Recenzje ponad 2000 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Iwona Glinka
Anna Sikorzak-Olek
Adam Eljasinski

Gimel 1
PREMIERA 21 WRZEŚNIA 2018

Corneliu Dan Georgescu
Model Mioritic
(2018)

Octavian Nemescu
Apokatastatis
(2018)

Radosław Sobczak
Paderewski Piano Works
(2018)

Radosław Sobczak
Karol Szymanowski Piano Music
(2018)

Adam MAKSYMIENKO
Reminescence Of The Future
(2018)

RSS
sobota, 23 kwietnia 2011

str.A: OLD TIMERS: Hear Me Talking; Specjalnie dla Ciebie; Making Whoopee; In The Mood
str.B: Marianna Wróblewska: Margie; Right Now; Georgia On My Mind; Mercedes Benz; Blue Holiday; Old Man River

Płyty winylowe dawały mozliwość podziału repertuarowego na dwie różne części (str.A i str.B). Miało to miejsce przy edycji kolejnej płyty z serii ,,Polish jazz''.
Ta niezwykle poszukiwana wśród koneserów seria znana jest na świecie, a japońscy kolekcjonerzy uważani za najbardziej perfekcyjnych są w stanie zapłacić majątek za niektóre tytuły zachowane w idealnym stanie (można to zaobserwować choćby na eBay-u). Pod nr.44 P.N.Muza wydała podzieloną na dwie części płytę zatytułowaną ,,Meeting''. Na jej pierwszej stronie znajdują się nagrania niezwykle popularnej grupy OLD TIMERS, specjalizującej się w jazzie tradycyjnym, na stronie drugiej natomiast standardy w wykonaniu czołowej polskiej wokalistki jazzowej MARIANNY WRÓBLEWSKIEJ.
Wśród klasyki jazzu tradycyjnego zawartej na str.A znajdują się m.in. ,,In The Mood'' -Glenna Millera i wiecznie odmładzany (ostatnio przez samego RODA STEWARTA): ,,Making Whoopie''. Jeśli chodzi o str.B tego unikatowego krążka po raz kolejny przekonałem się, iż wokalistyka jazzowa tego rodzaju to klimat nie trafiający w moje gusta. Nawet interpretacja ,,Mercedes Benz'' z repertuaru JANIS JOPLIN rozmija się z moimi oczekiwaniami odnośnie porywającej wersji tego utworu. Maniera wykonawcza Marianny Wróblewskiej zdecydowanie mi nie odpowiada.

22:43, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

WILLIE NELSON: Willie / Before His Time (LP 1977)


str.A: One In A Row; I'd Trade All Of My Tomorows (For Just One Yesterday); She's Not For You; You Ought To Hear Me Cry; To Make A Long Story Short (She's Gone)
str.B: I'm A Memory; Stay Away From Lonely Places; It Should Be Easier Now; Little Things; How Long Have You Been There

WILLIE NELSON: Once More With Feeling (2LP's 1983)
str.A: What Can You Do To Me Now?; Sunday Mornin' Comin' Down; I'm So Lonesome I Could Cry; Fire And Rain
str.B: I'm A Memory; Yours Love; That's Why I Love Her So; Today I Started Loving You Again
str.C: Crazy Arms; Pins And Needles (In My Heart); Who Do I Know In Dallas; Once More With Feeling
str.D: Both Sides Now; Everybody's Talkin'; One Has My Name (The Other Has My Heart); It Could Be Said That Way

Dwa wydawnictwa z piosenkami WILLIE NELSONA.
Pierwsze z nich to katalogowa płyta z roku 1977. W tym okresie Legenda Muzyki Country zbliżał się stylistycznie bardzo do tradycyjnej piosenki pop -słychać to na tej płycie bardzo wyraźnie. Wszystkie utwory mimo to, wykonane są w charakterystycznym stylu i manierze wykonawczej Nelsona. Niezwykłe ciepło bijące od tych piosenek i teksty traktujące o zwykłych, codziennych problemach i dylematach sprawiają, iż chce się zaśpiewać za LONSTAREM: ,,Ten stary Willie znów śpiewa właśnie o mnie''.
Bardzo króciutka płyta (niewiele ponad 26 minut!) zachowana jest w stanie idealnym, nie pozbawiona jest nawet folii na okładce. Wytłoczona w Kanadzie przez RCA.
Drugie wydawnictwo zawiera dwie płyty i pochodzi z roku 1983, płyty wytłoczone zaś zostały w USA (również przez RCA). Nieprawdopodobne brzmienie winyla i brak najmniejszych trzasków! Takich płyt właśnie dotyczy opis, który przypomniałem sobie niedawno z prasy sprzed lat: ,,Charakterystyczny szelest igły przesuwajacej się po winylu, ciepła i głęboka barwa dźwięku, prawie namacalne brzmienie''. Wspaniale się tego słucha :) .

Tagi: n Pop
22:36, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Quiet Head; Duane; China Cowboy; South Park Song
str.2: You Wonder Why; Sory Baby; Ten Days Before; Shagya; Trip Alsacienne

Aleksander Mrożek to jeden z tych muzyków, którym zdecydowanie nie powiodło się pod względem zyskania należnej i proporcjonalnej do umiejętności, popularności i uznania. Był współtwórcą płyty sespołu 2 PLUS 1: ,,Irlandzki tancerz'' (1979). Na przełomie lat 70. i 80. wchodził w skład zespołu PORTER BAND nagrywając zeń legendarną płytę ,,Helicopters'' (1980), będącą objawieniem na polskim rynku fonograficznym (JOHN PORTER i jego ,,Band'' nigdy później nie powtórzyli sukcesu debiutanckiej płyty) oraz album koncertowy ,,Mobilization'' (1981).  W 1981 roku nagrywa z IZABELĄ TROJANOWSKĄ longplay ,,Układy'', następnie wraz z wcześniej założoną grupą STALOWY BAGAŻ (początkowo towarzyszącą Trojanowskiej) rejestruje materiał na płytę długogrającą, która na skutek wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, nigdy nie została wydana. W kolejnych latach udzielał się jako muzyk sesyjny, a w roku 1984 zasila skład zespołu Jan Kowalski, który po nagraniu zaledwie jednej płyty -rozpada się. Rok później jest założycielem grupy RECYDYWA BLUES BAND, a w roku 1989 nagrał omawianą tu płytę ,,Shagya''. Koniec epoki płyt winylowych w Polsce łączył się z wydawaniem złożonego wcześniej w Polskich Nagraniach materiału w niezwykle niskich nakładach, który po wyprzedaniu najzwyczajniej w świecie nie był wznawiany. Płytę Mrożka spotkał taki właśnie los. Dzięki temu jest to dziś bardzo poszukiwana pozycja (podobnie jak wydane w tym okresie tytuły: ,,Sadhana'' SŁAWOMIRA KULPOWICZA (1989) czy  ,,Touch Of Touch'' JAROSŁAWA ŚMIETANY (1989) -nie wydane do dnia dzisiejszego w formie CD).
,,Shagya'' to płyta umiejscowiona w niesłychanie popularnym pod koniec lat 80. nurcie ,,new age music''. Mrożek ,,obsługuje'' na płycie wszystkie instrumenty jawiąc się nam jako wirtuoz z powodzeniem grający na najróżniejszych odmianach gitar (akustyczna, klasyczna, elektryczna, dobro, slide, pedal steel...), ale również na hinduskim sitarze, perkusji i harmonijce. Niezwykle interesująco słucha się tej płyty, w której mimo zachowania konwencji new age napotykamy na najróżniejsze brzmienia. Dzięki szerokiemu instrumentarium Twórcy płyta nie nuży, lecz niezwykle wciąga. Poszczególne utwory to nie tylko luźne gitarowe impresje lecz bardzo rozbudowane i przemyślane kompozycyjnie utwory, jak choćby zabierający nas na prerię ,,China Cowboy'' czy bardzo romantyczny ,,You Wonder Why'' otwierający drugą stronę longplaya. Mrożek skomponował cały materiał na płytę z wyjątkiem utworu ,,Sorry Baby'', który jest kompozycją Micka Abrahamsa (JETHRO TULL, BLODWYN PIG). To rasowy blues (jak przystało na kompozytora) zagrany oraz jako jedyny utwór również: zaśpiewany przez Mrożka z towarzyszeniem ...ptaków.
Ciekawe czy są jakiekolwiek szanse na ukazanie się w najbliższym czasie płyty na nośniku CD -minęły 22 lata!

Tagi: M rock blues
22:25, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Nightmare; Electric Moon; The Ram And The Scorpio; The Light
str.2: Virtue; Come Into My Life; The Mouzon Drum Suite
str.3: Poobli from ''Virtue''; Poobli from ''However''
str.4: First Frisco; Foreign Fun; Nothing But A Party (incl. Happy Birthday)

Perkusista Alphonse Mouzon urodził się w 1948 roku. Po ukończeniu Wilson High School, przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie kontynuował naukę studiując dramat i muzykę, oraz ...medycynę. Jako perkusista debiutował u boku Bobby'ego Thomasa, nastęnie rozpoczął współpracę z pianistą McCoy Tynerem. Wraz z saksofonistą Wayne Shorterem wstąpił do utworzonej przez pianistę Joe Zawinula formacji Weather Report, uważanej dziś za jeden z najważniejszych zespołów muzyki jazzowej. Zespół ten opuścił jednak tuż po wydaniu albumu zatytułowanego po prostu ,,Weather Report'' (1971), by w kolejnym roku podpisać niezależną umowę z kultową wytwórnią Blue Note.
Następną formacją perkusisty była grupa The Eleventh House założona wraz z Larrym Coryellem grająca jazz fussion. 
Pomimo nagrania wielu płyt solowych jako lider, A.Mouzon to jednak przede wszystkim wzięty muzyk sesyjny, którego bębny słychać na płytach światowej sławy jazzmanów jak choćby wspomniani: WAYNE SHORTER i McCOY TURNER  czy m.in. DONALD BYRD , HERBIE HANCOCK, Al Di Meola  i sam MILES DAVIS . Ponadto nagrywał bądź koncertował z m.in.: GILEM EVANSEM, GEORGEM BENSONEM, DIZZYM GILLESPIE, STANLEYEM CLARKE, , JACO PASTORIUSEM, NATHANEM EASTEM, ALBERTEM MANGELSDORFFEM, MICHELEM LEGRANDEM, FREDDIE HUBBARDEM, CHETEM BAKEREM, braćmi BRECKER, SONNY ROLLINSEM, ARTURO SANDOVALEM i wieloma innymi. Lista nagrań dokonanych z muzykami spoza świata jazzu jest również oszałamiająca, brał bowiem udział w nagraniach takich wykonawców jak: ROBERTA FLACK, STEVIE WONDER, ERIC CLAPTON, JEFF BECK, CARLOS SANTANA, PATRICK MORAZ, TOMMY BOLIN czy CHUBBY CHECKER.
Na album składają się dokonania Mouzona z lat 1975-1977.
Całą pierwszą stronę wypełniają utwory z albumu ,,In Search Of A Dream'' (1977) nagranego w wyśmienitym składzie (oprócz Mouzona grają na tej płycie: belgijski gitarzysta Philip Catherine, Joahim Kuhn i Stu Goldberg  na fortepianie, Bob Malik na saksofonie tenorowym i wspaniały basista Miroslav Vitous). To płyta nagrana w listopadzie 1977 roku w Stuttgarcie a wydana w roku kolejnym przez wytwórnię MPS. Pozostałe to dokonania studyjne z Kopenhagi i Ludwigsburga, oraz pochodzące z albumów Perkusisty: ,,However'' i ,,Virtue'' (blisko 19-minutowe ,,Poobli''), a także prawdziwa koncertowa perełka nagrana wspólnie z ALBERTEM MANGELSDORFFEM i JACO PASTORIUSEM podczas festiwalu ,,Berlin Jazz Days '76'' w Berlińskiej Filharmonii: ,,Foreign Fun'', będąca kompozycją Mangelsdorffa.
Album otwiera wyśmienita ,,Nightmare'' (kompozycja Mouzona) z wspaniałą partią gitary prowadzącej i wyeksponowaną linią ,,pląsającego'' basu: jazz rock  w czystej postaci okraszony solem fortepianu utrzymany w pulsującym, transowym rytmie z dominujacą (co oczywiste) perkusją.
Z kolei: ,,Electric Moon'' (skomponowana przez Philipa Catherine) nagrany wspólnie z kompozytorem tego utworu, belgijskim gitarzystą Philipem Catherine to ewidentny hołd dla brzmienia zespołu WEATHER REPORT.
,,The Ram And The Scorpio'' oparta jest na gitarowym refrenie z dominującą partią mooga (może dlatego mam skojarzenia z dokonaniami naszego rodzimego SBB z lat 70.).
Ponad 8-minutowa kompozycja Mouzona ,,Virtue'' to klimat preferowany przez nasze LABORATORIUM -utwór zabarwiony dźwiękami elektronicznych brzmień Stu Goldberga z wspaniałą partią saksofonu altowego Gary'ego Bartza i basem Weltona Gite. W tym samym składzie nagrany został kolejny utwór umieszczony w tym zestawie: nastrojowy i romantyczny, oparty na partii saksofonu ,,Come Into My Life''. ,,The Mouzon Drum Suite'' to solowy popis Pana Alfonsa podzielony na cztery odmienne w nastrojach części suity -niesamowicie się tego słucha!
Podczas jednej z sesji miały miejsce urodziny muzyka co zostało w dość żartobliwy sposób zarejestrowane na samym końcu dwupłytowego zestawu w postaci odśpiewanego ''Happy Birthday'' przez muzyków uczestniczących w sesji i realizatorów dźwięku. A warto wspomnieć iż wśród tych ostatnich znalazł się producent tej płyty -sam Joahim- Ernst Berendt -swego rodzaju ikona i zarazem wielki znawca jazzu w Niemczech.''Happy Birthday'' jest wstępem do utworu w najczystszym z możliwych stylu funky: ,,Nothing But A Party'' (kłaniają się GEORGE DUKE i STANLEY CLARKE).

Tagi: jazz M
22:24, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Nightmare; Electric Moon; Shoreline; The Light
str.2: The Unknown Journey; The Ram And The Scorpio; In Search Of A Dream; Playing Between The Beat; Nothing But A Party (incl. Happy Birthday)

1). Perkusista Alphonse Mouzon urodził się w 1948 roku. Po ukończeniu Wilson High School, przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie kontynuował naukę studiując dramat i muzykę, oraz ...medycynę. Jako perkusista debiutował u boku Bobby'ego Thomasa, nastęnie rozpoczął współpracę z pianistą McCoy Tynerem. Wraz z saksofonistą Wayne Shorterem wstąpił do utworzonej przez pianistę Joe Zawinula formacji Weather Report, uważanej dziś za jeden z najważniejszych zespołów muzyki jazzowej. Zespół ten opuścił jednak tuż po wydaniu albumu zatytułowanego po prostu ,,Weather Report'' (1971), by w kolejnym roku podpisać niezależną umowę z kultową wytwórnią Blue Note.
Następną formacją perkusisty była grupa The Eleventh House założona wraz z Larrym Coryellem grająca jazz fussion. 
Pomimo nagrania wielu płyt solowych jako lider, A.Mouzon to jednak przede wszystkim wzięty muzyk sesyjny, którego bębny słychać na płytach światowej sławy jazzmanów jak choćby wspomniani: WAYNE SHORTER i McCOY TURNER  czy m.in. DONALD BYRD , HERBIE HANCOCK, Al Di Meola  i sam MILES DAVIS . Ponadto nagrywał bądź koncertował z m.in.: GILEM EVANSEM, GEORGEM BENSONEM, DIZZYM GILLESPIE, STANLEYEM CLARKE, , JACO PASTORIUSEM, NATHANEM EASTEM, ALBERTEM MANGELSDORFFEM, MICHELEM LEGRANDEM, FREDDIE HUBBARDEM, CHETEM BAKEREM, braćmi BRECKER, SONNY ROLLINSEM, ARTURO SANDOVALEM i wieloma innymi. Lista nagrań dokonanych z muzykami spoza świata jazzu jest również oszałamiająca, brał bowiem udział w nagraniach takich wykonawców jak: ROBERTA FLACK, STEVIE WONDER, ERIC CLAPTON, JEFF BECK, CARLOS SANTANA, PATRICK MORAZ, TOMMY BOLIN czy CHUBBY CHECKER.
Album zatytułowany ''In Search Of A Dream'' to katalogowy album Perkusisty zawierający w większości Jego własne kompozycje, a nagrany został w wyśmienitym składzie (oprócz Mouzona grają na tej płycie: belgijski gitarzysta Philip Catherine, Joahim Kuhn i Stu Goldberg  na fortepianie, Bob Malik na saksofonie tenorowym i wspaniały basista Miroslav Vitous). To płyta nagrana w listopadzie 1977 roku w Stuttgarcie a wydana w roku kolejnym przez wytwórnię MPS.
Nagraną w Niemczech, z pięcioma muzykami płytę otwiera wyśmienita ,,Nightmare'' (kompozycja Mouzona) z wspaniałą partią gitary prowadzącej i wyeksponowaną linią ,,pląsającego'' basu: jazz rock  w czystej postaci okraszony solem fortepianu utrzymany w pulsującym, transowym rytmie z dominujacą (co oczywiste) perkusją.
Z kolei: ,,Electric Moon'' (skomponowana przez gitarzystę składu Philipa Catherine) nagrany wspólnie z kompozytorem tego utworu, belgijskim gitarzystą Philipem Catherine to ewidentny hołd dla brzmienia zespołu WEATHER REPORT.
''Shoreline'' to z kolei kompozycja pianisty zespołu Joachima Kuhna. Jako ostatnia na pierwszej stronie płyty znalazła się kompozycja wspomnianego Miroslava Vitousa nagrana tylko w duecie z Alphonse Mouzonem, jednak Vitous gra tutaj oprócz basu również na mini moogu imitującym dźwięk skrzypiec.
Podczas sesji miały miejsce urodziny muzyka co zostało w dość żartobliwy sposób zarejestrowane na samym końcu płyty w postaci odśpiewanego ''Happy Birthday'' przez muzyków uczestniczących a sesji i realizatorów dźwięku. A warto wspomnieć iż wśród tych ostatnich znalazł się producent tej płyty -sam Joahim- Ernst Berendt -swego rodzaju ikona i zarazem wielki znawca jazzu w Niemczech.
Jeszcze bardziej udaną wydaje się być strona druga płyty, gdzie Artysta stworzył istny ,,przekładaniec'' nastrojów zestawiając obok siebie klimatyczną ,,The Unknown Journey'' osnutą wokół mantrycznych dźwięków elektrycznego pianina z pełną furii kompozycją ,,The Ram And The Scorpio'' opartą na gitarowym refrenie z dominującą partią mooga (może dlatego mam skojarzenia z dokonaniami naszego rodzimego SBB z lat 70.). Wytchnieniem jest ,,In Search Of A Dream'' z pięknym motywem saksofonu tenorowego, po czym słuchamy wybitnie perkusyjnego tematu nagranego tylko przy użyciu ,,bębnów'' (,,Playing Between The Beat''), a całość kończy rozpoczęty odśpiewanym Mouzonowi przez muzyków uczestniczących w sesji w dniu jego urodzin: ,,Happy Birthday'', utwór w najczystszym z możliwych stylu funky: ,,Nothing But A Party'' (kłaniają się GEORGE DUKE i STANLEY CLARKE).
Doprawdy świetna i zdecydowanie niedoceniona płyta!

2). Jest wielu muzyków, którzy pomimo ogromnego wkładu w wiele nagrań znanych wykonawców, nie doczekało się ogólnoświatowej sławy przynależnej liderom, a ich nazwiska niewiele mówią przeciętnemu słuchaczowi. Tacy muzycy to zwykle tzw. sidemani, a więc instrumentaliści biorący udział w wielu sesjach nagraniowych dla innych muzyków, bądź nagrywający z nimi wspólnie jako towarzyszący instrumentaliści. Niewielu z nich zdobywa sławę u przeciętnych słuchaczy -zdobywają ją natomiast wśród znanych muzyków zabiegających o ich udział w sesjach.
Takim właśnie Artystą jest perkusista Alhonse Mouzon.
Płyta ''In Search Of A Dream'' nagrana w listopadzie 1977 roku w Stuttgarcie. Podczas sesji miały miejsce urodziny muzyka co zostało w dość żartobliwy sposób zarejestrowane na samym końcu płyty w postaci odśpiewanego Happy Birthday przez muzyków uczestniczących a sesji i realizatorów dźwięku. A warto wspomnieć iż wśród tych ostatnich znalazł się producent tej płyty -sam Joahim- Ernst Berendt -swego rodzaju ikona i zarazem wielki znawca jazzu w Niemczech.
Alphonse Mouzon koncertował kilka lat temu w Polsce -grał m.in. też w poznańskim klubie Blue Note. To bardzo barwna postać Artysta oprócz wykształcenia medycznego i muzycznego, studiował również aktorstwo w Hollywood. Pojawił się trzecioplanowe rolach w takich m.in. filmach jak wyśmienity ,,That Thing You Do'' (w reżyserii Toma Hanksa), ,,Córka prezydenta'' (z Michaelem Keatonem i Katie Holmes) czy rewelacyjny film biograficzny o życiu RAYA CHARLESA: ,,Ray''.
Strona druga płyty ''In Search Of A Dream'' to istny ,,przekładaniec'' nastrojów który rozpoczyna: ,,The Unknown Journey'' osnuta wokół mantrycznych dźwięków elektrycznego pianina, później pełna furii kompozycja ,,The Ram And The Scorpio'' oparta na gitarowym refrenie z dominującą partią mooga, spokojne nagranie tytułowe ,,In Search Of A Dream'' z pięknym motywem saksofonu tenorowego, perkusyjne solo ,,Playing Between The Beat'' a całość kończy rozpoczęty odśpiewanym Mouzonowi wspomnianym ,,Happy Birthday'', utwór w najczystszym z możliwych stylu funky: ,,Nothing But A Party''
Wszystkie utwory są kompozycjami Alphonse Mouzona.
Alphonse Mouzon oraz Philip Catherine -gitara, Bob Malik -saksofon, Miroslav Vitous -gitara basowa i Stu Goldberg -organy. Stu Goldebrg grał na drugiej stronie płyty na instrumentach klawiszowych, natomiast na stronie pierwszej na klawiszach grał w składzie znany z wyśmienitego występu na Bielskiej Zadymce Jazzowej 2012: Joahim Kuhn, który wówczas wystąpił w duecie z Archie Shepem.

Tagi: jazz M
22:22, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Steppin' In A Slide Zone; Under Moonshine; Had To Fall In Love; I'll Be Level With You; Driftwood
str.2: Top Rank Suite; I'm Your Man; Survival; One Step Into The Light; The Day We Meet Again

Piękna i niedoceniana płyta! Jak wiadomo druga połowa lat 70. nie była zbyta łaskawa dla MOODY BLUES. Zespół wziął ,,drugi oddech'' dopiero w następnym dziesiecioleciu (wówczas to ukazały się przebojowe albumy: ,,The Other Side Of Life'', ,,Long Distance Voyager'' czy ,,Sur La Mer''. Tymczasem na płycie ,,Octave'' znalazło się mnóstwo  wspaniałej muzyki! Zawsze miałem słabość do charakterystycznego wokalu Justina Haywarda i ciepłego brzmienia The MOODY BLUES, więc z ogromną przyjemnością przypomniałem sobie ten album na płycie analogowej. Smyczkowe aranżacje niektórych utworów (jak choćby ,,Under Moonshine'') ,,zalatują'' może trochę ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA z tamtego okresu, ale w pewnym czasie te dwa zespoły były przecież całkiem niedaleko siebie. Nie ma na tym albumie wielkich przebojów ani wybitnych rockowych arcydzieł znanych z innych płyt zespołu, lecz jest to doprawdy udany album.
Płytę kończy wspaniała koda ,,The Day We Meet Again'', a ja zastanawiam się: dlaczego dziś już nikt tak nie gra?
Staranne wydanie macierzystej wytwórnii zespołu -Decca w albumowej, rozkladanej okładce plus dodatkowa wkładka.

Tagi: M rock blues
22:21, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Brother Louie; Just We Two (Mona Lisa); Lady Lai; Doctor For My Heart; Save Me -Don't Break Me; Atlantis Is Calling (S.O.S. For Love); Keep Love Alive; Hey You; Angie's Heart; Only Love Can Break My Heart

Hmmm... że niby skąd w tym miejscu taka płyta? Nie stronię od różnych muzycznych klimatów i produkcji, i staram się dostrzegać w pop kulturze najróżniejsze zjawiska.,, Zjawisko'' o nazwie MODERN TALKING było w latach 80. niewątpliwym fenomenem. Tajemnicą sukcesu brzmienia wykreowanego w studio przez niemieckiego producenta i inżyniera dźwięku Dietera Bohlena był charakterystyczny taneczny rytm, na tle którego obdarzony ,,anielskim'' głosem Thomas Anders wyśpiewywał chwytliwe melodie. Takie proste i banalne -a jednak wydanie pierwszej płyty zespołu ,,1st Album'' (złosliwi twierdzili że tylko dzięki numeracji płyt, można było je rozróżnić) okazało się sukcesem na skalę światową. Jak grzyby po deszczu  powstawać zaczęły nagrania różnych wykonawców utrzymane w podobnym klimacie (m.in. BAD BOYS BLUE w tym okresie), a i sam Dieter Bohlen oprócz MODERN TALKING ,,wyprodukował'' bliźniacze pod względem brzmieniowym nagrania często zapomnianych wykonawców przyczyniając się do ich come backu, że wspomnę tu choćby zrealizowane przez niego płyty Chrisa Normana (ex- SMOKIE) czy LESLIE McKEOWNA (ex- BAY CITY ROLLERS). Równolegle z działalnością w MODERN TALKING prowadził też BLUE SYSTEM realizując się w tym projekcie jako główny wokalista, oraz wylansował C.C.CATCH. Do dziś uważam pierwszy album C.C.CATCH: ,,Catch The Catch'' za majstersztyk produkcyjny, jeśli chodzi o brzmienie. Słuchanie tej płyty z nośnika winylowego robi na mnie mimo upływu lat i dezaktualizacji niektórych rozwiązań realizacyjnych -ogromne wrażenie. Podobnie pierwszy i drugi album MODERN TALKING a później... No cóż na trzeciej płycie nie było jeszcze tak źle...
Płyty zespołu w wersjach winylowych posiadam od dawna -zawsze uważałem okładki wczesnych płyt zespołu za małe arcydziełka modern (sic!) -artu. ,,Ready For Romance'' w oryginalnej wersji winylowej (nie: jednej z bułgarskich edycji, które po koniec lat 80. zasypały nasze komisy płytowe) posiada srebrną foliowaną, niemalże lustrzaną kopertę. Niestety pierwsze wydania CD płyt M.T. wydane zostały bardzo skromnie. Taka jest też edycja jaką uzupełniam dziś brakujące na półce z kompaktami miejsce między ,,2nd'' a ,,4th Album''.
Również brzmienie płyty zdecydowanie bardziej odpowiada mi w wersji z czarnego krążka, ale to chyba zależne jest od specyfiki wypracowanego w niemieckim studio w połowie lat 80. brzmienia.
Największe przeboje z trzeciego albumu to: ,,Brother Louie'' i ,,Atlantis Is Calling (S.O.S. For Love)''. Mnie jednak najbardziej zawsze podobała się z tego krążka urokliwa melodia: ,,Just We Two (Mona Lisa)''.
W ubiegłym roku połowa duetu MODERN TALKING: Thomas Anders koncertował w Polsce, podczas występów przypominając przeboje z najlepszego okresu. Relację z jednego z koncertów, którego byłem świadkiem znajdziecie TUTAJ

Tagi: M Pop
22:20, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Amandla; U' N' L'; Los Feliz; Jean Pierre; Someday My Prince Will Come; So What; Joshua; Nature Boy
JOACHIM MENCEL to obok LESZKA MOŻDŻERA jeden z najlepszych polskich pianistów jazzowych młodego pokolenia. Regularnie nagrywa i koncertuje z amerykańskim klarnecistą BRADEM TERRY. Ponadto w swoim dorobku ma współpracę z takimi muzykami jak: PIOTR WOJTASIK, JANUSZ MUNIAK, NIGEL KENNEDY, DAVID FRIEDMAN, CHARLIE MARIANO, TERRY CLARKE, ZBIGNIEW NAMYSŁOWSKI czy JAREK ŚMIETANA. W 1992 roku założył grupę New Life'm, w którym śpiewa dziś Natalia Niemen, 10 lat później utworzył nową formację o nazwie jmTrio. Jest kompozytorem, autorem i aranżerem piosenek wykonywanych przez m.in. Mieczysława Szcześniaka, Annę Marię Jopek czy Karolinę Styła. Oprócz jazzu i pop, komponuje muzykę klasyczną, oraz ilustracyjną.

W roku 1995 nakładem krakowskiej wytwórni Gowi ukazała się płyta zawierająca nagrania pochodzące z dwóch różnych sesji z lat 1994/95 dokonane w dwóch różnych kwintetach oraz w duecie. Utwory pochodzące z tych sesji łączy nazwisko MILESA DAVISA, bowiem są to kompozycje z repertuaru największego trębacza i to zarówno kompozycje samego Davisa, jak i utwory, które Davis włączył do swego repertuaru. Oprócz autorskich kompozycji M.Davisa, takich jak: ,,U' N' L'', ,,Jean-Pierre'', ,,Joshua'' czy słynne ,,So What'', na krążku znajdziemy też dwie kompozycje MARCUSA MILLERA spopularyzowane przez Davisa: popularna ,,Amandla'', oraz ,,Los Feliz''.
Płyta rozdzielona jest na dwie części duetem Mencela z Davidem Friedmanem (wibrafon): ,,Someday My Prince Will Come'' Franka Churchilla.
Pierwsza część płyty to 4 nagrania dokonane w kwintecie ze wspomnianym Friedmanem, oraz D.Goodhew (saksofon), A.Kowalewskim (bas) i Ł.Żyta (perkusja).
Na część drugą krążka składają się trzy utwory nagrane rok wcześniej niż reszta płyty w ,,gwiazdorskim'' składzie z JAROSŁAWEM ŚMIETANĄ (gitara), ZBIGNIEWEM NAMYSŁOWSKIM (saksofon), M.Pośpieszalskim (bas) i C.Konradem (perkusja).
Dwa różne składy, dwie różne sesje -a jednak płyta jest bardzo spójna. O nagraniu płyty z utworami MILESA DAVISA, wspominał niedawno JAREK ŚMIETANA, gdyż podobnie jak dla JOACHIMA MENCELA -największym jazzowym idolem nie jest żaden z pianistów jazzowych, tak dla Śmietany -żaden z gitarzystów. W obu przypadkach jest nim właśnie MILES DAVIS.
Jak się okazuje utwory Davisa świetnie mogą brzmieć nie tylko grane na trąbce, lecz także na fortepianie czy gitarze.
Płyta Mencela ,,Silent Way Of Miles D.'' zabiera nas w swej pierwszej części w magiczny świat brzmień fortepianu, wibrafonu i saksofonu. Ten ostatni z wymienionych instrumentów jednak nie zastępuje bynajmniej trąbki, lecz tworzy często zupełnie inne niezależne struktury melodyczne. Partie grane w oryginale przed laty przez Davisa grane są przemiennie przez różne instrumenty. Choć dominującym na płycie jest z racji lidera: fortepian -w pierwszej części płyty niezwykle często pojawia się wibrafon D.Friedmana, co wytwarza doprawdy ciepłą i intymną atmosferę. Mimo dwóch różnych składów i rocznego odstępu dzielącego dwie różne sesje (a może właśnie dzięki temu), płyty jako całości słucha się wspaniale -stanowi ona jakby osobną, niezależną kompozycję JOACHIMA MENCELA, złożoną z poszczególnych ,,davisowskich'' tematów.

Po dwóch utrzymanych w średnim tempie utworach (,,Amandla'', ,,U' N' L'') następuje wyciszenie i dość poetycko brzmiący ,,Los Feliz'' z rozbudowaną improwizacyjnie partią fortepianu, by po ośmiu minutach porwał nas radosny lecz zawiły melodycznie ,,Jean-Pierre''.
Muzycy schodzą ze sceny, na której pozostaje tylko pianista i wibrafonista; ,,Someday My Prince Will Come'' to przerywnik z rozimprowizowaną strukturą fortepianu.
Wibrafonista schodzi ze sceny, a do pianisty dołączają wielcy polscy jazzmani, by przez finałowe 25 minut płyty porwać nas brzmieniem bardziej energicznym, zastępując nastrojowy wibrafon jazzową gitarą i bardziej wyeksponowanym basem. Słynny temat ,,So What'' w tym wykonaniu porwie najbardziej znieczulonych jazzowo słuchaczy; charakterystyczne brzmienie Najlepszej Jazzowej Gitary towarzyszy nam od początku utworu, by po chwili ustąpić miejsca żywiołowej partii lidera. Ten z kolei po chwili ,,oddaje głos'' Wielkiemu Namysłowskiemu, a nad całością unosi się wspaniale ,,pląsająca'' perkusja i rytmiczny bas. Śmietana gra swoje partie wyśmienicie... aż strach wyobrazić sobie Jego ewentualną autorską płytę z utworami Davisa. ,,Joshua'' to spokojniejsza kompozycja, w której wiodącym instrumentem w tej wersji wydaje się być saksofon Namysłowskiego. Mencel jednak właśnie w tym utworze wygrywa jedną z najlepszych improwizowanych solówek na całej płycie. ,,Śmietankowa gitara'' brzmi tutaj jakby bardziej pod GEORGE'A BENSONA tworząc pasaże na tle ,,szarpanego'' basu C.Konrada. Na dwie minuty przed końcem utworu wraca charakterystyczny temat przewodni saksofonu, by wyciszając się ,,zrobić miejsce'' dla impresji fortepianowej zagranej tylko z udziałem perkusji.
,,Nature Boy''. Cichy, stonowany rytm perkusji i po chwili saksofon Namysłowskiego grający ten tak doskonale znany temat... dołącza fortepian; utwór sączy się w spokojnym, refleksyjnym nastroju. Mencel z Namysłowskim prowadzą dialog, podczas którego saksofon modyfikuje temat przewodni, a fortepian go ,,komentuje''. W zasadzie ostatnie 9 minut płyty należy do fortepianu i saksofonu; bas gra oszczędnie, gitara tworzy tło, a perkusja zaledwie nadaje rytm... i tak spokojnie, powoli... instrumenty jakby spowalniają, wyciszając się jednocześnie, pozostawiając słuchacza w ciszy, której nie chce się przerwać jeszcze przez dobrych kilkadziesiąt sekund. Tak jakby ta cisza, którą muzycy pozostawili po sobie była częscią kompozycji... ,,Silent Way ...''

Ostatnią godzinę spędziłem z Wspaniałymi Muzykami. Słuchałem MILESA DAVISA. Chociaż trąbka nie zabrzmiała ani przez moment; oczyma wyobraźni widziałem na tej wyimaginowanej scenie puste miejsce, mikrofon i ten charakterystyczny instrument z założonym tłumikiem, na którym nikt nie ośmieli się już zagrać.
Piękna płyta.

22:18, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: W.A.Mozart: Symphonie N 25 en Sol mineur; G.B.Pergolesi: Stabat Mater; Musique Bohemienne Du Debut Du 18 Siecle: Babak and Hungarians; W.A.Mozart: Serenade pour instruments a vent; L'enlevement an Serail; Symphonie N29 en La.
str.2: W.A.Mozart: Concerto pour deux pianos; Messe en Ut mineur; Symphonie Concertante
str.3: W.A.Mozart: Concerto pour piano en Mi bemol majeur; Les Noces de Figaro Acte III; Les Noces de Figaro Acte IV; Don Juan Acte II
str.4: W.A.Mozart: Zaindes aria Rube Sanft; Requiem: Introitus, Dies Irae, Rex Tremendae Majestatis, Confulatis, Lacrymosa; Concerto pour piano

Ilekroć oglądam wspaniały film Milosa Formana ,,Amadeus'', ulegam niezwykłemu klimatowi obrazu, który tak wspaniale współgra z muzyką, o której opowiada. Oprócz tego, iż jest to film będący niejako biografią Wolfganga Amadeusza Mozarta, jest to jednocześnie niezwykle wciągający dramat mogący zainteresować nawet osoby, które za muzyką Mozarta nie przepadają (są takie osoby?). Dramaturgia filmu opowiadającego przecież o muzyce, potęgowana jest poprzez ilustrowanie poszczególnych scen fragmentami nie zawsze biograficznie związanymi z pokazywaną sceną, lecz dopasowanymi pod względem właśnie dramaturgii i ladunku emocjonalnego. ,,Amadeus''  z 1984 roku, to dla mnie osobiście jeden z najlepszych filmów wszechczasów, w pełni zasługujący na Oskara, którego otrzymał -po prostu filmowo-muzyczny majstersztyk!
Pięknie wydany, dwupłytowy album, bogato ilustrowany zdjęciami z filmu (niech żyją duże okładki płyt winylowych!), jaki udało mi się niedawno pozyskać do zbiorów zawiera 20 niezwykłych utworów wykorzystanych w filmie. Wykonawcą jest ta sama orkiestra pod dyrekcją tego samego dyrygenta, których usłyszeć możemy podczas filmu -album zawiera bowiem oryginalną ścieżkę dźwiękową. Dyrygentem jest niezwykły, znany mi z wielu innych płyt: Wielki Neville Marriner, pod którego wodzą muzycy Academy Of St.Martin-In-The-Fields brzmią niezwykle.
Płyty zawierają ścieżkę muzyczną do filmu, ale z powodzeniem pełnić mogą rolę płyty zawierającej najsłynniejsze utwory Mozarta, znajdziemy tu bowiem fragmenty symfonii, koncertów fortepianowych, oper i niezwykłego, zawsze przyprawiającego mnie o dreszcze: ,,Requiem''.
Perełka!

Tagi: M
22:16, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Like A Prayer; Like A Prayer -12'' Extended Remix-; Like A Prayer -12'' Club Version-

,,Wzorcowy'' singel CD jeśli chodzi o edycję. Powierzchnia małej 3-calowej płytki wykorzystana maksymalnie -ponad 19 minut muzyki! Niestety jeśli chodzi o zawartość muzyczną -jest to rzecz dla naprawdę wielkich miłośników MADONNY. Przez te 19 minut słuchamy bowiem trzech różnych wersji utworu ,,Like A Prayer'' -tytułowego z promowanej tym ,,maleństwem'' albumu z 1989 roku. Dla mnie 19-minutowe przebrnięcie przez mixy jednego utworu wymagało dużo cierpliwości i samozaparcia. Jednak jak nie cieszyć się takim ,,maleństwem''?

Tagi: M Pop
22:15, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Skocznie i wesoło, czyli tak jak zawsze to bywa z MANDESSEM.
Drugą stronę płytki wypełnia jednak koszmarek, którego nie będę już więcej słuchał.

Tagi: M Pop
22:13, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Straight No Chaser; A Virgin From Nowa Huta
str.2: What's Up In The Forest; Blue Light Pilot

Płyta koncertowa reaktywowanej niedawno grupy LABORATORIUM. Longplay pochodzi z roku 1982 i zawiera zapis koncertowy z Teatru Stu. W tym okresie w składzie zespołu nie było już Krzysztofa Ścierańskiego -teraz po latach, w reaktywowanym zespole -ponownie gra na basie!. Znamienne, jak żywiołowo odbierana była ta, nie zawsze łatwa w odbiorze muzyka, co słychać na koncercie sprzed 29 lat. Jak wiadomo, muzyka LABORATORIUM osadzona jest bardzo w klimatach progresywnego jazz rocka, może więc zadowolić zarówno miłośników jazzu jak i rocka. Oprócz kompozycji Janusza Grzywacza, na krążku znajdziemy też wyśmienicie wykonany ,,Straigh No Chaser'' Theloniousa Monka.
Wspaniale brzmi ta płyta na winylu -warto posłuchać.

22:09, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Take The ,,A'' Train; Send In The Clowns; Granada Smoothie; Body And Soul; Malaguena
str.B: Stompin' At The Savoy; Turtle Talk; Bogota; All The Things You Are

Kolejna płyta wydana w serii ,,Biały Kruk Czarnego Krążka'' zawiera nagrania orkiestry STANA KENTONA dokonane podczas koncertu w klubie ,,Stodoła'' w Warszawie w roku 1976.
Już od pierwszych taktów nieśmiertelnego tematu ,,Take The ,,A'' Train'' słychać, iż mamy do czynienia z doprawdy światowej klasy muzykami. Rewelacyjne brzmienie zespołu prowadzonego przez słynnego pianistę dosłownie zwala z nóg! To jest to brzmienie i klimat, który w big bandowych wykonaniach lubię najbardziej. Szybkość, brawura, wspomagana przez towarzyszące nam od początku do końca conga -perkusja oraz brzmienie puzonów i trąbek, prowadzących rozbudowane aranżacyjnie dialogi. Najwyższa klasa!
Słychać, iż publiczność od początku reaguje niezwykle żywiołowo, szkoda więc że klimat koncertu psują wyciszenia między utworami, które nie pozwalają nam zamknąć oczu i wyobrazić sobie że przenieśliśmy się 35 lat wstecz do ,,Stodoły'' i uczestniczymy w tym koncercie... A koncert musiał być nieziemski!
P.S. Duet plastyczny: Buszewicz-Majewski odpowiedzialny za kretyńską okładkę płyty zasługuje co najmniej na publiczny pręgierz.
Tagi: jazz k
22:04, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Live Like Horses (Studio version); Live Like Horses (Live Finale version); I Guess That's Why They Call It The Blues (live); Live Like Horses (Elton John solo studio version)


Płytę ,,Love Songs'' ELTONA JOHNA mam w kolekcji od lat, niedawno jednak w ręce wpadła mi limitowana edycja tego wydawnictwa spakowana dodatkowo w tekturowe etui wraz z 20-minutowym singlem nagranym przez Eltona z Luciano Pavarottim. Jak łatwo się domyślić już jej z rąk nie wypuściłem :).
Płyta ,,Love Songs'' nie różni się niczym od ogólnie dostępnej wersji, natomiast singel dołączony do niej jest prawdziwym rarytasem. Na płytce znajdują się trzy wersje ,,Live Like Horses'': studyjna z Luciano Pavarottim, której próżno szukać na innych wydawnictwach, koncertowa z Pavarottim -pochodząca z albumu ,,Pavarotti & Friends For War Child'' (1996), oraz studyjna wersja Eltona -solo. Ponadto znajdziemy tu ,,I Guess That's Why They Call It The Blues'' wykonane przez ELTONA JOHNA podczas koncertu ,,Pavarotti & Friends'', a więc wersja również niedostępna na ,,długogrających'' płytach E.Johna.
Ot, ciekawostka!

21:50, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Niezwykle starannie pod względem edycji wydany drobiazg.. Wydany w rozkładanej ,,albumowej'' okładce singel, wyposażony w stylową dodatkowo umieszczoną wewnątrz kopertę wewnętrzną był ,,pilotem'' dwupłytowego albumu ,,The Very Best Of Elton John'' z roku 1990. Wewnątrz rozkładanego mini albumiku: dokładny spis utworów z albumu z informacjami notowań na listach przebojów. Na stronie pierwszej tej ,,miniaturki'' znalazł się wówczas premierowy utwór ,,You Gotta Love Someone'', na drugiej: zajmujący wówczas pierwsze miejsce w zestawieniach: ,,Sacrifice''. Małe -a cieszy :) .

21:49, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
str.1: Minstrel In The Gallery; Cross-Eyed Mary; A New day Yesterday; Bouree; Thick As A Brick Edit #4
str.2: Warchild; A Passion Play Edit #9; To Cry You A Song; Too Old To Rock'N'Roll: Too Young To Die; Glory Row
JETHRO TULL to jeden z moich zdecydowanych faworytów... od zawsze. Z uporem maniaka kompletuję dyskografię zespołu na płytach winylowych i właśnie udało mi się zdobyć zachowany w niemal idealnym stanie egzemplarz drugiej części oficjalnej składanki ,,The Best ...''. Obie części mam od dawna na płytach CD, jednak oryginalne wydanie na winylu sprzed 34 lat, sprawiło iż zasłuchałem się ponownie w wybrane z różnych albumów JETHRO TULL utwory składające się na płytę ,,Repeat -The Best Of Jethro Tull Vol.II''. Oryginalne, pierwsze wydanie płyty charakteryzują wytłoczone na okładce napisy widoczne pod światło bądź wyczuwalne przy dotyku.
Jako że płyta jest kontynuacją wydanej wcześniej składanki: ,,M.U. -The Best Of JETHRO TULL'', nie znajdziemy na niej: ,,Aqualung'', ,,Locomotive Breath'', czy najsłynniejszego fragmentu suity ,,Thick As A Brick'', gdyż umieszczone zostały w części pierwszej.
Płytę otwiera wspaniały ,,Minstrel In The Gallery'', a ze słynnego albumu ,,Aqualung'' pochodzi drugie nagranie: ,,Zezowata Mary'' (,,Cross-Eyed Mary''). Wspaniały album ,,Stand Up'' reprezentują dwa nagrania: rewelacyjny, bluesowy ,,A New Day Yesterday'' i słynny ,,bachowski'', instrumentalny temat ,,Bouree''. Pierwszą stronę kończy czwarty temat z suity ,,Thick As A Brick'', który będąc krótką częścią 40-minutowej całości, broni się również jako niezależne samoistne nagranie (,,Thick As A Brick Edit #4'').
Drugą stronę longplaya wypełniają tytułowe nagrania z płyt: ,,Warchild'', ,,A Passion Play'' i ,,Too Old To Rock'N'Roll: Too Young To Die'' (ten ostatni to jeden z moich ulubionych utworów JT, stąd też tytuł dzisiejszego wpisu), ,,To Cry You A Song'' oraz wówczas premierowe nagranie: ,,Glory Row'', będące przyczyną zakupu w owym czasie tej płyty również przez fanów posiadających wszystkie pozostałe nagrania na innych longplayach.
Płyta ta wraz z pierwszą częścią: ,,M.U. -The Best Of JETHRO TULL'' stanowi niezwykle obiektywny zestaw nagrań zespołu dokonanych w pierwszym okresie działalności (do 1977 roku). W późniejszych latach ukazały się kolejne kompilacje, uzupełnione o późniejsze utwory, z których najbardziej udanymi są moim zdaniem: ,,Original Masters'' (1985 -wydana również w formie LP) i ,,The Very Best Of '' wydana (niestety tylko w wersji CD) w roku 2001.
Płyty JETHRO TULL zajmują szczególne miejsce w mojej kolekcji; brzmienie i klimat poszczególnych krążków, będących i nie -będących jednocześnie:  tzw ,,concept albumami'' uważam za niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Pomimo charakterystycznego brzmienia i właściwych zespołowi aranżacji, specyficznych z punku widzenia muzyki rockowej kompozycji; wysłuchanie każdej płyty przynosi zgoła odmienne doznania. Inaczej słucha się stricte bluesowego w klimacie debiutu ,,This Was'' (1968), zupełnie inny klimat przynoszą opowieści włóczęgi na ,,Aqualung'' (1971), 40-minutowa suita ,,Thick As A Brick'' (1972) -to w ogóle specyficzna płyta, klimat lasu towarzyszy przez cały czas słuchania ,,Songs From The Wood'' (1977), a arktyczny mróz wręcz fizycznie odczuwalny jest podczas zasłuchania się w płytę ,,Stormwatch'' (1979). Album z 1982 roku: ,,The Broadsword And The Beast'' podzielony został z kolei na dwie części (dwie strony płyty winylowej), które pomimo iż składają się z krótkich kilkuminutowych utworów -tworzą dwie niezależne opowieści. Z tego albumu pochodzi słynne ,,Cheerio'', którym JETHRO TULL kończy każdy swój koncert (a w radiowej ,,Trójce'' Piotr Kaczkowski rozpoczyna nim od lat swoje wieczorne, niedzielne  audycje). Po ,,Cheerio'' wiadomo zawsze iż nie będzie już kolejnego bisu, a możemy się spodziewać jedynie zapalenia świateł i piosenki ,,What A Wonderful World'' w wykonaniu LOUISA ARMSTRONGA odtworzonej z taśmy. Takie zakończenie koncertu miałem okazję usłyszeć i zobaczyć na kilku koncertach zespołu z DVD i takiego zakończenia koncertu byłem świadkiem w 1997 roku, kiedy ten jeden, jedyny raz zobaczyłem i usłyszałem JETHRO TULL na żywo.

Słuchając tej ,,składanki'' JT, podczas każdego kolejnego nagrania wracam na kilka minut do konkretnego albumu, z którego pochodzi dany utwór i czuję nieodpartą chęć sięgnięcia po daną płytę i wysłuchanie jej w całości ...no to mam czego słuchać przez najbliższych kilka dni :)
JETHRO TULL to zdecydowanie jeden z największych zespołów muzyki rockowej XX wieku.

P.S. Do inspiracji zespołem JETHRO TULL przyznawała się w Polsce m.in. REPUBLIKA. Oprócz zastosowania fletu w muzyce rockowej i wykorzystania niektórych ,,patentów'' IANA ANDERSONA w partiach solowych GRZEGORZA CIECHOWSKIEGO; w słynne czarno-białe pasy będące poźniej znakiem rozpoznawczym REPUBLIKI wymalowana była kiedyś gitara widoczna na koncertach JT w pierwszym okresie działalności zespołu.

21:48, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 

str.A: Things Ain't What They Used To Be; I Let A Song Go Out Of My Heart; Take The ''A'' Train; Don't Get Around Much Anymore
str.B: It Don't Mean A Thing; Solitude; C Jam Blues; Dedicated To Duke

Zgoła odmienne oblicze Ellingtona niż na płycie ,,Sojka Sings Ellington'' omówionej przeze mnie w innym miejscu, poznajemy na płycie legendarnej formacji JAZZ BAND BALL ORCHESTRA. Takie podejście do klasyki Ellingtona zdecydowanie bardziej mi odpowiada. Na płycie znajduje się również wspomniany w recenzji poprzedniej płyty evergreen ,,Don't Get Around Much Anymore'' a także m.in. rewelacyjny, ponadczasowy ,,Take A Train''. O tym że płyta wydana została w wyjątkowo niełaskawych dla polskiej fonografii czasach niech świadczy koperta zastępcza w jakiej wydano część nakładu tego longplaya.

21:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Oxygene 7; Oxygene 8; Oxygene 9; Oxygene 10; Oxygene 11; Oxygene 12; Oxygene 13

Kontynuacja historycznej już dziś płyty Jarre'a ,,Oxygene'' (1976). Jednego z dwóch (obok ,,Equinoxe'', 1978), albumów dzięki którym multiinstrumentalista i kompozytor zyskał światową sławę. Oczywiście można zadać sobie pytanie czy płyta z 1976 roku wymagała kontynuacji, bądź uzupełnienia pod postacią tego krążka, czy omawiana tu pozycja była po prostu przedsięwzięciem czysto komercyjnym, mającym na celu reanimację przygasającej gwiazdy Jarre'a w drugiej połowie lat 90. Czy traktować ten album jako samoistną płytę czy drugą część kompozycji z roku 1976?
Nie ulega wątpliwości fakt, iż pomimo że nagranie ,,Equinoxe 1-6'' dzieli od ,,7-13'' 21 lat -sposób realizacji i brzmienie obu krążków utrzymane jest w podobnej stylistyce i konwencji. Tutaj również mamy do czynienia z efektami stereofonicznymi znanymi z ,,pierwszej części'' i mozaikowymi układami melodycznymi tworzącymi poszczególne części. Po wielu jakże różnych płytach jakie ukazały się pomiędzy obydwiema płytami ,,Oxygene'', że wspomnę tu choćby taki album jak zbudowany na klimatach industrialnych ,,Revolutions'' (1988), Jarre wraca do brzmień, za które pokochali go miłośnicy muzyki elektronicznej; pastelowe dźwięki przebogato ozdobione efektami burzy, szumu morza, śpiewem ptaków itp, z których wyłaniają się urokliwe i często po prostu ,,wpadające w ucho'' rozwiązania melodyczne.
W roku 2005 w Gdańsku odbyło się spektakularne widowisko utrwalone zarówno na płycie CD jak i DVD: ,,Live From Gdańsk'', podczas którego to niebywale zabrzmiała jedna z części omawianej tu płyty: ,,Oxygene 8.''.

Tagi: J
21:45, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Tyle słońca w całym mieście; Jaki jesteś jeszcze nie wiem; Żeby szczęśliwym być; Mój, tylko mój; Biały wiersz od Ciebie; Zawsze gdzieś czeka ktoś
str.B: Za każdy uśmiech; Jak w taki dzień deszczowy; Staruszek świat; Będzie dość; Gdzie są dzisiaj tamci ludzie; Nic nie może wiecznie trwać

Klasyczna już dziś płyta, jeśli chodzi o polską piosenkę -12 największych przebojów ANNY JANTAR. To jedna z najlepiej sprzedających się w latach 80. płyt w Polsce!
Nic nie dorówna urokowi takich piosenek jak: ,,Tyle słońca w całym mieście'', ,,Żeby szczęśliwym być'', ,,Mój, tylko mój'', ,,Zawsze gdzieś czeka ktoś'', ,,Za każdy uśmiech'' czy ,,Staruszek świat''. Często zastanawiam się jak dalej potoczyłaby się kariera Pani Anny, gdyby nie została w tak tragiczny sposób przerwana przed ponad 30 laty. Ostatnie dokonania ANNY JANTAR świadczyły o zdecydowanym unowocześnieniu brzmienia, czego możemy doświadczyć słuchając ostatniego nagrania w tym zbiorze: ,,Nic nie może wiecznie trwać'' z BUDKĄ SUFLERA, wpasowanego w stylistykę początku lat 80., kiedy największe sukcesy odnosiły IZABELA TROJANOWSKA I URSZULA nagrywające również z tą grupą . Niedawno posiadłem też ostatni premierowy album Piosenkarki zatytułowany po prostu ,,Anna Jantar'' w zremasterowanej edycji CD, nagrany z towarzyszeniem zespołów PERFECT i właśnie: BUDKA SUFLERA (z niego oprócz wspomnianego przeboju, pochodzi też duet ze Z.Hołdysem: ,,Spocząć''). Sentymentalnie, melodyjnie, przyjemnie...

Tagi: J Pop
21:43, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Prelude in E minor; Etude in A minor; Polonaise in C sharp minor; Mazurka in F minor; Prelude in C minor; Waltz in D flat major; Prelude in E minor

W ubiegłym roku obchodziliśmy ,,Rok Fryderyka Chopina'', w związku z tym z kompozycjami Chopina zmierzyło się wielu muzyków, również spoza środowiska (tu padnie nielubiane przeze mnie określenie): ,,muzyki poważnej''. Podczas trwania całorocznego festiwalu, kiedy to najróżniejsi muzycy sięgali po klasykę kompozytora, na mnie największe wrażenie zrobiły projekty Leszka Możdżera (wspaniała płyta: ,,Impressions On Chopin'', 2010), oraz ,,Rock Loves Chopin '' (projekt koncertowy, w który zaangażowani byli m.in. Marek Raduli i RYSZARD SYGITOWICZ).
Postanowiłem sięgnąć do przeszłości i dotrzeć do wcześniejszych ,,nieklasycznych'' interpretacji muzyki Fryderyka Chopina, nie sprowokowanych obchodami ,,Roku Chopinowskiego''. W swoich poszukiwaniach trafiłem na płytę nagraną w 1992 roku przez jazzowe trio ANDRZEJA JAGODZIŃSKIEGO, w skład którego oprócz lidera weszli: Adam Cegielski oraz legendarny perkusista Czesław ,,Mały'' Bartkowski.
Płytę ,,spina'' klamra w postaci otwierającego ,,Prelude in E minor'' i kończącej krótkiej impresji osnutej wokół tego tematu.
Na uwagę zasługuje jazzowe podejście do tematu z zachowaniem konwencji strukturalnej chopinowskich tematów. Tu nie ma rozbudowanych i rozimprowizowanych impresji osnutych wokół głównych tematów. Większość nagrań to czyste transkrypcje kompozycji Chopina zachowujące zamysł koncepcyjny Wielkiego Kompozytora, dokonane z wielkim szacunkiem dla oryginalnych zapisów nutowych. Wzorcowe mistrzostwo wykonawcze pod względem instrumentacji dalekie jest od późniejszego o 20 lat, jazzowego podejścia L.Możdżera. Tu nie ma popisów solowych tak daleko odbiegających od zamysłu twórczego Fryderyka Chopina, jakie znamy z późniejszych ,,nieklasycznych'' interpretacji.
Oczywiście teza jaką wysnułem może być przez niektórych poczytana jako brak polotu muzyków biorących udział w nagraniu, którzy mało włożyli w interpretację gotowych kompozycji. Dlatego płytę należy odbierać jako przetransponowanie Chopina na instrumentację jazzową, a nie własne interpretacje muzyków, odbiegające od tego co przed laty ułożył sobie w głowie Wielki Fryderyk.
Być może właśnie dzięki takim transkrypcjom, kolejni muzycy poszli dalej ,,ingerując'' w kompozycje i przedstawiając coraz to nowe i bardziej oddalone od oryginalnych kompozycji, własne spojrzenie na Chopina. Dlatego słuchając tego krążka należy mieć świadomość, iż nagrań dokonano 18 lat temu, kiedy mało kto porywał się na zmierzenie w sposób jazzowy z geniuszem Chopina.
Reasumując: uważam, iż słuchając kolejnych nagrań muzyków jazzowych czy rockowych będących swobodnymi impresjami wokół chopinowskich utworów, od czasu do czasu należy posłuchać tego rodzaju płyty, aby usłyszeć ,,Chopina na jazzowo'', lecz zagranego w sposób klasyczny.

21:42, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Enjoy Yourself; Think Happy; Good Times; Keep On Dancing; Blues Away; Show You The Way To Go; Living Together; Strength Of One Man; Dreamer; Style Of Life

Nie potrafię inaczej słuchać nagrań ,,Jacksonów'' niźli przez pryzmat późniejszych, niewiarygodnych sukcesów Michaela -,,Króla Popu''. Trochę szkoda, gdyż zarówno formacja JACKSON 5 jak i późniejsza The JACKSONS zdecydowanie zasługują na osobne potraktowanie.
Płyta, którą uzupełniłem niedawno brakujące miejsce wśród kilku płyt The JACKSONS jest debiutancki album zatytułowany po prostu nazwą grupy a wydany pierwotnie w 1976 roku, po zerwaniu umowy z wytwórnią Motown i konieczną w związku z tym zmianą nazwy z dotychczasowej: JACKSON 5.
Dwa lata później zespół doczekał się wielkiej popularności za sprawą albumu ,,Destiny'' (1978,  przebój ,,Blame It On The Boogie''), a wroku 1984 nadszedł wielki sukces dzięki albumowi ,,Victory'' (1984, z utworem wykonywanym wspólnie z MICKIEM JAGGEREM: ,,State Of Shock'') oraz zdobycia niesłychanej popularności ówczesnego członka rodzinnej formacji -MICHAELA JACKSONA.
Na pierwszej płycie nagranej pod nową nazwą, dominuje już jako główny wokalista: Michael. Utrzymanych w soulowym nastroju utworów na płycie słucha się po 35 latach od momentu ich nagrania, wyśmienicie. Zawsze lubiłem soulowe klimaty lekko zabarwione wczesną muzyką disco z lat 70. wykonawców spod znaku The TEMPTATIONS.  Otwierający album ,,Enjoy Yourself'' był najpopularniejszym i najbardziej przebojowym utworem z albumu. Ja jednak z tej płyty zdecydowanie wolę przesycone gorącym soulowym klimatem, rytmiczne: ,,Think Happy'' czy ,,Living Together''. W nagraniach słyszymy wspaniałe orkiestrowe aranżacje (prawdziwa orkiestra, a nie imitowana elektronicznie jak miało to miejsce w późniejszych latach), w tle bongosy i jest też niejednokrotnie miejsce na pojawienie się sola gitarowego czy organowego. Prawdziwa, żywa muzyka... Jakże odmienna od późniejszych preparowanych w studio brzmień na płytach.

Tagi: J Pop
21:41, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 

str.1: Great Gettin' Up In The Morning; Down By The Riverside; Somebody Bigger Than You And I; I Believe; Come On Children Let's Sing; God Put A Rainbow In The Sky
str.2: Keep A-Movin'; Jesus Met The Woman At The Well; How Great Thou Art; Didn't It Rain; One God; We Shall Overcome

45. letnia płyta winylowa zachowana w stanie idealnym!
12 pieśni gospel wykonywanych przez mistrzynię gatunku: MAHALIĘ JACKSON, kojarzoną oprócz gospel również z jazzem i bluesem. Wielki głos, wielka postać w historii muzyki!
Na płycie znajdziemy m.in. takie standardy jak roztańczony i rozśpiewany ,,Down By The Riverside'', słynny ,,We Shall Overcome'', czy spopularyzowane również przez ELVISA PRESLEYA: ,,I Believe'' i ,,How Great Thou Art''.
Można poddać się tym klimatom i to nie koniecznie w celu zbliżenia się do Boga, lecz po prostu zachwycając się niezwykłym klimatem gospel... mimo to czuję się jakoś ,,uduchowiony'' po przesłuchaniu tej płyty :)

Tagi: J jazz
21:40, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Just Another Night; Wild East; Cleveland Rocks; Ships; When The Daylight Comes
str.2: Life After Death; Standin' In My Light; Bastard; The Outsider

Jedna z dwóch (obok debiutu wydanego po odejściu z grupy MOTT THE HOOPLE w 1975) najlepszych solowych płyt IANA HUNTERA. Choć mniej jest na niej klimatów psychodelicznych niż na wspomnianym albumie, zatytułowanym po prostu: ,,Ian Hunter'', to płyta po ponad 30. latach broni się nadal.
Glamrockowo brzmi na stronie pierwszej ,,Cleveland Rock'', a ,,Ships'' z kolei -to wielki przebój, który w roku 1982 ponownie wylansował ...BARRY MANILOW, umieszczając go na wspaniałym albumie ,,One Voice''.
Zdecydowanie ciekawsza jest druga strona longplaya. Tam znajduje się pieśń, nawiązująca klimatem do dokonań BOBA DYLANA: ,,Standin' In My Light'', rozbudowany, okraszony świetnym brzmieniem mooga i utrzymany w transowym rytmie ,,Bastard'', oraz finałowy, wzniosły z efektami a la chór: ,,The Outsider''.
Warto posłuchać od czasu do czasu IANA HUNTERA ...choćby po to aby po raz kolejny przekonać się, iluż to artystów nie doczekało się należnej popularności i właściwego miejsca w gronie powszechnie znanych klasyków muzyki rockowej.

Tagi: H rock blues
21:36, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Imagine; Don't Give Up; Tempo De Amor
Str.2: Space Captain; The Times, They Are A' Changin'
Str.3: La Tierra; Tamatant Tilay / Exodus; Tomorrow Never Knows
Str.4: A Change Is Gonna Come; The Song Goes On

Herbie Hancock -pianista i kompozytor, którego kariera trwa od... ponad 60 lat. Pianista zadebiutował bowiem w wieku 11 lat wraz z Chicago Symphony Orchestra grając utwory Mozarta. Kto wie czy jego późniejsza kariera nie potoczyłaby się w kierunku muzyki klasycznej, gdyby muzyk nie przeprowadził się 10 lat później do Nowego Jorku gdzie poznał ludzi związanych z legendarną dziś wytwórnią Blue Note i muzyków takich jak Donald Byrd, Dexter Gordon i Freddie Hubbard. To właśnie pierwszy z wymienionych jazzmanów usłyszawszy grę 20-letniego wówczas pianisty dostrzegł tkwiące w nim atrybuty muzyka improwizującego i zaprosił go do swego zespołu.

Rok później Hancock pod swoim nazwiskiem zadebiutował albumem: ''Takin' Off'', na którym dał się poznać jako świetny kompozytor, a temat pochodzący z płyty: ''Watermelon Man'' stał się jego pierwszym przebojem. Krótko potem wstąpiwszy w skład kwintetu samego Milesa Davisa, Hancock stał się jednym z najbardziej pożądanych muzyków sesyjnych. Tworząc wraz z Ronem Carterem i Tony Williamsem słynną sekcję Davisa, muzyk nagrywał też płyty z własnymi projektami angażując do współpracy m.in. wspomnianych D.Byrda i F.Hubbarda, a także m.in.: Granta Greena i Rona Cartera. Efektem sesji z lat 60-tych dla Blue Note były tak ''pomnikowe'' dziś albumy jak: ''My Point Of View'' (1963), ''Empyrean Isles'' (1964, kolejny wielki przebój: ''Cantaloupe Island'') czy: ''Maiden Voyage'' (1965). 

Muzyka tworzona przez Herbiego Hancocka ewoluuje przez całe lata, jednocześnie ulegając panującym trendom ale też zachowując zawsze najwyższy znak jakości.
Po nagraniu albumu ''Speak Like A Child'' (1968) Hancock opuścił kwintet Davisa kierując swe muzyczne poszukiwania w stronę nowego wówczas nurtu: fusion i jako jeden z pierwszych pianistów wprowadził do muzyki jazzowej instrumenty elektroniczne. Za najbardziej odkrywczy i przełomowy album z tego okresu uważa się bestsellerową płytę: ''Head Hunters'' (1973).

W latach 80-tych Muzyk potrafił zaszczepić w swej twórczości nawet elementy muzyki house i techno, a wydany w tym okresie longplay: ''Future Shock'' (1983) znalazł się na liście najlepiej sprzedających się płyt lat 80-tych zarówno w kategorii jazzu jak i płyt z muzyką pop (pochodzące z niej nagranie: ''Rockit'' to jeden z największych światowych przebojów dziesięciolecia). Z ilością najróżniejszych ukazujących się po dzień dzisiejszy wersji tego elektronicznie spreparowanego kilkuminutowego jingla konkurować może chyba jedynie ,,Blue Monday'' -grupy New Order
W roku 1986 Hancock otrzymał Oscara za muzykę do filmu: ''Round Midnight'', jest laureatem ok 200 nagród Grammy. To jeden z największych pianistów modern jazzu zawsze wymieniany jednym tchem obok: Chicka Corea, Keitha Jarretta i McCoy Tynera.
Jego słynnym projektem jest album: ''Imagine Project'' (2010) złożony z nagrań dokonanych w różnych zakątkach świata i prezentujący poprzez pryzmat muzyki etnicznej jego adaptacje utworów z repertuaru m.in. Johna Lennona, Boba Dylana, Petera Gabriela czy Boba Marleya. W projekcie tym wzięli udział m.in.: Jeff Beck, Marcus Miller, Wayne Shorter, a także gwiazdy młodszego pokolenia jak P!nk i Seal.

HERBIE HANCOCK to jeden z największych pianistów jazzowych świata a zarazem postać o niebywałym zmyśle produkcyjnym obdarzona genialną wręcz fantazją muzyczną.                       Od zawsze przeciera nowe szlaki dla muzyki jazzowej, ale nie stroni też od obszarów wydawałoby się dalekich od jazzu. To On w latach 80. stał się prekursorem nowego sposobu produkcji nagrań muzyki popularnej tworząc płytę ,,Future Shock'', z której aż po dzień dzisiejszy czerpią garściami rzesze muzyków powielając schematy i kopiując sample z choćby najsłynniejszego utworu z wspomnianego krążka: ,,Rock It''. Z ilością najróżniejszych ukazujących się po dzień dzisiejszy wersji tego elektronicznie spreparowanego kilkuminutowego jingla konkurować może chyba jedynie ,,Blue Monday'' -grupy NEW ORDER.
Mając świadomość różnorodności muzycznych wychodzących z warsztatu HERBIEGO HANCOCKA nie wiadomo czego można się spodziewać dowiadując się o ukazaniu Jego nowej płyty. Pamiętając poprzedni album Artysty poświecony w całości twórczości JONI MITCHEL, który szczerze mówiąc nie zachwycił mnie -nie obiecywałem sobie wiele na wiadomość o lipcowej premierze nowego albumu. Dziś jest to dla mnie jedno z największych muzycznych oczarowań roku 2010! Już same nazwiska wydrukowane w dołączonej do dwupłytowego (w wersji winylowej) wydawnictwa wkładki, przyprawiają o zawrót głowy! P!NK, SEAL, JEFF BECK (zabrał do Herbiego ze sobą również TAL WILKENFELD, którą zachwycałem się przy omawianiu w tym miejscu kilkanaście dni temu płyty ,,Emotion & Commotion''), MARCUS MILLER, grupa LOS LOBOS, DAVE MATTHEWS, CHACKA KHAN, gitarzysta ALLMAN BROTHERS BAND: DEREK TRUCKS, córka RAVIEGO SHANKARA (równie uzdolniona jak ojciec): ANOUSHKA SHANKAR czy w końcu legenda saksofonu: WAYNE SHORTER! Jakby tego było mało, na liście tytułów są dzieła które wyszły spod pióra JOHNA LENNONA i PAULA McCARTNEYA, PETERA GABRIELA czy BOBÓW: DYLANA i MARLEYA! Do tego facet zjechał pół świata by dokonać tych nagrań: Wielka Brytania, Irlandia, Francja, USA (Miami, Los Angeles, Jacksonville) ale też: Brazylia i Indie!
Nazw najróżniejszych instrumentów wykorzystanych podczas nagrań nie ośmielę się przepisać z okładki ze względu na duże prawdopodobieństwo popełnienia błędów, jednak sitar czy ukulele w konfrontacji z nimi mogą uchodzić za bardzo swojskie i powszechnie znane.
Pora przygasić światło i opuścić igłę gramofonu na płytę...
Najpierw wybitnie jazzowe intro Hancocka na pianinie i wokal P!NK i SEALA -start! Gitara JEFFA BECKA, na basie MARCUS MILLER... Rany! Jest świetnie! Zupełnie inny wymiar: jest funkująco, czuć jakby bossa novę... Nagle cudnie egzotycznie brzmiące w nieznanym mi języku głosy tworzą iście etniczny klimat. Nigdy nie wyobrażałem sobie, iż ,,Imagine'' LENNONA może TAK zabrzmieć. Majstersztyk i Mistrzostwo Świata! Wciągający transowy rytm afrykańskich głosów (jakby wziętych z ,,Graceland'' PAULA SIMONA) wycisza się. Aż strach słuchać dalej!
,,Don't Give Up'' -PETERA GABRIELA z cudną wokalizą KATE BUSH w innej niż pierwotna wersja uznałbym za profanację... do momentu usłyszenia tego arcydziełka w wykonaniu Projektu Hancocka. P!NK spisała się świetnie wtórując JOHNOWI LEGEND a pląsający bass cudnej TAL WILKENFELD (którą... no dobrze -przemilczę :) ) dopełnia całości. Hancock nie pozbawił tego utworu niczego za co kochamy go od wydania płyty ,,So'' Gabriela w 1986 roku. Mało to! Pianino Hancocka, linia basu i nieziemska wokaliza pojawiająca się w zupełnie nowych momentach kompozycji jako dodatkowy smaczek, olśniewają odkrywając tym samym nieznane dotąd obszary i śliczności tej kompozycji. ,,Gęsia skórka'' od początku do końca!
Po dwóch utworach nagranych w słynnym Beatlesowskim studiu Abbey Road w Londynie pojawia się nagranie popełnione w Brazylii co słychać od samego początku (,,Tempo De Amor''). Jeśli lubicie klimaty brazylijskiej bossa novy śpiewanej w jedynym właściwym dla tego stylu języku -będziecie w niebie. Skojarzenia? Na pewno: ASTRUD GILBERTO i STAN GETZ i ...brazylijskie seriale :).
Drugą stronę albumu wypełniają dwa utwory; ,,Space Captain'' nagrany w Jacksonville, to miejsce na popisy pianistyczne Hancocka  prowadzącego pod koniec utworu rozimprowizowane dialogi z gitarą (DEREK TRUCKS), pojawiają się też organy Hammonda, oraz przede wszystkim wyraźny posmak gospel: typowy chórek i wokalna interpretacja (SUSAN TEDESCHI).
Już sam tytuł kolejnego utworu przyprawia o dreszcze: ,,The Times, They Are A' Changin''' -przecież to BOB DYLAN! Przejmująco niczym MARIANNE FAITHFULL sączy chropawym głosem tekst LISA HANNIGAN, wzbogacając w niespodziewanych momentach linię wokalną zaśpiewami w bardzo egzotycznie brzmiącym języku. No i niesłychanie brzmiąca sekcja irlandzka w tym utworze, za którą brawa należą się grupie The CHIEFTAINS biorącej udział w tym (nagranym tym razem w Paryżu) kawałku. Pląsające gitary, ,,szczotkująca'' perkusja: ponad 8 minut minęło, a mogliby grać ten standard jeszcze i jeszcze... Uff! Koniec pierwszej płyty.
,,La Tierra'' nagrany w Miami z udziałem MARCUSA MILLERA i PETE WALLACE (klawisze) to po prostu bossa nova, utwór wyróżniający  się w środkowej części klimatami znanymi nam z płyt SANTANY -tutaj jednak instrumentem numer 1 jest nie gitara, a pianino Hancocka.
 A teraz... opus magnum płyty? Bardzo możliwe! Dla mnie każdy odsłuch tego utworu wprowadza niesłychane wibracje! ,,Tamatant Tilay / Exodus'' to połączenie dwóch utworów (tak! ten drugi to ,,Exodus'' BOBA MARLEYA!). Arabskie zaśpiewy w połączeniu z rytmem reggae to niesamowity patent! Na wokal niejakiego K'NAANA zawodzącego w kolejnym egzotycznym języku na tej płycie, nachodzi wokal znanych nam skądinąd Panów: LOS LOBOS! Cudeńko!
Pozostajemy w egzotycznym klimacie (a może pogrążamy się jeszcze bardziej!): ,,Tomorrow Never Knows'' BEATLESÓW nagrane w Los Angeles aż kipi od psychodelicznych dźwięków. Wokal DAVE MATTHEWSA pływa podobnie jak u ,,Czwórki z Liverpoolu'' na płycie ,,Revolver'', a ogrom dźwięków jakimi zostajemy przytłoczeni robi wrażenie czegoś w rodzaju celowo spreparowanego chaosu i pozornego bałaganu dźwięków. Sam Mistrz Herbie tym razem nie olśniewa wirtuozerią a koncentruje się raczej na elektronicznym produkowaniu dźwięków. Po odwróceniu płyty jednak wraca charakterystyczna tradycyjna klawiatura. Kompozycja SAMA COOKEa ,,A Change Is Gonna Come'' to kolejna okazja usłyszenia TAL WILKENFELD (pst!:) ), ale przede wszystkim wokalu JAMESA MORRISONA. Jeśli chodzi o pianino Hancocka to jest tutaj naprawdę czego posłuchać: długie rozbudowane solo powinno zadowolić wszystkich, którzy mogliby zarzucać Hancockowi oszczędzanie się na tym albumie.
Nagrany w Indiach ,,The Song Goes On''. Sitar, egzotyczny hinduski wokal K.S.CHITHRA przywołujący skojarzenia z...  ,,The Battle Of Evermore'' -LED ZEPPELIN, swojsko przy niej brzmiąca CHACKA KHAN i jedyny Taki Saksofon Sopranowy na świecie: WAYNE SHORTER! Pulsujący, transowy rytm, nie do końca wyobrażalne dla mnie instrumenty o dziwnych nazwach jak np pakhawaj czy mridangam. W tle pianino HERBIEGO HANCOCKA, na pierwszym planie przekomarzający się z sitarem WAYNE SHORTER -czy to dźwiękowa wizja Raju? Świetne zakończenie genialnego albumu. Takie płyty nie ukazują się codziennie, co tydzień, każdego miesiąca, a nawet każdego roku!
Igła unosi się z płyty i ramię gramofonu wraca. Talerz kręci się coraz wolniej... W powietrzu wyraźnie czuję jeszcze zapach tej muzyki... Gdzieś tam krąży jeszcze ten saksofon, wiruje bas i słychać pianino. Nawet jeśli miałbym już więcej nie usłyszeć tych dźwięków z płyty, pozostaną gdzieś we mnie w środku... na zawsze.

21:20, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: W malinowym chruśniaku; Śledzą nas; Taka cisza w ogrodzie; Hasło nasze; Zazdrość moja; Wyszło z boru; Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie; Ty pierwej mgły dosięgasz; Zazdrośnicy; Zmienionaż po rozłące
str.B: Dancing; Trzeba chodzić w masce; Ramię Pana; Modlitwa; Krzyk jazz-bandu; Miss Ameryka; Ekscentrycy; Smutne intermezzo

Płyta zawiera nagrania z dwóch różnych programów TV. Pierwsza strona płyty to wykonane wspólnie przez Krystynę Jandę i nieodżałowanego MARKA GRECHUTĘ wiersze Bolesława Leśmiana, do których muzykę napisał Grechuta. To dziesięć krótkich i uroczych miniaturek wykonanych w uroczy sposób przez ten niezwykły duet, z których na mnie największe wrażenie zrobiła ,,Zmienionaż po rozłące'', boż to ujmująca interpretacja jest i zaiste wiersz przepiękny :) .
Drugą stronę płyty wypełniają również wiersze zaśpiewane, popełnione jednak piórem Marii Jasnorzewskiej -Pawlikowskiej. Toż inna jest estetyka, inne klimaty, dlatego krążek wyraźnie dzielę na dwie części... i tak powinno być: strona A i strona B: domena płyty gramofonowej!
P.S. Przepraszam za styl, którymże ubarwił w momencie niespodziewanym tekst ten, alem się zasłuchał i porwać dał wierszom tym przepięknym Leśmiana na stronie A umieszczonym :)
Tagi: g Pop
21:09, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »