonego tulipana na okładce.
Pamiętam, iż jako bardzo tolerancyjny i wrażliwy muzycznie chłopiec, nie zrażony wpływami radykalnie odmiennych gustów muzycznych swych rówieśników i wolny od dylematów w stylu: ,,czy wypada?'', zachwyciłem się głosem KARELA GOTTA. Ten zachwyt pozostał we mnie po dzień dzisiejszy, pomimo późniejszych fascynacji bardzo odległymi od ,,Złotego Głosu z Pragi'' rejonami Świata Muzyki. Nigdy nie stroniłem od ,,muzyki środka'' i obok płyt rockowych, jazzowych i tych z muzyką klasyczną, zgromadziłem też trochę płyt wykonawców ,,z kręgu ENGELBERTA HUMPERDINCKA''.
 Skompletowanie pełnej dyskografii Piosenkarza graniczyć może z cudem, jako że Pan Karel nagrał w ciągu swej wieloletniej kariery kilkaset (!) płyt. Myślę jednak że i tak udało mi się zdobyć trochę płyt winylowych KARELA GOTTA. Swój sfatygowany egzemplarz albumu ,,My Czech Favourites'', od którego to wszystko się zaczęło zamieniłem po latach na idealny, a do moich największych kolekcjonerskich osiągnięć ,,gottowych'' należy zdobycie płyty ,,The Golden Voice Of Prague'' z roku 1966 w stanie niemalże ,,dziewiczym''. Muszę jednak przyznać się, iż kilkakrotnie zrezygnowałem z możliwości okazyjnego nabycia płyt K.Gotta nagranych w języku niemieckim. Głos Piosenkarza najlepiej brzmi w jego rodzimym języku, gdyż nadaje dodatkowego ,,smaczku'' podczas słuchania, poza tym... niektóre teksty piosenek mogą być częściowo dla Polaka zrozumiałe. Język angielski brzmi w ustach KARELA GOTTA sztucznie i wyczuwalny w nim akcent psuje trochę radość słuchania, natomiast niemiecki jeśli chodzi o piosenki pop, wywołuje skojarzenia z artystami tworzącymi tzw. ,,Schlager Parade'', a to klimat,  który nie bardzo mi odpowiada (choć pamiętam kasetę niejakiego THOMASA LUCKA przemyconą w połowie lat 70. z NRD, której jako kilkulatek często słuchałem -nawet pamiętam refren jednej z piosenek ,,Schlaf Kinder, Schlaf''... czy jakoś tak :) ). Tymczasem KAREL GOTT jako niezwykle popularny w Niemczech i Austrii -do dziś, nagrywa co jakiś czas kolejną płytę śpiewaną w germańskim języku (również wspomniany w tym tekscie Humperdick ma na swym koncie płyty nagrane po niemiecku).
Taką właśnie płytą jest wydana przez Universal Koch w 2002 roku w Austrii CD ,,Romantische Gefuhle'', na której oprócz znanych przebojów ,,Die Goldenen Stimme aus Prag'' (jak nazywają Go w Niemczech i Austrii) znajdują się dwie nowe, premierowe piosenki:,,Jede Nacht'' i ,,Das Lied Der Arche Noah''. Najbardziej ,,wpadającą w ucho'' po pierwszym przesłuchaniu jest dla mnie jednak ,,Horizont''. Poza tym znajdziemy na płycie m.in. duety z Mirianą i Daliah Lavi, a także udaną ,,gottowską'' przeróbkę ,,Forever Young'' (z repertuaru ALPHAVILLE): ,,Fur Immer Jung'', oraz nieśmiertelną ,,obciachową'' ,,Pszczółkę Maję'': ,,Die Biene Maja'' (w polskiej wersji tej kreskówki piosenkę śpiewał Zbigniew Wodecki, w niemieckiej: KAREL GOTT).
Pamiętam, iż w latach 70. i 80. w gospodarstwach domowych wyposażonych w adapter bądź gramofon, płyty KARELA GOTTA znajdowały się prawie w każdej domowej płytotece. Wiadomo: czasy były takie, iż płyty wykonawców z za ,,żelaznej kurtyny'' były dla przeciętnej gospodyni domowej praktycznie nieosiągalne, zaś importowane z za południowej granicy longplaye z wizerunkiem przystojnego piosenkarza z Czechosłowacji o uwydatnionych kościach policzkowych na estetycznej lakierowanej okładce, można było kupić w księgarni (w tamtych latach nie było sklepów płytowych -sprzedażą płyt parały się państwowe księgarnie ,,Dom Książki'' oraz sklepy z instrumentami muzycznymi). Teraz po latach, kiedy świat zdecydowanie się skurczył i mamy nieograniczony dostęp do muzyki z całego świata, niesłusznie chyba czasem odrzucamy artystów, którzy umilali nam czas przed laty, a wielu dojrzałych melomanów uważa swoje fascynacje sprzed lat wręcz za coś zgoła wstydliwego. Dziś nie ma najmniejszego problemu z nabyciem w Polsce nowej płyty artysty z Kanady czy nawet Australii (nawet w dniu premiery!). Problem natomiast stanowić może zakup nowej płyty wykonawcy z Czech, Słowacji czy Węgier. Myślę jednak, iż sytuacja w ciągu ostatnich lat ulega zmianie gdyż na półkach sklepów płytowych coraz częściej pojawiają się ci zapomniani, odrzuceni przed laty wykonawcy.
Tagi: g Pop
21:07, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »