Recenzje ponad 2000 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.
| < Luty 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        

ALFREDO RODRIGUEZ

The Little Dream
PREMIERA 23 LUTEGO 2018

Michael WOLLNY Trio
Oslo
(premiera 23 marca 2018)

Michael WOLLNY Trio Live
Wartburg
(premiera 23 marca 2018)

Alicja SEROWIK
Do Śë Sajd

RYBACKA & PASBORG
voice 'n' drums
(2017)

Mark WADE Trio
Moving Day

RSS
sobota, 23 kwietnia 2011
str.1: Minstrel In The Gallery; Cross-Eyed Mary; A New day Yesterday; Bouree; Thick As A Brick Edit #4
str.2: Warchild; A Passion Play Edit #9; To Cry You A Song; Too Old To Rock'N'Roll: Too Young To Die; Glory Row
JETHRO TULL to jeden z moich zdecydowanych faworytów... od zawsze. Z uporem maniaka kompletuję dyskografię zespołu na płytach winylowych i właśnie udało mi się zdobyć zachowany w niemal idealnym stanie egzemplarz drugiej części oficjalnej składanki ,,The Best ...''. Obie części mam od dawna na płytach CD, jednak oryginalne wydanie na winylu sprzed 34 lat, sprawiło iż zasłuchałem się ponownie w wybrane z różnych albumów JETHRO TULL utwory składające się na płytę ,,Repeat -The Best Of Jethro Tull Vol.II''. Oryginalne, pierwsze wydanie płyty charakteryzują wytłoczone na okładce napisy widoczne pod światło bądź wyczuwalne przy dotyku.
Jako że płyta jest kontynuacją wydanej wcześniej składanki: ,,M.U. -The Best Of JETHRO TULL'', nie znajdziemy na niej: ,,Aqualung'', ,,Locomotive Breath'', czy najsłynniejszego fragmentu suity ,,Thick As A Brick'', gdyż umieszczone zostały w części pierwszej.
Płytę otwiera wspaniały ,,Minstrel In The Gallery'', a ze słynnego albumu ,,Aqualung'' pochodzi drugie nagranie: ,,Zezowata Mary'' (,,Cross-Eyed Mary''). Wspaniały album ,,Stand Up'' reprezentują dwa nagrania: rewelacyjny, bluesowy ,,A New Day Yesterday'' i słynny ,,bachowski'', instrumentalny temat ,,Bouree''. Pierwszą stronę kończy czwarty temat z suity ,,Thick As A Brick'', który będąc krótką częścią 40-minutowej całości, broni się również jako niezależne samoistne nagranie (,,Thick As A Brick Edit #4'').
Drugą stronę longplaya wypełniają tytułowe nagrania z płyt: ,,Warchild'', ,,A Passion Play'' i ,,Too Old To Rock'N'Roll: Too Young To Die'' (ten ostatni to jeden z moich ulubionych utworów JT, stąd też tytuł dzisiejszego wpisu), ,,To Cry You A Song'' oraz wówczas premierowe nagranie: ,,Glory Row'', będące przyczyną zakupu w owym czasie tej płyty również przez fanów posiadających wszystkie pozostałe nagrania na innych longplayach.
Płyta ta wraz z pierwszą częścią: ,,M.U. -The Best Of JETHRO TULL'' stanowi niezwykle obiektywny zestaw nagrań zespołu dokonanych w pierwszym okresie działalności (do 1977 roku). W późniejszych latach ukazały się kolejne kompilacje, uzupełnione o późniejsze utwory, z których najbardziej udanymi są moim zdaniem: ,,Original Masters'' (1985 -wydana również w formie LP) i ,,The Very Best Of '' wydana (niestety tylko w wersji CD) w roku 2001.
Płyty JETHRO TULL zajmują szczególne miejsce w mojej kolekcji; brzmienie i klimat poszczególnych krążków, będących i nie -będących jednocześnie:  tzw ,,concept albumami'' uważam za niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Pomimo charakterystycznego brzmienia i właściwych zespołowi aranżacji, specyficznych z punku widzenia muzyki rockowej kompozycji; wysłuchanie każdej płyty przynosi zgoła odmienne doznania. Inaczej słucha się stricte bluesowego w klimacie debiutu ,,This Was'' (1968), zupełnie inny klimat przynoszą opowieści włóczęgi na ,,Aqualung'' (1971), 40-minutowa suita ,,Thick As A Brick'' (1972) -to w ogóle specyficzna płyta, klimat lasu towarzyszy przez cały czas słuchania ,,Songs From The Wood'' (1977), a arktyczny mróz wręcz fizycznie odczuwalny jest podczas zasłuchania się w płytę ,,Stormwatch'' (1979). Album z 1982 roku: ,,The Broadsword And The Beast'' podzielony został z kolei na dwie części (dwie strony płyty winylowej), które pomimo iż składają się z krótkich kilkuminutowych utworów -tworzą dwie niezależne opowieści. Z tego albumu pochodzi słynne ,,Cheerio'', którym JETHRO TULL kończy każdy swój koncert (a w radiowej ,,Trójce'' Piotr Kaczkowski rozpoczyna nim od lat swoje wieczorne, niedzielne  audycje). Po ,,Cheerio'' wiadomo zawsze iż nie będzie już kolejnego bisu, a możemy się spodziewać jedynie zapalenia świateł i piosenki ,,What A Wonderful World'' w wykonaniu LOUISA ARMSTRONGA odtworzonej z taśmy. Takie zakończenie koncertu miałem okazję usłyszeć i zobaczyć na kilku koncertach zespołu z DVD i takiego zakończenia koncertu byłem świadkiem w 1997 roku, kiedy ten jeden, jedyny raz zobaczyłem i usłyszałem JETHRO TULL na żywo.

Słuchając tej ,,składanki'' JT, podczas każdego kolejnego nagrania wracam na kilka minut do konkretnego albumu, z którego pochodzi dany utwór i czuję nieodpartą chęć sięgnięcia po daną płytę i wysłuchanie jej w całości ...no to mam czego słuchać przez najbliższych kilka dni :)
JETHRO TULL to zdecydowanie jeden z największych zespołów muzyki rockowej XX wieku.

P.S. Do inspiracji zespołem JETHRO TULL przyznawała się w Polsce m.in. REPUBLIKA. Oprócz zastosowania fletu w muzyce rockowej i wykorzystania niektórych ,,patentów'' IANA ANDERSONA w partiach solowych GRZEGORZA CIECHOWSKIEGO; w słynne czarno-białe pasy będące poźniej znakiem rozpoznawczym REPUBLIKI wymalowana była kiedyś gitara widoczna na koncertach JT w pierwszym okresie działalności zespołu.

21:48, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 

str.A: Things Ain't What They Used To Be; I Let A Song Go Out Of My Heart; Take The ''A'' Train; Don't Get Around Much Anymore
str.B: It Don't Mean A Thing; Solitude; C Jam Blues; Dedicated To Duke

Zgoła odmienne oblicze Ellingtona niż na płycie ,,Sojka Sings Ellington'' omówionej przeze mnie w innym miejscu, poznajemy na płycie legendarnej formacji JAZZ BAND BALL ORCHESTRA. Takie podejście do klasyki Ellingtona zdecydowanie bardziej mi odpowiada. Na płycie znajduje się również wspomniany w recenzji poprzedniej płyty evergreen ,,Don't Get Around Much Anymore'' a także m.in. rewelacyjny, ponadczasowy ,,Take A Train''. O tym że płyta wydana została w wyjątkowo niełaskawych dla polskiej fonografii czasach niech świadczy koperta zastępcza w jakiej wydano część nakładu tego longplaya.

21:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Oxygene 7; Oxygene 8; Oxygene 9; Oxygene 10; Oxygene 11; Oxygene 12; Oxygene 13

Kontynuacja historycznej już dziś płyty Jarre'a ,,Oxygene'' (1976). Jednego z dwóch (obok ,,Equinoxe'', 1978), albumów dzięki którym multiinstrumentalista i kompozytor zyskał światową sławę. Oczywiście można zadać sobie pytanie czy płyta z 1976 roku wymagała kontynuacji, bądź uzupełnienia pod postacią tego krążka, czy omawiana tu pozycja była po prostu przedsięwzięciem czysto komercyjnym, mającym na celu reanimację przygasającej gwiazdy Jarre'a w drugiej połowie lat 90. Czy traktować ten album jako samoistną płytę czy drugą część kompozycji z roku 1976?
Nie ulega wątpliwości fakt, iż pomimo że nagranie ,,Equinoxe 1-6'' dzieli od ,,7-13'' 21 lat -sposób realizacji i brzmienie obu krążków utrzymane jest w podobnej stylistyce i konwencji. Tutaj również mamy do czynienia z efektami stereofonicznymi znanymi z ,,pierwszej części'' i mozaikowymi układami melodycznymi tworzącymi poszczególne części. Po wielu jakże różnych płytach jakie ukazały się pomiędzy obydwiema płytami ,,Oxygene'', że wspomnę tu choćby taki album jak zbudowany na klimatach industrialnych ,,Revolutions'' (1988), Jarre wraca do brzmień, za które pokochali go miłośnicy muzyki elektronicznej; pastelowe dźwięki przebogato ozdobione efektami burzy, szumu morza, śpiewem ptaków itp, z których wyłaniają się urokliwe i często po prostu ,,wpadające w ucho'' rozwiązania melodyczne.
W roku 2005 w Gdańsku odbyło się spektakularne widowisko utrwalone zarówno na płycie CD jak i DVD: ,,Live From Gdańsk'', podczas którego to niebywale zabrzmiała jedna z części omawianej tu płyty: ,,Oxygene 8.''.

Tagi: J
21:45, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Tyle słońca w całym mieście; Jaki jesteś jeszcze nie wiem; Żeby szczęśliwym być; Mój, tylko mój; Biały wiersz od Ciebie; Zawsze gdzieś czeka ktoś
str.B: Za każdy uśmiech; Jak w taki dzień deszczowy; Staruszek świat; Będzie dość; Gdzie są dzisiaj tamci ludzie; Nic nie może wiecznie trwać

Klasyczna już dziś płyta, jeśli chodzi o polską piosenkę -12 największych przebojów ANNY JANTAR. To jedna z najlepiej sprzedających się w latach 80. płyt w Polsce!
Nic nie dorówna urokowi takich piosenek jak: ,,Tyle słońca w całym mieście'', ,,Żeby szczęśliwym być'', ,,Mój, tylko mój'', ,,Zawsze gdzieś czeka ktoś'', ,,Za każdy uśmiech'' czy ,,Staruszek świat''. Często zastanawiam się jak dalej potoczyłaby się kariera Pani Anny, gdyby nie została w tak tragiczny sposób przerwana przed ponad 30 laty. Ostatnie dokonania ANNY JANTAR świadczyły o zdecydowanym unowocześnieniu brzmienia, czego możemy doświadczyć słuchając ostatniego nagrania w tym zbiorze: ,,Nic nie może wiecznie trwać'' z BUDKĄ SUFLERA, wpasowanego w stylistykę początku lat 80., kiedy największe sukcesy odnosiły IZABELA TROJANOWSKA I URSZULA nagrywające również z tą grupą . Niedawno posiadłem też ostatni premierowy album Piosenkarki zatytułowany po prostu ,,Anna Jantar'' w zremasterowanej edycji CD, nagrany z towarzyszeniem zespołów PERFECT i właśnie: BUDKA SUFLERA (z niego oprócz wspomnianego przeboju, pochodzi też duet ze Z.Hołdysem: ,,Spocząć''). Sentymentalnie, melodyjnie, przyjemnie...

Tagi: J Pop
21:43, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Prelude in E minor; Etude in A minor; Polonaise in C sharp minor; Mazurka in F minor; Prelude in C minor; Waltz in D flat major; Prelude in E minor

W ubiegłym roku obchodziliśmy ,,Rok Fryderyka Chopina'', w związku z tym z kompozycjami Chopina zmierzyło się wielu muzyków, również spoza środowiska (tu padnie nielubiane przeze mnie określenie): ,,muzyki poważnej''. Podczas trwania całorocznego festiwalu, kiedy to najróżniejsi muzycy sięgali po klasykę kompozytora, na mnie największe wrażenie zrobiły projekty Leszka Możdżera (wspaniała płyta: ,,Impressions On Chopin'', 2010), oraz ,,Rock Loves Chopin '' (projekt koncertowy, w który zaangażowani byli m.in. Marek Raduli i RYSZARD SYGITOWICZ).
Postanowiłem sięgnąć do przeszłości i dotrzeć do wcześniejszych ,,nieklasycznych'' interpretacji muzyki Fryderyka Chopina, nie sprowokowanych obchodami ,,Roku Chopinowskiego''. W swoich poszukiwaniach trafiłem na płytę nagraną w 1992 roku przez jazzowe trio ANDRZEJA JAGODZIŃSKIEGO, w skład którego oprócz lidera weszli: Adam Cegielski oraz legendarny perkusista Czesław ,,Mały'' Bartkowski.
Płytę ,,spina'' klamra w postaci otwierającego ,,Prelude in E minor'' i kończącej krótkiej impresji osnutej wokół tego tematu.
Na uwagę zasługuje jazzowe podejście do tematu z zachowaniem konwencji strukturalnej chopinowskich tematów. Tu nie ma rozbudowanych i rozimprowizowanych impresji osnutych wokół głównych tematów. Większość nagrań to czyste transkrypcje kompozycji Chopina zachowujące zamysł koncepcyjny Wielkiego Kompozytora, dokonane z wielkim szacunkiem dla oryginalnych zapisów nutowych. Wzorcowe mistrzostwo wykonawcze pod względem instrumentacji dalekie jest od późniejszego o 20 lat, jazzowego podejścia L.Możdżera. Tu nie ma popisów solowych tak daleko odbiegających od zamysłu twórczego Fryderyka Chopina, jakie znamy z późniejszych ,,nieklasycznych'' interpretacji.
Oczywiście teza jaką wysnułem może być przez niektórych poczytana jako brak polotu muzyków biorących udział w nagraniu, którzy mało włożyli w interpretację gotowych kompozycji. Dlatego płytę należy odbierać jako przetransponowanie Chopina na instrumentację jazzową, a nie własne interpretacje muzyków, odbiegające od tego co przed laty ułożył sobie w głowie Wielki Fryderyk.
Być może właśnie dzięki takim transkrypcjom, kolejni muzycy poszli dalej ,,ingerując'' w kompozycje i przedstawiając coraz to nowe i bardziej oddalone od oryginalnych kompozycji, własne spojrzenie na Chopina. Dlatego słuchając tego krążka należy mieć świadomość, iż nagrań dokonano 18 lat temu, kiedy mało kto porywał się na zmierzenie w sposób jazzowy z geniuszem Chopina.
Reasumując: uważam, iż słuchając kolejnych nagrań muzyków jazzowych czy rockowych będących swobodnymi impresjami wokół chopinowskich utworów, od czasu do czasu należy posłuchać tego rodzaju płyty, aby usłyszeć ,,Chopina na jazzowo'', lecz zagranego w sposób klasyczny.

21:42, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Enjoy Yourself; Think Happy; Good Times; Keep On Dancing; Blues Away; Show You The Way To Go; Living Together; Strength Of One Man; Dreamer; Style Of Life

Nie potrafię inaczej słuchać nagrań ,,Jacksonów'' niźli przez pryzmat późniejszych, niewiarygodnych sukcesów Michaela -,,Króla Popu''. Trochę szkoda, gdyż zarówno formacja JACKSON 5 jak i późniejsza The JACKSONS zdecydowanie zasługują na osobne potraktowanie.
Płyta, którą uzupełniłem niedawno brakujące miejsce wśród kilku płyt The JACKSONS jest debiutancki album zatytułowany po prostu nazwą grupy a wydany pierwotnie w 1976 roku, po zerwaniu umowy z wytwórnią Motown i konieczną w związku z tym zmianą nazwy z dotychczasowej: JACKSON 5.
Dwa lata później zespół doczekał się wielkiej popularności za sprawą albumu ,,Destiny'' (1978,  przebój ,,Blame It On The Boogie''), a wroku 1984 nadszedł wielki sukces dzięki albumowi ,,Victory'' (1984, z utworem wykonywanym wspólnie z MICKIEM JAGGEREM: ,,State Of Shock'') oraz zdobycia niesłychanej popularności ówczesnego członka rodzinnej formacji -MICHAELA JACKSONA.
Na pierwszej płycie nagranej pod nową nazwą, dominuje już jako główny wokalista: Michael. Utrzymanych w soulowym nastroju utworów na płycie słucha się po 35 latach od momentu ich nagrania, wyśmienicie. Zawsze lubiłem soulowe klimaty lekko zabarwione wczesną muzyką disco z lat 70. wykonawców spod znaku The TEMPTATIONS.  Otwierający album ,,Enjoy Yourself'' był najpopularniejszym i najbardziej przebojowym utworem z albumu. Ja jednak z tej płyty zdecydowanie wolę przesycone gorącym soulowym klimatem, rytmiczne: ,,Think Happy'' czy ,,Living Together''. W nagraniach słyszymy wspaniałe orkiestrowe aranżacje (prawdziwa orkiestra, a nie imitowana elektronicznie jak miało to miejsce w późniejszych latach), w tle bongosy i jest też niejednokrotnie miejsce na pojawienie się sola gitarowego czy organowego. Prawdziwa, żywa muzyka... Jakże odmienna od późniejszych preparowanych w studio brzmień na płytach.

Tagi: J Pop
21:41, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 

str.1: Great Gettin' Up In The Morning; Down By The Riverside; Somebody Bigger Than You And I; I Believe; Come On Children Let's Sing; God Put A Rainbow In The Sky
str.2: Keep A-Movin'; Jesus Met The Woman At The Well; How Great Thou Art; Didn't It Rain; One God; We Shall Overcome

45. letnia płyta winylowa zachowana w stanie idealnym!
12 pieśni gospel wykonywanych przez mistrzynię gatunku: MAHALIĘ JACKSON, kojarzoną oprócz gospel również z jazzem i bluesem. Wielki głos, wielka postać w historii muzyki!
Na płycie znajdziemy m.in. takie standardy jak roztańczony i rozśpiewany ,,Down By The Riverside'', słynny ,,We Shall Overcome'', czy spopularyzowane również przez ELVISA PRESLEYA: ,,I Believe'' i ,,How Great Thou Art''.
Można poddać się tym klimatom i to nie koniecznie w celu zbliżenia się do Boga, lecz po prostu zachwycając się niezwykłym klimatem gospel... mimo to czuję się jakoś ,,uduchowiony'' po przesłuchaniu tej płyty :)

Tagi: J jazz
21:40, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Just Another Night; Wild East; Cleveland Rocks; Ships; When The Daylight Comes
str.2: Life After Death; Standin' In My Light; Bastard; The Outsider

Jedna z dwóch (obok debiutu wydanego po odejściu z grupy MOTT THE HOOPLE w 1975) najlepszych solowych płyt IANA HUNTERA. Choć mniej jest na niej klimatów psychodelicznych niż na wspomnianym albumie, zatytułowanym po prostu: ,,Ian Hunter'', to płyta po ponad 30. latach broni się nadal.
Glamrockowo brzmi na stronie pierwszej ,,Cleveland Rock'', a ,,Ships'' z kolei -to wielki przebój, który w roku 1982 ponownie wylansował ...BARRY MANILOW, umieszczając go na wspaniałym albumie ,,One Voice''.
Zdecydowanie ciekawsza jest druga strona longplaya. Tam znajduje się pieśń, nawiązująca klimatem do dokonań BOBA DYLANA: ,,Standin' In My Light'', rozbudowany, okraszony świetnym brzmieniem mooga i utrzymany w transowym rytmie ,,Bastard'', oraz finałowy, wzniosły z efektami a la chór: ,,The Outsider''.
Warto posłuchać od czasu do czasu IANA HUNTERA ...choćby po to aby po raz kolejny przekonać się, iluż to artystów nie doczekało się należnej popularności i właściwego miejsca w gronie powszechnie znanych klasyków muzyki rockowej.

Tagi: H rock blues
21:36, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Imagine; Don't Give Up; Tempo De Amor
Str.2: Space Captain; The Times, They Are A' Changin'
Str.3: La Tierra; Tamatant Tilay / Exodus; Tomorrow Never Knows
Str.4: A Change Is Gonna Come; The Song Goes On

Herbie Hancock -pianista i kompozytor, którego kariera trwa od... ponad 60 lat. Pianista zadebiutował bowiem w wieku 11 lat wraz z Chicago Symphony Orchestra grając utwory Mozarta. Kto wie czy jego późniejsza kariera nie potoczyłaby się w kierunku muzyki klasycznej, gdyby muzyk nie przeprowadził się 10 lat później do Nowego Jorku gdzie poznał ludzi związanych z legendarną dziś wytwórnią Blue Note i muzyków takich jak Donald Byrd, Dexter Gordon i Freddie Hubbard. To właśnie pierwszy z wymienionych jazzmanów usłyszawszy grę 20-letniego wówczas pianisty dostrzegł tkwiące w nim atrybuty muzyka improwizującego i zaprosił go do swego zespołu.

Rok później Hancock pod swoim nazwiskiem zadebiutował albumem: ''Takin' Off'', na którym dał się poznać jako świetny kompozytor, a temat pochodzący z płyty: ''Watermelon Man'' stał się jego pierwszym przebojem. Krótko potem wstąpiwszy w skład kwintetu samego Milesa Davisa, Hancock stał się jednym z najbardziej pożądanych muzyków sesyjnych. Tworząc wraz z Ronem Carterem i Tony Williamsem słynną sekcję Davisa, muzyk nagrywał też płyty z własnymi projektami angażując do współpracy m.in. wspomnianych D.Byrda i F.Hubbarda, a także m.in.: Granta Greena i Rona Cartera. Efektem sesji z lat 60-tych dla Blue Note były tak ''pomnikowe'' dziś albumy jak: ''My Point Of View'' (1963), ''Empyrean Isles'' (1964, kolejny wielki przebój: ''Cantaloupe Island'') czy: ''Maiden Voyage'' (1965). 

Muzyka tworzona przez Herbiego Hancocka ewoluuje przez całe lata, jednocześnie ulegając panującym trendom ale też zachowując zawsze najwyższy znak jakości.
Po nagraniu albumu ''Speak Like A Child'' (1968) Hancock opuścił kwintet Davisa kierując swe muzyczne poszukiwania w stronę nowego wówczas nurtu: fusion i jako jeden z pierwszych pianistów wprowadził do muzyki jazzowej instrumenty elektroniczne. Za najbardziej odkrywczy i przełomowy album z tego okresu uważa się bestsellerową płytę: ''Head Hunters'' (1973).

W latach 80-tych Muzyk potrafił zaszczepić w swej twórczości nawet elementy muzyki house i techno, a wydany w tym okresie longplay: ''Future Shock'' (1983) znalazł się na liście najlepiej sprzedających się płyt lat 80-tych zarówno w kategorii jazzu jak i płyt z muzyką pop (pochodzące z niej nagranie: ''Rockit'' to jeden z największych światowych przebojów dziesięciolecia). Z ilością najróżniejszych ukazujących się po dzień dzisiejszy wersji tego elektronicznie spreparowanego kilkuminutowego jingla konkurować może chyba jedynie ,,Blue Monday'' -grupy New Order
W roku 1986 Hancock otrzymał Oscara za muzykę do filmu: ''Round Midnight'', jest laureatem ok 200 nagród Grammy. To jeden z największych pianistów modern jazzu zawsze wymieniany jednym tchem obok: Chicka Corea, Keitha Jarretta i McCoy Tynera.
Jego słynnym projektem jest album: ''Imagine Project'' (2010) złożony z nagrań dokonanych w różnych zakątkach świata i prezentujący poprzez pryzmat muzyki etnicznej jego adaptacje utworów z repertuaru m.in. Johna Lennona, Boba Dylana, Petera Gabriela czy Boba Marleya. W projekcie tym wzięli udział m.in.: Jeff Beck, Marcus Miller, Wayne Shorter, a także gwiazdy młodszego pokolenia jak P!nk i Seal.

HERBIE HANCOCK to jeden z największych pianistów jazzowych świata a zarazem postać o niebywałym zmyśle produkcyjnym obdarzona genialną wręcz fantazją muzyczną.                       Od zawsze przeciera nowe szlaki dla muzyki jazzowej, ale nie stroni też od obszarów wydawałoby się dalekich od jazzu. To On w latach 80. stał się prekursorem nowego sposobu produkcji nagrań muzyki popularnej tworząc płytę ,,Future Shock'', z której aż po dzień dzisiejszy czerpią garściami rzesze muzyków powielając schematy i kopiując sample z choćby najsłynniejszego utworu z wspomnianego krążka: ,,Rock It''. Z ilością najróżniejszych ukazujących się po dzień dzisiejszy wersji tego elektronicznie spreparowanego kilkuminutowego jingla konkurować może chyba jedynie ,,Blue Monday'' -grupy NEW ORDER.
Mając świadomość różnorodności muzycznych wychodzących z warsztatu HERBIEGO HANCOCKA nie wiadomo czego można się spodziewać dowiadując się o ukazaniu Jego nowej płyty. Pamiętając poprzedni album Artysty poświecony w całości twórczości JONI MITCHEL, który szczerze mówiąc nie zachwycił mnie -nie obiecywałem sobie wiele na wiadomość o lipcowej premierze nowego albumu. Dziś jest to dla mnie jedno z największych muzycznych oczarowań roku 2010! Już same nazwiska wydrukowane w dołączonej do dwupłytowego (w wersji winylowej) wydawnictwa wkładki, przyprawiają o zawrót głowy! P!NK, SEAL, JEFF BECK (zabrał do Herbiego ze sobą również TAL WILKENFELD, którą zachwycałem się przy omawianiu w tym miejscu kilkanaście dni temu płyty ,,Emotion & Commotion''), MARCUS MILLER, grupa LOS LOBOS, DAVE MATTHEWS, CHACKA KHAN, gitarzysta ALLMAN BROTHERS BAND: DEREK TRUCKS, córka RAVIEGO SHANKARA (równie uzdolniona jak ojciec): ANOUSHKA SHANKAR czy w końcu legenda saksofonu: WAYNE SHORTER! Jakby tego było mało, na liście tytułów są dzieła które wyszły spod pióra JOHNA LENNONA i PAULA McCARTNEYA, PETERA GABRIELA czy BOBÓW: DYLANA i MARLEYA! Do tego facet zjechał pół świata by dokonać tych nagrań: Wielka Brytania, Irlandia, Francja, USA (Miami, Los Angeles, Jacksonville) ale też: Brazylia i Indie!
Nazw najróżniejszych instrumentów wykorzystanych podczas nagrań nie ośmielę się przepisać z okładki ze względu na duże prawdopodobieństwo popełnienia błędów, jednak sitar czy ukulele w konfrontacji z nimi mogą uchodzić za bardzo swojskie i powszechnie znane.
Pora przygasić światło i opuścić igłę gramofonu na płytę...
Najpierw wybitnie jazzowe intro Hancocka na pianinie i wokal P!NK i SEALA -start! Gitara JEFFA BECKA, na basie MARCUS MILLER... Rany! Jest świetnie! Zupełnie inny wymiar: jest funkująco, czuć jakby bossa novę... Nagle cudnie egzotycznie brzmiące w nieznanym mi języku głosy tworzą iście etniczny klimat. Nigdy nie wyobrażałem sobie, iż ,,Imagine'' LENNONA może TAK zabrzmieć. Majstersztyk i Mistrzostwo Świata! Wciągający transowy rytm afrykańskich głosów (jakby wziętych z ,,Graceland'' PAULA SIMONA) wycisza się. Aż strach słuchać dalej!
,,Don't Give Up'' -PETERA GABRIELA z cudną wokalizą KATE BUSH w innej niż pierwotna wersja uznałbym za profanację... do momentu usłyszenia tego arcydziełka w wykonaniu Projektu Hancocka. P!NK spisała się świetnie wtórując JOHNOWI LEGEND a pląsający bass cudnej TAL WILKENFELD (którą... no dobrze -przemilczę :) ) dopełnia całości. Hancock nie pozbawił tego utworu niczego za co kochamy go od wydania płyty ,,So'' Gabriela w 1986 roku. Mało to! Pianino Hancocka, linia basu i nieziemska wokaliza pojawiająca się w zupełnie nowych momentach kompozycji jako dodatkowy smaczek, olśniewają odkrywając tym samym nieznane dotąd obszary i śliczności tej kompozycji. ,,Gęsia skórka'' od początku do końca!
Po dwóch utworach nagranych w słynnym Beatlesowskim studiu Abbey Road w Londynie pojawia się nagranie popełnione w Brazylii co słychać od samego początku (,,Tempo De Amor''). Jeśli lubicie klimaty brazylijskiej bossa novy śpiewanej w jedynym właściwym dla tego stylu języku -będziecie w niebie. Skojarzenia? Na pewno: ASTRUD GILBERTO i STAN GETZ i ...brazylijskie seriale :).
Drugą stronę albumu wypełniają dwa utwory; ,,Space Captain'' nagrany w Jacksonville, to miejsce na popisy pianistyczne Hancocka  prowadzącego pod koniec utworu rozimprowizowane dialogi z gitarą (DEREK TRUCKS), pojawiają się też organy Hammonda, oraz przede wszystkim wyraźny posmak gospel: typowy chórek i wokalna interpretacja (SUSAN TEDESCHI).
Już sam tytuł kolejnego utworu przyprawia o dreszcze: ,,The Times, They Are A' Changin''' -przecież to BOB DYLAN! Przejmująco niczym MARIANNE FAITHFULL sączy chropawym głosem tekst LISA HANNIGAN, wzbogacając w niespodziewanych momentach linię wokalną zaśpiewami w bardzo egzotycznie brzmiącym języku. No i niesłychanie brzmiąca sekcja irlandzka w tym utworze, za którą brawa należą się grupie The CHIEFTAINS biorącej udział w tym (nagranym tym razem w Paryżu) kawałku. Pląsające gitary, ,,szczotkująca'' perkusja: ponad 8 minut minęło, a mogliby grać ten standard jeszcze i jeszcze... Uff! Koniec pierwszej płyty.
,,La Tierra'' nagrany w Miami z udziałem MARCUSA MILLERA i PETE WALLACE (klawisze) to po prostu bossa nova, utwór wyróżniający  się w środkowej części klimatami znanymi nam z płyt SANTANY -tutaj jednak instrumentem numer 1 jest nie gitara, a pianino Hancocka.
 A teraz... opus magnum płyty? Bardzo możliwe! Dla mnie każdy odsłuch tego utworu wprowadza niesłychane wibracje! ,,Tamatant Tilay / Exodus'' to połączenie dwóch utworów (tak! ten drugi to ,,Exodus'' BOBA MARLEYA!). Arabskie zaśpiewy w połączeniu z rytmem reggae to niesamowity patent! Na wokal niejakiego K'NAANA zawodzącego w kolejnym egzotycznym języku na tej płycie, nachodzi wokal znanych nam skądinąd Panów: LOS LOBOS! Cudeńko!
Pozostajemy w egzotycznym klimacie (a może pogrążamy się jeszcze bardziej!): ,,Tomorrow Never Knows'' BEATLESÓW nagrane w Los Angeles aż kipi od psychodelicznych dźwięków. Wokal DAVE MATTHEWSA pływa podobnie jak u ,,Czwórki z Liverpoolu'' na płycie ,,Revolver'', a ogrom dźwięków jakimi zostajemy przytłoczeni robi wrażenie czegoś w rodzaju celowo spreparowanego chaosu i pozornego bałaganu dźwięków. Sam Mistrz Herbie tym razem nie olśniewa wirtuozerią a koncentruje się raczej na elektronicznym produkowaniu dźwięków. Po odwróceniu płyty jednak wraca charakterystyczna tradycyjna klawiatura. Kompozycja SAMA COOKEa ,,A Change Is Gonna Come'' to kolejna okazja usłyszenia TAL WILKENFELD (pst!:) ), ale przede wszystkim wokalu JAMESA MORRISONA. Jeśli chodzi o pianino Hancocka to jest tutaj naprawdę czego posłuchać: długie rozbudowane solo powinno zadowolić wszystkich, którzy mogliby zarzucać Hancockowi oszczędzanie się na tym albumie.
Nagrany w Indiach ,,The Song Goes On''. Sitar, egzotyczny hinduski wokal K.S.CHITHRA przywołujący skojarzenia z...  ,,The Battle Of Evermore'' -LED ZEPPELIN, swojsko przy niej brzmiąca CHACKA KHAN i jedyny Taki Saksofon Sopranowy na świecie: WAYNE SHORTER! Pulsujący, transowy rytm, nie do końca wyobrażalne dla mnie instrumenty o dziwnych nazwach jak np pakhawaj czy mridangam. W tle pianino HERBIEGO HANCOCKA, na pierwszym planie przekomarzający się z sitarem WAYNE SHORTER -czy to dźwiękowa wizja Raju? Świetne zakończenie genialnego albumu. Takie płyty nie ukazują się codziennie, co tydzień, każdego miesiąca, a nawet każdego roku!
Igła unosi się z płyty i ramię gramofonu wraca. Talerz kręci się coraz wolniej... W powietrzu wyraźnie czuję jeszcze zapach tej muzyki... Gdzieś tam krąży jeszcze ten saksofon, wiruje bas i słychać pianino. Nawet jeśli miałbym już więcej nie usłyszeć tych dźwięków z płyty, pozostaną gdzieś we mnie w środku... na zawsze.

21:20, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: W malinowym chruśniaku; Śledzą nas; Taka cisza w ogrodzie; Hasło nasze; Zazdrość moja; Wyszło z boru; Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie; Ty pierwej mgły dosięgasz; Zazdrośnicy; Zmienionaż po rozłące
str.B: Dancing; Trzeba chodzić w masce; Ramię Pana; Modlitwa; Krzyk jazz-bandu; Miss Ameryka; Ekscentrycy; Smutne intermezzo

Płyta zawiera nagrania z dwóch różnych programów TV. Pierwsza strona płyty to wykonane wspólnie przez Krystynę Jandę i nieodżałowanego MARKA GRECHUTĘ wiersze Bolesława Leśmiana, do których muzykę napisał Grechuta. To dziesięć krótkich i uroczych miniaturek wykonanych w uroczy sposób przez ten niezwykły duet, z których na mnie największe wrażenie zrobiła ,,Zmienionaż po rozłące'', boż to ujmująca interpretacja jest i zaiste wiersz przepiękny :) .
Drugą stronę płyty wypełniają również wiersze zaśpiewane, popełnione jednak piórem Marii Jasnorzewskiej -Pawlikowskiej. Toż inna jest estetyka, inne klimaty, dlatego krążek wyraźnie dzielę na dwie części... i tak powinno być: strona A i strona B: domena płyty gramofonowej!
P.S. Przepraszam za styl, którymże ubarwił w momencie niespodziewanym tekst ten, alem się zasłuchał i porwać dał wierszom tym przepięknym Leśmiana na stronie A umieszczonym :)
Tagi: g Pop
21:09, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Jede Nacht; Das Lied Der Arche Noah; Horizont; Der Traum Ist Vorbei; Ein Lied Kann Eine Brucke Sein; Mit Dir Ins Zauberland; Fur Immer Jung; Lisa; Bleib' Deinem Traum Immer Treu; Nie Mehr Bolero; Die Biene Maja; Traumzeit; Es War Ein Gutes Jahr; Ich Bin Da, Um Dich Zu Lieben

Moja przygoda z płytami KARELA GOTTA rozpoczęła się ok.1977 roku, kiedy to w prezencie otrzymałem używany adapter ,,Ziphona'' produkcji NRD, z czasem przerobiony (poprzez odłączenie wewnętrzego wzmacniacza i wymianę wkładki i igły przez Mojego Ojca) na stereofoniczny gramofon, taki -aby można go z powodzeniem podłączyć pod odbiornik ,,Amator Stereo'' krajowej produkcji ,,Unitra'' i cieszyć się stereofonicznym brzmieniem z dwóch kolumn głośnikowych (również ,,Unitra'': 2x15W !).
Otóż, wraz z enerdowskim adapterem w skład pakietu wchodziła kolekcja kilku zdartych do granic możliwości płyt, pośród których prawdziwą perłą był czechosłowacki longplay ,,Supraphonu'': ,,My Czech Favourites'' z wizerunkiem Gotta wąchającego czerwonego tulipana na okładce.
Pamiętam, iż jako bardzo tolerancyjny i wrażliwy muzycznie chłopiec, nie zrażony wpływami radykalnie odmiennych gustów muzycznych swych rówieśników i wolny od dylematów w stylu: ,,czy wypada?'', zachwyciłem się głosem KARELA GOTTA. Ten zachwyt pozostał we mnie po dzień dzisiejszy, pomimo późniejszych fascynacji bardzo odległymi od ,,Złotego Głosu z Pragi'' rejonami Świata Muzyki. Nigdy nie stroniłem od ,,muzyki środka'' i obok płyt rockowych, jazzowych i tych z muzyką klasyczną, zgromadziłem też trochę płyt wykonawców ,,z kręgu ENGELBERTA HUMPERDINCKA''.
 Skompletowanie pełnej dyskografii Piosenkarza graniczyć może z cudem, jako że Pan Karel nagrał w ciągu swej wieloletniej kariery kilkaset (!) płyt. Myślę jednak że i tak udało mi się zdobyć trochę płyt winylowych KARELA GOTTA. Swój sfatygowany egzemplarz albumu ,,My Czech Favourites'', od którego to wszystko się zaczęło zamieniłem po latach na idealny, a do moich największych kolekcjonerskich osiągnięć ,,gottowych'' należy zdobycie płyty ,,The Golden Voice Of Prague'' z roku 1966 w stanie niemalże ,,dziewiczym''. Muszę jednak przyznać się, iż kilkakrotnie zrezygnowałem z możliwości okazyjnego nabycia płyt K.Gotta nagranych w języku niemieckim. Głos Piosenkarza najlepiej brzmi w jego rodzimym języku, gdyż nadaje dodatkowego ,,smaczku'' podczas słuchania, poza tym... niektóre teksty piosenek mogą być częściowo dla Polaka zrozumiałe. Język angielski brzmi w ustach KARELA GOTTA sztucznie i wyczuwalny w nim akcent psuje trochę radość słuchania, natomiast niemiecki jeśli chodzi o piosenki pop, wywołuje skojarzenia z artystami tworzącymi tzw. ,,Schlager Parade'', a to klimat,  który nie bardzo mi odpowiada (choć pamiętam kasetę niejakiego THOMASA LUCKA przemyconą w połowie lat 70. z NRD, której jako kilkulatek często słuchałem -nawet pamiętam refren jednej z piosenek ,,Schlaf Kinder, Schlaf''... czy jakoś tak :) ). Tymczasem KAREL GOTT jako niezwykle popularny w Niemczech i Austrii -do dziś, nagrywa co jakiś czas kolejną płytę śpiewaną w germańskim języku (również wspomniany w tym tekscie Humperdick ma na swym koncie płyty nagrane po niemiecku).
Taką właśnie płytą jest wydana przez Universal Koch w 2002 roku w Austrii CD ,,Romantische Gefuhle'', na której oprócz znanych przebojów ,,Die Goldenen Stimme aus Prag'' (jak nazywają Go w Niemczech i Austrii) znajdują się dwie nowe, premierowe piosenki:,,Jede Nacht'' i ,,Das Lied Der Arche Noah''. Najbardziej ,,wpadającą w ucho'' po pierwszym przesłuchaniu jest dla mnie jednak ,,Horizont''. Poza tym znajdziemy na płycie m.in. duety z Mirianą i Daliah Lavi, a także udaną ,,gottowską'' przeróbkę ,,Forever Young'' (z repertuaru ALPHAVILLE): ,,Fur Immer Jung'', oraz nieśmiertelną ,,obciachową'' ,,Pszczółkę Maję'': ,,Die Biene Maja'' (w polskiej wersji tej kreskówki piosenkę śpiewał Zbigniew Wodecki, w niemieckiej: KAREL GOTT).
Pamiętam, iż w latach 70. i 80. w gospodarstwach domowych wyposażonych w adapter bądź gramofon, płyty KARELA GOTTA znajdowały się prawie w każdej domowej płytotece. Wiadomo: czasy były takie, iż płyty wykonawców z za ,,żelaznej kurtyny'' były dla przeciętnej gospodyni domowej praktycznie nieosiągalne, zaś importowane z za południowej granicy longplaye z wizerunkiem przystojnego piosenkarza z Czechosłowacji o uwydatnionych kościach policzkowych na estetycznej lakierowanej okładce, można było kupić w księgarni (w tamtych latach nie było sklepów płytowych -sprzedażą płyt parały się państwowe księgarnie ,,Dom Książki'' oraz sklepy z instrumentami muzycznymi). Teraz po latach, kiedy świat zdecydowanie się skurczył i mamy nieograniczony dostęp do muzyki z całego świata, niesłusznie chyba czasem odrzucamy artystów, którzy umilali nam czas przed laty, a wielu dojrzałych melomanów uważa swoje fascynacje sprzed lat wręcz za coś zgoła wstydliwego. Dziś nie ma najmniejszego problemu z nabyciem w Polsce nowej płyty artysty z Kanady czy nawet Australii (nawet w dniu premiery!). Problem natomiast stanowić może zakup nowej płyty wykonawcy z Czech, Słowacji czy Węgier. Myślę jednak, iż sytuacja w ciągu ostatnich lat ulega zmianie gdyż na półkach sklepów płytowych coraz częściej pojawiają się ci zapomniani, odrzuceni przed laty wykonawcy.
Tagi: g Pop
21:07, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Can't Slow Down; In Pieces; When It Comes To Love; Living In A Dream; I Can't Give Up; Ready
Str.2: Give Me A Sign; I'll Be Home Tonight; Too Late; Lonely; As Long As I Live; Angel Tonight; Fool For You Anyway

W zasadzie po nowej płycie FOREIGNER, pomimo iż upłynęło juz 16 lat od wydania poprzedniego albumu, (,,Mr.Moonlight'') nie spodziewałem się jakichś niezwykłych fajerwerków muzycznych. Niemniej jednak, bez wahania dołączyłem nowy longplay grupy: ,,Can't Slow Down'' do swojej kolekcji płyt winylowych. Zaskoczyła mnie natomiast różnorodność edycji tej płyty w wersji CD: gdybym zdecydował się na CD -stanąłbym przed nie lada dylematem -doliczyłem się bowiem jak dotąd czterech różnych mutacji tej płyty. Na szczęście w wersji analogowej mamy do czynienia z jedną -podstawową wersją albumu.
Z pierwotnego składu zespołu pozostał w 2010 roku Mick Jones, a nowy wokalista grupy Kelly Hansen robi wrażenie wyłonionego z konkursu na najlepszego naśladowcę głosu Lou Gramma -pierwszego wokalisty FOREIGNER.
Utwór tytułowy to oparta na rockowym riffie kompozycja, w której już od pierwszej chwili słychać że to stary, dobry FOREIGNER, do którego od lat przywykliśmy; wpadający w ucho refren i ,,amerykańskie'' rockowe brzmienie.
,,In Pieces'' -drugi utwór na płycie, zabarwiony wspaniale brzmiącymi dźwiękami instrumentów klawiszowych zabiera nas w bardziej progresywne klimaty -wciąż jednak mamy do czynienia z melodyjnym ,,soft rockiem'' XXI wieku.
,,When It Comes To Love'' -to spokojniejszy trochę utwór i kolejny potencjalny hit na płycie! Cały album w zasadzie to kopalnia ewentualnych przebojów, które takimi niestety się nie staną w ogłupionym świecie XXI wieku. Cenię sobie FOREIGNER za podążanie wyznaczoną przed laty drogą i nie zbaczanie w rewiry zbyt nowoczesnych brzmień i rozwiązań, pomimo iż propozycje grupy nie są niczym więcej jak po prostu przebojową muzyką rockową, w której słyszymy nie raz wyśmienite solo gitarowe, a wokal pełen jest zadziorności i przepojony emocjami.
,,Living In A Dream'' to kolejny przykład typowego, tradycyjnego brzmienia FOREIGNER.
Mamy pierwszą balladę! ,,Can't Give Up''. Myślę że wszyscy, którzy uważają ,,I Want To Know What Love Is'' za szczytowe osiągnięcie zespołu powinni być w pełni usatysfakcjonowani nowym ,,wyciskaczem łez'' grupy.
Ostatnim utworem z pierwszej strony płyty jest ,,Ready'': szybkie tempo i typowo ,,foreignerowski'' refren, plus fajne gitary.
,,Give Me A Sign''... no cóż -zespół wypracował sobie formułę, której sztywno się trzyma i z jednej strony: chwała za to, z drugiej natomiast: po wysłuchaniu kilku dość podobnie ,,spreparowanych'' nagrań po pewnym czasie możemy mieć problem z ich odróżnieniem.
,,I'll Be Home Tonight'' to drugi na płycie (po ,,When It Comes To Love'') utwór utrzymany w średnim tempie mający wszelkie predyspozycje do stania się kolejnym przebojem z albumu.
Po następujących po sobie ,,Too Late'' i ,,Lonely'' (ponownie typowy refren) następuje kolejny potencjalny hit: ,,As Long As I Live'' -znów średnie tempo i ponownie wpadający w ucho przebojowy refren. Jeszcze tylko ,,Angel Tonight'' i finał: ,,Fool For You Anyway'' -instrumenty dętę i ciekawe, niespotykane dotąd w nagraniach grupy, brzmienie gitary. Wreszcie coś zdecydowanie innego! Brzmienie perkusji nadaje kompozycji soulowy posmak.
To kolejna płyta, o której mogę napisać iż mogłaby równie dobrze ukazać się 10 czy 20 lat temu. Stare, sprawdzone patenty... W przypadku FOREIGNER, może wolałbym jednak od czasu do czasu być zaskoczony nieco ostrzejszym, bardziej rockowym utworem... ale to przecież nie byłby już FOREIGNER
Tagi: f rock blues
21:04, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Zespół, którego sława trwała dwa, może trzy lata. Ogromny sukces albumu ,,The Raw And The Cooked'' zawierającego takie przeboje jak: ,,She Drives Me Crazy'', ,,Good Thing'', czy zajmującej pierwszą stronę tej płytki ,,I'm Not The Man I Used To Be'' wydaje się być w pełni zasłużony. Według mnie to jedna z najlepszych płyt pop rockowych lat 80.
Na drugiej stronie singla znajduje się nagranie, którego próżno szukać na katalogowych płytach zespołu. I to jest właśnie ta magia czarnych singli!

Tagi: f Pop
20:55, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Light My Fire; California Dreamin'; Hey! Baby; Let It Be; Che Sara; Maria Isabel; Don't Think Twice, It's All Right; Yesterday; The Windmills Of Your Mind; She's A Woman; Guantanamera; (There's) Always Something There To Remind Me; Susie Q; Walk Right In; I Got A Woman; (I Can't Get No) Satisfaction

Nagrywa do dziś, zrezygnował jednak z wydawania płyt koncentrując się na publikowaniu albumów poprzez internet. Cóż, należy uszanować tą decyzję, aczkolwiek moim zdaniem odpłatne ściąganie muzyki w formie plików nigdy nie zastąpi ,,fizycznej'' formy w postaci zmaterializowanego czarnego lub srebrnego krążka wytłoczonego przez wytwórnię płytową.
To jeden z tych wykonawców, który ponad wykonywanie własnych kompozycji, bądź dla niego napisanych uznawany jest przede wszystkim za genialnego interpretatora ,,cudzych'' utworów (podobnie jak choćby JOE COCKER). Jego interpretacje znanych z innych wykonań utworów częstokroć stawiane są na równi z ,,oryginałami'' a zdaniem jego zagorzałych miłośników niejednokrotnie przewyższają siłą interpretacji pierwowzory. Tak jak wspomniany JOE COCKER zasłynął na początku swej kariery genialną interpretacją ,,With A Little Help From My Friends'' BEATLESÓW -tak świat usłyszał o JOSE FELICIANO dzięki jego pełnej ekspresji interpretacji ,,Light My Fire'' -The DOORS.
,,Light My Fire'' posłużył jako tytuł wielu płyt kompilacyjnych z nagraniami Feliciano. Mam już płytę CD wydaną przez Camden w roku 1997 o tym tytule, dlatego dostrzegając na sklepowej półce najnowsze wydawnictwo zatytułowane: ,,Light My Fire. The Best Of Jose Feliciano'' (2010) obawiałem się bardzo podobnego zestawu nagrań. Tymczasem porównując oba zestawy: na najnowszej kompilacji ociemniałego portorykańskiego gitarzysty i wokalisty powtarzają się zaledwie cztery spośród szesnastu nagrań. Poza tym: spis tytułów jest oszałamiający! Trzy beatlesowskie standardy: ,,Let It Be'', instrumentalne pięknie zagrane: ,,Yesterday'' i ,,She's A Woman'' -cudeńko w jego wykonaniu, ,,I Got A Woman'' RAYA CHARLESA w super bluesowo -skifflowej wersji a także m.in. ,,(I Can't Get No) Satisfaction'' -ROLLING STONESÓW w wersji live z 1966!. Poza tym przepiękne w tej interpretacji: ,,Che Sara'', magiczny ,,The Windmills Of Your Mind'' Michela Legranda, czy słynna porywająca: ,,Guantanamera'' (na tym krążku w koncertowej wersji z 1969 roku) lub nagrany wraz z dużą orkiestrą temat Burta Bacharacha: ,,(There's) Always Something There To Remind Me''. No i jak nie zabrać tej płyty do domu?
Słuchając tych nagrań ułożonych w nową ,,konstelację'' na potrzeby tego albumu zwróciłem uwagę na uważaną dotychczas przeze mnie za przeciętną zaledwie interpretację ,,Suzie Q''. To arcydziełko w wykonaniu Feliciano! Porywająca gitara, brzmienie orkiestry i króciutka ale jakże dodająca smaku partia fletu. Z prostego rockandrollowego kawałka rozsławionego przez ,,Kredensów'' (CREEDENCE CLEARWATER REVIVAL) zrobił rewelacyjny utwór dalece odbiegający od brzmienia kojarzonego z pierwotnym wykonaniem.
Pięknie cyfrowo oczyszczone nagrania brzmią cudnie z tej srebrnej płytki wydanej przez Sony Music.

Tagi: f Pop
20:54, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Yesterdays; Blues For Nils
str.B: Sunset; Work Song; Kalisz Blues

Wśród najbardziej poszukiwanych longplayów z polską muzyką jazzową znajdują się te wydane przez Polskie Stowarzyszenie Jazzowe jako płyty subskrypcyjne dla członków Klubu Płytowego PSJ. Są to w zdecydowanej części płyty nagrane w Polsce przez światowej sławy muzyków, które nie ukazały się nigdzie na świecie w innej formie jak niskonakładowa, klubowa, rozprowadzana wśród klubowiczów płyta.
Takim unikatem są nagrania ciemnoskórego pianisty KENNY'EGO DREW dokonane podczas Festiwalu Pianistów w Kaliszu (rok 1978). Podczas koncertów jazzowych dochodzi często do spontanicznych konfiguracji muzyków. W czasie trwania tego koncertu doszło do spotkania na jednej scenie KENNY'EGO DREW z polskimi muzykami (porywający, finałowy ,,Kalisz Blues'').
Tagi: D jazz
20:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Side Saddle; The Westminster Waltz; Roulette; The Birthday Cakewalk; Pixilated Penguin; Mack The Knife
str.2: Snow Coach; Trampolina; Wedding Of The Painted Doll; Sam's Song (A Happy Tune); Golden Guilders; Matador From Trinidad

Prawdziwa perełka i zabytek klasy A! Zewnętrznie klejona okładka z lakierowaną tylko pierwszą stroną, gramatura płyty oraz jej label i koperta wewnętrzna (z zapowiedziami kolejnych płyt wytwórni i jej katalogiem) są wiarygodną metryką, z której wynika iż płyta jest tak stara że ...nawet ode mnie starsza :) . Na nagranej, rzecz jasna, w monofonicznej jeszcze technice płycie z Wielkiej Brytanii znajdziemy 12 wyśmienitych utworów zmarłego w 2000 roku pianisty RUSSA CONWAYA wraz z akompaniamentem zespołu pod dyrekcją Geoffa Love (m.in. słynny ,,Mack The Knife'').
Całkiem przyjemna muzyka, która kojarzyć może się z ilustracjami muzycznymi do niemych filmów. Nazwa znanej mi już dzięki innym płytom wytwórni, która ,,wypuściła'' przed 45. (!) laty ten w idealnym stanie zachowany po dzień dzisiejszy krążek, niech będzie mottem tej krótkiej recenzji: ,,Music For Pleasure'' a do tego piękna, stylowa okładka!

Tagi: C
20:23, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Nostalgia; Loops; Pustynna burza; Piasek pustyni /inside: Bułgarski blues; Żegnaj Kuba; Afrykański blues / Footprints; Wykryto pewne nieprawidłowości; I Towers You; Edesseg

Projekt Krzysztofa Ścierańskiego ,,Music Painters'' (,,Malarze Muzyki'') liczy sobie już kilka lat. Początkowo zespół tworzyli oprócz lidera: Jose Torres i Bernard Maseli (okres ten dokumentują płyty: ,,Live'', oraz ,,Inna bajka''). Kolejnym wcieleniem ,,Malarzy Muzyki'' był skład uzupełniony o Marka Raduli, w którym Torresa zastąpił Paul Wertico (ex PAT METHENY Group, SBB). W aktualnym składzie na perkusji Wertico zastąpił Przemek Kuczyński i w tej konfiguracji K.Ścierański postanowił udokumentować fonograficznie kilka ostatnich lat muzycznych poszukiwań nagrywając studyjne opracowania granych na koncertach kompozycji. 23 pażdziernika 2010 roku ukazała się płyta kwartetu, firmowana i zatytułowana: ,,The Colors''.

Płyta zaczyna się gitarową frazą Marka Raduli, która towarzyszyć nam będzie w tle całego pierwszego nagrania (,,Nostalgia''). Po chwili rozbrzmiewać zaczyna bas Ścierańskiego, wchodzi perkusja i na blisko 10 minut wpadamy w transowy klimat utworu. Nagranie brzmi bardzo progresywnie, a Raduli tworzy niezwykle zawiłe struktury melodyczne. W połowie utworu chwila wytchnienia, elektroniczno-wibrafonowe pasaże... i dryfujemy dalej: teraz na plan pierwszy wysuwają się dżwięki midi a w tle charakterystycznie szarpane struny basowe i powtarzana niczym mantra od początku utworu fraza gitary. Wspaniały klimat!
,,Loops'' wprowadza nas w bardziej funkowy nastrój, poprzez wyeksponowaną do roli instrumentu solowego gitarę basową K.Ścierańskiego (skojarzenia ze sposobem gry STANLEY'A CLARKE'A). Tu również jest miejsce dla rozbudowanego sola na instrumentach elektronicznych, oraz tym razem spokojniejszej i bardziej stonowanej gitary Marka Raduli, lecz głównym instrumentem jest bas. Uwielbiam ten sposób gry na gitarze basowej! ,,Loops'' kończy solo perkusyjne i powrót do głównego motywu melodycznego.

Kolejnym nagraniem na płycie jest utwór, który miałem ostatnio okazję usłyszeć trzykrotnie na trzech koncertach Marka Raduli i Krzysztofa Ścierańskiego z grupą LABORATORIUM. Wersja płytowa zdecydowanie różni się od ,,laboratoryjnych'' wykonań koncertowych. Dalekowschodni, orientalny klimat ,,Pustynnej burzy'' potęgują dźwięki imitujące sitar i zdeformowany głos. Linia melodyczna kompozycji wywołuje jednoznaczne skojarzenia z muzyką arabską. To zdecydowanie jedna z najlepszych kompozycji Ścierańskiego wszechczasów!
Pozostajemy na pustyni, bowiem kolejne nagranie nosi tytuł: ,,Piasek pustyni''. Podobnie arabsko brzmiąca struktura wywołuje klimaty kojarzące mi się z ,,pustynną'' płytą grupy CAMEL: ,,Rajaz'', nawet gitara M.Raduli gra jakby podobne do A.Latimera frazy. Oczyma wyobraźni widzę rząd wielbłądów sunący karawaną przez pustynię. Trochę może ,,wyrwany z kontekstu'' jest wpleciony w utwór: ,,Bułgarski blues'', który tak naprawdę nie jest bluesem, lecz piękną impresją zagraną na gitarze basowej. Piękną! Może trochę szkoda tego wątku Panie Krzysztofie? Może byłby z tego wspaniały samoistny utwór?
,,Żegnaj Kuba'' -dedykowany zmarłemu przyjacielowi i ,,dobremu duchowi'' wcześniejszych ,,kolorowych'' poczynań -Kubie Florkowi to najspokojniejszy na krążku utwór, podczas którego najpiękniejsze części stanowią fragmenty z gitarą basową na pierwszym planie. Piękny, nastrojowy klimat psuje trochę ,,piszczące'' solo B.Maseli w środku utworu, ale na szczęście po chwili wraca ta jedyna w swoim rodzaju gitara Ścierańskiego, wzbudzająca tak niezwykłe emocje.
Egzotyczna wokaliza rozpoczyna ,,Afrykański blues''... Tak -to bardzo etniczna płyta. Krzysztof Ścierański zabiera nas na niej poprzez klimaty kompozycji w egzotyczne rejony globu jednocześnie sprawiając, iż płyta jest od 1 do 7 utworu jednolita i robi wrażenie zwartej, programowej całości. Egzotyczne ,,przeszkadzajki'' i stonowana perkusja P.Kuczyńskiego wprowadzają nas w kolejny utwór połączony pod numerem 6 w spisie nagrań z ,,Afrykańskim bluesem'': ,,Footprints''. To jedyna kompozycja na płycie nie napisana przez Ścierańskiego. Nasz najlepszy basista sięgnął do teki kompozytorskiej Wayne Shortera, aby przedstawić swoją wersję utworu a może raczej impresje na jej temat.
,,Wykryto pewne nieprawidłowości'' to kolejne na płycie nagranie, które miłośnicy K.Ścierańskiego uważać będą za dokonanie solowe basisty  z zespołem towarzyszącym. Krzysztof Ścierański napisał całą płytę, a że jest gitarzystą basowym -oczywistym wydaje się fakt iż pisze muzykę pod kątem tego instrumentu. Stąd dominujący w większości nagrań bas. ,,Wykryto pewne nieprawidłowości'' to jeden z niewielu utworów, w których nie drażni mnie brzmienie instrumentów B.Maseli, brzmiących tutaj dyskretnie i nie wysuwających się ani na moment na pierwszy plan. Traktuję ten krążek jako płytę gitarową, dlatego niektóre momenty płyty gdy B.Maseli wygrywa zbyt długo swoje przetworzone elektronicznie do granic przyzwoitości solo, po prostu mnie irytują.
Podczas jednej z niedawnych rozmów z K.Ścierańskim ośmieliłem się zauważyć, iż ostatnie dwa utwory na płycie ,,The Colors'' odbiegają od reszty pod względem zarówno struktury kompozycji jak i samego sposobu rejestracji i nie mogę wyzbyć się wrażenia, iż właściwa płyta kończy się na utworze ,,Wykryto...'', a pozostałe dwie ścieżki to tzw ,,bonus tracki'', a więc nagrania dodatkowe. Jak przyznał Pan Krzysztof: dwa ostatnie utwory zostały skomponowane i nagrane ,,na szybko'', natomiast reszta płyty składa się z rzeczy ogrywanych już wielokrotnie na koncertach i modyfikowanych. No cóż: utrzymany w klimacie funky ,,I Towers You'' może i wywołuje podczas słuchania rytmiczne ruchy kończyn dolnych, ale po jego przesłuchaniu nic nie zostaje w pamięci. Kończący płytę ,,Edesseg'' zbudowany na jednym basowym riffie to także utwór, któremu w sumie nic nie można zarzucić, oprócz tego że jest ...przeciętny, a po wysłuchaniu siedmiu wybitnych nagrań z tej płyty -ta ,,przeciętność'' wypada blado.
Na 9 nagrań -7 wybitnych i 2 przeciętne... hmmm... życzyłbym sobie jak najwięcej takich płyt jeszcze usłyszeć.

20:22, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Str.1: Girl (Why You Wanna Make Me Blue); (Love Is Like A) Heatwave; Uptight (Everything's Alright); Some Of Your Lovin'; In My Lonely Room
Str.2: Take Me In Your Arms (Rock Me For A Little While); Blame It On The Sun; Papa Was A Rolling Stone; Never Dreamed You'd Leave In Summer
Str.3: Standing In The Shadows Of Love; Do I Love You; Jimmy Mack; Something About You; Love Is Here And Now You're Gone
Str.4: Loving You Is Sweeter Than Ever; Going To A Go-Go; Talkin About My Baby; Going Back
 
Oberwało się PHILOWI COLLINSOWI za tą płytę. Od krytyków, od fanów... Trochę sam jest sobie winien Pan Collins. Po wydaniu poprzedniej płyty zapowiedział wycofanie się i ruszył na wielkie pożegnalne tournee zatytułowane zresztą jednoznacznie: ,,Farewell Tour''. Nagle po ośmiu latach od ostatniego studyjnego albumu ukazuje się kolejna, oficjalna, nowa płyta PHILA COLLINSA, której zawartość budzi wiele kontrowersji.

Artysta od zawsze składał hołd czarnej muzyce i brzmieniu wytwórni Tamla Motown dając temu wyraz niejednokrotnie angażując do swych nagrań sekcje dęte (EARTH, WIND AND FIRE), czy nawet nagrywając duet z PHILIPEM BAILEY (,,Easy Lover''). Muszę przyznać, iż ,,dęciaki'' u Collinsa robiły zawsze na mnie wielkie wrażenie (choćby powalający wręcz początek płyty ,,...But Seriously''). Tym razem jednak PHIL COLLINS sięgnął bezpośrednio po klasyczne utwory ze swoich ulubionych płyt dzieciństwa i młodości (stąd zabawne wręcz zdjęcie na okładce albumu). Wśród tytułów zawartych na tym dwupłytowym (w wersji winylowej) albumie, który zdecydowałem się po długim zastanowieniu dołączyć do swej płytoteki, znajdziemy kawałki pochodzące pierwotnie z repertuaru takich wykonawców jak The TEMPTATIONS (otwierający album ,,Girl (Why You Wanna Make Me Blue)'' i zawsze wspaniale brzmiące ,,Papa Was A Rolling Stone''), STEVIE WONDER (,,Uptight (Everything's Alright)" oraz ,,Blame It On The Sun''), The SUPREMES (,,Love Is Here and Now You're Gone''), FOUR TOPS (,,Standing In The Shadows Of Love" i ,,Loving You Is Sweeter Than Ever") czy DUSTY SPRINGFIELD (tytułowy, kończący album: ,,Going Back''). Do nagrania tego wyjątkowego albumu Collins zaprosił wielu muzyków sesyjnych, którzy uczestniczyli podczas nagrywania pierwotnych wersji tych utworów przed laty (m.in. Bob Babbitt, Eddie Willis i Ray Monette), dzięki czemu uzyskał brzmienie bardzo zbliżone do oryginałów. Tu nasuwa się pewna refleksja: po co nagrywać coś co przypominać ma oryginał jeśli jest się Artystą tej klasy co PHIL COLLINS? Jeśli jest się Muzykiem, który przed laty współtworzył jedną z największych rockowych grup świata? Jeśli jest się twórcą takiego albumu jak ,,Face Value''?
Myślę, iż ten album jest bez wątpienia hołdem, tylko nie jestem pewien komu złożonym: twórcom niepowtarzalnego, kultowego brzmienia Tamla Motown czy dziecięcym marzeniom małego Phila z długą grzywką, który nieśmiało spogląda z okładki płyty?
To nie jest zła płyta! Collinsowi naprawdę udało się odtworzyć klimat przełomu lat 60. i 70. uzyskując wspaniałe brzmienie i odświeżyć takie kawałki jak: ,,Going to a Go-Go" czy ,,Jimmy Mack''. Być może dzięki temu albumowi taneczna odmiana muzyki soul przeżyje jakiś renesans i zyska nowe grono miłośników? Może dzięki tej płycie  wielu słuchaczy szerzej zainteresuje się tym jedynym w swoim rodzaju brzmieniem złotych lat Tamla Motown?
Jeszcze jedna refleksja... Coraz więcej Muzyków (Wielkich Muzyków) nagrywa nowe płyty, nie tworząc nowej Muzyki lecz nagrywając rzeczy, które już zostały wielokrotnie nagrane przez innych, bądź przez nich samych (ostatnie poczynania STINGA, RODA STEWARTA, a nawet HERBIEGO HANCOCKA, na naszej rodzimej scenie podobna tendencja: JAREK ŚMIETANA po płycie z utworami Hendrixa nagrywa standardy bluesowe itp itd). Czy to taki przejściowy okres, czy może następuje własnie przełom o którym jakiś czas temu mówił mi jeden z Wielkich Muzyków krajowej sceny twierdząc iż zakres kombinacji najróżniejszych dźwięków jest przecież ograniczony i w końcu dojdziemy do miejsca, w którym nie uda się już stworzyć nowej (choćby najbardziej skomplikowanej) melodii nie podobnej do innych?
Pisząc o nowej (?) płycie PHILA COLLINSA wspomniałem o Jego szczytowym solowym osiągnięciu -albumie ,,Face Value''  (1981) -ale przecież i tam znalazł się cover (,,Tommorow Never Knows''). Czy muzycy w przyszłości będą jeszcze tworzyć muzykę, czy tylko ją przetwarzać?
PHIL COLLINS nagrał dobry album. Perfekcyjnie odtworzył brzmienie oryginalnych nagrań, niczym ...BRACIA nagrywając utwory grupy QUEEN.
Stylowe koperty płyt winylowych wydawnictwa wywołują skojarzenia z latami minionymi, z przeszłością... Z pewnością sprowokował mnie Pan do sięgnięcia po oryginalne wersje utworów, które przypomniał Pan na tym albumie. Dziękuję Panu, Mr.Collins. A tak poza tym? Co nowego Panie Collins?

Tagi: C rock blues
20:20, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Travelin' Alone; Rockin' Chair; River Runs Dep; Judgement Day; How Deep Is The Ocean; My Very Good Friend The Milkman; Can't Hold Out Much Longer; That's No Way To Get Along; Everything Will Be Allright; Diamonds Made From Rain; When Somebody Thinks You're Wonderful; Hard Times Blues; Run Back To Your Side; Autumn Leaves.
It's In The Way That You Use It; Run; Tearing Us Apart; Bad Influence; Walk Away; Hung Up On Your Love; Take A Chance; Hold On; Miss You; Holy Mother; Behind The Mask; Grand Illusion
Od bardzo dawna już posiadam wersję winylową tej płyty i jak dotąd nie było ,,okazji'' nabycia jej w wersji CD, o co przyznaję: szczególnie nie zabiegałem, będąc wiernym idei kolekcjonowania przede wszystkim płyt gramofonowych, ograniczając się do zdobywania tylko tych płyt CD swoich ulubionych wykonawców, które nie mają odpowiednika na winylu. Poza tym: wg mojej osobistej i subiektywnej opinii: nie jest to płyta wybitna. Niedawna jednak okazja dołączenia tej płyty do kolekcji okazała się być podwójną okazją, jako że w tym roku mija okrągłe 25-lecie od jej premiery.

Osobiście nie przepadam za muzycznym obliczem ERICA CLAPTONA z lat 80. i 90., nazywając na własny użytek ten okres twórczości Wspaniałego Gitarzysty -,,okresem piosenkarskim''. Wówczas to bowiem CLAPTON robił wrażenie muzyka za wszelką cenę starającego się o najwyższe notowania swych utworów na listach przebojów, co notabene: udawało mu się niejednokrotnie osiągnąć. Moim (mimo wszystko) ulubionym albumem z tego okresu jest wydany trzy lata później niż ,,August'' -,,Journeyman'' (1989), zaś płytą której zdecydowanie unikam -koszmarny ,,Pilgrim'' (1998). Omawiany ,,August'' plasuje się gdzieś pośrodku, choć bliżej mu do ,,Podróżnika'' niż dna osiągniętego na ,,Pielgrzymie''.
W drugiej połowie lat 80. ERIC CLAPTON i PHIL COLLINS byli bardzo blisko siebie artystycznie -często zdarzało się im wspólnie koncertować i nagrywać... Ba! Dochodziło do tego, iż oglądając w krótkim czasie na DVD kilka różnych koncertów obu panów z tego okresu, zastanawiałem się czyj koncert znajduje się w kieszeni odtwarzacza; Czy jest to koncert Claptona, na którym za bębnami siedzi Collins i ,,przy okazji'' wykonuje kilka swoich kompozycji? Czy to koncert Collinsa w którego zespole gra Clapton i okazjonalnie ,,wtrąca'' w program występu swoje utwory? Słychać to również na autorskich płytach obydwu muzyków z tamtych lat (Claptona słyszymy m.in. na bardzo popularnej płycie Collinsa -,,...But Seriously'', 1988, a Collinsa na wspomnianym ,,Journeyman''), lecz większe chyba piętno odcisnął P.Collins na płytach E.Claptona -nie odwrotnie . W tym okresie ERIC CLAPTON ,,integrował'' się artystycznie nie tylko z Collinsem, że wspomnę tu choćby TINĘ TURNER, u której często ,,gościł'' zarówno na płytach jak i na koncertach (,,Tina Live In Europe'', 1988). Na omawianej płycie ERICA CLAPTONA: ,,August'' -słyszymy i Tinę, i Phila (Collins jest też głównym producentem tego krążka).
Zanim wysłuchałem po raz pierwszy w domowym zaciszu (sic!) płyty ,,August'' z nośnika cyfrowego, ,,wyłuskałem'' z półki płytę winylową by po raz kolejny przekonać się o wyższości edytorskiej płyty gramofonowej, nad kompaktem. Piękna rozkładana okładka, a wewnątrz m.in. zdjęcia, których próżno szukać w książeczce CD (tylko skąd się wziął RINGO STARR na pozowanej fotce skoro nie brał udziału w nagraniu płyty? -pewnie wpadł akurat przy okazji do studia :) ).
Na edycji CD jednak znajduje się jeden dodatkowy utwór, którego nie ma na winylu (kończący płytę: ,,Grand Illusion'').

Płytę rozpoczyna przebojowy ,,It's In The Way That You Use It'' z gościnnym udziałem GARY BROOKERA, pochodzący z filmu ,,Kolor pieniędzy''. W zasadzie określenie: ,,przebojowy '' dotyczyć może każdego nagrania na tej płycie.
Drugi numer na płycie rozpoczyna się typowo dla... PHILA COLLINSA, partiami dęciaków, na których grają m.in. MICHAEL (saksofon) i RANDY (trąbka) BRECKEROWIE (,,Run'').
Pora na duet z TINĄ TURNER: ,,Tearing Us Apart''. Ten utwór znalazł się w wersji koncertowej również na albumie ...TINY TURNER: ,,Tina Live In Europe'' (1988). Wybijany przez komputer pulsujący rytm, lecz... Mamy tu świetne gitarowe solo Mistrza Claptona, co na tej płycie zdarza się niestety rzadko.
Następnym iście ,,collinsowym'' nagraniem jest ,,Bad Influrence'', gdzie nawet wokal Claptona brzmi chwilowo łudząco podobnie do charakterystycznego tembru głosu P.Collinsa. No i sekcja dęta, która również sprawia, iż byłoby to całkiem niezłe nagranie gdyby ...firmował je PHIL COLLINS a nie ERIC CLAPTON. Długa lecz przeciętna solówka Głównego Gitarzysty ozdabiająca utwór to zdecydowanie za mało by uznać go za wybitne dokonanie jednego z największych gitarzystów świata.
Następny przebój z płyty to ,,Walk Away'' przesycony brzmieniem instrumentów klawiszowych. Bardzo miła i wpadająca w ucho melodia, pogłos wokalu... tylko gdzie gitara? No dobrze: udany utwór... taki do zagrania na dancingu, do zatańczenia we dwoje -gdybym tylko słuchając go mógł zapomnieć o tym, iż firmuje go Gitarzysta grający kiedyś w CREAM  i JOHN MAYALL'S BLUESBREAKERS.
,,Hung Up On Your Love''. Niestety rozwiązania elektroniczne wykorzystane w nagraniu nie wytrzymały próby czasu i po latach brzmienie tego utworu robi wrażenie niezwykle archaicznego.
,,Take A Chance''. Znowu ukochane przez Collinsa dęciaki od początku utworu na planie pierwszym. Zwrotka, refren, chórki, krótka solówka i... nie zostaje w pamięci nic co mogłoby spowodować chęć odtworzenia ponownie tego nagrania.
Perkusja Collinsa i jego charakterystyczny sposób gry dominuje w ,,Hold On'', czyniąc z tego nagrania chyba najbardziej ,,collinsowe'' z całej płyty. To niezwykłe jak Clapton został na tym krążku zdominowany przez P.Collinsa... acha: w chórkach słyszymy m.in. ponownie T.Turner.
Na basie gra na całej płycie sam Nathan East, lecz niestety nie dane mu było zabłysnąć i choć na chwilę wysunąć się na plan pierwszy -to ,,nie ta bajka''.
,,Miss You'': ponownie dominująca perkusja i sekcja dęta, ale... jest gitara! Jeśli chcemy słuchać tej płyty ze względu na postać Claptona -gitarzysty, polecam uwadze towarzyszącą nam od początku do końca gitarę w tym nagraniu ,,wycinającą'' w tle te dźwięki, za które świat pokochał ERICA CLAPTONA.
,,Holy Mother'' z kolei, to kolejna ,,piosenka'', która klimatem kojarzyć się może ze słynną ,,Tears In Heaven''. Tutaj również jest fajna solówka i byłby to niezły przerywnik na którejś mniej ,,przebojowej'' a bardziej ,,gitarowej'' płycie Claptona.
,,Behind The Mask'' sprawdzał się pewnie 25 lat temu w dyskotekach, odtwarzany pomiędzy nagraniami FRANKIE GOES TO HOLLYWOOD i PET SHOP BOYS. Słuchając dzis tego nagrania, po raz kolejny można przekonać się jak okrutnie czas obszedł się z niektórymi brzmieniami lat 80.
Płyta winylowa kończy się już w tym miejscu, lecz na CD umieszczono jeszcze ,,Grand Illusion'' z ,,bajecznie'' brzmiącymi chórkami i charakterystycznymi ,,przejściami'' perkusyjnymi PHILA COLLINSA.

Reasumując: ,,w swoim rodzaju'' to może i dobra płyta. ERICA CLAPTONA bardziej jednak cenię jako wspaniałego gitarzystę niż twórcę przebojów. Cieszę się więc, iż po niej udało się Claptonowi ponownie ,,wspiąć na wyżyny'', po latach wydając tak wspaniałe krążki jak: ,,Riding With The King'' z B.B.KINGIEM (2000), rewelacyjny ,,Reptile'' (2001), ,,Back Home'' (2005), ,,The Road To Escondido'' z J.J.CALE'M (2006), czy choćby ostatni jak dotąd: podwójny (w wersji winylowej :) ) album zatytułowany po prostu: ,,Clapton'' (2010)

20:17, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Freefall; Supertwister; Nimrodel - The Procession - The White Rider
str.2: Earthrise; Lady Fantasy (Encounter; Smiles For You; Lady Fantasy)


Jedna z najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych okładek muzyki rockowej lat 70. kojarząca się z papierosami i nazwą jednej z największych grup rockowych świata.
Nie miałem nigdy tej płyty w oryginalnej wersji winylowej, więc nabywając niedawno pierwsze wydanie longplaya z 1974 roku nadrobiłem jedną z największych moich zaległości kolekcjonerskich! Miałem pierwsze wydanie CD tego albumu (z charakterystycznym granatowo-czerwonym paskiem wytwórni Deram na grzbiecie), które w 2002 roku zamieniłem na zremasterowaną edycję z 30 dodatkowymi minutami materiału bezceremonialnie ,,naruszającymi'' pierwotny zamysł zespołu tworzącego bądź co bądź 40-minutową w zamyśle płytę. Moje poczucie estetyki kolekcjonerskiej bardzo ucierpiało nawskutek połaszenia się na nowoczesny remastering nagrań i dodatkowe nagrania bonusowe. Tym bardziej więc cieszę się iż udało mi się właśnie zdobyć tą płytę w niemal idealnym stanie, w wersji w jakiej ukazała się w sprzedaży po raz pierwszy 37 lat temu w oryginalnej brytyjskiej kopercie wewnętrznej, wyposażoną w wkładkę z zdjęciami i opisem, opatrzoną biało-czerwonym labelem Deram.
Cóż można napisać o muzyce z tej płyty? To tak jakbym zamierzał zrecenzować coś tak doskonałego jak portret Mony Lizy. Wciąż te same emocje i pomimo upływu lat te same wzruszenia i uniesienia podczas słuchania choćby 13-minutowej ,,Lady Fantasy''. To chyba najlepszy z możliwych skład CAMELA z Dougiem Fergusonem na basie, Andy Wardem za bębnami, Peterem Bardensem przy klawiszach i tym jednym, jedynym gitarzystą który tak poruszająco potrafi łkać przy pomocy gitary -Andy Latimerem.
Jeśli ktoś zapyta Was o definicję rocka progresywnego lat 70. -śmiało można udzielić odpowiedzi: ,,CAMEL: Mirage''. Tu jest wszystko czego oczekiwać można po rocku progresywnym lat 70. Kwintesencja gatunku.

Tagi: C
20:14, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Pieśń niepokorna; Noc nad Norwidem; Konie już czekają przed domem;
Pożegnanie z cyganerią; Najdłuższa droga; I tylko gwiazda -blask jej znikomy;
tylko na CD: Komentarz do pewnej legendy

Pisząc o inspiracjach norwidowskich w muzyce rockowej, nie sposób pominąć wczesnego (najlepszego) okresu działalności zespołu BUDKA SUFLERA, kiedy teksty dla zespołu pisał Adam Sikorski. Spod jego pióra wyszedł jeden z najpiękniejszych tekstów polskiej muzyki rockowej, z dramatyczną pasją wyśpiewany przez KRZYSZTOFA CUGOWSKIEGO (tak: kiedyś Cugowski potrafił z pasją interpretować teksty... kiedyś...). ,,Noc nad Norwidem'' to jednoznaczny hołd dla Poety, lecz takim jest też klimat większości utworów z drugiej płyty grupy BUDKA SUFLERA ,,Przechodniem byłem między wami...'' (1976), osadzony w XIX-wiecznych realiach tekstowych współcześnie zaaranżowanych jako utwory rockowe. Tekst ,,Nocy nad Norwidem'' skierowany jest bezposrednio do nieżyjącego Poety i podejmuje temat nie mającego miejsca pogrzebu Norwida.

Płytę zespołu BUDKA SUFLERA ,,Przechodniem byłem między wami...'' dzięki Mojemu Bratu poznałem już jako dziecko w 1976 roku, wielokrotnie słuchając jej ze szpulowego magnetofonu ZK 120. Potrafiłem przytoczyć wiele cytatów z tekstów na niej zawartych bez ich zrozumienia, uważając iż coś jest z tymi tekstami nie tak...  Po kilku latach osłuchania się  z tym albumem począłem odkrywać dopiero jego piękno dzięki zrozumieniu tekstów, a znane aranżacje i rozwiązania melodyczne zyskały w mojej świadomości zupełnie inny wymiar.
 To przykre, ale myślę iż dzisiejsze dokonania BUDKI SUFLERA dzięki ograniczeniu ambicji do stworzenia chwytliwych melodii i prostych refrenów zrozumiałe są nawet dla niemowlęcia. Wytrwale bywam na koncertach Budki, jeśli tylko nadarza się okazja uparcie wypatrując choćby cienia Tamtego Zespołu (relacje z koncertów 2010 czytaj: 13.0627.08), który w połowie lat 70. był obok SBB grupą reprezentującą ambitną odmianę muzyki rockowej. Był.
Wspomniany album zespołu uważam za niezwykle ,,norwidowski'' nie tylko ze względu na ,,Noc nad Norwidem''. Większość tekstów A.Sikorskiego utrzymana w klimacie XIX-wiecznej rzeczywistości oprawiona jest w klimatyczną muzykę ozdobioną wieloma solówkami gitary i saksofonu, a Romulad Lipko dzięki zastosowaniu szerokiej gamy instrumentów klawiszowych uzyskiwał efekt sekcji smyczkowej wspaniale ozdabiającej płytę.
To jedna z najwspanialszych płyt polskiego rocka wszech czasów. 

Tagi: b rock blues
19:45, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Happy Song; Goin' Back West; Jambo / Hakuna Matata (No Problems); Kalimba De Luna; Felicidad (Margherita); Gadda-Da-Vida; Children Of Paradise; Ma Baker; Time To Remember; De La De La; Papa Chico; Lady Godiva; Hooray! Hooray! It's A Holi-Holiday; Boney M. On 45

Zremasterowana edycja płyty BONEY M. z okresu gdy grupę opuścił zmarły pod koniec ub.roku Bobby Farrell (CZYTAJ), którego zastąpił Reggie Tsiboe. Wówczas okres największego prosperity zespół miał już za sobą. Nie było to bynajmniej spowodowane zejściem poniżej pewnego poziomu w zakresie inteligentnej muzyki dyskotekowej opartej na oryginalnym brzmieniu czy doborze ciekawego repertuaru zaadaptowanego na potrzeby muzyki tanecznej drugiej połowy lat 70. W pierwszej połowie lat 80. to rynek zmienił swe oczekiwania a konwencja wypracowana w studiach nagraniowych producenta i ,,ojca grupy BONEY M.' ' -Franka Fariana po prostu się ,,przejadła''. Mimo to udało się na krótki czas ,,reanimować'' popularność zespołu tą płytą i wylansować z niej kilka zgrabnych przebojów jak: ,,Happy Song'' (tu pojawił się ,,gościnnie'' B.Farrell) i ,,Kalimba De Luna'', wykazujące w brzmieniu pewne wprowadzone nowości i rozwiązania brzmieniowe, a nawet utrzymaną w dawnym, charakterystycznym dla ,,dawnego'' BONEY M. stylu, piosenkę: ,,Felicidad (Margherita)''.
F.Farian od zawsze na płytach grupy umieszczał covery wielu klasycznych utworów czerpane z nierzadko dość odległych muzyce dyskotekowej źródeł (,,Heart Of Gold'' -NEIL YOUNG, ,,Have You Ever See The Rain'' -CREEDENCE CLEARWATER REVIVAL i wiele innych), przybliżając tym samym w bardziej przystępny sposób ,,bujającym'' się bezmyślnie w dyskotekach, Wielkich Klasyków -chwała mu za to! Na płycie ,,Kalimba De Luna'' znalazła się wspaniale wyprodukowana wersja utworu ,,Gadda-Da-Vida'' z repertuaru IRON BUTTERFLY! 
Na krążku pojawia się też najprawdziwszy rap w utworze ,,Jambo / Hakuna Matata (No Problems)'' (było to na długo przed wylansowaniem hasła ,,Hakuna Matata'' w filmie ,,Król Lew'' :) ), a także samplowany w typowo hip hopowy(!) sposób utwór ,,De La De La''. Nie są to atrybuty kojarzone z muzyką zespołu, ale przedsiębiorczy Farian za wszelką cenę chciał poprzez innowacje utrzymać BONEY M. na tzw. topie.
Trochę irytowały mnie różnego rodzaju mixy starych nagrań zespołu umieszczane na nowych płytach. Niestety na tym albumie proceder ten miał również miejsce w postaci utrzymanego w klimacie niby-techno nagrania będącego transkrypcją ,,Ma Baker'' (z przewijającymi się samplami z ,,Gadda-Da-Vida'').
Klimat tradycyjnej melodyjnej piosenki pojawia się w ,,Time To Remember'' (charakterystyczny i sprawdzający się w takich klimatach głos Liz Mitchell).
Omawiana edycja płyty wydanej pierwotnie w 1984 roku pochodzi z roku 2007, kiedy to ukazało się nakładem Hansa BMG, osiem zremasterowanych i uzupełnionych bonusami płyt z dyskografii grupy (poza albumem z utworami świątecznymi). Ta staranna pod względem wydawniczym i brzmieniowym edycja płyty ,,Kalimba De Luna'' zawiera jako bonus przebój ,,Hooray! Hooray! It's A Holi-Holiday'' nie wydany na żadnym katalogowym albumie, oraz blisko pięcio minutową składankę (którą to już z kolei) wielkich przebojów pochodzących z singli, zatytułowaną: ,,Boney M. On 45''
Za ,,klasyczne'' płyty BONEY M. uważam cztery pierwsze albumy: ,,Take The Heat Off Me'' (1976), ,,Love For Sale'' (1977), ,,Nightflight To Venus'' (1978) i ,,Oceans Of Fantasy'' (1979). Omawianą płytę jako wnoszącą wiele nowych brzmień i rozwiązań, umieściłbym jako charakterystyczną dla drugiego etapu działalności, wraz z krążkami: ,,Boonoonoonoos'' (1981), ,,Ten Thousand Lightyears'' (1984) i ,,Eye Dance'' (1985), stawiając ją jednak w klasyfikacji na pierwszej pozycji jeśli chodzi o atrakcyjność materiału.
Pamiętam okres największej chwały zespołu i z wielką przyjemnością wywołałem po raz kolejny ,,ducha przeszłosci'' obcując przez godzinę z zespołem, w którego koncercie w oryginalnym składzie miałem przyjemność uczestniczyć... hmmm... w 1979 roku!
W roku bierzącym ukazała się nowa płyta zespołu, na której jednak próżno szukać dawnych brzmień. Płyta ta dedykowana jest Bobby Farrellowi a jej tytuł -uwaga: ,,Barbra Streisand'' (tak, to nie ,,chochlik'').

Tagi: b Pop
19:43, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Coniunctio I
str.2: A Visit To Aunty Margaret For A Cup Of Tea; Perhaps We'll Probably Take The Dog Out; Coniunctio II

Tą płytę ,,kupiłem w ciemno''. Okładka, rok wydania i instrumentarium skłoniły mnie do zainwestowania w album nagrany przez fuzję dwóch zespołów z Czechosłowacji.
Myśląc o muzyce z krajów ,,dawnego bloku socjalistycznego'' często wspominamy o zespołach rockowych z Węgier, Jugosławii czy NRD. Tymczasem również w Czechosłowacji na przełomie lat 60. i 70. w muzyce rockowej i rockowo -jazzowej działy się naprawdę fantastyczne rzeczy (jakże odległe od późniejszych plastikowych i ciężkich do strawienia płyt z lat 80.). Wspomnę tu o longplayach takich zespołów jak: The FRAMUS FIVE (,,Blues In Soul'' -cudowny, bluesowy album nie ustępujący produkcjom z za ,,kurtyny'' -1968), The PROGRESS ORGANIZATION (płyta: ,,Barnodaj'' -1971) czy choćby owiany już legendą progresywny zespół COLLEGIUM MUSICUM (rewelacyjny dwupłytowy album ,,Konvergencie'' -1971).
Zespół The BLUE EFFECT (znany też pod nazwą MODRY EFEKT) jak dowiedziałem się już po nabyciu płyty, to kolejna grupa na początku lat 70. zaliczana do czołówki progresywnego czechosłowackiego rocka (był tam czymś w rodzaju naszego wczesnego SBB). Płyta ,,Coniunctio'' jest fuzją grupy BLUE EFFECT z grupą jazzową The Q JAZZ PRAGUE -efekt oszałamiający!

Tagi: b rock blues
19:41, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Hanging On The Telephone; One Way Or Another; Picture This; Fade Away (And Radiate); Pretty Baby; I Know But I Don't Know; 11:59; Will Anything Happen; Sunday Girl; Heart Of Glass; I'm Gonna Love You Too; Just Go Away; bonus tracks: What I Heard; Girlie Girlie; Mother (to download)

Najnowszą płytę grupy BLONDIE: ,,Panic Of Girls'', promowano poprzez dołączenie do ,,The Mail On Sunday'' pełnego albumu (tak: całego!): ,,Parallel Lines'' uzupełnionego o bonusy w postaci dwóch utworów zapowiadających nowy album. Myślę jednak, iż promując w ten sposób nową płytę zespołu BLONDIE, wydawca przyczynił się do ,,przyhamowania'' sprzedaży albumu ,,Parallel Lines'' -chyba najbardziej przebojowej płyty zawierającej takie przeboje zespołu jak: ,,Heart Of Glass'', ,,Hanging On The Telephone'' czy ,,Sunday Girl''. Wiadomo bowiem, iż ,,przeciętny słuchacz'' mając już ten album w wersji ,,gazetowej'' nie dokona zakupu normalnej edycji. Chyba że... chyba że nasza polska mentalność różni się od brytyjskiej i problem ten dotyczyłby tylko naszego rynku.
,,Parallel Lines''... wiadomo: klasyczny, trzeci album grupy BLONDIE, niezwykle przebojowy lecz mniej ,,drapieżny'' niż poprzednie dwie płyty nagrane w okresie, gdy zespół kojarzono jeszcze z punkowym brzmieniem. A nowe utwory? Są dwa: przeciętny ,,What I Heard'' i przemiły kawałek reggae spopularyzowany ongiś przez SOPHIĘ GEORGE (płyta ,,Fresh''): ,,Girlie Girlie''. Wolę jednak tamto wykonanie tej piosenki :) .
Tagi: b rock blues
19:40, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »