Recenzje ok. 2500 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.
| < Luty 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      

Yelena Eckemoff
Manu Katché

Colors
PREMIERA 22 LUTEGO 2019

Radosław Sobczak
Marcin T.Łukaszewski - Piano Etudes
(2018)

Symfonia Wielkopolska 1918 / Pieśni powstańcze
(2018)

Zuzanna Lisiecka
Schubert / Liszt - Schwanengesang

Anna Miernik
My Polish Reflection
(2018)

A TRE
Bargielski, Krzanowski, Moryto
(2018)

Wpisy z tagiem: k

piątek, 09 marca 2012
Robert KUBISZYN: Before Sunrise /CD 2010, Universal/
Short Story; Son Of The Sun; Life's Journey; Tak Wyjść; Last Call; Before Sunrise; Możesz Żyć; Nothing More Than Illusion; The Dreamcatcher; Event Horizon; Closed Chapter
poniedziałek, 12 grudnia 2011


 MARK KNOPFLER: The Princess Bride /CD 1997 Vertigo/
Once Upon A Time... Storybook Love; I Will Never Love Again; Florin Dance; Morning Ride; The Friends' Song; The Cliffs Of Insanity; The Swordfight; Guide My Sword; The Fireswamp And The Rodents Of Unusual Size; Revenge; A Happy Ending; Storybook Love

Płyta wydana w serii ''remasterów'' Dire Straits i solowych dokonań Marka Knopflera zawiera muzykę z filmu znanego w Polsce pod tytułem: ''Narzeczona dla księcia'', który swą światową premierę miał w roku 1987. Dobrze, iż obok serii zremasterowanych albumów Dire Straits ukazały się też płyty z muzyką filmową napisaną przez Marka Knoflera, gdyż przypomniano tym samym o fakcie iż Knopflerowi zdarzyło się popełnić oprócz ''Local Hero'' również inne arcydzieła filmowe, jakim są ścieżki dźwiękowe do filmów: ''Cal'', ''Last Exit To Brooklyn"  czy właśnie omawiana w tym miejscu: ''The Princess Bride''.
Najsłynniejszym tematem z filmu jest: ''Storybook Love'', który w wersji instrumentalnej pojawia się już na samym początku płyty by ją pięknie zakończyć wersją instrumentalno -wokalną śpiewaną przez Williego DeVille. Swego czasu nagranie to znalazło się na wielu listach przebojów, zyskując większą popularność niż sam film, który choć otrzymał po wejściu na ekrany dwa Saturny oraz trzy inne nagrody i 10 nominacji, nie znalazł się w kanonie najsłynniejszych filmów dziewiątego dziesięciolecia minionego wieku.
Płyty jako całości słucha się doskonale, choć jest to typowa muzyka filmowa, podczas której każdy z tematów podporządkowany jest innej strukturze dramatycznej przypisanej konkretnym scenom i zdarzeniom mającym miejsce na ekranie. Często płyt z soundtrackiem można wysłuchać zapominając o istnieniu filmu, dla którego potrzeby stworzona została muzyka. W przypadku tego albumu od samego początku mamy do czynienia z muzyką wybitnie ilustracyjną. Nie przeszkadza to jednak zachwycić się poszczególnymi tematami, jak np. ''Morning Ride'' czy przepiękny, najbardziej chyba ocierający się o estetykę muzyki klasycznej pośród zamieszczonych tu nagrań, temat: ''Guide My Sword''. Może razić trochę  nadmiernie eksponowana elektronika w bardzo podniosłym temacie: ''Revenge'', gdzie szczególnie brakuje pełnej głębi brzmienia orkiestry, natomiast urzeka wspaniały finał złożony z dwóch tematów: ''A Happy Ending'' i wspomnianego ''Storybook Story''. Swoją drogą ciekawe dlaczego Knopfler sam nie pokusił się na zaśpiewanie tej cudnej piosenki w filmie powierzając ją skądinąd wspaniale interpretującemu ją wokalnie Williemu DeVille.
Płytę docenić powinni miłośnicy muzyki filmowej, oraz fani zarówno dokonań solowych Marka Knoflera jak i z grupą Dire Straits, gdyż w nagraniu jej brał udział odpowiedzialny za elektronikę Guy Fletcher -klawiszowiec zespołu.

Tagi: k rock blues
17:15, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 listopada 2011

 KRZYSZTOF KRAWCZYK: The Shadow Of Your Smile -Amerykańskie Piosenki część 2 /CD 2005, ITI/
Unforgettable; Steppin Out With My Baby; Blue Moon; Singin' In The Rain; The Shadow Of Your Smile; Night And Day; When I Fall In Love; When You're Smiling; Sentimental Journey; Kiss; For Sentimental Reasons; Moon River

To już druga płyta Krawczyka zawierająca standardy amerykańskiej piosenki. Pierwsza ukazała się rok wcześniej i wówczas wydawało się, iż zainspirowany poczynaniami Roda Stewarta oraz wspólnym z nim występem podczas koncertu w Polsce Krawczyk poprzestanie na jednym albumie w klimacie ''American Songbook''. Piosenkarz postanowił jednak wzorem swego brytyjskiego kolegi odciąć jeszcze jeden kupon od tego tematu. Czy to dobrze? Oczywiście tak, gdyż otrzymujemy kolejny zestaw pięknych amerykańskich tematów w interpretacji Pierwszego Męskiego Głosu Polskiej Piosenki, lecz z drugiej strony nie życzyłbym sobie aby Krawczyk podobnie jak Stewart ugrzązł w niekończącym się serialu amerykańskich piosenek na dobre, zupełnie zapominając o nowym repertuarze. Tym bardziej, iż dzięki monotematyczności ostatnich płyt Roda Stewarta, zdecydowanie odczuwam przesyt i miast cieszyć się kolejną porcją standardów na kolejnej jego płycie, podczas słuchania najzwyczajniej zaczynam się nudzić. Szkoda zatem byłoby gdyby Naszego Krawczyka spotkał podobny los i miast cieszyć się jego charyzmą, na kolejnych płytach słuchalibyśmy znanych do bólu piosenek, których byłby zaledwie poprawnym interpretatorem.
Płyta podobnie jak poprzedniczka, nagrana jest na najwyższym światowym poziomie, podobnie jak pierwsza przynosi ciekawy, urozmaicony repertuar, ale... no właśnie: wymieniając kolejne jej zalety powtarzałbym: ''podobnie jak pierwsza płyta''.
Jest tu ciekawa, choć nie zaskakująca jakąś wymyślną interpretacją wersja: ''Unforgettable'' Nat King Cole'a, ''When I Fall In Love'' z wspaniałym solem fortepianowym Piotra Kałużnego czy szczególnie urocza w interpretacji Krawczyka: ''Sentimental Journey''.
Perełeczkami na płycie są: tytułowa ''The Shadow Of Your Smile'' ozdobiona wspaniałą partią skrzypiec samego Michała Urbaniaka, oraz następująca zaraz po niej: ''Night And Day'', gdzie słyszymy raz jeszcze ikonę polskiego jazzu grającą tym razem na saksofonie. Choćby dla tych dwóch nagrań warto wejść w posiadanie tej płyty, poza tym Urbaniak i Kałużny to nie jedyne wielkie nazwiska biorące udział w tym projekcie. ''Lista płac'' wydrukowana wewnątrz digipaku, jest doprawdy imponująca; znajdziemy tam bowiem takich muzyków jak choćby Zbigniew Wrombel (kontrabas) czy Ryszard Kniat (instr. klawiszowe). Wracając do Michała Urbaniaka; artyści poznali się w jednym z klubów jazzowych Nowego Jorku, podczas 10-letniego pobytu Krawczyka w Stanach co również stanowi bardzo amerykański akcent podkreślający charakter płyty.
Choć we wstępie napisanym w książeczce przez Andrzeja Kosmalę dowiadujemy się, iż 12 nagrań wypełniających ten krążek to utwory, które niejako odrzucone zostały podczas składania repertuaru na poprzedni ''amerykański album'' i płyta jest zaledwie ''suplementem'' do pierwszej, nie odnoszę wrażenia iż słucham ''odrzutów'', a takie momenty jak przecudne solo trąbki Krzysztofa Lityńskiego w ''For Sentimental Reasons'', czy doskonale brzmiąca sekcja smyczków w kończącej płytę jednej z najpiękniejszych piosenek świata: ''Moon River'' (z filmu ''Śniadanie u Tiffanyego'') utwierdzają mnie w przekonaniu, iż mimo wszystko wydanie tej płyty było słusznym posunięciem.

Tagi: k Pop
01:47, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 listopada 2011

 JACEK KOROHODA: Window To The Backyard (Gowi 2010)
Window to the Backyard; Over the Sixties; Looking Around; Fascinations part II; Market; PJB 2010; Ballad IX; Sad L.A.; Waiting for the Rainbow; Looking Around (radio edit)

Jacek Korohoda to Muzyk niezwykle wszechstronny. Jednym z pierwszych a zarazem najbardziej znaczących w jego biografii artystycznej projektów, była współpraca z Kwartetem Adama Kawończyka (ex Extra Ball). Debiut fonograficzny Jacka to z kolei płyta ''Schi'' (1987) firmowana przez Sucha Orkiestra, zawierająca muzykę filmową i teatralną Krzysztofa Suchodolskiego. Następnie przez 4 lata Korohoda był gitarzystą Big Bandu Jaszczury, z którym koncertował u boku m.in. Zbigniewa Namysłowskiego i Jarka Śmietany. Od 1992 roku jest członkiem legendarnej grupy Prowizorka Jazz Band, z którą nagrał 4 płyty, a w międzyczasie grał też w zespole Marka Grechuty -Anawa. Przez lata współpracował z wieloma Artystami, takimi jak Beata Rybotycka, Włodzimierz Korcz, Kwartet Mo Carta, Wojciech Młynarski, a ostatnio także z Katarzyną Cygan (najnowsza płyta: ''Wiśnia'', 2011), oraz ponownie z Jarkiem Śmietana biorąc udział w projekcie koncertowym Gitarzysty: ''Psychodelic. Music Of Jimi Hendrix'' wraz z m.in. Wojtkiem Karolakiem, Maciejem Sikałą i Adamem Czerwińskim.
W roku 2007 ukazała się pierwsza w pełni autorska płyta Jacka Korohody: ''If It Happens'', a trzy lata później doskonały album: ''Window To The Backyard'' (2010).

Otwierajacy płytę utwór tytułowy od początku wprowadza nas w odpowiedni nastrój. Po kilku pierwszych taktach ''Window To The Backyard'' zdałem sobie sprawę z tego iż lada chwila może odezwać się ten najniższy z najniższych głos ...Barry White... ale to nie ta płyta :-) . Pojawia się ciekawy chórek a gitara ''plumka'' w cudowny absorbujący sposób a w tle druga ...należąca do Jarka Śmietany.
Wydawać by się mogło, iż po tak doskonałym początku płyty czeka nas coś w rodzaju ...wypełniacza? Nic z tego! ''Over The Skies'' to kolejny wyśmienity utwór! Chórek wyśpiewuje tekst o wzywających nas głosach Aniołów a my podążamy za nimi przy dźwiękach doskonałej gitary Korohody.  Skojarzenia? Klimaty znane z najlepszych momentów niektórych płyt Carlosa Santany.
''Looking Around'' nasuwać może również skojarzenia z Santaną -nie jest to bynajmniej zarzut do Twórcy płyty, lecz sposób w jaki próbuję opisać klimat utworu. Jacek Korohoda to doskonały kompozytor, aranżer i producent mający swój oryginalny sound i sposób eksponowania melodyki i choć płyta ''Window To The Backyard'' nie jest jego pierwszym albumem -śmiem twierdzić iż pierwszym, na którym tak wyraźnie i odważnie zaznaczył piętno swojej oryginalnej osobowości i wrażliwości muzycznej.
''Fascinations Part II'' to sięgnięcie po starszą kompozycję Jacka w nowej, świetnie brzmiącej i ukazującej nowe oblicze utworu estetyce. Poruszająca wokaliza, świetne solo saksofonu sopranowego (Leszek Nowotarski) i panująca nad całością doskonała gitara lidera.
''Market'' to jak dotąd najbardziej żywiołowy utwór na płycie. To dwuczęściowe nagranie jest jednym z ukłonów w stronę zespołu Prowizorka Jazz Band i tego co Korohoda robił razem z tą grupą w przeszłości. Słuchamy muzyków Prowizorki, oraz sola Śmietany grającego w tym utworze.
Pozostajemy w tym klimacie podczas kolejnego ''prowizorkowego'' tematu: ''PJB 2010''. W zasadzie wierząc tytułowi, możemy to nagranie traktować jako najnowszą odsłonę PJB. W trakcie utworu towarzyszy nam ponownie L.Nowotarski na saksofonie i S.Piotrowski na tak charakterystycznie brzmiacej akustycznej gitarze basowej, ale także nieodżałowany Tomasz Sacha, którego głos zgrany z prywatnych taśm archiwalnych ozdabia to nagranie.
Chwila wytchnienia? Proszę bardzo: ''Ballad IX'' to króciutka impresja zagrana przez Korohodę w towarzystwie kontrabasu Józefa Michalika.
W kolejnym nagraniu płyniemy dalej po muzycznej tęczy! ''Sad L.A'' to wspaniałe gitarowe dialogi dwóch Wielkich Gitarzystów i Przyjaciół: Jacka Korohody i Jarka Śmietany oraz  doskonałe solo elektronicznych klawiszy Artura Michalskiego przy wtórze keyboardów Grzegorza Górkiewicza, a do tego chórek. Jest wspaniale! Słuchając tego utworu byłem przekonany, iż to Śmietana w tak charakterystyczny dla siebie sposób podśpiewuje przy gitarze, tymczasem jak wynika z opisu w książeczce płyty -to Jacek. ''Sad L.A.'' to chyba mimo wszystko najbardziej ''śmietankowy'' utwór na krążku, w którym najwyraźniej swe piętno odcisnął Jarek Smietana.
Pora na finał... Nie wiem co napisać o przepięknym utworze kończącym tą doskonałą płytę... Może że jest doskonały? Może że kiedy dostałem tą płytę od Jacka -nie mogłem się od tego nagrania uwolnić? Że jest skondensowaną miniaturką zawierającą w sobie esencję klimatu całej płyty?
Z wyciszenia przypływa do nas Muzyka: cudnie, anielsko brzmiące solo gitary, po chwili dołącza flet... płyniemy po muzycznej tęczy w błogostanie stworzonym przez dźwięki... pojawia się chórek odśpiewujący niczym mantrę jedno proste zdanie:
''Popatrz przez okno
Ktoś za oknem tęczy dotknął''
Choć to prosty, zwyczajny utwór -zawiera w sobie w pewnym sensie przesłanie całej płyty. Tak często gonimy za codziennymi sprawami, nie dostrzegając wielu pięknych rzeczy nas otaczających... takich, którym naprawdę warto poświęcić trochę czasu. Takich jak ta płyta... Płyta, której pudełko nie zdobi w ilości kilkudziesięciu sztuk reprezentacyjnego regału w ''Empiku'' czy innym ''płytowym markecie'' dla niewymagających, lecz poszukajcie jej -a gdy ją znajdziecie, być może uda się Wam złapać w zwariowanej, zagonionej codzienności coś tak ulotnego jak tęcza ...coś tak wyjątkowego jak ta Muzyka, w której po prostu można się zakochać. A Kochanka to wdzięczna i wierna -zapewniam.
Jest jeszcze jedno nagranie na płycie, które traktuję jednak jako bonus, choć w spisie nagrań funkcjonuje jako pełnoprawny utwór. Właściwym zakończeniem płyty jest bowiem radiowa wersja ''Looking Around'', krótsza od oryginału o półtorej minuty. 
Ilekroć słucham tej płyty; po jej zakończeniu wracam raz jeszcze do ''Waiting For The Rainbow''. Tak robię i tym razem pisząc ten tekst :-) .

00:10, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »


 JACEK KOROHODA: If It Happens /Gowi 2007/
My Manuela; If It Happens; Her Smile; Waltz For R.; Snare Communication Instrumental; Ballad X; My Sweetheart Samba; Snare Communication

Jacek Korohoda to Muzyk niezwykle wszechstronny. Jednym z pierwszych a zarazem najbardziej znaczących w jego biografii artystycznej projektów, była współpraca z Kwartetem Adama Kawończyka (ex Extra Ball). Debiut fonograficzny Jacka to z kolei płyta ''Schi'' (1987) firmowana przez Sucha Orkiestra, zawierająca muzykę filmową i teatralną Krzysztofa Suchodolskiego. Następnie przez 4 lata Korohoda był gitarzystą Big Bandu Jaszczury, z którym koncertował u boku m.in. Zbigniewa Namysłowskiego i Jarka Śmietany. Od 1992 roku jest członkiem legendarnej grupy Prowizorka Jazz Band, z którą nagrał 4 płyty, a w międzyczasie grał też w zespole Marka Grechuty -Anawa. Przez lata współpracował z wieloma Artystami, takimi jak Beata Rybotycka, Włodzimierz Korcz, Kwartet Mo Carta, Wojciech Młynarski, a ostatnio także z Katarzyną Cygan (najnowsza płyta: ''Wiśnia'', 2011), oraz ponownie z Jarkiem Śmietana biorąc udział w projekcie koncertowym Gitarzysty: ''Psychodelic. Music Of Jimi Hendrix'' wraz z m.in. Wojtkiem Karolakiem, Maciejem Sikałą i Adamem Czerwińskim.
W roku 2007 ukazała się pierwsza w pełni autorska płyta Jacka Korohody: ''If It Happens''.
Od początku słychać, iż mamy do czynienia z bardzo przemyślaną dramaturgicznie płytą. Otwierająca płytę kompozycja ''My Manuela'' jest niejako wprowadzeniem w świat widziany oczyma Jacka Korohody, który stara się go nam opisać barwami dźwięków składających się na płytę. Niewątpliwą ozdobą tego nagrania jest oprócz klimatycznych wokaliz chórku, wspaniałe solo Leszka Szczerby (saksofon sopranowy).
Chórki z kolei, których sposób ''zastosowania'' w utworach jest tak charakterystyczny dla nagrań Korohody, stanowią bardzo ważny element utworu tytułowego (jedynego na płycie nie napisanego samodzielnie przez twórcę płyty, lecz wspólnie z grającym na instr.klawiszowych: Grzegorzem Górkiewiczem); pięknej ballady osnutej wokół bardzo prostej melodii okraszonej fajnie brzmiącymi efektami klawiszowymi. Czymś co uważam za bardzo charakterystyczne dla kompozycji Jacka Korohody jest właśnie wspomniana prostota melodyczna, która dopiero dzięki niezwykłym aranżacjom i właściwej, efektownej oprawie sprawia, iż domeną większości nagrań na płycie jest ich niezwykła interpretacja i przekaz w sensie dźwiękowym.
''Her Smile'' to pierwszy jednak ukłon w stronę bardziej zawiłych rozwiązań melodycznych z typowo jazzowymi partiami klawiszy, basu i saksofonu. Całość ''godzi'' jednak piękna, ''swobodna'' linia gitary lidera, wywołująca skojarzenia ze sposobem gry George'a Bensona.
Wokół pięknej partii flugelhornu Bogdana Wysockiego osnute jest kolejne nagranie: ''Waltz For R.'' To prawdziwa perełka dla konserwatywnych miłośników współczesnego jazzu! Jest tu wszystko: piękna partia saksofonu, fragment będący popisem wirtuozerskim kontrabasu (Grzegorz Bąk), ''szczoteczkowa'' perkusja (Sławomir Berny), a nawet pięknie brzmiąca razem z wspomnianym flugelhornem harmonijka ustna (Łukasz Wiśnia Wiśniewski).
Bardzo interesująco brzmią improwizacje fortepianowe oraz ponownie wyśmienity saksofon w ''Snare Communication Instrumental''. Kompozycję tą śmiało umieścić można pośród utworów bardzo reprezentatywnych dla czegoś co zwykło się nazywać w ostatnich latach mainstreamem. Korohoda gra w tym utworze zarówno pięnym czystym jazzowym brzmieniem, jak i rockowymi akordami.
W ''Ballad X'' pojawia się pierwszy raz na płycie (lecz nie ostatni): saksofon tenorowy (L.Szczerba), wokół którego dźwięków osnuta jest znaczna część kolejnej muzycznej opowieści Krakowskiego Gitarzysty -najdłuższa, gdyż trwająca blisko 10 minut.  Właściwie  w sensie wkładu w samo nagranie tego utworu: nie ma lidera -jest to chyba najbardziej ''zespołowe'' nagranie na całej płycie, bowiem gitara Korohody najczęściej ustępuje tu partiom wspomnianego saksofonu czy choćby klawiszom.
''My Sweetheart Samba'' to kolejny ukłon Jacka Korohody w stronę brzmień spod znaku G.Bensona, a zarazem optymistyczne zakończenie podstawowego programu płyty. Wspaniale brzmią ponownie solówki fluherhornu i saksofonu tenorowego a perkusjonalia i beztroskie wokale (J.Motylska i A.Radziwanowska) we właściwy dla samby sposób ubarwiają w tle nastrój fiesty, która jest pewnego rodzaju wyprowadzeniem słuchaczy z klimatów płyty w ''świat zewnętrzny'', który po przesłuchaniu całej płyty wydaje się... hmm... piękniejszy jakby...
Na płycie umieszczono jeszcze raz: ''Snare Communication'' -tym razem w wersji instrumentalno -wokalnej.  

00:09, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 października 2011

 KOMBI: 10 Years. The Best Of Kombi Live /LP 1986/, /CD 2005 (1986)/
Wspomnienia z pleneru; Taniec w słońcu; Królowie życia; Przytul mnie; Wal -Deck;
Kochać cię -za późno; Nasze rendez -vous; Black And White; Słodkiego miłego życia

Mam bardzo osobiste wspomnienia związane z koncertem, którego fragmenty wypełniają ten album. Latem 1986 roku przebywałem na wakacjach w Trójmieście w towarzystwie osoby wówczas mi bliskiej i tak szczęśliwie złożyło się, iż 3 sierpnia w Operze Leśnej w Sopocie 10-lecie istnienia obchodził jeden z najpopularniejszych wtedy zespołów. Gdzieś przepadł mi bilet z tego koncertu, który przechowywałem dobrych kilka lat, gdyż jak zapowiedziano podczas imprezy, uprawniać miał do wstępu na kolejny rocznicowy występ grupy za kolejne 10 lat. Jak wiadomo, w roku 1996 zespół Kombi już nie istniał, a późniejsza reaktywacja grupy bez Sławomira Łosowskiego a wkrótce też i bez perkusisty Jana Pluty, pod łudząco podobną nazwą rzuciła cień na wiarygodność pozostałych w zespole samozwańczych liderów: Grzegorza Skawińskiego i Waldemara Tkaczyka.
W żadnym wypadku nie akceptuję tego co wyczyniają dziś Panowie Skawiński i Tkaczyk pod szyldem brzmiącym niemal identycznie jak nazwa prowadzonego kiedyś przez Sławomira Łosowskiego zespołu, w którego składzie mieli zaszczyt się znaleźć. Nie zmienia to jednak faktu, iż dokonania zespołu Kombi darzyłem wielką sympatią przed laty jako nastolatek, a dziś z perspektywy czasu nadal uważam to co zespół S.Łosowskiego zrobił dla polskiej muzyki rozrywkowej za ważne i znaczące. Muzyka grupy stanowiła bowiem coś w rodzaju pomostu między melodyjną muzyką pop (a nawet disco), a rockiem. Nie mając wówczas nic wspólnego z tandetną i banalną muzyką ''dla mas'' zespół potrafił do tych ''mas'' dotrzeć w sposób inteligentny, przekazując oprócz chwytliwej melodii i wpadającego w ucho refrenu, również wartości ambitniejsze i bardziej wartościowe w dziedzinie melodyki, aranżacji, teksów...
Szkoda iż grupa istniała tak krótko, ale dobrze iż pozostało po niej kilka płyt, po które chętnie od czasu do czasu sięgam.
Po kompaktową edycję jedynej płyty koncertowej Kombi, którą miałem dotąd w kolekcji tylko w wersji analogowej, sięgnąłem dokładnie w dwudziestąpiątą rocznicę jej nagrania
Zawsze bardzo podobał mi się jeden z pierwszych utworów zespołu: ''Wspomnienia z pleneru'', który pierwotnie ukazał sie na singlu. Ta piękna kompozycja Sławomira Łosowskiego otwierała pamiętny koncert i otwiera płytę, uświadamiając nas jednocześnie w bardzo dobitny sposób, iż słuchamy płyty zespołu już niestety nieistniejącego. Jakże piękne utwory pisał Łosowki!
''Taniec w słońcu'' jest kolejnym dowodem niezwykłych możliwości kompozytorskich Łosowskiego i łatwości tworzenia urokliwych i chwytliwych, lecz jednocześnie nie mających nic wspólnego z kiczem melodii, oraz oprawienia ich barwami instrumentów klawiszowych. Co ciekawe, S.Łosowski będąc wirtuozem elektronicznych instrumentów klawiszowych, potrafił tak zaaranżować własne kompozycje aby zostawić dość dużo miejsca na partie gitary, basu i przede wszystkim ''żywą'' perkusję.
''Królowie życia'' to niejako jeden z ''hymnów'' zespołu okupujący swego czasu pierwsze miejsca krajowych list przebojów i grany chętnie podczas wielu dyskotek w latach 80-tych.
Uwagę zwraca instrumentalna wersja ''Przytul mnie'', która w koncertowej wersji zyskuje na sile dzięki zaakcentowanej linii basu Waldemara Tkaczyka i synkopowanej perkusji (Jan Pluta) czyniąc ten utwór jeszcze bardziej funkowym niż w pierwotnej wersji.
Pierwszą stronę płyty gramofonowej zawsze uważałem za bardziej ambitnijeszą i dziś słuchając tego zestawu nagrań na CD nie potrafię wyzwolić się z tego podziału. Tą pierwszą część płyty kończy doskonała improwizacja ''Wal -Deck'' zagrana tylko przez sekcję rytmiczną (Tkaczyk -Pluta). Niesłychane, że po tylu latach brzmi to naprawdę świeżo i robi wrażenie obcowania z naprawdę wielkimi muzykami.
Druga strona, a w przypadku CD traktowana przeze mnie jako druga część płyty to zestaw czterech wielkich przebojów zespołu, których słucha się nadal z wielką przyjemnością. Zawsze lubiłem: ''Kochać cię -za późno'' i ''Black And White'', a nie przepadałem za: ''Nasze rendez -vous'' i ''Słodkiego miłego życia''. Konfrontując po latach swoje typy, stwierdzam iż moje gusta w międzyczasie nie ewoluowały w stronę muzyki z okolic... hmm... biesiadnej, dlatego nadal nie mam ochoty nucić refrenu ostatniego z tytułów. Natomiast nadal podobają mi się efekty brzmieniowe zastosowane w ''Black And White'' oraz pulsujący rytm tego utworu. 
Oryginalna edycja winylowa płyty wydana została przez Wifon w 1986 roku w okładce, na której odwrocie znalazło się pięć fotografii z koncertu. Na skromnie wydanej w 2005 roku przez Polskie Radio edycji kompaktowej, zdjęcia pominięto -szkoda.
Płyta jest jedyną pozycją koncertową w dyskografii zespołu, a więc jedynym ogólnie dostępnym fonograficznym zapisem ukazującym zespół na scenie.

Tagi: k rock blues
12:29, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 sierpnia 2011

 JAREK ŚMIETANA & WOJTEK KAROLAK: What's Going On /CD JSR 2006 (2005/2006)/
What's Going On; Hu Hu Ha; De Drums; It's Easy To Remember; Compared To What; Prohibition; Alisia; Pamiętasz była jesień; Time To Sing The Blues; Danny Boy

Bardzo niski wokal Steve Logana drażniący mnie wręcz na niektórych śmietankowych płytach w kompozycji tytułowej, otwierającej album brzmi wyśmienicie. Temat Marvina Gaye zaaranżowany i wykonany przez zespół Śmietany i Karolaka to doskonały początek płyty. Płyty, która wydana w 2006 roku przeszła trochę mało zauważona być może ze względu na niezwykłą wręcz aktywność fonograficzną Jarka Śmietany w tych latach, gdy rozpoczął samodzielne wydawanie swoich albumów. Warto wrócić do tej płyty po kilku latach, gdyż naprawdę jest tu wiele wyśmienitych i ponadczasowych nagrań... Takich jak choćby kompozycja Wojtka Karolaka umieszczona na płycie jako drugi numer. Pan Wojtek od czasu do czasu bardzo wdzięcznie ozdabia płyty nagrane wspólnie z Gitarzystą swoimi cudownymi utworami, w których jako obsługujący jedyne w swoim rodzaju organy Hammonda jest  pierwszoplanową postacią; ''Hu Hu Ha'' to właśnie jedna z takich perełek.
Zaskakująco brzmi ''De Drums'' Keitha Jarretta ozdobiony scretchami i niepokojącymi zdaniami wypowiadanymi w trakcie utworu, które umiejętnie wpleciono w utwór na podobnej zasadzie jak zrobiono to na historycznej ''Ciemnej stronie księżyca''. Cieszy mnie, iż scretche na tym albumie nie są wykorzystane w tak duzym stopniu jak miało to miejsce na późniejszej płycie: ''Revolution'' (2008).
Standard Rogersa i Harta: ''It's Easy To Remember'' zaaranżowany i wykonany został wyśmienicie co jest szczególnie wielką zasługą W.Karolaka, tworzącego tak subtelny klimat na Hammondach.
Dużo Karolaka jest też w ''Compared To What'', podnoszącego temperaturę albumu i przenoszącego nas dzięki rytmice, wokalowi Logana i niezwykłym wibracjom w klimaty kojarzące się z ''Blues Brothers''. Doprawdy trudno usiedzieć bez ruchu słuchając tego utworu, a gdy w drugiej jego części na tle roztańczonych hammondów słyszymy niezwykłą solówkę i dźwięki dwóch gitar nałożonych na siebie, robi się po prostu gorąco.
Wytchnieniem po tych szaleństwach jest wspólna kompozycja liderów projektu: ''Prohibition''. Zarówno Śmietana jak i Karolak urzekają nas swoimi impresjami: jednym razem każdy z osobna, innym razem: swoimi wspólnymi przekomarzaniami się. Na ostatnich płytach Śmietany i Karolaka tych właśnie autorskich kompozycji jest mi trochę mało, dlatego na swój własny użytek do przesłuchań tworzę od czasu do czasu kompilacje złożone z takich właśnie perełek rozrzuconych na różnych albumach.
Na ''What's Going On'' jest jeszcze jedna taka: to kompozycja Jarka ''Alisia'' utrzymana w fajnym klimacie funkowo -soulowym kojarzącym mi się z zamierzchłymi czasami gdy Śmietana nagrywał takie albumy jak choćby ''Sounds & Colours'' (1987). Wówczas nie było jednak w składzie Karolaka, który ozdabia ten utwór zarówno doskonałym podkładem jak i wyśmienitymi solówkami, oraz Steve Logana szarpiącego struny basu.
Nieco inaczej niż przywykłem w nagraniach Śmietany z ostatnich lat brzmi na tym albumie perkusja Krzysztofa Dziedzica; gra jakby delikatniej i subtelniej niż Adam Czerwiński biorący udział w zdecydowanej większości projektów Mistrza. Tą delikatność słychać choćby w temacie ''Pamiętasz była jesień'', który tak uwielbia Jarek Śmietana, ale też w pozostałych nagraniach -Dziedzic gra jakby bardziej melodycznie i dyskretniej niż Czerwiński.
Nawet podczas typowego bluesa: ''Time To Sing The Blues'', perkusja brzmi zupełnie inaczej niż zabrzmiałaby spod pałeczek Adama. Utwór ten to kompozycja Steve Logana, który kompozytorem był ...hmmm... przeciętnym. Wykonana jest jednak w tak doskonały sposób, iż solowe popisy ''twardo'' tym razem traktującego klawisze Karolaka i przyśpiewująca Loganowi gitara są w stanie całkiem skutecznie wybronić ten utwór.
Tradycyjny ''Danny Boy'' to piękna miniaturka kończąca płytę zagrana tylko przez Panów Ś. i K. Doskonałe zakończenie całego albumu będące czymś w rodzaju impresji-kody zamykającej całość.
Naprawdę warto wrócić od czasu do czasu do tej trochę niedocenionej płyty Dwóch Wielkich i jedynych w swoim rodzaju Muzyków jakich mamy zaszczyt mieć w Polsce. 

czwartek, 18 sierpnia 2011

 Edin KARAMAZOV: The Lute Is A Song /CD 2008/
Leo Brouwer: Paisaje cubano con rumba; Sting: Alone with my thoughts this evening -with Sting; Johann Sebastian Bach: Toccata & Fugue in D minor, BWV 565; Henry Purcell: Dido's Lament (Dido and Aeneas) -with Renee Fleming soprano; Giovanni Zamboni: Sonata; Georg Frideric Handel: Oh Lord, whose mercies numberless (Saul) -with Andreas Scholl countertenor; Carlo Domeniconi: Koyunbaba; Old Macedonian Song: So maki sum se rodila -with Kaliopi

Zaintrygowany dziwnymi poczynaniami Stinga, do których zaliczam m.in. nagranie płyty z lutnistą Edinem Karamazovem, sięgnąłem po solową płytę tego oryginalnego muzyka z Bośni i Hercegowiny i okazało się, iż to czego nie byłem w stanie wytrzymać na płycie firmowanej ''Sting'' -jest muzyką, której doskonale mi się słucha pod warunkiem, iż nie firmuje jej sam Sting od zawsze kojarzący mi się z zgoła odmiennymi klimatami. Poza tym muzyka tego rodzaju pozbawiona lamentów wokalnych Stinga, a ukazująca nam piękno brzmienia lutni poparte wspaniałym kunsztem wirtuozerskim bezwzględnie jednego z największych mistrzów tego instrumentu na świecie, wiele zyskuje.
Lutnia to instrument w dzisiejszych czasach dość rzadki, dlatego trudno słuchać tych nagrań bez zwracania uwagi na oryginalne jej brzmienie. Wśród kompozycji na płycie znajdziemy zarówno klasyków (J.S.Bach, G.F.Handel) jak i macedońską pieśń ludową (''So maki sum se rodila'') i kompozycję Stinga utrzymaną w klimacie płyty ''Songs from the Labyrinth'' (2006) przez niego zaśpiewaną, która wcale nie jest szczególną perełką na tym krążku. Perełkami natomiast są otwierająca płytę: ''Paisaje cubano con rumba'' czy wyśmienita, klimatyczna blisko dziewięciominutowa mistrzowska interpretacja Karamazova ''Toccaty i Fugi'' -Bacha. Pięknie i poruszająco brzmi zaśpiewany przez sopranistkę Renee Fleming ''Lament Dido'' z opery Henry Purcella: ''Dido i Aeneas'' a także przepiękna pieśń George Friderica Handela: ''Oh Lord, whose mercies numberless'' śpiewana przez Andreas Scholl. czy trzyczęściowa ''Sonata'' Giovanni Zamboniego. Barok górą!
Na kolana rzuca 14-minutowa ''Koyunbaba'' Carlo Domeniconi, a płytę kończy macedońska pieśń ludowa przepięknie odśpiewana przez Kaliopi.
Płyta została niezwykle starannie nagrana i wydana przez wytwórnię Decca. Podczas słuchania na dobrym sprzęcie usłyszeć możemy nawet oddech Lutnisty dobiegający do nas zza strun tego jakże pięknie brzmiącego barokowego instrumentu.
Niezwykłym jest fakt, iż zaintrygowany dziwaczną płytą Stinga sięgnąłem po krążek, który najprawdopodobniej umknąłby mojej uwadze. Jestem wdzięczny Stingowi za to, iż dzięki jego dziwnym poczynaniom odkryłem dla siebie płytę wyjątkową. Płytę, którą zdecydowanie wyżej stawiam w hierarchii niż nieszczęsną ''Songs from the Labiryth''.

Tagi: classic k
21:00, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 sierpnia 2011
 JAREK ŚMIETANA & WOJTEK KAROLAK: Revolution /CD 2008 (2005-2008)/
Revolution; Sup'em Funky; Variation on J.L.; Sambia; Dupree; I've got a Chicken; Eleanor Rigby; You were my music Brother; Mount Pleasent; Don't give me the Road; Lolito; Set Us Free; Sleepy Eva's Waltz; A Story of Polish Jazz (English Version)

''Revolution'' to płyta wydana po śmierci Steve Logana (2007) -basisty i wokalisty współpracującego z Jarkiem Śmietana m.in. podczas sesji ''A Story of Polish Jazz'' i ''What's Going On''. Panowie mieli ongiś plany związane z nagraniem całej płyty z utworami The Beatles, które ostatecznie nie zostały zrealizowane, lecz pojedyncze utwory jak: ''Within' You Without You'', ''I Want You'' czy zamieszczone na tym albumie ''Eleanor Rigby'' i tytułowy ''Revolution'' wydano na różnych krążkach, a ostatni z wymienionych rozpoczyna płytę.
Cenię sobie Steve Logana jako basistę, podoba mi się też szalenie jego rap w anglojęzycznej wersji: ''A Story of Polish Jazz'', natomiast jeśli chodzi o jego przesadnie niski wokal w takich utworach jak własnie: ''Revolution'' -to niestety wypada on dość kiepsko, bez wyrazu i intonacji. Cóż, na każdej płycie znajdziemy słabsze momenty. Dla mnie takim jest właśnie otwierający płytę utwór.
Po nim słyszymy króciutką miniaturkę będącą solowym popisem Logana na gitarze basowej... i tego słucha się zdecydowanie lepiej!
Trzeci utwór to ''Variation on J.L.'' z udziałem wspaniale brzmiącego Piotra Kudyka (trąbka) i Piotra Wyleżoła (piano).
''Sambia'' to przyjemny relaksujący kawałek ozdobiony samplami spreparowanymi najprawdopodobniej z rozmów podczas prób. Doskonale brzmi tu ''śmietankowa'' gitara -w  taki sposób do jakiego najbardziej jestem przyzwyczajony i jaki najbardziej lubię :-) .
Kolejna ''loganowa'' miniaturka basowa to impresja ''Dupree'' stanowiąca następny po ''Sup'em Funky'' przerywnik na płycie.
Wokal Logana słyszymy w następującym po niej: ''I've got a Chicken''. Tutaj jego maniera wokalna mniej drażni być może ze względu na żartobliwy, wyśpiewywany tekst. Poza tym jest tu dużo gitary Śmietany i wspaniałych hammondów Wojtka Karolaka.
Kolejny beatlesowski akcent na płycie to ''Eleanor Rigby'' nagrany ponownie jako solowy utwór Logana na basie. Gdy pierwszy raz słuchałem tej wersji, muszę przyznać iż pamiętając wyśmienitą wersję: ''Within' You Without You'' Beatlesów z płyty ''A Story of Polish Jazz'' (2004), poczułem się trochę rozczarowany tak ''powierzchownym'' potraktowaniem tej wspaniałej kompozycji Lennona i McCartneya w tym zbiorze.
Perełką jest napisany przez Jarka Śmietanę dla Steve Logana: ''You were my music Brother''. Tu jest wszystko! Fajna ''przyśpiewująca'' gitara, świetne solo Karolaka a do tego bardzo dobry tekst zaśpiewany z pomysłowo brzmiącym pogłosem. Trochę denerwować mogą może scratche ozdabiające ten utwór, co nie zmienia faktu, iż ''You were my music Brother'' to wspaniały kawałek, który śmiało umieścić mogę pośród moich ulubionych ''śmietankowych'' nagrań.
Po kolejnej basowej miniaturce, słuchamy ciekawego bluesa: ''Don't give me the Road'' z wokalem Logana, kapitalną solówką Mistrza, improwizacjami Karolaka i perkusją Adama Czerwińskiego, którego słuchamy w trzech utworach na albumie (w pozostałych gra Krzysztof Dziedzic).
Po ostatnim z basowych przerywników, dźwiękami jedynych w swoim rodzaju organów rozpoczyna się następny rodzynek na płycie: instrumentalny ''Set Us Free''. Cieszę się dziś, iż okres ''zabawy w scratche'' już minął na ''śmietankowych'' płytach, gdyż jeśli coś ''nie pasuje'' mi w tym napisanym przez L.McCanna utworze to właśnie ich natrętne nadużywanie. 
Na płycie Jarka Śmietany nagranej z Wojtkiem Karolakiem nie mogło zabraknąć kompozycji Pana Wojtka, który jak zwykle stanął na wysokości zadania przeznaczając na album ''Revolution'' przepiękną kompozycję: ''Sleepy Eva's Waltz''.
Ten trochę nierówny album kończy angielska wersja: ''A Story of Polish Jazz'' doskonale rapowana przez Logana. Utwór ten został już umieszczony na wcześniejszej płycie Śmietany jako bonus track. Tu na albumie dedykowanym ''Muzycznemu Bratu'' Mistrza funkcjonuje jako pełnoprawny utwór. Z opisu na okładce dowiadujemy się też, iż anonimowy przy okazji wcześniejszej publikacji tego nagrania damski rapujący głos należy do Karen Edwards!
Napisałem, iż to trochę ''nierówna'' płyta; nagrania powstały na przestrzeni trzech lat w dwóch różnych studiach nagraniowych i różnych składach, dlatego płyta ma dla mnie raczej charakter składankowy, pomimo iż zawiera w zdecydowanej większości premierowe nagrania. Niemniej jest to bardzo udany album, tradycyjnie już bardzo starannie wydany i doskonale brzmiący.

czwartek, 09 czerwca 2011

 KRZYSZTOF KRAWCZYK: Mona Lisa. Amerykańskie piosenki (CD 2004)
I Left My Heart In San Francisco; 'Till There Was You; Mona Lisa; Smile; As Time Goes By; They Can't Take That Away From Me; Somewhere Over The Rainbow; Don't Get Around Much Anymore; Someone To Watch Over Me; Summertime; Every Time We Say Goodbye; Cheek To Cheek; Dream A Little Dream Of Me; What A Wonderful World; White Christmas

BRYAN FERRY, ART GARFUNKEL, WILLIE NELSON i przede wszystkim ROD STEWART -to Artyści, którzy w ostatnich latach oddali własnymi interpretacjami hołd wielkim standardom amerykańskiej piosenki. W Polsce amerykańskie evergreeny ,,wziął na warsztat'' KRZYSZTOF KRAWCZYK. Płyta ,,Mona Lisa. Amerykańskie piosenki'' to produkcja na najwyższym światowym poziomie w niczym nie ustępująca płytom wyżej wymienionych artystów. W sesjach nagraniowych wzięło udział wielu wspaniałych muzyków, spośród których wymienię w tym miejscu choć dwa najbardziej znane nazwiska: Piotr Kałużny (piano) i Zbigniew Wrombel (kontrabas).
Płyta jak łatwo się domyslić niczym nie zaskakuje, jest jednak potwierdzeniem tezy że: ,,Polak potrafi''. Pięknie zaaranżowanych i wykonanych w ciekawej manierze wokalnej utworów można słuchać bez końca. Krawczyk nie starał się być oryginalnym i nie wprowadził do jedynego w swoim rodzaju swingowo -jazzowego klimatu amerykańskich piosenek jakichś  innowacji  -i dobrze. Szkoda tylko, iż w części piosenek śpiewa dziwnym, niepodobnym do siebie chrapliwym głosem. Efekt? Coś pomiędzy R.Stewartem a L.Armstrongiem. Może tak własnie być miało, gdyż w pięknej, kolorowej książeczce dołączonej do płyty Artysta umieścił dedykację:
 ,,Dziękuję ci Rod, że ocaliłeś od zapomnienia te piękne piosenki. Płytę dedykuję z głębi serca pamięci wielkiego Satchmo -Louisa Armstronga, który kiedyś poruszył struny mego serca i duszy... Krzysztof Krawczyk'' 
Ja zdecydowanie wolę jednak Krawczyka, śpiewającego swoim własnym, jakże niezwykłym i niezmiennym od wielu lat głosem takie piosenki jak: ,,Mona Lisa'' czy choćby: ,,Somewhere Over The Rainbow''. ,,Chrapliwy'' głos Piosenkarza natomiast dominuje m.in. w ,,I Left My Heart In San Francisco'', ,,'Till There Was You'' czy ,,Don't Get Around Much Anymore'' i nie są to piosenki, które w tej interpretacji mogą być wyjątkowo ciekawe dla miłosników ,,głosu Krawczyka''.
Przypomnę, iż podczas trasy promującej ,,wiecznie tworzone dzieło życia'' RODA STEWARTA (serial płytowy, który wkrótce będzie mógł najprawdopodobniej poszczycić się większą ilością odcinków niż ,,Moda na sukces''); ,,The Great American Songbook'', miało miejsce niecodzienne spotkanie: na jednej scenie, śpiewając w duecie: ,,Don't Get Around Much Anymore'' wystąpili wspólnie: K.Krawczyk i R.Stewart. Pomysł nagrania własnej płyty w stylu ,,American Songbook'' zrodził się najprawdopodobniej wówczas, choć fascynacje Krawczyka swingiem i jazzem amerykańskim sięgają końca lat 50-tych, kiedy to wraz ze swym ojcem podczas seansu kinowego, mały Krzyś został oczarowany LOUISEM ARMSTRONGIEM. Warto pamiętać też, iż Piosenkarz spędził 10 lat w Stanach Zjednoczonych, gdzie podczas koncertów nie raz zdarzało mu się śpiewać amerykańskie przeboje. Pomimo, że zarzucani jesteśmy ostatnio podobnymi pozycjami ze świata, dobrze że ukazała się taka płyta: nagrana i wyprodukowana w Polsce. Taka nasza polska Ameryka :-) .
Na uwagę zasługuje fakt umieszczenia w książeczce tłumaczeń tekstów piosenek oraz krótkiego wstępu, a także bardzo estetyczna edycja płyty (okładkę zeszpecił jednak niestety żółty trójkąt, który zamiast pojawić się w formie łatwo zdejmowanej nalepki -został wydrukowany!).

Tagi: k Pop
20:03, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 czerwca 2011
 Nigel KENNEDY: Vivaldi - The Four Seasons /CD 1997 (1986, 1989)/
Concerto No.1 in E major 'La primavera' RV269; Concerto No.2 in G minor 'L'estate' RV315; Concerto No.3 in F major 'L'autunno' RV293; Concerto No.4 in F minor 'L'inverno' RV297
To najlepiej sprzedająca się płyta z muzyką klasyczną w historii EMI.
,,Cztery pory roku'' w interpretacji NIGELA KENNEDY osiągnęły na świecie nakład dwóch milionów egzemplarzy wpisując się do Księgi Guinessa jako najlepiej sprzedające się nagranie muzyki klasycznej w historii fonografii. Płyta była w czołówce list przebojów muzyki klasycznej przez ponad rok, a na liście albumów pop (sic!) w Wielkiej Brytanii znalazła się na miejscu 3.
Trudno nie zastanowić się nad fenomenem tej płyty, która znalazła dotychczas ponad dwa miliony nabywców a liczba ich rośnie z każdym rokiem. Ponad to: z okazji 10-lecia premiery ukazała się jej specjalna edycja, która również okazała się płytowym bestsellerem.
Niewątpliwą rolę odegrała niezwykła popularność N.Kennedy, który został wylansowany w podobny sposób jak ma to miejsce w przypadku gwiazd muzyki pop. Artysta podczas koncertów nawiązywał kontakt z publicznością w zgoła odmienny sposób niż obowiązujące dotychczas sztywne konwenanse Filharmonii: zagadywał, żartował na scenie, przytupywał podczas gry... Wielu melomanów starszego pokolenia nie mogło zaakceptować ,,gorszącego'' zachowania skrzypka podczas koncertu, a nawet jego fryzury kojarzącej się raczej z punkowcem niż muzykiem klasycznym. Jednak nawet i oni nie mogli odmówić skrzypkowi wielkiego talentu. Dla młodego pokolenia N.Kennedy stał się kimś kto potrafi poprzez swą charyzmę i nietuzinkową osobowość zainteresować słuchaczy nie mających do czynienia z utworami muzyki klasycznej: Mendelssohnem, Bruchem czy Schubertem.
,,Cztery pory roku'' Antonio Vivaldiego to jeden z niewielu utworów muzyki klasycznej, którego fragment jest w stanie zanucić prawie każdy. Ten XVIII-wieczny utwór jest zbudowany w formie 12 krótkich miniatur, dzięki czemu każda z miniaturek, będąca na płycie osobno indeksowanym nagraniem może funkcjonować jako samoistny utwór włączany indywidualnie w odtwarzaczu na zasadzie ulubionego nagrania -podobnie jak w przypadku płyt z muzyką pop. Możliwość słuchania płyty w sposób właściwy muzyce rozrywkowej, oraz emisje radiowe poszczególnych, trwających ok 3 minuty utworów z płyty potęgowały populaność albumu, a zdziwieni pracownicy działów muzyki klasycznej dużych sklepów płytowych coraz częściej obsługiwali klientów, z którymi dotychczas nie mieli do czynienia. Również w salach filharmonii zrobiło się wśród publiczności bardziej kolorowo, gdyż oprócz dystyngowanych garniturów, fraków i wieczorowych sukien, pojawiła się zupełnie inaczej ubrana publiczność, a jej entuzjastyczne przyjmowanie Kennedyego na scenie i histeryczne wręcz reakcje wielbicielek poczęły funkcjonować jako zupełnie nowe tam zjawisko.
Jak słucha się tej płyty?
Kennedyemu nie można zarzucić żadnych innowacji mogących ingerować w tradycyjną interpretację ,,Czterech pór roku'', a jednocześnie już od pierwszych dźwięków słychać w tym wykonaniu coś czego trudno doszukać się w innych interpretacjach. Ten niezwykły feeling i swoboda z jaką dobywa dźwięki ze swych skrzypiec, oraz wspaniale brzmiący zespół smyczkowy English Chamber Orchestra, który (co warto zaznaczyć) poprowadził sam pierwszy skrzypek, sprawiają wrażenie niezwykłej świeżości jaką wnosi do tak ogranego dzieła jakim jest ,,The Four Seasons''. Niezwykłą brawurę słychać w 3 części 3 koncertu (,,Jesień''), gdzie uderzeniami smyczka o struny Kennedy zastosował synkopowanie spotykane w muzyce klasycznej niezwykle rzadko. Co znamienne: pomimo ciekawej 12-częściowej budowy całości, jeszcze chyba nigdy nie udało się osiągnąć aż takiego wrażenia odrębności poszczególnych części. Nie jest to jednak moim zdaniem efektem braku spójności płyty, lecz chyba właśnie wypadkową tego -chciałoby się napisać: swingu, podczas wykonania.
Doprawdy, słuchając tej płyty trudno uwierzyć iż nagrał ją ten sam skrzypek, którego solówka w ,,Fire'' na płycie JAREK ŚMIETANA SUPER GROUP: ,,Psychedelic. Music Of Jimi Hendrix'' (2009), brzmi niczym rasowy rocker, a grając z JEFFEM BECKIEM potrafił sprawić by jego elektryczne skrzypce były równoprawnym z gitarą instrumentem rockowym. Po prostu: Wielki Muzyk.
Ciekawostki
* Popularność albumu była tak wielka, że w okresie największej sprzedaży, kupowano tygodniowo więcej ,,Vivaldiego -Kennedyego'' niż wszystkich pozostałych znajdujących się w dystrybucji na świecie płyt z muzyką klasyczną.
* Pod koniec roku 1989 odnotowano, iż od dnia premiery płyty, na całym świecie co 30 sekund każdego dnia sprzedawano 1 egzemplarz albumu.
* Podczas jednego z wywiadów NIGEL KENNEDY przyznał, iż to właśnie dzięki majątkowi jaki zarobił na tej płycie, mógł w późniejszych latach pozwolić sobie na realizowanie projektów rockowych. To jedyny znany przypadek, kiedy muzyka klasyczna ,,zarobiła'' na muzykę pop -a nie odwrotnie.
Tagi: classic k
19:42, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »


 Nigel KENNEDY: Mendelssohn & Bruch: Violin Concertos /CD 1988 (1987)/

Bruch: Violin Concerto No.1 in G minor Op.26
I.Vorspiel (Allegro moderato); II.Adagio; III.Finale (Allegro energico);
Schubert: Rondo in A for violin and strings D438;
Mendelssohn: Violin Concerto in E minor Op.64
I.Allegro molto appassionato; II.Andante; III.Allegretto non troppo - Allegro vivace

Płyta ukazała ,,na chwilę'' przed oszałamiającym sukcesem NIGELA KENNEDY, pomiędzy dwiema sesjami nagraniowymi ,,Czterech pór roku''. Nagranie dwóch koncertów skrzypcowych (Mendelssohna i Brucha) pomysłowo przedzielono podczas recitalu zarejestrowanego na płycie Rondem Schuberta, dzięki czemu płyta jako całość zyskuje na dramaturgii.
W momencie ukazania się płyty krytycy zarzucali skrzypkowi przesadny tradycjonalizm interpretacji i akademickość (jakże odmienne oblicze ukazał Kennedy na kolejnej płycie!), oraz pewną niezdarność wykonania Ronda. Pisano, iż poszczególnych części płyty pojedyńczo słucha się doskonale, lecz cała płyta utrzymana w sztywnej uczniowskiej konwencji interpretacyjnej może dla bardziej osłuchanych melomanów wydać się nużąca, gdyż skrzypek nie wniósł do klimatu znanych im doskonale kompozycji nic nowego. Tym większym zaskoczeniem in plus musiała więc dla piszących w ten sposób okazać się interpretacja Vivaldiego na kolejnej płycie Kennedyego. Być może te opinie, jakie dotarły do Skrzypka po ukazaniu się płyty były przyczyną uwolnienia się w Kennedym ,,krzykliwej wirtuozerii'' podczas kolejnych sesji nagraniowych.
Niemniej jednak nie można zarzucić tym wykonaniom braku mistrzowskiego frazowania i intonacji właściwych największym wirtuozom skrzypiec.
Koncert Brucha brzmi lirycznie, ciepło i serdecznie, a ogromne wrażenie robi jego część trzecia: ,,Finale'', gdzie Kennedy swą szybkością i precyzją robi wrażenie skrzypka, którego możliwości są nieograniczone. Rondo Schuberta -piękne i melodyjne, stonowane i relaksujące. Koncert Mendelssohna natomiast jest rześki i zostawia bardzo dobre wrażenie po wysłuchaniu płyty.
Artyście towarzyszy Angielska Orkiestra Kameralna pod mistrzowską dyrekcją legendarnego Jeffreya Tate.

Tagi: classic k
19:32, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 czerwca 2011

 JAREK ŚMIETANA & WOJTEK KAROLAK BAND: I Love The Blues /CD 2011/
His Majesty Blues; Saint Louis Blues; I Love You More Then You'll Ever Know; Dukatari; Not Fade Away; One For My Baby; Nordic Blues; Camden Town; Basin Street Blues; You Don't Know What Love Is; Free Market Blues; I Need Your Love So Bad; Birthday Blues; Good-bye Pork Pie Hat.

Płytę rozpoczynają dźwięki róznych gitar (w tym wyśmienicie brzmiąca gitara dobro), po chwili dołącza trąbka T.Kudyka (dzięki zastosowaniu tłumika brzmiąca bardzo ,,davisowsko''). Świetnie, bluesowo brzmiący wokal Z-STAR deklamuje angielski tekst napisany przez J.Śmietanę, będący prawdziwym hołdem dla wszystkich Wielkich, tworzących Świat Bluesa (ich kilkadziesiąt nazwisk wymienionych w tekście zostało wydrukowane również wewnątrz estetycznej okładki). To wspaniałe intro przenosi nas w świat niezwykłych doznań.
Wyśmienicie wykonany został standard ,,Saint Louis Blues'' w aranżacji W.Karolaka, będący drugim utworem na płycie. Zachowano właściwą jazzową strukturę utworu, a obaj Mistrzowie wygrywają wspaniałe sola, którym towarzyszy niesamowita sekcja dęta (Sikała, Kudyk, Borowski).
Pora na wokalistę, który ,,debiutuje'' w zespole Śmietany i Karolaka na tej płycie: Bill Neal i kolejny standard -tym razem ewidentnie bluesowy: ,,I Love You More Then You'll Ever Know'' -D.Hathawaya. Gitara Śmietany w typowy dla gatunku sposób wygrywa ,,smaczki'' towarzysząc australijskiemu wokaliście dysponującemu mocnym a jednocześnie wspaniale ,,chropowatym'' głosem. Słuchając tego wykonania nasuwają się chwilami skojarzenia z interpretacjami nieodżałowanego GARY MOORE'A. Tu jednak aranżacja poparta jest jedynymi na świecie tak brzmiącymi organami Hammonda i (jeszcze raz!) wspaniałą sekcją dętą.
Pewnego rodzaju przerywnikiem jest dwuminutowa autorska miniaturka W.Karolaka: ,,Dukatari'' zagrana solo na pianinie, przenosząca nas na moment swym klimatem do jakiegoś nowoorleańskiego klubu. Wyobraźnia podsuwa obraz grającego muzyka i popielniczkę stojącą na pianinie, w której leniwie tli się papieros.
Wraca wokal B.Neal w rockowym ,,Not Fade Away'' -BUDDY HOLLYEGO. To niezwykłe jak udało się połączyć ,,dęciaki'' z wybitnie rockowym brzmieniem utworu, tworząc bardzo ,,drapieżne'' brzmienie ozdobione brzmieniem gitary slide i szalejącymi Hammondami w tle!
Bardziej tradycyjnym brzmieniem raczy nas ,,One For My Baby'' (H.Arlena), gdzie na planie pierwszym ,,pogrywają'' gospodarze płyty: Śmietana i Karolak. To zarazem najbardziej chyba typowo dla Śmietany brzmiący utwór na tej płycie, zagrany w najbardziej ,,rozpoznawalny'' dla niego sposób, dzięki czemu jest to mój ulubiony fragment płyty :-) .
Kolejną ,,karolakową'' miniaturą jest napisany i zagrany solo na organach ,,Nordic Blues'', będący zarazem czymś w rodzaju kolejnego przerywnika. Dzięki takim właśnie ,,zabiegom'' w zakresie struktury ułożenia nagrań -płyty słucha się wyjątkowo dobrze; utwory instrumentalne przeplatają się z śpiewanymi (a mamy na albumie trzy różne głosy!), standardy ,,zmieszane'' są z autorskimi kompozycjami Karolaka i Smietany, a bogate wieloosobowe aranżacje przerywane są solowymi nagraniami organisty. Majstersztyk!
W ,,Camden Town'' wraca wspaniała Z-STAR odśpiewując anglojęzyczną wersję znanego już z płyty Antoniego Krupy: ,,Ostatni blues'' (2010) utworu. Porównując to nagranie z autorską wersją Krupy -zwraca uwagę zdecydowanie bardziej jazzowa aranżacja, rozpisana na duży zespół tworzący złudzenie big bandu i zgoła zupełnie inna interpretacja wokalna pełnej charyzmy Zee.
Następny klasyk to nieśmiertelny: ,,Basin Street Blues'' -S.Williamsa, zagrany tradycyjnie i bez większych ,,udziwnień'' brzmieniowych. Tu po raz drugi na płycie mamy do czynienia z sposobem interpretacji, do jakiego od lat jesteśmy przyzwyczajeni na płytach JARKA SMIETANY, a  efektowne retro-solo Karolaka wspaniale ozdabia całość. To jedno z tych nagrań, które pomimo, iż jest zupełnie nowe: brzmi tak samo jak zabrzmiałoby np. czterdzieści lat temu. Ukłon w stronę tradycji.
W jednym utworze na płycie pojawia się KAREN EDWARDS. ,,You Don't Know What Love Is'' utrzymane jest w charakterystycznej dla obdarzonej głosem bez granic wokalistki manierze i wykonane w zasadzie w duecie z Śmietaną: kameralnie i bardzo jazzowo. Jest to chyba najbardziej jazzowe nagranie na tej (jakby nie było) bluesowej płycie.
Kolejna kompozycja WOJTKA KAROLAKA na płycie to już nie solowa miniaturka, lecz sześciominutowy ,,Free Market Blues'' utrzymany w szybkim rytmie. Pan Wojtek daje niezwykły, godny polskiego ,,boogiewoogie mana'' popis, a Śmietana nie pozostając dłużnym: przekomarza się z jego hammondami. Świetny i bardzo porywający utwór ukazujący niezwykły swing obu instrumentalistów i zdawać by się mogło nieograniczone możliwości wirtuozerskie. Całości dopełniają ,,dęciaki''. ,,Free Market Blues'' to utwór, który znajdzie się zapewne za jakiś czas w kanonie standardów polskiej muzyki jazzowej.
Ukojeniem po rytmicznym nagraniu jest kolejny standard bluesowy zaśpiewany przez Billa Neal: ,,I Need Your Love So Bad''. To wielka sztuka porwać się na takie utwory, w których wydawać by się mogło: wszyscy najwięksi muzycy świata ,,powiedzieli'' już wszystko, a jednocześnie pokazać w nich coś jeszcze, coś więcej... Odcisnąć swoje piętno w dziełach zdawałoby się: doskonałych i ukazać ich nową estetykę, nowe kolory. Sztuka ta udała się Panom Śmietanie i Karolakowi na tej płycie z nawiązką, a ,,I Need Your Love So Bad'' jest jednym z doskonałych tego dowodów.
W jednym nagraniu na tej płycie, będącej prawdziwą ,,kopalnią'' Wielkich Muzyków, mamy przyjemność usłyszeć KRZYSZTOFA ŚCIERAŃSKIEGO. W kompozycji ,,Birthday Blues'' słyszymy Ścierańskiego grającego tym razem nie na basie, lecz gitarze solowej. W tle dźwięki miasta, a na pierwszym planie tylko dwie gitary! Słuchając ,,Birthday Blues'' wyobrażamy sobie obu gitarzystów grających tego tak tradycyjnie brzmiącego (choć będącego ich ,,nową'' wspólną kompozycją) bluesa na ulicy, pośród miejskiego zgiełku i przechodniów, przystających na chwilę by posłuchać muzyki. Świetny klimat!
Na koniec tej niezwykłej płyty otrzymujemy perełkę w postaci kompozycji CHARLESA MINGUSA: ,,Good-bye Pork Pie Hat''. Leniwie snuje się saksofon Macieja Sikały, któremu akompaniują Hammondy, po chwili ,,wchodzi'' po raz kolejny TAK brzmiąca gitara Mistrza Śmietany, TAK brzmiące organy... Solo klarnetu... To prawdziwe zakończenie!
Płyta ma niezwykle zbudowaną dramaturgię: tu każdy utwór musiał znaleźć się dokładnie w tym a nie w innym miejscu, dokładnie pod tym a nie innym numerem na CD. Niezwykły hołd dla bluesa nagrany przez Największych!
,,I Love The Blues'' nagrana została w systemie HDCD, dzięki czemu brzmienie płyty jest doprawdy niesłychane (sic!).
Kolejny raz JAREK ŚMIETANA i WOJTEK KAROLAK udowodnili, iż są zdecydowanie: NAJLEPSI.

sobota, 23 kwietnia 2011

   

Już nie zapomnisz mnie; Gdzie ci mężczyźni; Why Not This Way; Cała jesteś w skowronkach; Pod Papugami; To ostatnia niedziela; Little B.B.; Dni, których nie znamy; Kiedy byłem małym chłopcem; Jej portret; bonus track: Kiedy byłem małym chłopcem (alternate arrangement)

Jeden z wielu wspaniałych projektów JARKA ŚMIETANY. Tym razem mamy do czynienia z standardami polskiej piosenki ,,przefiltrowanymi'' przez niesamowitą wyobraźnię Śmietany. Każda z piosenek wykonana przez trio Gitarzysty (oczywiście w wersjach instrumentalnych), robi wrażenie zupełnie nowych utworów, gdyż ukazują zupełnie inne oblicze znanych nam kompozycji, a nierzadko odkrywa w popularnych melodiach całkiem nowe niuanse, których mogliśmy nie dostrzec w pierwotnych wykonaniach SKALDÓW, MARKA GRECHUTY czy TADEUSZA NALEPY. Na starannie wydanym krążku znajdują się też dwie zupełnie nowe kompozycje: ,,Why Not This Way'' -Śmietany, oraz ,,Little B.B.'' -WOJCIECHA KAROLAKA, które nie odbiegają klimatem od tytułowych ,,standardów'', a stanowią świetne uzupełnienie tej imponującej kolekcji. Imponującej, bowiem na płycie znajdują się takie tytuły jak choćby: ,,Gdzie ci mężczyźni'', ,,Dni, których nie znamy'', ,,Cała jesteś w skowronkach'' czy ,,Kiedy byłem małym chłopcem''.
Słuchając płyty odnosi się do tego stopnia wrażenie spójności, iż doprawdy trudno chwilami postrzegać zestaw jako składankę złożoną z kompozycji różnych autorów, gdyż można ulec złudzeniu iż materiał na płytę został napisany, jeśli nie przez J.Śmietanę -to dla Niego z myślą o tej płycie.
Mistrzostwem jest ,,Cała jesteś w skowronkach'', gdzie odkrywamy zupełnie nowe oblicze tej uroczej melodii (przed laty: piosenka SKALDÓW). Aranżacja i wykonanie tego utworu na ,,Polish Standards'' ,,znokautowało'' mnie od pierwszego przesłuchania. JAREK ŚMIETANA stworzył na bazie tej piosenki niemal nową kompozycję, ubarwiając ją dodatkowymi smaczkami poza podstawową linią melodyczną. Gdy w 1min 30sek trwania nagrania pojawia się po raz pierwszy melodyka refrenu: gitara Śmietany poruszająco łka i wzrusza. Karolak w tym utworze gra oszczędnie, zaledwie akompaniując Mistrzowi, a Adam Czerwiński przy pomocy ,,szczoteczek'' potęguje niesłychany klimat cudownej kompozycji. Nie odbieram tego nagrania jako ,,innej wersji'' piosenki SKALDÓW -to dla mnie zupełnie nowy utwór istniejący niezależnie.
To nie jedyna perełka na płycie. Śmietana m.in. odważył się nagrać ,,Kiedy byłem małym chłopcem'' TADEUSZA NALEPY, co należy traktować jako swego rodzaju wyzwanie. To hołd Wielkiego Gitarzysty dla Wielkiego Gitarzysty. Jak można się domyślić: JAREK ŚMIETANA zagrał ten utwór ,,po swojemu'' tworząc nagranie o charakterystycznym ,,śmietankowym brzmieniu'' nie profanując bynajmniej utworu, lecz ukazując uniwersalność standardu Nalepy. Jako ostatni numer dołączono jako ,,bonus track'' alternatywną wersję nagrania, bardziej rozbudowaną i wzbogaconą (może trochę niepotrzebnie) niewyraźnym, celowo zdeformowanym wokalem Śmietany.
W kilku utworach trio ŚMIETANA KAROLAK CZERWIŃSKI wspomagają JANUSZ MUNIAK (saksofon) oraz Thomas Celis Sanchez na różnego rodzaju perkusyjnych ,,przeszkadzajkach''.
Nie chce chwilami się wierzyć iż Muzycy potrafili stworzyć tak bogate brzmieniowo aranżacje przy pomocy gitary, hammondów i perkusji.
Po przesłuchaniu płyty w wyobraźni zacząłem układać materiał na ewentualne ,,Polish Standards 2''. Trochę jest jeszcze tych standardów, których z radością wysłuchałbym w wykonaniu Tych Muzyków.
Trudno przejść obojętnie wobec oprawy graficznej płyt wydawanych przez JSR (Jarek Śmietana Records). Okładkę ,,Polish Standards'' ilustruje zdjęcie głównych bohaterów płyty w strojach kosmicznych z emblematami graficznymi tej płyty oraz albumu ,,Whats Going On?''. W środku natomiast umieszczono awangardowe fotografie symbolizujące 3.
Płytę JAROSŁAW ŚMIETANA zadedykował swemu ojcu -to kolejny prywatny gest Artysty od czasu zadedykowania płyty ,,Talking Guitar'' (1984) swej córce -Alicji.

str.A: Take The ,,A'' Train; Send In The Clowns; Granada Smoothie; Body And Soul; Malaguena
str.B: Stompin' At The Savoy; Turtle Talk; Bogota; All The Things You Are

Kolejna płyta wydana w serii ,,Biały Kruk Czarnego Krążka'' zawiera nagrania orkiestry STANA KENTONA dokonane podczas koncertu w klubie ,,Stodoła'' w Warszawie w roku 1976.
Już od pierwszych taktów nieśmiertelnego tematu ,,Take The ,,A'' Train'' słychać, iż mamy do czynienia z doprawdy światowej klasy muzykami. Rewelacyjne brzmienie zespołu prowadzonego przez słynnego pianistę dosłownie zwala z nóg! To jest to brzmienie i klimat, który w big bandowych wykonaniach lubię najbardziej. Szybkość, brawura, wspomagana przez towarzyszące nam od początku do końca conga -perkusja oraz brzmienie puzonów i trąbek, prowadzących rozbudowane aranżacyjnie dialogi. Najwyższa klasa!
Słychać, iż publiczność od początku reaguje niezwykle żywiołowo, szkoda więc że klimat koncertu psują wyciszenia między utworami, które nie pozwalają nam zamknąć oczu i wyobrazić sobie że przenieśliśmy się 35 lat wstecz do ,,Stodoły'' i uczestniczymy w tym koncercie... A koncert musiał być nieziemski!
P.S. Duet plastyczny: Buszewicz-Majewski odpowiedzialny za kretyńską okładkę płyty zasługuje co najmniej na publiczny pręgierz.
Tagi: jazz k
22:04, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
1 ... 6 , 7 , 8