Recenzje ok. 2000 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.

JAZZ

Polski Jazz

KLASYKA

Blues, Rock

POP

PŁYTY: A - Z:
_____________________________
RSS
sobota, 23 kwietnia 2011

Zespół, którego sława trwała dwa, może trzy lata. Ogromny sukces albumu ,,The Raw And The Cooked'' zawierającego takie przeboje jak: ,,She Drives Me Crazy'', ,,Good Thing'', czy zajmującej pierwszą stronę tej płytki ,,I'm Not The Man I Used To Be'' wydaje się być w pełni zasłużony. Według mnie to jedna z najlepszych płyt pop rockowych lat 80.
Na drugiej stronie singla znajduje się nagranie, którego próżno szukać na katalogowych płytach zespołu. I to jest właśnie ta magia czarnych singli!

Tagi: f Pop
20:55, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Light My Fire; California Dreamin'; Hey! Baby; Let It Be; Che Sara; Maria Isabel; Don't Think Twice, It's All Right; Yesterday; The Windmills Of Your Mind; She's A Woman; Guantanamera; (There's) Always Something There To Remind Me; Susie Q; Walk Right In; I Got A Woman; (I Can't Get No) Satisfaction

Nagrywa do dziś, zrezygnował jednak z wydawania płyt koncentrując się na publikowaniu albumów poprzez internet. Cóż, należy uszanować tą decyzję, aczkolwiek moim zdaniem odpłatne ściąganie muzyki w formie plików nigdy nie zastąpi ,,fizycznej'' formy w postaci zmaterializowanego czarnego lub srebrnego krążka wytłoczonego przez wytwórnię płytową.
To jeden z tych wykonawców, który ponad wykonywanie własnych kompozycji, bądź dla niego napisanych uznawany jest przede wszystkim za genialnego interpretatora ,,cudzych'' utworów (podobnie jak choćby JOE COCKER). Jego interpretacje znanych z innych wykonań utworów częstokroć stawiane są na równi z ,,oryginałami'' a zdaniem jego zagorzałych miłośników niejednokrotnie przewyższają siłą interpretacji pierwowzory. Tak jak wspomniany JOE COCKER zasłynął na początku swej kariery genialną interpretacją ,,With A Little Help From My Friends'' BEATLESÓW -tak świat usłyszał o JOSE FELICIANO dzięki jego pełnej ekspresji interpretacji ,,Light My Fire'' -The DOORS.
,,Light My Fire'' posłużył jako tytuł wielu płyt kompilacyjnych z nagraniami Feliciano. Mam już płytę CD wydaną przez Camden w roku 1997 o tym tytule, dlatego dostrzegając na sklepowej półce najnowsze wydawnictwo zatytułowane: ,,Light My Fire. The Best Of Jose Feliciano'' (2010) obawiałem się bardzo podobnego zestawu nagrań. Tymczasem porównując oba zestawy: na najnowszej kompilacji ociemniałego portorykańskiego gitarzysty i wokalisty powtarzają się zaledwie cztery spośród szesnastu nagrań. Poza tym: spis tytułów jest oszałamiający! Trzy beatlesowskie standardy: ,,Let It Be'', instrumentalne pięknie zagrane: ,,Yesterday'' i ,,She's A Woman'' -cudeńko w jego wykonaniu, ,,I Got A Woman'' RAYA CHARLESA w super bluesowo -skifflowej wersji a także m.in. ,,(I Can't Get No) Satisfaction'' -ROLLING STONESÓW w wersji live z 1966!. Poza tym przepiękne w tej interpretacji: ,,Che Sara'', magiczny ,,The Windmills Of Your Mind'' Michela Legranda, czy słynna porywająca: ,,Guantanamera'' (na tym krążku w koncertowej wersji z 1969 roku) lub nagrany wraz z dużą orkiestrą temat Burta Bacharacha: ,,(There's) Always Something There To Remind Me''. No i jak nie zabrać tej płyty do domu?
Słuchając tych nagrań ułożonych w nową ,,konstelację'' na potrzeby tego albumu zwróciłem uwagę na uważaną dotychczas przeze mnie za przeciętną zaledwie interpretację ,,Suzie Q''. To arcydziełko w wykonaniu Feliciano! Porywająca gitara, brzmienie orkiestry i króciutka ale jakże dodająca smaku partia fletu. Z prostego rockandrollowego kawałka rozsławionego przez ,,Kredensów'' (CREEDENCE CLEARWATER REVIVAL) zrobił rewelacyjny utwór dalece odbiegający od brzmienia kojarzonego z pierwotnym wykonaniem.
Pięknie cyfrowo oczyszczone nagrania brzmią cudnie z tej srebrnej płytki wydanej przez Sony Music.

Tagi: f Pop
20:54, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Yesterdays; Blues For Nils
str.B: Sunset; Work Song; Kalisz Blues

Wśród najbardziej poszukiwanych longplayów z polską muzyką jazzową znajdują się te wydane przez Polskie Stowarzyszenie Jazzowe jako płyty subskrypcyjne dla członków Klubu Płytowego PSJ. Są to w zdecydowanej części płyty nagrane w Polsce przez światowej sławy muzyków, które nie ukazały się nigdzie na świecie w innej formie jak niskonakładowa, klubowa, rozprowadzana wśród klubowiczów płyta.
Takim unikatem są nagrania ciemnoskórego pianisty KENNY'EGO DREW dokonane podczas Festiwalu Pianistów w Kaliszu (rok 1978). Podczas koncertów jazzowych dochodzi często do spontanicznych konfiguracji muzyków. W czasie trwania tego koncertu doszło do spotkania na jednej scenie KENNY'EGO DREW z polskimi muzykami (porywający, finałowy ,,Kalisz Blues'').
Tagi: D jazz
20:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Side Saddle; The Westminster Waltz; Roulette; The Birthday Cakewalk; Pixilated Penguin; Mack The Knife
str.2: Snow Coach; Trampolina; Wedding Of The Painted Doll; Sam's Song (A Happy Tune); Golden Guilders; Matador From Trinidad

Prawdziwa perełka i zabytek klasy A! Zewnętrznie klejona okładka z lakierowaną tylko pierwszą stroną, gramatura płyty oraz jej label i koperta wewnętrzna (z zapowiedziami kolejnych płyt wytwórni i jej katalogiem) są wiarygodną metryką, z której wynika iż płyta jest tak stara że ...nawet ode mnie starsza :) . Na nagranej, rzecz jasna, w monofonicznej jeszcze technice płycie z Wielkiej Brytanii znajdziemy 12 wyśmienitych utworów zmarłego w 2000 roku pianisty RUSSA CONWAYA wraz z akompaniamentem zespołu pod dyrekcją Geoffa Love (m.in. słynny ,,Mack The Knife'').
Całkiem przyjemna muzyka, która kojarzyć może się z ilustracjami muzycznymi do niemych filmów. Nazwa znanej mi już dzięki innym płytom wytwórni, która ,,wypuściła'' przed 45. (!) laty ten w idealnym stanie zachowany po dzień dzisiejszy krążek, niech będzie mottem tej krótkiej recenzji: ,,Music For Pleasure'' a do tego piękna, stylowa okładka!

Tagi: C
20:23, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Nostalgia; Loops; Pustynna burza; Piasek pustyni /inside: Bułgarski blues; Żegnaj Kuba; Afrykański blues / Footprints; Wykryto pewne nieprawidłowości; I Towers You; Edesseg

Projekt Krzysztofa Ścierańskiego ,,Music Painters'' (,,Malarze Muzyki'') liczy sobie już kilka lat. Początkowo zespół tworzyli oprócz lidera: Jose Torres i Bernard Maseli (okres ten dokumentują płyty: ,,Live'', oraz ,,Inna bajka''). Kolejnym wcieleniem ,,Malarzy Muzyki'' był skład uzupełniony o Marka Raduli, w którym Torresa zastąpił Paul Wertico (ex PAT METHENY Group, SBB). W aktualnym składzie na perkusji Wertico zastąpił Przemek Kuczyński i w tej konfiguracji K.Ścierański postanowił udokumentować fonograficznie kilka ostatnich lat muzycznych poszukiwań nagrywając studyjne opracowania granych na koncertach kompozycji. 23 pażdziernika 2010 roku ukazała się płyta kwartetu, firmowana i zatytułowana: ,,The Colors''.

Płyta zaczyna się gitarową frazą Marka Raduli, która towarzyszyć nam będzie w tle całego pierwszego nagrania (,,Nostalgia''). Po chwili rozbrzmiewać zaczyna bas Ścierańskiego, wchodzi perkusja i na blisko 10 minut wpadamy w transowy klimat utworu. Nagranie brzmi bardzo progresywnie, a Raduli tworzy niezwykle zawiłe struktury melodyczne. W połowie utworu chwila wytchnienia, elektroniczno-wibrafonowe pasaże... i dryfujemy dalej: teraz na plan pierwszy wysuwają się dżwięki midi a w tle charakterystycznie szarpane struny basowe i powtarzana niczym mantra od początku utworu fraza gitary. Wspaniały klimat!
,,Loops'' wprowadza nas w bardziej funkowy nastrój, poprzez wyeksponowaną do roli instrumentu solowego gitarę basową K.Ścierańskiego (skojarzenia ze sposobem gry STANLEY'A CLARKE'A). Tu również jest miejsce dla rozbudowanego sola na instrumentach elektronicznych, oraz tym razem spokojniejszej i bardziej stonowanej gitary Marka Raduli, lecz głównym instrumentem jest bas. Uwielbiam ten sposób gry na gitarze basowej! ,,Loops'' kończy solo perkusyjne i powrót do głównego motywu melodycznego.

Kolejnym nagraniem na płycie jest utwór, który miałem ostatnio okazję usłyszeć trzykrotnie na trzech koncertach Marka Raduli i Krzysztofa Ścierańskiego z grupą LABORATORIUM. Wersja płytowa zdecydowanie różni się od ,,laboratoryjnych'' wykonań koncertowych. Dalekowschodni, orientalny klimat ,,Pustynnej burzy'' potęgują dźwięki imitujące sitar i zdeformowany głos. Linia melodyczna kompozycji wywołuje jednoznaczne skojarzenia z muzyką arabską. To zdecydowanie jedna z najlepszych kompozycji Ścierańskiego wszechczasów!
Pozostajemy na pustyni, bowiem kolejne nagranie nosi tytuł: ,,Piasek pustyni''. Podobnie arabsko brzmiąca struktura wywołuje klimaty kojarzące mi się z ,,pustynną'' płytą grupy CAMEL: ,,Rajaz'', nawet gitara M.Raduli gra jakby podobne do A.Latimera frazy. Oczyma wyobraźni widzę rząd wielbłądów sunący karawaną przez pustynię. Trochę może ,,wyrwany z kontekstu'' jest wpleciony w utwór: ,,Bułgarski blues'', który tak naprawdę nie jest bluesem, lecz piękną impresją zagraną na gitarze basowej. Piękną! Może trochę szkoda tego wątku Panie Krzysztofie? Może byłby z tego wspaniały samoistny utwór?
,,Żegnaj Kuba'' -dedykowany zmarłemu przyjacielowi i ,,dobremu duchowi'' wcześniejszych ,,kolorowych'' poczynań -Kubie Florkowi to najspokojniejszy na krążku utwór, podczas którego najpiękniejsze części stanowią fragmenty z gitarą basową na pierwszym planie. Piękny, nastrojowy klimat psuje trochę ,,piszczące'' solo B.Maseli w środku utworu, ale na szczęście po chwili wraca ta jedyna w swoim rodzaju gitara Ścierańskiego, wzbudzająca tak niezwykłe emocje.
Egzotyczna wokaliza rozpoczyna ,,Afrykański blues''... Tak -to bardzo etniczna płyta. Krzysztof Ścierański zabiera nas na niej poprzez klimaty kompozycji w egzotyczne rejony globu jednocześnie sprawiając, iż płyta jest od 1 do 7 utworu jednolita i robi wrażenie zwartej, programowej całości. Egzotyczne ,,przeszkadzajki'' i stonowana perkusja P.Kuczyńskiego wprowadzają nas w kolejny utwór połączony pod numerem 6 w spisie nagrań z ,,Afrykańskim bluesem'': ,,Footprints''. To jedyna kompozycja na płycie nie napisana przez Ścierańskiego. Nasz najlepszy basista sięgnął do teki kompozytorskiej Wayne Shortera, aby przedstawić swoją wersję utworu a może raczej impresje na jej temat.
,,Wykryto pewne nieprawidłowości'' to kolejne na płycie nagranie, które miłośnicy K.Ścierańskiego uważać będą za dokonanie solowe basisty  z zespołem towarzyszącym. Krzysztof Ścierański napisał całą płytę, a że jest gitarzystą basowym -oczywistym wydaje się fakt iż pisze muzykę pod kątem tego instrumentu. Stąd dominujący w większości nagrań bas. ,,Wykryto pewne nieprawidłowości'' to jeden z niewielu utworów, w których nie drażni mnie brzmienie instrumentów B.Maseli, brzmiących tutaj dyskretnie i nie wysuwających się ani na moment na pierwszy plan. Traktuję ten krążek jako płytę gitarową, dlatego niektóre momenty płyty gdy B.Maseli wygrywa zbyt długo swoje przetworzone elektronicznie do granic przyzwoitości solo, po prostu mnie irytują.
Podczas jednej z niedawnych rozmów z K.Ścierańskim ośmieliłem się zauważyć, iż ostatnie dwa utwory na płycie ,,The Colors'' odbiegają od reszty pod względem zarówno struktury kompozycji jak i samego sposobu rejestracji i nie mogę wyzbyć się wrażenia, iż właściwa płyta kończy się na utworze ,,Wykryto...'', a pozostałe dwie ścieżki to tzw ,,bonus tracki'', a więc nagrania dodatkowe. Jak przyznał Pan Krzysztof: dwa ostatnie utwory zostały skomponowane i nagrane ,,na szybko'', natomiast reszta płyty składa się z rzeczy ogrywanych już wielokrotnie na koncertach i modyfikowanych. No cóż: utrzymany w klimacie funky ,,I Towers You'' może i wywołuje podczas słuchania rytmiczne ruchy kończyn dolnych, ale po jego przesłuchaniu nic nie zostaje w pamięci. Kończący płytę ,,Edesseg'' zbudowany na jednym basowym riffie to także utwór, któremu w sumie nic nie można zarzucić, oprócz tego że jest ...przeciętny, a po wysłuchaniu siedmiu wybitnych nagrań z tej płyty -ta ,,przeciętność'' wypada blado.
Na 9 nagrań -7 wybitnych i 2 przeciętne... hmmm... życzyłbym sobie jak najwięcej takich płyt jeszcze usłyszeć.

20:22, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Str.1: Girl (Why You Wanna Make Me Blue); (Love Is Like A) Heatwave; Uptight (Everything's Alright); Some Of Your Lovin'; In My Lonely Room
Str.2: Take Me In Your Arms (Rock Me For A Little While); Blame It On The Sun; Papa Was A Rolling Stone; Never Dreamed You'd Leave In Summer
Str.3: Standing In The Shadows Of Love; Do I Love You; Jimmy Mack; Something About You; Love Is Here And Now You're Gone
Str.4: Loving You Is Sweeter Than Ever; Going To A Go-Go; Talkin About My Baby; Going Back
 
Oberwało się PHILOWI COLLINSOWI za tą płytę. Od krytyków, od fanów... Trochę sam jest sobie winien Pan Collins. Po wydaniu poprzedniej płyty zapowiedział wycofanie się i ruszył na wielkie pożegnalne tournee zatytułowane zresztą jednoznacznie: ,,Farewell Tour''. Nagle po ośmiu latach od ostatniego studyjnego albumu ukazuje się kolejna, oficjalna, nowa płyta PHILA COLLINSA, której zawartość budzi wiele kontrowersji.

Artysta od zawsze składał hołd czarnej muzyce i brzmieniu wytwórni Tamla Motown dając temu wyraz niejednokrotnie angażując do swych nagrań sekcje dęte (EARTH, WIND AND FIRE), czy nawet nagrywając duet z PHILIPEM BAILEY (,,Easy Lover''). Muszę przyznać, iż ,,dęciaki'' u Collinsa robiły zawsze na mnie wielkie wrażenie (choćby powalający wręcz początek płyty ,,...But Seriously''). Tym razem jednak PHIL COLLINS sięgnął bezpośrednio po klasyczne utwory ze swoich ulubionych płyt dzieciństwa i młodości (stąd zabawne wręcz zdjęcie na okładce albumu). Wśród tytułów zawartych na tym dwupłytowym (w wersji winylowej) albumie, który zdecydowałem się po długim zastanowieniu dołączyć do swej płytoteki, znajdziemy kawałki pochodzące pierwotnie z repertuaru takich wykonawców jak The TEMPTATIONS (otwierający album ,,Girl (Why You Wanna Make Me Blue)'' i zawsze wspaniale brzmiące ,,Papa Was A Rolling Stone''), STEVIE WONDER (,,Uptight (Everything's Alright)" oraz ,,Blame It On The Sun''), The SUPREMES (,,Love Is Here and Now You're Gone''), FOUR TOPS (,,Standing In The Shadows Of Love" i ,,Loving You Is Sweeter Than Ever") czy DUSTY SPRINGFIELD (tytułowy, kończący album: ,,Going Back''). Do nagrania tego wyjątkowego albumu Collins zaprosił wielu muzyków sesyjnych, którzy uczestniczyli podczas nagrywania pierwotnych wersji tych utworów przed laty (m.in. Bob Babbitt, Eddie Willis i Ray Monette), dzięki czemu uzyskał brzmienie bardzo zbliżone do oryginałów. Tu nasuwa się pewna refleksja: po co nagrywać coś co przypominać ma oryginał jeśli jest się Artystą tej klasy co PHIL COLLINS? Jeśli jest się Muzykiem, który przed laty współtworzył jedną z największych rockowych grup świata? Jeśli jest się twórcą takiego albumu jak ,,Face Value''?
Myślę, iż ten album jest bez wątpienia hołdem, tylko nie jestem pewien komu złożonym: twórcom niepowtarzalnego, kultowego brzmienia Tamla Motown czy dziecięcym marzeniom małego Phila z długą grzywką, który nieśmiało spogląda z okładki płyty?
To nie jest zła płyta! Collinsowi naprawdę udało się odtworzyć klimat przełomu lat 60. i 70. uzyskując wspaniałe brzmienie i odświeżyć takie kawałki jak: ,,Going to a Go-Go" czy ,,Jimmy Mack''. Być może dzięki temu albumowi taneczna odmiana muzyki soul przeżyje jakiś renesans i zyska nowe grono miłośników? Może dzięki tej płycie  wielu słuchaczy szerzej zainteresuje się tym jedynym w swoim rodzaju brzmieniem złotych lat Tamla Motown?
Jeszcze jedna refleksja... Coraz więcej Muzyków (Wielkich Muzyków) nagrywa nowe płyty, nie tworząc nowej Muzyki lecz nagrywając rzeczy, które już zostały wielokrotnie nagrane przez innych, bądź przez nich samych (ostatnie poczynania STINGA, RODA STEWARTA, a nawet HERBIEGO HANCOCKA, na naszej rodzimej scenie podobna tendencja: JAREK ŚMIETANA po płycie z utworami Hendrixa nagrywa standardy bluesowe itp itd). Czy to taki przejściowy okres, czy może następuje własnie przełom o którym jakiś czas temu mówił mi jeden z Wielkich Muzyków krajowej sceny twierdząc iż zakres kombinacji najróżniejszych dźwięków jest przecież ograniczony i w końcu dojdziemy do miejsca, w którym nie uda się już stworzyć nowej (choćby najbardziej skomplikowanej) melodii nie podobnej do innych?
Pisząc o nowej (?) płycie PHILA COLLINSA wspomniałem o Jego szczytowym solowym osiągnięciu -albumie ,,Face Value''  (1981) -ale przecież i tam znalazł się cover (,,Tommorow Never Knows''). Czy muzycy w przyszłości będą jeszcze tworzyć muzykę, czy tylko ją przetwarzać?
PHIL COLLINS nagrał dobry album. Perfekcyjnie odtworzył brzmienie oryginalnych nagrań, niczym ...BRACIA nagrywając utwory grupy QUEEN.
Stylowe koperty płyt winylowych wydawnictwa wywołują skojarzenia z latami minionymi, z przeszłością... Z pewnością sprowokował mnie Pan do sięgnięcia po oryginalne wersje utworów, które przypomniał Pan na tym albumie. Dziękuję Panu, Mr.Collins. A tak poza tym? Co nowego Panie Collins?

Tagi: C rock blues
20:20, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Travelin' Alone; Rockin' Chair; River Runs Dep; Judgement Day; How Deep Is The Ocean; My Very Good Friend The Milkman; Can't Hold Out Much Longer; That's No Way To Get Along; Everything Will Be Allright; Diamonds Made From Rain; When Somebody Thinks You're Wonderful; Hard Times Blues; Run Back To Your Side; Autumn Leaves.
It's In The Way That You Use It; Run; Tearing Us Apart; Bad Influence; Walk Away; Hung Up On Your Love; Take A Chance; Hold On; Miss You; Holy Mother; Behind The Mask; Grand Illusion
Od bardzo dawna już posiadam wersję winylową tej płyty i jak dotąd nie było ,,okazji'' nabycia jej w wersji CD, o co przyznaję: szczególnie nie zabiegałem, będąc wiernym idei kolekcjonowania przede wszystkim płyt gramofonowych, ograniczając się do zdobywania tylko tych płyt CD swoich ulubionych wykonawców, które nie mają odpowiednika na winylu. Poza tym: wg mojej osobistej i subiektywnej opinii: nie jest to płyta wybitna. Niedawna jednak okazja dołączenia tej płyty do kolekcji okazała się być podwójną okazją, jako że w tym roku mija okrągłe 25-lecie od jej premiery.

Osobiście nie przepadam za muzycznym obliczem ERICA CLAPTONA z lat 80. i 90., nazywając na własny użytek ten okres twórczości Wspaniałego Gitarzysty -,,okresem piosenkarskim''. Wówczas to bowiem CLAPTON robił wrażenie muzyka za wszelką cenę starającego się o najwyższe notowania swych utworów na listach przebojów, co notabene: udawało mu się niejednokrotnie osiągnąć. Moim (mimo wszystko) ulubionym albumem z tego okresu jest wydany trzy lata później niż ,,August'' -,,Journeyman'' (1989), zaś płytą której zdecydowanie unikam -koszmarny ,,Pilgrim'' (1998). Omawiany ,,August'' plasuje się gdzieś pośrodku, choć bliżej mu do ,,Podróżnika'' niż dna osiągniętego na ,,Pielgrzymie''.
W drugiej połowie lat 80. ERIC CLAPTON i PHIL COLLINS byli bardzo blisko siebie artystycznie -często zdarzało się im wspólnie koncertować i nagrywać... Ba! Dochodziło do tego, iż oglądając w krótkim czasie na DVD kilka różnych koncertów obu panów z tego okresu, zastanawiałem się czyj koncert znajduje się w kieszeni odtwarzacza; Czy jest to koncert Claptona, na którym za bębnami siedzi Collins i ,,przy okazji'' wykonuje kilka swoich kompozycji? Czy to koncert Collinsa w którego zespole gra Clapton i okazjonalnie ,,wtrąca'' w program występu swoje utwory? Słychać to również na autorskich płytach obydwu muzyków z tamtych lat (Claptona słyszymy m.in. na bardzo popularnej płycie Collinsa -,,...But Seriously'', 1988, a Collinsa na wspomnianym ,,Journeyman''), lecz większe chyba piętno odcisnął P.Collins na płytach E.Claptona -nie odwrotnie . W tym okresie ERIC CLAPTON ,,integrował'' się artystycznie nie tylko z Collinsem, że wspomnę tu choćby TINĘ TURNER, u której często ,,gościł'' zarówno na płytach jak i na koncertach (,,Tina Live In Europe'', 1988). Na omawianej płycie ERICA CLAPTONA: ,,August'' -słyszymy i Tinę, i Phila (Collins jest też głównym producentem tego krążka).
Zanim wysłuchałem po raz pierwszy w domowym zaciszu (sic!) płyty ,,August'' z nośnika cyfrowego, ,,wyłuskałem'' z półki płytę winylową by po raz kolejny przekonać się o wyższości edytorskiej płyty gramofonowej, nad kompaktem. Piękna rozkładana okładka, a wewnątrz m.in. zdjęcia, których próżno szukać w książeczce CD (tylko skąd się wziął RINGO STARR na pozowanej fotce skoro nie brał udziału w nagraniu płyty? -pewnie wpadł akurat przy okazji do studia :) ).
Na edycji CD jednak znajduje się jeden dodatkowy utwór, którego nie ma na winylu (kończący płytę: ,,Grand Illusion'').

Płytę rozpoczyna przebojowy ,,It's In The Way That You Use It'' z gościnnym udziałem GARY BROOKERA, pochodzący z filmu ,,Kolor pieniędzy''. W zasadzie określenie: ,,przebojowy '' dotyczyć może każdego nagrania na tej płycie.
Drugi numer na płycie rozpoczyna się typowo dla... PHILA COLLINSA, partiami dęciaków, na których grają m.in. MICHAEL (saksofon) i RANDY (trąbka) BRECKEROWIE (,,Run'').
Pora na duet z TINĄ TURNER: ,,Tearing Us Apart''. Ten utwór znalazł się w wersji koncertowej również na albumie ...TINY TURNER: ,,Tina Live In Europe'' (1988). Wybijany przez komputer pulsujący rytm, lecz... Mamy tu świetne gitarowe solo Mistrza Claptona, co na tej płycie zdarza się niestety rzadko.
Następnym iście ,,collinsowym'' nagraniem jest ,,Bad Influrence'', gdzie nawet wokal Claptona brzmi chwilowo łudząco podobnie do charakterystycznego tembru głosu P.Collinsa. No i sekcja dęta, która również sprawia, iż byłoby to całkiem niezłe nagranie gdyby ...firmował je PHIL COLLINS a nie ERIC CLAPTON. Długa lecz przeciętna solówka Głównego Gitarzysty ozdabiająca utwór to zdecydowanie za mało by uznać go za wybitne dokonanie jednego z największych gitarzystów świata.
Następny przebój z płyty to ,,Walk Away'' przesycony brzmieniem instrumentów klawiszowych. Bardzo miła i wpadająca w ucho melodia, pogłos wokalu... tylko gdzie gitara? No dobrze: udany utwór... taki do zagrania na dancingu, do zatańczenia we dwoje -gdybym tylko słuchając go mógł zapomnieć o tym, iż firmuje go Gitarzysta grający kiedyś w CREAM  i JOHN MAYALL'S BLUESBREAKERS.
,,Hung Up On Your Love''. Niestety rozwiązania elektroniczne wykorzystane w nagraniu nie wytrzymały próby czasu i po latach brzmienie tego utworu robi wrażenie niezwykle archaicznego.
,,Take A Chance''. Znowu ukochane przez Collinsa dęciaki od początku utworu na planie pierwszym. Zwrotka, refren, chórki, krótka solówka i... nie zostaje w pamięci nic co mogłoby spowodować chęć odtworzenia ponownie tego nagrania.
Perkusja Collinsa i jego charakterystyczny sposób gry dominuje w ,,Hold On'', czyniąc z tego nagrania chyba najbardziej ,,collinsowe'' z całej płyty. To niezwykłe jak Clapton został na tym krążku zdominowany przez P.Collinsa... acha: w chórkach słyszymy m.in. ponownie T.Turner.
Na basie gra na całej płycie sam Nathan East, lecz niestety nie dane mu było zabłysnąć i choć na chwilę wysunąć się na plan pierwszy -to ,,nie ta bajka''.
,,Miss You'': ponownie dominująca perkusja i sekcja dęta, ale... jest gitara! Jeśli chcemy słuchać tej płyty ze względu na postać Claptona -gitarzysty, polecam uwadze towarzyszącą nam od początku do końca gitarę w tym nagraniu ,,wycinającą'' w tle te dźwięki, za które świat pokochał ERICA CLAPTONA.
,,Holy Mother'' z kolei, to kolejna ,,piosenka'', która klimatem kojarzyć się może ze słynną ,,Tears In Heaven''. Tutaj również jest fajna solówka i byłby to niezły przerywnik na którejś mniej ,,przebojowej'' a bardziej ,,gitarowej'' płycie Claptona.
,,Behind The Mask'' sprawdzał się pewnie 25 lat temu w dyskotekach, odtwarzany pomiędzy nagraniami FRANKIE GOES TO HOLLYWOOD i PET SHOP BOYS. Słuchając dzis tego nagrania, po raz kolejny można przekonać się jak okrutnie czas obszedł się z niektórymi brzmieniami lat 80.
Płyta winylowa kończy się już w tym miejscu, lecz na CD umieszczono jeszcze ,,Grand Illusion'' z ,,bajecznie'' brzmiącymi chórkami i charakterystycznymi ,,przejściami'' perkusyjnymi PHILA COLLINSA.

Reasumując: ,,w swoim rodzaju'' to może i dobra płyta. ERICA CLAPTONA bardziej jednak cenię jako wspaniałego gitarzystę niż twórcę przebojów. Cieszę się więc, iż po niej udało się Claptonowi ponownie ,,wspiąć na wyżyny'', po latach wydając tak wspaniałe krążki jak: ,,Riding With The King'' z B.B.KINGIEM (2000), rewelacyjny ,,Reptile'' (2001), ,,Back Home'' (2005), ,,The Road To Escondido'' z J.J.CALE'M (2006), czy choćby ostatni jak dotąd: podwójny (w wersji winylowej :) ) album zatytułowany po prostu: ,,Clapton'' (2010)

20:17, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Freefall; Supertwister; Nimrodel - The Procession - The White Rider
str.2: Earthrise; Lady Fantasy (Encounter; Smiles For You; Lady Fantasy)


Jedna z najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych okładek muzyki rockowej lat 70. kojarząca się z papierosami i nazwą jednej z największych grup rockowych świata.
Nie miałem nigdy tej płyty w oryginalnej wersji winylowej, więc nabywając niedawno pierwsze wydanie longplaya z 1974 roku nadrobiłem jedną z największych moich zaległości kolekcjonerskich! Miałem pierwsze wydanie CD tego albumu (z charakterystycznym granatowo-czerwonym paskiem wytwórni Deram na grzbiecie), które w 2002 roku zamieniłem na zremasterowaną edycję z 30 dodatkowymi minutami materiału bezceremonialnie ,,naruszającymi'' pierwotny zamysł zespołu tworzącego bądź co bądź 40-minutową w zamyśle płytę. Moje poczucie estetyki kolekcjonerskiej bardzo ucierpiało nawskutek połaszenia się na nowoczesny remastering nagrań i dodatkowe nagrania bonusowe. Tym bardziej więc cieszę się iż udało mi się właśnie zdobyć tą płytę w niemal idealnym stanie, w wersji w jakiej ukazała się w sprzedaży po raz pierwszy 37 lat temu w oryginalnej brytyjskiej kopercie wewnętrznej, wyposażoną w wkładkę z zdjęciami i opisem, opatrzoną biało-czerwonym labelem Deram.
Cóż można napisać o muzyce z tej płyty? To tak jakbym zamierzał zrecenzować coś tak doskonałego jak portret Mony Lizy. Wciąż te same emocje i pomimo upływu lat te same wzruszenia i uniesienia podczas słuchania choćby 13-minutowej ,,Lady Fantasy''. To chyba najlepszy z możliwych skład CAMELA z Dougiem Fergusonem na basie, Andy Wardem za bębnami, Peterem Bardensem przy klawiszach i tym jednym, jedynym gitarzystą który tak poruszająco potrafi łkać przy pomocy gitary -Andy Latimerem.
Jeśli ktoś zapyta Was o definicję rocka progresywnego lat 70. -śmiało można udzielić odpowiedzi: ,,CAMEL: Mirage''. Tu jest wszystko czego oczekiwać można po rocku progresywnym lat 70. Kwintesencja gatunku.

Tagi: C
20:14, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Pieśń niepokorna; Noc nad Norwidem; Konie już czekają przed domem;
Pożegnanie z cyganerią; Najdłuższa droga; I tylko gwiazda -blask jej znikomy;
tylko na CD: Komentarz do pewnej legendy

Pisząc o inspiracjach norwidowskich w muzyce rockowej, nie sposób pominąć wczesnego (najlepszego) okresu działalności zespołu BUDKA SUFLERA, kiedy teksty dla zespołu pisał Adam Sikorski. Spod jego pióra wyszedł jeden z najpiękniejszych tekstów polskiej muzyki rockowej, z dramatyczną pasją wyśpiewany przez KRZYSZTOFA CUGOWSKIEGO (tak: kiedyś Cugowski potrafił z pasją interpretować teksty... kiedyś...). ,,Noc nad Norwidem'' to jednoznaczny hołd dla Poety, lecz takim jest też klimat większości utworów z drugiej płyty grupy BUDKA SUFLERA ,,Przechodniem byłem między wami...'' (1976), osadzony w XIX-wiecznych realiach tekstowych współcześnie zaaranżowanych jako utwory rockowe. Tekst ,,Nocy nad Norwidem'' skierowany jest bezposrednio do nieżyjącego Poety i podejmuje temat nie mającego miejsca pogrzebu Norwida.

Płytę zespołu BUDKA SUFLERA ,,Przechodniem byłem między wami...'' dzięki Mojemu Bratu poznałem już jako dziecko w 1976 roku, wielokrotnie słuchając jej ze szpulowego magnetofonu ZK 120. Potrafiłem przytoczyć wiele cytatów z tekstów na niej zawartych bez ich zrozumienia, uważając iż coś jest z tymi tekstami nie tak...  Po kilku latach osłuchania się  z tym albumem począłem odkrywać dopiero jego piękno dzięki zrozumieniu tekstów, a znane aranżacje i rozwiązania melodyczne zyskały w mojej świadomości zupełnie inny wymiar.
 To przykre, ale myślę iż dzisiejsze dokonania BUDKI SUFLERA dzięki ograniczeniu ambicji do stworzenia chwytliwych melodii i prostych refrenów zrozumiałe są nawet dla niemowlęcia. Wytrwale bywam na koncertach Budki, jeśli tylko nadarza się okazja uparcie wypatrując choćby cienia Tamtego Zespołu (relacje z koncertów 2010 czytaj: 13.0627.08), który w połowie lat 70. był obok SBB grupą reprezentującą ambitną odmianę muzyki rockowej. Był.
Wspomniany album zespołu uważam za niezwykle ,,norwidowski'' nie tylko ze względu na ,,Noc nad Norwidem''. Większość tekstów A.Sikorskiego utrzymana w klimacie XIX-wiecznej rzeczywistości oprawiona jest w klimatyczną muzykę ozdobioną wieloma solówkami gitary i saksofonu, a Romulad Lipko dzięki zastosowaniu szerokiej gamy instrumentów klawiszowych uzyskiwał efekt sekcji smyczkowej wspaniale ozdabiającej płytę.
To jedna z najwspanialszych płyt polskiego rocka wszech czasów. 

Tagi: b rock blues
19:45, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Happy Song; Goin' Back West; Jambo / Hakuna Matata (No Problems); Kalimba De Luna; Felicidad (Margherita); Gadda-Da-Vida; Children Of Paradise; Ma Baker; Time To Remember; De La De La; Papa Chico; Lady Godiva; Hooray! Hooray! It's A Holi-Holiday; Boney M. On 45

Zremasterowana edycja płyty BONEY M. z okresu gdy grupę opuścił zmarły pod koniec ub.roku Bobby Farrell (CZYTAJ), którego zastąpił Reggie Tsiboe. Wówczas okres największego prosperity zespół miał już za sobą. Nie było to bynajmniej spowodowane zejściem poniżej pewnego poziomu w zakresie inteligentnej muzyki dyskotekowej opartej na oryginalnym brzmieniu czy doborze ciekawego repertuaru zaadaptowanego na potrzeby muzyki tanecznej drugiej połowy lat 70. W pierwszej połowie lat 80. to rynek zmienił swe oczekiwania a konwencja wypracowana w studiach nagraniowych producenta i ,,ojca grupy BONEY M.' ' -Franka Fariana po prostu się ,,przejadła''. Mimo to udało się na krótki czas ,,reanimować'' popularność zespołu tą płytą i wylansować z niej kilka zgrabnych przebojów jak: ,,Happy Song'' (tu pojawił się ,,gościnnie'' B.Farrell) i ,,Kalimba De Luna'', wykazujące w brzmieniu pewne wprowadzone nowości i rozwiązania brzmieniowe, a nawet utrzymaną w dawnym, charakterystycznym dla ,,dawnego'' BONEY M. stylu, piosenkę: ,,Felicidad (Margherita)''.
F.Farian od zawsze na płytach grupy umieszczał covery wielu klasycznych utworów czerpane z nierzadko dość odległych muzyce dyskotekowej źródeł (,,Heart Of Gold'' -NEIL YOUNG, ,,Have You Ever See The Rain'' -CREEDENCE CLEARWATER REVIVAL i wiele innych), przybliżając tym samym w bardziej przystępny sposób ,,bujającym'' się bezmyślnie w dyskotekach, Wielkich Klasyków -chwała mu za to! Na płycie ,,Kalimba De Luna'' znalazła się wspaniale wyprodukowana wersja utworu ,,Gadda-Da-Vida'' z repertuaru IRON BUTTERFLY! 
Na krążku pojawia się też najprawdziwszy rap w utworze ,,Jambo / Hakuna Matata (No Problems)'' (było to na długo przed wylansowaniem hasła ,,Hakuna Matata'' w filmie ,,Król Lew'' :) ), a także samplowany w typowo hip hopowy(!) sposób utwór ,,De La De La''. Nie są to atrybuty kojarzone z muzyką zespołu, ale przedsiębiorczy Farian za wszelką cenę chciał poprzez innowacje utrzymać BONEY M. na tzw. topie.
Trochę irytowały mnie różnego rodzaju mixy starych nagrań zespołu umieszczane na nowych płytach. Niestety na tym albumie proceder ten miał również miejsce w postaci utrzymanego w klimacie niby-techno nagrania będącego transkrypcją ,,Ma Baker'' (z przewijającymi się samplami z ,,Gadda-Da-Vida'').
Klimat tradycyjnej melodyjnej piosenki pojawia się w ,,Time To Remember'' (charakterystyczny i sprawdzający się w takich klimatach głos Liz Mitchell).
Omawiana edycja płyty wydanej pierwotnie w 1984 roku pochodzi z roku 2007, kiedy to ukazało się nakładem Hansa BMG, osiem zremasterowanych i uzupełnionych bonusami płyt z dyskografii grupy (poza albumem z utworami świątecznymi). Ta staranna pod względem wydawniczym i brzmieniowym edycja płyty ,,Kalimba De Luna'' zawiera jako bonus przebój ,,Hooray! Hooray! It's A Holi-Holiday'' nie wydany na żadnym katalogowym albumie, oraz blisko pięcio minutową składankę (którą to już z kolei) wielkich przebojów pochodzących z singli, zatytułowaną: ,,Boney M. On 45''
Za ,,klasyczne'' płyty BONEY M. uważam cztery pierwsze albumy: ,,Take The Heat Off Me'' (1976), ,,Love For Sale'' (1977), ,,Nightflight To Venus'' (1978) i ,,Oceans Of Fantasy'' (1979). Omawianą płytę jako wnoszącą wiele nowych brzmień i rozwiązań, umieściłbym jako charakterystyczną dla drugiego etapu działalności, wraz z krążkami: ,,Boonoonoonoos'' (1981), ,,Ten Thousand Lightyears'' (1984) i ,,Eye Dance'' (1985), stawiając ją jednak w klasyfikacji na pierwszej pozycji jeśli chodzi o atrakcyjność materiału.
Pamiętam okres największej chwały zespołu i z wielką przyjemnością wywołałem po raz kolejny ,,ducha przeszłosci'' obcując przez godzinę z zespołem, w którego koncercie w oryginalnym składzie miałem przyjemność uczestniczyć... hmmm... w 1979 roku!
W roku bierzącym ukazała się nowa płyta zespołu, na której jednak próżno szukać dawnych brzmień. Płyta ta dedykowana jest Bobby Farrellowi a jej tytuł -uwaga: ,,Barbra Streisand'' (tak, to nie ,,chochlik'').

Tagi: b Pop
19:43, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Coniunctio I
str.2: A Visit To Aunty Margaret For A Cup Of Tea; Perhaps We'll Probably Take The Dog Out; Coniunctio II

Tą płytę ,,kupiłem w ciemno''. Okładka, rok wydania i instrumentarium skłoniły mnie do zainwestowania w album nagrany przez fuzję dwóch zespołów z Czechosłowacji.
Myśląc o muzyce z krajów ,,dawnego bloku socjalistycznego'' często wspominamy o zespołach rockowych z Węgier, Jugosławii czy NRD. Tymczasem również w Czechosłowacji na przełomie lat 60. i 70. w muzyce rockowej i rockowo -jazzowej działy się naprawdę fantastyczne rzeczy (jakże odległe od późniejszych plastikowych i ciężkich do strawienia płyt z lat 80.). Wspomnę tu o longplayach takich zespołów jak: The FRAMUS FIVE (,,Blues In Soul'' -cudowny, bluesowy album nie ustępujący produkcjom z za ,,kurtyny'' -1968), The PROGRESS ORGANIZATION (płyta: ,,Barnodaj'' -1971) czy choćby owiany już legendą progresywny zespół COLLEGIUM MUSICUM (rewelacyjny dwupłytowy album ,,Konvergencie'' -1971).
Zespół The BLUE EFFECT (znany też pod nazwą MODRY EFEKT) jak dowiedziałem się już po nabyciu płyty, to kolejna grupa na początku lat 70. zaliczana do czołówki progresywnego czechosłowackiego rocka (był tam czymś w rodzaju naszego wczesnego SBB). Płyta ,,Coniunctio'' jest fuzją grupy BLUE EFFECT z grupą jazzową The Q JAZZ PRAGUE -efekt oszałamiający!

Tagi: b rock blues
19:41, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Hanging On The Telephone; One Way Or Another; Picture This; Fade Away (And Radiate); Pretty Baby; I Know But I Don't Know; 11:59; Will Anything Happen; Sunday Girl; Heart Of Glass; I'm Gonna Love You Too; Just Go Away; bonus tracks: What I Heard; Girlie Girlie; Mother (to download)

Najnowszą płytę grupy BLONDIE: ,,Panic Of Girls'', promowano poprzez dołączenie do ,,The Mail On Sunday'' pełnego albumu (tak: całego!): ,,Parallel Lines'' uzupełnionego o bonusy w postaci dwóch utworów zapowiadających nowy album. Myślę jednak, iż promując w ten sposób nową płytę zespołu BLONDIE, wydawca przyczynił się do ,,przyhamowania'' sprzedaży albumu ,,Parallel Lines'' -chyba najbardziej przebojowej płyty zawierającej takie przeboje zespołu jak: ,,Heart Of Glass'', ,,Hanging On The Telephone'' czy ,,Sunday Girl''. Wiadomo bowiem, iż ,,przeciętny słuchacz'' mając już ten album w wersji ,,gazetowej'' nie dokona zakupu normalnej edycji. Chyba że... chyba że nasza polska mentalność różni się od brytyjskiej i problem ten dotyczyłby tylko naszego rynku.
,,Parallel Lines''... wiadomo: klasyczny, trzeci album grupy BLONDIE, niezwykle przebojowy lecz mniej ,,drapieżny'' niż poprzednie dwie płyty nagrane w okresie, gdy zespół kojarzono jeszcze z punkowym brzmieniem. A nowe utwory? Są dwa: przeciętny ,,What I Heard'' i przemiły kawałek reggae spopularyzowany ongiś przez SOPHIĘ GEORGE (płyta ,,Fresh''): ,,Girlie Girlie''. Wolę jednak tamto wykonanie tej piosenki :) .
Tagi: b rock blues
19:40, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Moonlight Serenade; Little Brown Jug; Serenade In Blue; I've Got A Gal In Kalamazoo; In The Mood
str.B: Stardust; Pensylvania 6-5000; Perfidia; Chattanooga Choo-Choo; American Patrol

Przed 25.laty BIG WARSAW BAND ,,pod wodzą'' Stanisława Fiałkowskiego porwał się na nagranie płyty z największymi standardami mistrza swingu Glenna Millera. Jak pamiętam; płyta owego czasu cieszyła się dużym powodzeniem, a jak przekonałem się po upływie ćwierćwieku: do dnia dzisiejszego brzmi wyśmienicie. Nic nie może równać się z klimatem słynnej ,,Serenady księżycowej'' (,,Moonlight Serenade''), czy urokiem ,,Little Brown Jug'', a nieśmiertelny ,,In The Mood'' zawsze wywołuje te same emocje. Wspaniałe brzmienie warszawskiego big bandu z gościnnym udziałem w czterech utworach Andrzeja Rosiewicza, sprawia iż tej płyty winylowej z połowy lat 80. wciąż słucha się z równą przyjemnością.

19:38, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: I co z tego masz?; Kto ci na to pozwolił?; Nie drażnij mnie!; Nie ma jak, nie ma gdzie; Tak jak gdyby ktoś; Zrobię wszystko co zechcesz
str.B: Na zawsze Ty; Trzy czwarte roku; Tokio; Przynajmniej nie mów nic; Tak chcę!

Nie chce się wierzyć, iż w tym roku minie 25 lat od premiery tej płyty, choć muszę zauważyć iż brzmienie bardzo wyeksponowanych instrumentów klawiszowych robi chwilami nieco archaiczne wrażenie. Taka była jednak estetyka lat 80. a EWA BEM to Artystka nigdy nie zostająca w tyle, zawsze nadążająca za rynkiem muzycznym (vide: ostatnia jak dotąd, wspaniała płyta ,,Kakadu'').
Całą muzykę na płytę ,,I co z tego masz?'' napisał Winicjusz Chróst. On też zagrał na klawiszach i gitarze w utworach opatrzonych (cóż... raz lepszymi -raz gorszymi) tekstami W.Jagielskiego. Ogromne wrażenie robi gitara W.Chrósta brzmiąca w niektórych utworach wspólnie z basem Krzysztofa Ścierańskiego doprawdy wspaniale a Andrzej Przybielski i jego trąbka (z tłumikiem a la Miles Davis) dopełnia całości.
W utworze ,,Zrobię wszystko co zechcesz'' dzięki ,,szarpanemu'' stylowi K.Ścierańskiego i zastosowaniu vocodera zniekształcającego głos EWY BEM  nie mogę oprzeć się skojarzeniom z wspólnymi dokonaniami (również z lat 80.) Gerorge Duka i Stanleya Clarke. Najmniej oparła się czasowi tytułowa piosenka, której słuchając nie mogę uwierzyć, iż od czasu jej nagrania minęło ćwierć wieku!

Tagi: b polish jazz
19:37, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: First Of May; Massachussetts; To Love Somebody; Lamplight; How Can You Mend A Broken Heart; New York Mining Disaster 1941
str.2: Horizontal; I've Gotta Get A Message To You; World; I Started A Joke; Spicks And Specks; The Singer Sang His Song

Płyt ze starymi nagraniami grupy BEE GEES po wielkim sukcesie zespołu pod koniec lat 70. pojawiło się mnóstwo. Wydawane były one na fali dyskotekowego sukcesu australijskiej grupy. Wówczas to nagrania z początków działalności grupy, datujących się na połowę lat 60. sprzedawały się niewiele gorzej niż albumy ,,Spirits Having Flown'' czy ,,Children Of The World''. Dzięki temu zapomniane ongiś przeboje grupy miały okazję przeżyć ,,drugą młodość'', a wielu słuchaczy znających BEE GEES z takich przebojów jak ,,Stayin' Alive'' czy ,,Tragedy'' odkrywało dopiero przeszłość zespołu.
Dla mnie te stare piosenki zespołu mają wiele uroku i czaru. Przeboje takie jak: ,,Massachussetts'', ,,To Love Somebody'' czy ,,World'' mam zawsze w świadomości jako jedne z najlepszych dokonań muzyki pop.
Na niniejszej płycie, wydanej przez macierzystą wytwórnię zespołu RSO znajdziemy 12 piosenek z tego właśnie ,,przed-dyskotekowego'' okresu działalności. Urzeka brzmienie mojego ukochanego mellotronu w utworach ,,Horizontal'' i ,,World'', a śpiewany przez Robina Gibba ,,I Started A Joke'' zawsze wywołuje u mnie wzruszenie.

Tagi: b Pop
19:36, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Str.1: Corpus Christi Carol; Hammerhead; Never Alone; Over The Rainbow; I Put A Spell On You; Nessun Dorma
Str.2: Serene; Lilac Wine; There's No Other Me; Elegy For Dunkirk
,,Emotion & Commotion'' -taki tytuł nosi nowa płyta jednego z największych gitarzystów wszechświata.
JEFF BECK to postać szczególna w świecie szeroko rozumianej muzyki rockowej. Mimo udziału w wielu projektach i wspólpracy z największymi, trudno utożsamić Go z czym innym jak Jego własnym nazwiskiem i firmą samą w sobie. Podobnie jak GARY MOORE, tak i JEFF BECK najbardziej kojarzony jest właśnie z solowymi projektami, a jeśli są to grupy, lub projekty -zawsze postrzegamy je jako ,,zespół JEFFA BECKA''.
Po nowy album Artysty sięgnąłem z wielkim zaciekawieniem, gdyż w większości wypełniają go standardy muzyki... ,,niekoniecznie rockowej''. Ponadto udział  w nagraniach 64-osobowej orkiestry zaintrygował mnie...  Czyżby JEFF BECK podobnie jak Jego kolega (ongiś wokalista rockowy, który z Nim kiedyś współpracował) przywdział frak i stał się kolejnym dystyngowanym pajacem w muszce? Nie, nic podobnego!
Piękna rozkładana okładka kryje w sobie (tradycyjnie już) grubą, ciężką (180g), gramofonową płytę, która po opuszczeniu na nią igły otwiera przed nami cudowną gamę dźwiękowych barw.
,,Corpus Christi Carol'' -gitara słyszana z niebios, wspaniale intro. Solo Becka a w tle dźwięki orkiestry zaangażowanej do tego projektu, łkająca gitara niespodziewanie pokazuje lwi pazur i odjazd! Efekt piorunujący: bardzo ostro i głośno, nie ma okienka z nr utworu (jak w odtwarzaczu CD), ale to musi być już ,,Hammerhead'' -drugi utwór na plycie! Takiego J.Becka właśnie uwielbiam! Numery przechodzą jeden w drugi, a kolejny temat to ,,Never Alone'' -bardzo progresywnie i ,,camelowo'' (czytaj: pejzażowo). Wyobraźnia podsuwa różne obrazy w takich momentach (ptaki na niebie, jezioro o zachodzie słońca... poniosło mnie). Numer wycisza się leniwie ...a to co? ,,Over The Rainbow''! Jeden z najpiękniejszych amerykańskich standardów z lubością wyśpiewywany w ostatnich latach na quasi-jazzowych płytach typu ,,American Songbook'' przez wielu Artystów i artystów. Tutaj podany we własciwy, charakterystyczny dla Gitarzysty łkajacy sposób z orkiestrą w tle. Kolejny standard na płycie (choć z trochę ,,innej beczki''): ,,I Put A Spell On You'' i mamy pierwszy głos na płycie: niezwykle dynamiczna Joss Stone, której wyśmienicie wtóruje gitara. Pomimo smyczków w tle jest soczysty power! Ostatni na tej stronie longplaya ,,Nessun Dorma'' to jakby kontynuacja pierwszego utworu plyty a zarazem pięknie kończący pierwszą stronę płyty klimatyczny kawałek będący jedną z najpiękniejszych melodii świata (Puccini). Majstersztyk! Gdy kończy się strona płyty odnosimy wrażenie iż pierwsza część tej płyty właśnie tak została pomyślana aby tworzyła spójną całość. Wielki hołd Wielkiego Gitarzysty dla płyty winylowej -brawo!
Druga strona, a zarazem druga część płyty rozpoczyna się tajemniczo i niepokojąco: ,,Serene'' -w tle efekt zniekształconego głosu, z cicha wyłaniająca się perkusja i start: ruszylismy! Trochę funkujący klimat jakim lubi nas często raczyć JEFF BECK z wyeksponowaną linią basu (prześliczna Tal Winkelfeld, w której jestem od pewnego czasu platonicznie zakochany) i płyniemy! W tle anielska wokaliza Olivii Safe... Jest cudnie! Rytm wycisza się i zostajemy na koniec sam na sam z gitarą -tą jedyną w swoim rodzaju. ,,Lilac Wine'' rozpoczyna się wokalnie: Imelda May wyśpiewuje intro na tle orkiestry, a Beck w oddali i bardzo dyskretnie wygrywa swe czarowne dźwięki by po chwili zająć główne miejsce. Chyba trochę słabszy klimatycznie utwór, ale dzięki temu bierzemy głębszy oddech i czekamy. Co dalej? ,,There's No Other Me'' -do głosu wraca ponownie jedna z trzech wokalistek tej płyty: żywiołowa J.Stone. Robi się głośno a gitara wędruje z jednego kanału na drugi.
Tak jak pierwsza strona płyty, tak i druga spięta jest swoistą klamrą. ,,Elegy For Dunkirk'' to piękne zakończenie płyty (ponownie dyskretna nieziemsko brzmiąca wokaliza O.Safe).
Orzeł z pięknej okładki albumu trzymający w szponach gitarę odleciał, choć w uszach mamy jeszcze trzepot jego skrzydeł, choć w uszach mamy jeszcze dźwięki gitary... Piękna płyta! To jedna z tych nowych, właśnie nagranych, świeżo wydanych płyt, podczas których słuchania myślę: ,,Dla takich płyt warto żyć''.
Tagi: b rock blues
19:35, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: California Girls; Help Me Rhonda; Dance, Dance, Dance; In My Room; Then I Kissed Her; The Warmth Of The Sun
str.2: Barbara Ann; You're So Good To Me; Do You Wanna Dance; Mountain Of Love; Graduation Day; Papa-Oom-Mow-Mow

BEACH BOYS to jeden z tych zespołów, które mogłyby bić rekordy w kategorii: największa ilość wydanych składanek płytowych. ,,The Beach Boys Story'' to jedna z nich. Na drugiej płycie z tej serii znajdziemy oprócz powszechnie znanych przebojów takich jak choćby: ,,California Girls'', ,,Help Me Rhonda'' czy ,,Barbra Ann'', również te bardziej wyszukane jak: ,,The Warmth Of The Sun'' czy wspaniały bluesowy (tak!): ,,Mountain Of Love''. Ciekawostką jest też koncertowa (,,przepiszczana'' przez żeńską część publiczności) wersja utworu ,,Graduation Day'' (chociaż kiedy dokładniej się wsłuchać -słychać również ,,piszczących'' panów :) ).
Płytę wydała zacna wytwórnia Capitol.

Tagi: b Pop
19:33, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Goldfinger; I (Who Have Nothing); Something (Live); Climb Ev'ry Mountain; What Now My Love; Tonight; Diamonds Are Forever (Live); Reach For The Stars; Big Spender (Live); What Kind Of Fool Am I?; For All We Know (Live); Don't Cry For Me Argentina; Our Time Is Now; Apartment

Płyta dołączona do ,,The Mail On Sunday'' zapowiada nową płytę SHIRLEY BASSEY... lub może ,,Dame Shirley Bassey'', jak firmowane są ostatnie wydawnictwa Damy Światowej Piosenki. Dwa ostatnie utwory pochodzą z tej najnowszej jak dotąd płyty (,,The Performance''). a poza tym jest tutaj dwanaście starannie dobranych utworów z repertuaru Pani Shirley.
Nie zabrakło wspaniałego ,,bondowskiego'': ,,Goldfinger'', jest ,,I (Who Have Nothing)'', ,,Something'' w koncertowej wersji (wersja S.Bassey to trzecia z najlepszych moim zdaniem, po beatlesowskim oryginale i wersji ELVISA PRESLEYA), ,,What Now My Love'', kolejna piosenka z ,,Bonda'': ,,Diamonds Are Forever'' (w wersji live), dynamiczny ,,Big Spender'' i nieśmiertelny temat ,,Don't Cry For Me Argentina''. Tak więc, całkiem niezły zestaw!
Dwa ostatnie utwory z płyty to (jak wspomniałem) zwiastun nowego albumu Wokalistki potwierdzającej swą klasę: wspaniały, romantyczny i cudnie zaaranżowany ,,Our Time Is Now'', zasługujący na miano prawdziwego przeboju (takim jednak nie stanie się w naszym polskim radiu, lansującym w ostatnich latach żenujące twory pseudomuzyczne), oraz zabarwiony klimatem flamenco ,,Apartment'' (już tak nie interesujący).
Życzę takich insertów polskiej prasie!

Tagi: b Pop
19:32, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Never Gonna Give You Up; Together Forever; My Arms Keep Missing You; Whenever You Need Somebody; She Wants To Dance With Me; When I Fall In Love; Cry For Help; Take Me To Your Heart; It Would Take A Strong Strong Man; Hold Me In Your Arms; Hopelessly; Move Right Out; The Ones You Love; Never Knew Love; Body And Soul; Vincent; Full Of You

Pamiętam okres gdy prowadząc dyskotekę można było podczas jej trwania odtworzyć wszystkie nagrania z debiutanckiej płyty RICKA ASTLEYA: ,,Whenever You Need Somebody'' (1987). Był to jeden z najbardziej popularnych longplayów muzyki tanecznej końca lat 80. Pochodzące z płyty nagrania, takie jak: ,,Never Gonna Give It Up'', ,,Together Forever'', tytułowy ,,Whenever ...'' czy zamieszczony na samym końcu albumu ,,When I Fall In Love'' -będący pięknym hołdem dla NAT KING COLE'A (udowadniający niesamowite możliwości interpretacyjne Astleya) wyśmienicie sprawdzały się na parkietach ówczesnych dyskotek. Wyprodukowana przez odpowiedzialną również za sukcesy Bananarama czy Kylie Minogue, spółkę Stock -Aitken -Waterman, płyta była przysłowiowym ,,strzałem w dziesiątkę'', spełniającą oczekiwania rynku muzyki dance drugiej połowy lat 80. Po olbrzymim sukcesie tej płyty oraz kilku następujących po niej singlach (kolejne przeboje spoza albumu: ,,She Wants To Dance With Me'' i ,,Take Me To Your Heart''), młodziutki RICK ASTLEY zapragnął realizować się w bardziej ambitnej muzyce. Po zerwaniu umowy z triem Stock -Aitken -Waterman, wyzwolony z ram konwencji muzyki dyskotekowej, nagrał kolejną dla wytwórnii RCA płytę, stosownie do sytuacji zatytułowaną: ,,Free'' (1991). Wspaniałą, choć zupełnie odmienną od klimatu debiutu płytę, której produkcji podjął się osobiście. Z tego krążka pochodzi przebój  ,,Cry For Help'' -wspaniała pieśń oparta na tradycji muzyki gospel, jak zdecydowana większość nagrań z tego albumu. Pamiętam video do tej piosenki emitowane wówczas w MTV: swą elegancką, wymodelowaną fryzurę -Rick zamienił na długie do ramion włosy, a nieskazitelny garnitur na luźną koszulę. Wokół niego natomiast w miejsce krzykliwie ubranych, tańczących panienek pojawił się chór gospel.
No cóż... Jeśli chodzi o wielkie sukcesy komercyjne RICKA ASTLEYA i jego światowe przeboje -to byłoby na tyle. W imię ambicji artystycznych dobrowolnie wybrał drogę trudniejszą, lecz artystycznie właściwą dla swojego sposobu postrzegania muzyki. Olbrzymim sukcesem płyty ,,Whenever You Need Somebody'' zapewnił sobie stabilizację materialną, która umożliwiła mu realizowanie się w mniej komercyjnych przedsięwzięciach.
Wydana trzy lata temu płyta ,,Ultimate Collection'' ukazuje nam mniej -więcej chronologicznie nagrania Astleya aż do roku 2005, a więc dokonane na przestrzeni 18. lat. Z wielkim zainteresowaniem słuchałem oczywiście tych ,,mniej osłuchanych'' a także kilku nagrań, których najzwyczajniej wcześniej nie znałem, pomimo iż mam na półce 7 płyt R.Astleya.
Te ,,nowe'' dla mnie nagrania to jego własne kompozycje: ,,The Ones You Love'' z 1993 roku i wspaniałe smooth jazzowe w klimacie ,,Body And Soul'' z fajną partią jazzowych organów oraz kapitalna wersja hołdu dla Van Gogha -kompozycji Dona McLeana: ,,Vincent'' (2005), do której po zakończeniu płyty ,,sięgnąłem'' ponownie jako pierwszej. ,,Vincent'' i kończące płytę, ,,nowe'': ,,Full Of You''  -przywołują skojarzenia ze sposobem interpretacji odkrytego przeze mnie kilka lat temu: MARCA COHNA (faceta znanego światu dzięki ,,Walking In Memphis'').
Szkoda że tzw ,,oczekiwania rynku'' nie uwzględniają ambitniejszych wykonawców -jakby nie było: muzyki pop, do których niewątpliwie zaliczam RICKA ASTLEYA i do jego współczesnych nagrań docierają tylko najbardziej zagorzali miłośnicy. Niektóre stacje radiowe ,,grają'' czasem któreś z jego wczesnych przebojów, zaś w sklepach płytowych pod literką ,,A'' znajdziemy płytę z wizerunkiem wymodelowanego chłopca, którym od dwudziestukilku lat już nie jest. Ot i życie...

Tagi: a Pop
18:47, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Tijuana Taxi; I'm Getting Sentimental Over You; More And More Amor; Spanish Flea; Mae; 3rd Man Theme
Str.2: Walk, Don't Run; Felicia; And The Angels Sing; Cinco De Mayo; A Walk In The Black Forest; Zorba The Greek

Mam w kolekcji już 10 płyt HERBA ALPERTA, lecz przyznam szczerze, iż nie byłbym w stanie wysłuchać ich jednym ciągiem. Charakterystyczne brzmienie trąbki i sekcji towarzyszącej to niewątpliwie wielki atut Wykonawcy. Ja jednakże po wysłuchaniu jednej płyty Artysty czuję sie zawsze w pełni nasycony i nie sięgam po kolejną płytę Trębacza (nawet w przypadku późniejszych płyt -tych z lat 80. z wyraźnymi jazzowymi naleciałościami). Z moim nowym nabytkiem jest podobnie, co nie znaczy iż jest to muzyka nużąca. Po prostu trzydzieści parę minut jednorazowo dla mnie wystarczy :) .
Egzemplarz tej ,,zabytkowej'' płyty zachował przez wszystkie lata bardzo dobrą kondycję.

Tagi: a Pop
18:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Run With The Pack; Woman Like You; Where Did They Go (Bonneville Blues); Schoolgirl; S.O.S.
Str.2: Help Yourself; Miss You Tonight; The Thing; I Really Want To Know

Założona przez Berniego Marsdena, znanego z grup BABE RUTH, UFO i WHITESNAKE: ALASKA, znana polskim zbieraczom płyt ze składanki wydanej przez Tonpress: ,,Hell Comes To Your House'', nagrała zaledwie dwa albumy. ,,The Pack'' to drugi z nich, wydany rok przed rozpadnięciem się zespołu. Gościnnie na instrumentach klawiszowych zagrał tutaj Don Airey (następca Jona Lorda w legendarnych DEEP PURPLE).
Na płytę składa się dziewięć dość przeciętnych utworów, utrzymanych w klimacie gatunku określanego w owym czasie jako glam metal. Na szczególną uwagę zasługują dwa nagrania ze strony drugiej longplaya: przebojowa ballada ,,Miss You Tonight'', oraz gorący ,,The Thing''.
Cóż... czas obszedł się dość niełaskawie z tą odmianą muzyki metalowej, charakterystyczną dla połowy lat 80. ,kiedy wśród muzyków metalowych królowaly natapirowane fryzury a la Joey Tempest z Europe, czy choćby ówczesny David Coverdale (WHITESNAKE). Mimo to: ciekawostka.

Tagi: a rock blues
18:45, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Do Wenecji stąd dalej codzień; Sen z różowym tłem; Stan na ,,M''; Nie zostało Ci już po mnie prawie nic
Str.2: Gdy wybierać jeszcze mogłam; Do wiosny niebieskiej: Wszyscy gromadzimy złom; Jak dobrze się wybacza; List do Buska

Po debiutanckiej płycie E.Adamiak sześć lat czekaliśmy na kolejny zbiór Jej piosenek. Płyta ,,Do Wenecji stąd dalej'' zawiera 9 nowych utworów, zdecydowanie inaczej zaaranżowanych niż te znane nam z albumu zatytułowanego po prostu: ,,Elzbieta Adamiak''. Tekstowo i klimatycznie nie zmieniło się nic: nadal mamy do czynienia z ciepłymi, łagodnie zaśpiewanymi lirycznymi piosenkami. Jednak brzmienie zespołu towarzyszącego jest zdecydowanie bogatsze, tworząc chwilami wręcz jazzowy klimat (,,Stan na ,,M''). Pięknie brzmi ,,Sen z rózowym tłem'' zabarwiony syntezatorami. W ,,Nie zostało ci już po mnie prawie nic'', mamy z kolei pięknie przygrywającą wokalistce harmonijkę ustną. Najpopularniejszą z tego albumu i zarazem jedną z najpiękniejszych piosenek ELŻBIETY ADAMIAK jest ,,Gdy wybierać jeszcze mogłam''.
Dodatkową atrakcją płyty jest gościnny udział w nagraniu Grażyny Auguścik, Henryka Miśkiewicza i Krzesimira Dębskiego... no to musiało być trochę jazzowo :) . Zupełnie niepotrzebny jednak wydaje się koszmarek ,,Wszyscy gromadzimy złom'', którego nie ratuje nawet saksofon H.Miśkiewicza.
W 2008 roku dwie pierwsze płyty E.Adamiak ukazały się łącznie w formie dwukompaktowego albumu ,,Do Wenecji stąd dalej co dzień''.

Tagi: a
18:44, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Opisywanie mieszkania; Poswól mi pozbierać łzy; Rozmowa przy ściemnionych światłach; Szara piosnka; Jesienna zaduma; Kamień
Str.2: Sytuacja w drzwiach; No i cóż, chyba wiosna; Czas Twojego życia; Poruszam się na pograniczu kiczu; Sobie razem; Przybywa czasu w nas...

Jedna z tych postaci polskiej piosenki, które po latach ,,przepadły'' w natłoku gwiazd i gwiazdek pojawiających się na polskiej scenie. W pierwszej połowie lat 80. Adamiak pojawiła się na polskiej scenie wraz z innymi inteligentnymi dziewczynami z gitarami (MARTYNA JAKUBOWICZ, ELŻBIETA MIELCZAREK...). Pełne zadumy piosenki w rodzaju ,,Rozmowy przy ściemnionych światłach'' czy fenomenalna ,,Jesienna zaduma'' (najpopularniejsza piosenka w wykonaniu Adamiak) tworzą niezwyle ciepły i magiczny klimat
Debiutancka płyta ELŻBIETY ADAMIAK nagrana została w doborowym składzie. Wśród muzyków towarzyszących Pani Elżbiecie słyszymy bowiem m.in.Włodzimierza Nahornego, Henryka Miśkiewicza, Janusza Strobla i Jacka Skubikowskiego. Wszystkie zaś melodie Artystka skomponowała sama, a teksty na płytę napisali m.in. J.Cygan i A.Poniedzielski (prywatnie: mąż Pani Elżbiety). Pomimo ciągle trwającej aktywności artystycznej, nie udało się ELŻBIECIE ADAMIAK powtórzyć sukcesów, jakie odnosiła na początku lat 80.

Tagi: a
18:42, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Str.1: Shoot To Thrill; Rock 'N' Roll Damnation; Guns For Hire; Cold Hearted Man
Str.2: Back In Black; Thunderstruck; If You Want Blood (You've Got It); Evil Walks
Str.3: T.N.T; Hell Ain't A Bad Place To Be; Have A Drink On Me; The Razor's Edge
Str.4: Let There Be Rock; War Machine; Highway To Hell
 ,,Iron Man 2'' to film science-fiction z gwiazdorską obsadą (m.in. G.Paltrow, S.Johansson, M.Rourke i S.L.Jackson), który niedawno wszedł na nasze ekrany. Nie o filmie jednak mam zamiar napisać (choć chętnie obejrzę ten obraz ze względu na wykorzystaną w nim muzykę), lecz o płycie winylowej jaką właśnie nabyłem do swej kolekcji.
Oto ukazał się kolejny po katalogowy album grupy AC/DC (!) zawierający 15 utworów wykorzystanych we wspomnianym obrazie. Nie jest to materiał premierowy lecz 15 nagrań z lat 1976-2008 zebranych na całkiem zgrabnej składance tworzącej przegląd twórczości AC/DC od płyty ,,High Voltage'' aż po ostatnią ,,Black Ice'' (którą cieszę się również w wersji winylowej). Jest to składanka, lecz daleki byłbym od traktowania jej jako rodzaju ,,Greatest Hits''. Są tutaj takie hity jak choćby tytułowy numer z albumu ,,Back In Black'' (reprezentowanego w tym wydawnictwie aż przez 3 nagrania), ,,Rock'N'Roll Damnation'', ,,Guns For Hire'', ,,Thunderstruck'', ,,If You Want Blood (You've Got It)'', ,,T.N.T'', ,,Let There Be Rock'' czy ,,Highway To Hell'', lecz chociaż każdy wie iż zestawy typu ,,The Best Of''' zawsze budzą kontrowersje co do doboru utworów, to nikt chyba nie zaprzeczy, iż nie powinno w takiej kompilacji zabraknąć choćby tytułowego kawałka z ,,For Those About To Rock We Salute You'' (tym bardziej, iż z tego albumu na ,,Iron Man 2'' wybrano ,,Evil Walks''). Jest to więc płyta z utworami wykorzystanymi w filmie i jako taką należy ją traktować, lecz... Powstała niesamowicie zgrabnie skompilowana składanka, której słucha się z zapartym tchem! Oprócz powszechnie znanych i dostępnych nagrań znajdujemy tutaj też ,,Cold Hearted Man'' -nigdy nie wydany na długogrającej płycie winylowej, pochodzący z drugiej strony 7-calowego singla z roku 1978 (ukazał się co prawda na albumie ,,Backtracks'' lecz... na CD :) ).
Jestem gorącym i maniakalnym wręcz zwolennikiem brzmienia płyt gramofonowych, dlatego pierwsze przesłuchanie efektownie wydanych płyt (w wersji winylowej są to dwa krążki) było dla mnie prawdziwą ucztą. Longplaye wytłoczone zostały przez ,,Columbię'' na 180-gramowym winylu, a więc brzmią wyśmienicie. Wiele nagrań brzmi zdecydowanie dynamiczniej niż na starych edycjach winylowych i taki na przykład ,,Thunderstruck'' powala swym brzmieniem i wbija w fotel zdecydowanie bardziej wysłuchany z tej płyty niż z analogowego albumu ,,The Razor's Edge'' wydanego 20 lat temu!
Płyty są też ciekawym ,,przekładańcem'' wokalnym Briana Johnsona (8 utworów) i Bona Scotta (7). Nagrania nie są ułożone chronologicznie dzięki czemu np. na ostaniej, czwartej stronie albumu w jednej chwili jesteśmy w roku 1977 (,,Let There Be Rock'') a w następnym kawałku już 31 lat później (,,War Machine'' z  ostaniej płyty -2008), by za chwilę ponownie cofnąć sie w czasie i na finał usłyszeć ,,Highway To Hell'' (1979).
Warto było wyłuskać troszkę więcej grosza niż kosztowałby CD by zdobyć kolejną winylową perełkę, którą z radością umieszczę na półce zaraz obok ,,Black Ice'' :) .
Tagi: a rock blues
18:39, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »