Recenzje ponad 1700 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.

JAZZ

Polski Jazz

KLASYKA

Blues, Rock

POP

PŁYTY: A - Z:
_____________________________
RSS
sobota, 23 kwietnia 2011

Like A Prayer; Like A Prayer -12'' Extended Remix-; Like A Prayer -12'' Club Version-

,,Wzorcowy'' singel CD jeśli chodzi o edycję. Powierzchnia małej 3-calowej płytki wykorzystana maksymalnie -ponad 19 minut muzyki! Niestety jeśli chodzi o zawartość muzyczną -jest to rzecz dla naprawdę wielkich miłośników MADONNY. Przez te 19 minut słuchamy bowiem trzech różnych wersji utworu ,,Like A Prayer'' -tytułowego z promowanej tym ,,maleństwem'' albumu z 1989 roku. Dla mnie 19-minutowe przebrnięcie przez mixy jednego utworu wymagało dużo cierpliwości i samozaparcia. Jednak jak nie cieszyć się takim ,,maleństwem''?

Tagi: M Pop
22:15, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Skocznie i wesoło, czyli tak jak zawsze to bywa z MANDESSEM.
Drugą stronę płytki wypełnia jednak koszmarek, którego nie będę już więcej słuchał.

Tagi: M Pop
22:13, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Straight No Chaser; A Virgin From Nowa Huta
str.2: What's Up In The Forest; Blue Light Pilot

Płyta koncertowa reaktywowanej niedawno grupy LABORATORIUM. Longplay pochodzi z roku 1982 i zawiera zapis koncertowy z Teatru Stu. W tym okresie w składzie zespołu nie było już Krzysztofa Ścierańskiego -teraz po latach, w reaktywowanym zespole -ponownie gra na basie!. Znamienne, jak żywiołowo odbierana była ta, nie zawsze łatwa w odbiorze muzyka, co słychać na koncercie sprzed 29 lat. Jak wiadomo, muzyka LABORATORIUM osadzona jest bardzo w klimatach progresywnego jazz rocka, może więc zadowolić zarówno miłośników jazzu jak i rocka. Oprócz kompozycji Janusza Grzywacza, na krążku znajdziemy też wyśmienicie wykonany ,,Straigh No Chaser'' Theloniousa Monka.
Wspaniale brzmi ta płyta na winylu -warto posłuchać.

22:09, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Take The ,,A'' Train; Send In The Clowns; Granada Smoothie; Body And Soul; Malaguena
str.B: Stompin' At The Savoy; Turtle Talk; Bogota; All The Things You Are

Kolejna płyta wydana w serii ,,Biały Kruk Czarnego Krążka'' zawiera nagrania orkiestry STANA KENTONA dokonane podczas koncertu w klubie ,,Stodoła'' w Warszawie w roku 1976.
Już od pierwszych taktów nieśmiertelnego tematu ,,Take The ,,A'' Train'' słychać, iż mamy do czynienia z doprawdy światowej klasy muzykami. Rewelacyjne brzmienie zespołu prowadzonego przez słynnego pianistę dosłownie zwala z nóg! To jest to brzmienie i klimat, który w big bandowych wykonaniach lubię najbardziej. Szybkość, brawura, wspomagana przez towarzyszące nam od początku do końca conga -perkusja oraz brzmienie puzonów i trąbek, prowadzących rozbudowane aranżacyjnie dialogi. Najwyższa klasa!
Słychać, iż publiczność od początku reaguje niezwykle żywiołowo, szkoda więc że klimat koncertu psują wyciszenia między utworami, które nie pozwalają nam zamknąć oczu i wyobrazić sobie że przenieśliśmy się 35 lat wstecz do ,,Stodoły'' i uczestniczymy w tym koncercie... A koncert musiał być nieziemski!
P.S. Duet plastyczny: Buszewicz-Majewski odpowiedzialny za kretyńską okładkę płyty zasługuje co najmniej na publiczny pręgierz.
Tagi: jazz k
22:04, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Live Like Horses (Studio version); Live Like Horses (Live Finale version); I Guess That's Why They Call It The Blues (live); Live Like Horses (Elton John solo studio version)


Płytę ,,Love Songs'' ELTONA JOHNA mam w kolekcji od lat, niedawno jednak w ręce wpadła mi limitowana edycja tego wydawnictwa spakowana dodatkowo w tekturowe etui wraz z 20-minutowym singlem nagranym przez Eltona z Luciano Pavarottim. Jak łatwo się domyślić już jej z rąk nie wypuściłem :).
Płyta ,,Love Songs'' nie różni się niczym od ogólnie dostępnej wersji, natomiast singel dołączony do niej jest prawdziwym rarytasem. Na płytce znajdują się trzy wersje ,,Live Like Horses'': studyjna z Luciano Pavarottim, której próżno szukać na innych wydawnictwach, koncertowa z Pavarottim -pochodząca z albumu ,,Pavarotti & Friends For War Child'' (1996), oraz studyjna wersja Eltona -solo. Ponadto znajdziemy tu ,,I Guess That's Why They Call It The Blues'' wykonane przez ELTONA JOHNA podczas koncertu ,,Pavarotti & Friends'', a więc wersja również niedostępna na ,,długogrających'' płytach E.Johna.
Ot, ciekawostka!

21:50, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Niezwykle starannie pod względem edycji wydany drobiazg.. Wydany w rozkładanej ,,albumowej'' okładce singel, wyposażony w stylową dodatkowo umieszczoną wewnątrz kopertę wewnętrzną był ,,pilotem'' dwupłytowego albumu ,,The Very Best Of Elton John'' z roku 1990. Wewnątrz rozkładanego mini albumiku: dokładny spis utworów z albumu z informacjami notowań na listach przebojów. Na stronie pierwszej tej ,,miniaturki'' znalazł się wówczas premierowy utwór ,,You Gotta Love Someone'', na drugiej: zajmujący wówczas pierwsze miejsce w zestawieniach: ,,Sacrifice''. Małe -a cieszy :) .

21:49, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
str.1: Minstrel In The Gallery; Cross-Eyed Mary; A New day Yesterday; Bouree; Thick As A Brick Edit #4
str.2: Warchild; A Passion Play Edit #9; To Cry You A Song; Too Old To Rock'N'Roll: Too Young To Die; Glory Row
JETHRO TULL to jeden z moich zdecydowanych faworytów... od zawsze. Z uporem maniaka kompletuję dyskografię zespołu na płytach winylowych i właśnie udało mi się zdobyć zachowany w niemal idealnym stanie egzemplarz drugiej części oficjalnej składanki ,,The Best ...''. Obie części mam od dawna na płytach CD, jednak oryginalne wydanie na winylu sprzed 34 lat, sprawiło iż zasłuchałem się ponownie w wybrane z różnych albumów JETHRO TULL utwory składające się na płytę ,,Repeat -The Best Of Jethro Tull Vol.II''. Oryginalne, pierwsze wydanie płyty charakteryzują wytłoczone na okładce napisy widoczne pod światło bądź wyczuwalne przy dotyku.
Jako że płyta jest kontynuacją wydanej wcześniej składanki: ,,M.U. -The Best Of JETHRO TULL'', nie znajdziemy na niej: ,,Aqualung'', ,,Locomotive Breath'', czy najsłynniejszego fragmentu suity ,,Thick As A Brick'', gdyż umieszczone zostały w części pierwszej.
Płytę otwiera wspaniały ,,Minstrel In The Gallery'', a ze słynnego albumu ,,Aqualung'' pochodzi drugie nagranie: ,,Zezowata Mary'' (,,Cross-Eyed Mary''). Wspaniały album ,,Stand Up'' reprezentują dwa nagrania: rewelacyjny, bluesowy ,,A New Day Yesterday'' i słynny ,,bachowski'', instrumentalny temat ,,Bouree''. Pierwszą stronę kończy czwarty temat z suity ,,Thick As A Brick'', który będąc krótką częścią 40-minutowej całości, broni się również jako niezależne samoistne nagranie (,,Thick As A Brick Edit #4'').
Drugą stronę longplaya wypełniają tytułowe nagrania z płyt: ,,Warchild'', ,,A Passion Play'' i ,,Too Old To Rock'N'Roll: Too Young To Die'' (ten ostatni to jeden z moich ulubionych utworów JT, stąd też tytuł dzisiejszego wpisu), ,,To Cry You A Song'' oraz wówczas premierowe nagranie: ,,Glory Row'', będące przyczyną zakupu w owym czasie tej płyty również przez fanów posiadających wszystkie pozostałe nagrania na innych longplayach.
Płyta ta wraz z pierwszą częścią: ,,M.U. -The Best Of JETHRO TULL'' stanowi niezwykle obiektywny zestaw nagrań zespołu dokonanych w pierwszym okresie działalności (do 1977 roku). W późniejszych latach ukazały się kolejne kompilacje, uzupełnione o późniejsze utwory, z których najbardziej udanymi są moim zdaniem: ,,Original Masters'' (1985 -wydana również w formie LP) i ,,The Very Best Of '' wydana (niestety tylko w wersji CD) w roku 2001.
Płyty JETHRO TULL zajmują szczególne miejsce w mojej kolekcji; brzmienie i klimat poszczególnych krążków, będących i nie -będących jednocześnie:  tzw ,,concept albumami'' uważam za niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Pomimo charakterystycznego brzmienia i właściwych zespołowi aranżacji, specyficznych z punku widzenia muzyki rockowej kompozycji; wysłuchanie każdej płyty przynosi zgoła odmienne doznania. Inaczej słucha się stricte bluesowego w klimacie debiutu ,,This Was'' (1968), zupełnie inny klimat przynoszą opowieści włóczęgi na ,,Aqualung'' (1971), 40-minutowa suita ,,Thick As A Brick'' (1972) -to w ogóle specyficzna płyta, klimat lasu towarzyszy przez cały czas słuchania ,,Songs From The Wood'' (1977), a arktyczny mróz wręcz fizycznie odczuwalny jest podczas zasłuchania się w płytę ,,Stormwatch'' (1979). Album z 1982 roku: ,,The Broadsword And The Beast'' podzielony został z kolei na dwie części (dwie strony płyty winylowej), które pomimo iż składają się z krótkich kilkuminutowych utworów -tworzą dwie niezależne opowieści. Z tego albumu pochodzi słynne ,,Cheerio'', którym JETHRO TULL kończy każdy swój koncert (a w radiowej ,,Trójce'' Piotr Kaczkowski rozpoczyna nim od lat swoje wieczorne, niedzielne  audycje). Po ,,Cheerio'' wiadomo zawsze iż nie będzie już kolejnego bisu, a możemy się spodziewać jedynie zapalenia świateł i piosenki ,,What A Wonderful World'' w wykonaniu LOUISA ARMSTRONGA odtworzonej z taśmy. Takie zakończenie koncertu miałem okazję usłyszeć i zobaczyć na kilku koncertach zespołu z DVD i takiego zakończenia koncertu byłem świadkiem w 1997 roku, kiedy ten jeden, jedyny raz zobaczyłem i usłyszałem JETHRO TULL na żywo.

Słuchając tej ,,składanki'' JT, podczas każdego kolejnego nagrania wracam na kilka minut do konkretnego albumu, z którego pochodzi dany utwór i czuję nieodpartą chęć sięgnięcia po daną płytę i wysłuchanie jej w całości ...no to mam czego słuchać przez najbliższych kilka dni :)
JETHRO TULL to zdecydowanie jeden z największych zespołów muzyki rockowej XX wieku.

P.S. Do inspiracji zespołem JETHRO TULL przyznawała się w Polsce m.in. REPUBLIKA. Oprócz zastosowania fletu w muzyce rockowej i wykorzystania niektórych ,,patentów'' IANA ANDERSONA w partiach solowych GRZEGORZA CIECHOWSKIEGO; w słynne czarno-białe pasy będące poźniej znakiem rozpoznawczym REPUBLIKI wymalowana była kiedyś gitara widoczna na koncertach JT w pierwszym okresie działalności zespołu.

21:48, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 

str.A: Things Ain't What They Used To Be; I Let A Song Go Out Of My Heart; Take The ''A'' Train; Don't Get Around Much Anymore
str.B: It Don't Mean A Thing; Solitude; C Jam Blues; Dedicated To Duke

Zgoła odmienne oblicze Ellingtona niż na płycie ,,Sojka Sings Ellington'' omówionej przeze mnie w innym miejscu, poznajemy na płycie legendarnej formacji JAZZ BAND BALL ORCHESTRA. Takie podejście do klasyki Ellingtona zdecydowanie bardziej mi odpowiada. Na płycie znajduje się również wspomniany w recenzji poprzedniej płyty evergreen ,,Don't Get Around Much Anymore'' a także m.in. rewelacyjny, ponadczasowy ,,Take A Train''. O tym że płyta wydana została w wyjątkowo niełaskawych dla polskiej fonografii czasach niech świadczy koperta zastępcza w jakiej wydano część nakładu tego longplaya.

21:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Oxygene 7; Oxygene 8; Oxygene 9; Oxygene 10; Oxygene 11; Oxygene 12; Oxygene 13

Kontynuacja historycznej już dziś płyty Jarre'a ,,Oxygene'' (1976). Jednego z dwóch (obok ,,Equinoxe'', 1978), albumów dzięki którym multiinstrumentalista i kompozytor zyskał światową sławę. Oczywiście można zadać sobie pytanie czy płyta z 1976 roku wymagała kontynuacji, bądź uzupełnienia pod postacią tego krążka, czy omawiana tu pozycja była po prostu przedsięwzięciem czysto komercyjnym, mającym na celu reanimację przygasającej gwiazdy Jarre'a w drugiej połowie lat 90. Czy traktować ten album jako samoistną płytę czy drugą część kompozycji z roku 1976?
Nie ulega wątpliwości fakt, iż pomimo że nagranie ,,Equinoxe 1-6'' dzieli od ,,7-13'' 21 lat -sposób realizacji i brzmienie obu krążków utrzymane jest w podobnej stylistyce i konwencji. Tutaj również mamy do czynienia z efektami stereofonicznymi znanymi z ,,pierwszej części'' i mozaikowymi układami melodycznymi tworzącymi poszczególne części. Po wielu jakże różnych płytach jakie ukazały się pomiędzy obydwiema płytami ,,Oxygene'', że wspomnę tu choćby taki album jak zbudowany na klimatach industrialnych ,,Revolutions'' (1988), Jarre wraca do brzmień, za które pokochali go miłośnicy muzyki elektronicznej; pastelowe dźwięki przebogato ozdobione efektami burzy, szumu morza, śpiewem ptaków itp, z których wyłaniają się urokliwe i często po prostu ,,wpadające w ucho'' rozwiązania melodyczne.
W roku 2005 w Gdańsku odbyło się spektakularne widowisko utrwalone zarówno na płycie CD jak i DVD: ,,Live From Gdańsk'', podczas którego to niebywale zabrzmiała jedna z części omawianej tu płyty: ,,Oxygene 8.''.

Tagi: J
21:45, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Tyle słońca w całym mieście; Jaki jesteś jeszcze nie wiem; Żeby szczęśliwym być; Mój, tylko mój; Biały wiersz od Ciebie; Zawsze gdzieś czeka ktoś
str.B: Za każdy uśmiech; Jak w taki dzień deszczowy; Staruszek świat; Będzie dość; Gdzie są dzisiaj tamci ludzie; Nic nie może wiecznie trwać

Klasyczna już dziś płyta, jeśli chodzi o polską piosenkę -12 największych przebojów ANNY JANTAR. To jedna z najlepiej sprzedających się w latach 80. płyt w Polsce!
Nic nie dorówna urokowi takich piosenek jak: ,,Tyle słońca w całym mieście'', ,,Żeby szczęśliwym być'', ,,Mój, tylko mój'', ,,Zawsze gdzieś czeka ktoś'', ,,Za każdy uśmiech'' czy ,,Staruszek świat''. Często zastanawiam się jak dalej potoczyłaby się kariera Pani Anny, gdyby nie została w tak tragiczny sposób przerwana przed ponad 30 laty. Ostatnie dokonania ANNY JANTAR świadczyły o zdecydowanym unowocześnieniu brzmienia, czego możemy doświadczyć słuchając ostatniego nagrania w tym zbiorze: ,,Nic nie może wiecznie trwać'' z BUDKĄ SUFLERA, wpasowanego w stylistykę początku lat 80., kiedy największe sukcesy odnosiły IZABELA TROJANOWSKA I URSZULA nagrywające również z tą grupą . Niedawno posiadłem też ostatni premierowy album Piosenkarki zatytułowany po prostu ,,Anna Jantar'' w zremasterowanej edycji CD, nagrany z towarzyszeniem zespołów PERFECT i właśnie: BUDKA SUFLERA (z niego oprócz wspomnianego przeboju, pochodzi też duet ze Z.Hołdysem: ,,Spocząć''). Sentymentalnie, melodyjnie, przyjemnie...

Tagi: J Pop
21:43, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Prelude in E minor; Etude in A minor; Polonaise in C sharp minor; Mazurka in F minor; Prelude in C minor; Waltz in D flat major; Prelude in E minor

W ubiegłym roku obchodziliśmy ,,Rok Fryderyka Chopina'', w związku z tym z kompozycjami Chopina zmierzyło się wielu muzyków, również spoza środowiska (tu padnie nielubiane przeze mnie określenie): ,,muzyki poważnej''. Podczas trwania całorocznego festiwalu, kiedy to najróżniejsi muzycy sięgali po klasykę kompozytora, na mnie największe wrażenie zrobiły projekty Leszka Możdżera (wspaniała płyta: ,,Impressions On Chopin'', 2010), oraz ,,Rock Loves Chopin '' (projekt koncertowy, w który zaangażowani byli m.in. Marek Raduli i RYSZARD SYGITOWICZ).
Postanowiłem sięgnąć do przeszłości i dotrzeć do wcześniejszych ,,nieklasycznych'' interpretacji muzyki Fryderyka Chopina, nie sprowokowanych obchodami ,,Roku Chopinowskiego''. W swoich poszukiwaniach trafiłem na płytę nagraną w 1992 roku przez jazzowe trio ANDRZEJA JAGODZIŃSKIEGO, w skład którego oprócz lidera weszli: Adam Cegielski oraz legendarny perkusista Czesław ,,Mały'' Bartkowski.
Płytę ,,spina'' klamra w postaci otwierającego ,,Prelude in E minor'' i kończącej krótkiej impresji osnutej wokół tego tematu.
Na uwagę zasługuje jazzowe podejście do tematu z zachowaniem konwencji strukturalnej chopinowskich tematów. Tu nie ma rozbudowanych i rozimprowizowanych impresji osnutych wokół głównych tematów. Większość nagrań to czyste transkrypcje kompozycji Chopina zachowujące zamysł koncepcyjny Wielkiego Kompozytora, dokonane z wielkim szacunkiem dla oryginalnych zapisów nutowych. Wzorcowe mistrzostwo wykonawcze pod względem instrumentacji dalekie jest od późniejszego o 20 lat, jazzowego podejścia L.Możdżera. Tu nie ma popisów solowych tak daleko odbiegających od zamysłu twórczego Fryderyka Chopina, jakie znamy z późniejszych ,,nieklasycznych'' interpretacji.
Oczywiście teza jaką wysnułem może być przez niektórych poczytana jako brak polotu muzyków biorących udział w nagraniu, którzy mało włożyli w interpretację gotowych kompozycji. Dlatego płytę należy odbierać jako przetransponowanie Chopina na instrumentację jazzową, a nie własne interpretacje muzyków, odbiegające od tego co przed laty ułożył sobie w głowie Wielki Fryderyk.
Być może właśnie dzięki takim transkrypcjom, kolejni muzycy poszli dalej ,,ingerując'' w kompozycje i przedstawiając coraz to nowe i bardziej oddalone od oryginalnych kompozycji, własne spojrzenie na Chopina. Dlatego słuchając tego krążka należy mieć świadomość, iż nagrań dokonano 18 lat temu, kiedy mało kto porywał się na zmierzenie w sposób jazzowy z geniuszem Chopina.
Reasumując: uważam, iż słuchając kolejnych nagrań muzyków jazzowych czy rockowych będących swobodnymi impresjami wokół chopinowskich utworów, od czasu do czasu należy posłuchać tego rodzaju płyty, aby usłyszeć ,,Chopina na jazzowo'', lecz zagranego w sposób klasyczny.

21:42, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Enjoy Yourself; Think Happy; Good Times; Keep On Dancing; Blues Away; Show You The Way To Go; Living Together; Strength Of One Man; Dreamer; Style Of Life

Nie potrafię inaczej słuchać nagrań ,,Jacksonów'' niźli przez pryzmat późniejszych, niewiarygodnych sukcesów Michaela -,,Króla Popu''. Trochę szkoda, gdyż zarówno formacja JACKSON 5 jak i późniejsza The JACKSONS zdecydowanie zasługują na osobne potraktowanie.
Płyta, którą uzupełniłem niedawno brakujące miejsce wśród kilku płyt The JACKSONS jest debiutancki album zatytułowany po prostu nazwą grupy a wydany pierwotnie w 1976 roku, po zerwaniu umowy z wytwórnią Motown i konieczną w związku z tym zmianą nazwy z dotychczasowej: JACKSON 5.
Dwa lata później zespół doczekał się wielkiej popularności za sprawą albumu ,,Destiny'' (1978,  przebój ,,Blame It On The Boogie''), a wroku 1984 nadszedł wielki sukces dzięki albumowi ,,Victory'' (1984, z utworem wykonywanym wspólnie z MICKIEM JAGGEREM: ,,State Of Shock'') oraz zdobycia niesłychanej popularności ówczesnego członka rodzinnej formacji -MICHAELA JACKSONA.
Na pierwszej płycie nagranej pod nową nazwą, dominuje już jako główny wokalista: Michael. Utrzymanych w soulowym nastroju utworów na płycie słucha się po 35 latach od momentu ich nagrania, wyśmienicie. Zawsze lubiłem soulowe klimaty lekko zabarwione wczesną muzyką disco z lat 70. wykonawców spod znaku The TEMPTATIONS.  Otwierający album ,,Enjoy Yourself'' był najpopularniejszym i najbardziej przebojowym utworem z albumu. Ja jednak z tej płyty zdecydowanie wolę przesycone gorącym soulowym klimatem, rytmiczne: ,,Think Happy'' czy ,,Living Together''. W nagraniach słyszymy wspaniałe orkiestrowe aranżacje (prawdziwa orkiestra, a nie imitowana elektronicznie jak miało to miejsce w późniejszych latach), w tle bongosy i jest też niejednokrotnie miejsce na pojawienie się sola gitarowego czy organowego. Prawdziwa, żywa muzyka... Jakże odmienna od późniejszych preparowanych w studio brzmień na płytach.

Tagi: J Pop
21:41, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 

str.1: Great Gettin' Up In The Morning; Down By The Riverside; Somebody Bigger Than You And I; I Believe; Come On Children Let's Sing; God Put A Rainbow In The Sky
str.2: Keep A-Movin'; Jesus Met The Woman At The Well; How Great Thou Art; Didn't It Rain; One God; We Shall Overcome

45. letnia płyta winylowa zachowana w stanie idealnym!
12 pieśni gospel wykonywanych przez mistrzynię gatunku: MAHALIĘ JACKSON, kojarzoną oprócz gospel również z jazzem i bluesem. Wielki głos, wielka postać w historii muzyki!
Na płycie znajdziemy m.in. takie standardy jak roztańczony i rozśpiewany ,,Down By The Riverside'', słynny ,,We Shall Overcome'', czy spopularyzowane również przez ELVISA PRESLEYA: ,,I Believe'' i ,,How Great Thou Art''.
Można poddać się tym klimatom i to nie koniecznie w celu zbliżenia się do Boga, lecz po prostu zachwycając się niezwykłym klimatem gospel... mimo to czuję się jakoś ,,uduchowiony'' po przesłuchaniu tej płyty :)

Tagi: J jazz
21:40, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Just Another Night; Wild East; Cleveland Rocks; Ships; When The Daylight Comes
str.2: Life After Death; Standin' In My Light; Bastard; The Outsider

Jedna z dwóch (obok debiutu wydanego po odejściu z grupy MOTT THE HOOPLE w 1975) najlepszych solowych płyt IANA HUNTERA. Choć mniej jest na niej klimatów psychodelicznych niż na wspomnianym albumie, zatytułowanym po prostu: ,,Ian Hunter'', to płyta po ponad 30. latach broni się nadal.
Glamrockowo brzmi na stronie pierwszej ,,Cleveland Rock'', a ,,Ships'' z kolei -to wielki przebój, który w roku 1982 ponownie wylansował ...BARRY MANILOW, umieszczając go na wspaniałym albumie ,,One Voice''.
Zdecydowanie ciekawsza jest druga strona longplaya. Tam znajduje się pieśń, nawiązująca klimatem do dokonań BOBA DYLANA: ,,Standin' In My Light'', rozbudowany, okraszony świetnym brzmieniem mooga i utrzymany w transowym rytmie ,,Bastard'', oraz finałowy, wzniosły z efektami a la chór: ,,The Outsider''.
Warto posłuchać od czasu do czasu IANA HUNTERA ...choćby po to aby po raz kolejny przekonać się, iluż to artystów nie doczekało się należnej popularności i właściwego miejsca w gronie powszechnie znanych klasyków muzyki rockowej.

Tagi: H rock blues
21:36, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Imagine; Don't Give Up; Tempo De Amor
Str.2: Space Captain; The Times, They Are A' Changin'
Str.3: La Tierra; Tamatant Tilay / Exodus; Tomorrow Never Knows
Str.4: A Change Is Gonna Come; The Song Goes On

Herbie Hancock -pianista i kompozytor, którego kariera trwa od... ponad 60 lat. Pianista zadebiutował bowiem w wieku 11 lat wraz z Chicago Symphony Orchestra grając utwory Mozarta. Kto wie czy jego późniejsza kariera nie potoczyłaby się w kierunku muzyki klasycznej, gdyby muzyk nie przeprowadził się 10 lat później do Nowego Jorku gdzie poznał ludzi związanych z legendarną dziś wytwórnią Blue Note i muzyków takich jak Donald Byrd, Dexter Gordon i Freddie Hubbard. To właśnie pierwszy z wymienionych jazzmanów usłyszawszy grę 20-letniego wówczas pianisty dostrzegł tkwiące w nim atrybuty muzyka improwizującego i zaprosił go do swego zespołu.

Rok później Hancock pod swoim nazwiskiem zadebiutował albumem: ''Takin' Off'', na którym dał się poznać jako świetny kompozytor, a temat pochodzący z płyty: ''Watermelon Man'' stał się jego pierwszym przebojem. Krótko potem wstąpiwszy w skład kwintetu samego Milesa Davisa, Hancock stał się jednym z najbardziej pożądanych muzyków sesyjnych. Tworząc wraz z Ronem Carterem i Tony Williamsem słynną sekcję Davisa, muzyk nagrywał też płyty z własnymi projektami angażując do współpracy m.in. wspomnianych D.Byrda i F.Hubbarda, a także m.in.: Granta Greena i Rona Cartera. Efektem sesji z lat 60-tych dla Blue Note były tak ''pomnikowe'' dziś albumy jak: ''My Point Of View'' (1963), ''Empyrean Isles'' (1964, kolejny wielki przebój: ''Cantaloupe Island'') czy: ''Maiden Voyage'' (1965). 

Muzyka tworzona przez Herbiego Hancocka ewoluuje przez całe lata, jednocześnie ulegając panującym trendom ale też zachowując zawsze najwyższy znak jakości.
Po nagraniu albumu ''Speak Like A Child'' (1968) Hancock opuścił kwintet Davisa kierując swe muzyczne poszukiwania w stronę nowego wówczas nurtu: fusion i jako jeden z pierwszych pianistów wprowadził do muzyki jazzowej instrumenty elektroniczne. Za najbardziej odkrywczy i przełomowy album z tego okresu uważa się bestsellerową płytę: ''Head Hunters'' (1973).

W latach 80-tych Muzyk potrafił zaszczepić w swej twórczości nawet elementy muzyki house i techno, a wydany w tym okresie longplay: ''Future Shock'' (1983) znalazł się na liście najlepiej sprzedających się płyt lat 80-tych zarówno w kategorii jazzu jak i płyt z muzyką pop (pochodzące z niej nagranie: ''Rockit'' to jeden z największych światowych przebojów dziesięciolecia). Z ilością najróżniejszych ukazujących się po dzień dzisiejszy wersji tego elektronicznie spreparowanego kilkuminutowego jingla konkurować może chyba jedynie ,,Blue Monday'' -grupy New Order
W roku 1986 Hancock otrzymał Oscara za muzykę do filmu: ''Round Midnight'', jest laureatem ok 200 nagród Grammy. To jeden z największych pianistów modern jazzu zawsze wymieniany jednym tchem obok: Chicka Corea, Keitha Jarretta i McCoy Tynera.
Jego słynnym projektem jest album: ''Imagine Project'' (2010) złożony z nagrań dokonanych w różnych zakątkach świata i prezentujący poprzez pryzmat muzyki etnicznej jego adaptacje utworów z repertuaru m.in. Johna Lennona, Boba Dylana, Petera Gabriela czy Boba Marleya. W projekcie tym wzięli udział m.in.: Jeff Beck, Marcus Miller, Wayne Shorter, a także gwiazdy młodszego pokolenia jak P!nk i Seal.

HERBIE HANCOCK to jeden z największych pianistów jazzowych świata a zarazem postać o niebywałym zmyśle produkcyjnym obdarzona genialną wręcz fantazją muzyczną.                       Od zawsze przeciera nowe szlaki dla muzyki jazzowej, ale nie stroni też od obszarów wydawałoby się dalekich od jazzu. To On w latach 80. stał się prekursorem nowego sposobu produkcji nagrań muzyki popularnej tworząc płytę ,,Future Shock'', z której aż po dzień dzisiejszy czerpią garściami rzesze muzyków powielając schematy i kopiując sample z choćby najsłynniejszego utworu z wspomnianego krążka: ,,Rock It''. Z ilością najróżniejszych ukazujących się po dzień dzisiejszy wersji tego elektronicznie spreparowanego kilkuminutowego jingla konkurować może chyba jedynie ,,Blue Monday'' -grupy NEW ORDER.
Mając świadomość różnorodności muzycznych wychodzących z warsztatu HERBIEGO HANCOCKA nie wiadomo czego można się spodziewać dowiadując się o ukazaniu Jego nowej płyty. Pamiętając poprzedni album Artysty poświecony w całości twórczości JONI MITCHEL, który szczerze mówiąc nie zachwycił mnie -nie obiecywałem sobie wiele na wiadomość o lipcowej premierze nowego albumu. Dziś jest to dla mnie jedno z największych muzycznych oczarowań roku 2010! Już same nazwiska wydrukowane w dołączonej do dwupłytowego (w wersji winylowej) wydawnictwa wkładki, przyprawiają o zawrót głowy! P!NK, SEAL, JEFF BECK (zabrał do Herbiego ze sobą również TAL WILKENFELD, którą zachwycałem się przy omawianiu w tym miejscu kilkanaście dni temu płyty ,,Emotion & Commotion''), MARCUS MILLER, grupa LOS LOBOS, DAVE MATTHEWS, CHACKA KHAN, gitarzysta ALLMAN BROTHERS BAND: DEREK TRUCKS, córka RAVIEGO SHANKARA (równie uzdolniona jak ojciec): ANOUSHKA SHANKAR czy w końcu legenda saksofonu: WAYNE SHORTER! Jakby tego było mało, na liście tytułów są dzieła które wyszły spod pióra JOHNA LENNONA i PAULA McCARTNEYA, PETERA GABRIELA czy BOBÓW: DYLANA i MARLEYA! Do tego facet zjechał pół świata by dokonać tych nagrań: Wielka Brytania, Irlandia, Francja, USA (Miami, Los Angeles, Jacksonville) ale też: Brazylia i Indie!
Nazw najróżniejszych instrumentów wykorzystanych podczas nagrań nie ośmielę się przepisać z okładki ze względu na duże prawdopodobieństwo popełnienia błędów, jednak sitar czy ukulele w konfrontacji z nimi mogą uchodzić za bardzo swojskie i powszechnie znane.
Pora przygasić światło i opuścić igłę gramofonu na płytę...
Najpierw wybitnie jazzowe intro Hancocka na pianinie i wokal P!NK i SEALA -start! Gitara JEFFA BECKA, na basie MARCUS MILLER... Rany! Jest świetnie! Zupełnie inny wymiar: jest funkująco, czuć jakby bossa novę... Nagle cudnie egzotycznie brzmiące w nieznanym mi języku głosy tworzą iście etniczny klimat. Nigdy nie wyobrażałem sobie, iż ,,Imagine'' LENNONA może TAK zabrzmieć. Majstersztyk i Mistrzostwo Świata! Wciągający transowy rytm afrykańskich głosów (jakby wziętych z ,,Graceland'' PAULA SIMONA) wycisza się. Aż strach słuchać dalej!
,,Don't Give Up'' -PETERA GABRIELA z cudną wokalizą KATE BUSH w innej niż pierwotna wersja uznałbym za profanację... do momentu usłyszenia tego arcydziełka w wykonaniu Projektu Hancocka. P!NK spisała się świetnie wtórując JOHNOWI LEGEND a pląsający bass cudnej TAL WILKENFELD (którą... no dobrze -przemilczę :) ) dopełnia całości. Hancock nie pozbawił tego utworu niczego za co kochamy go od wydania płyty ,,So'' Gabriela w 1986 roku. Mało to! Pianino Hancocka, linia basu i nieziemska wokaliza pojawiająca się w zupełnie nowych momentach kompozycji jako dodatkowy smaczek, olśniewają odkrywając tym samym nieznane dotąd obszary i śliczności tej kompozycji. ,,Gęsia skórka'' od początku do końca!
Po dwóch utworach nagranych w słynnym Beatlesowskim studiu Abbey Road w Londynie pojawia się nagranie popełnione w Brazylii co słychać od samego początku (,,Tempo De Amor''). Jeśli lubicie klimaty brazylijskiej bossa novy śpiewanej w jedynym właściwym dla tego stylu języku -będziecie w niebie. Skojarzenia? Na pewno: ASTRUD GILBERTO i STAN GETZ i ...brazylijskie seriale :).
Drugą stronę albumu wypełniają dwa utwory; ,,Space Captain'' nagrany w Jacksonville, to miejsce na popisy pianistyczne Hancocka  prowadzącego pod koniec utworu rozimprowizowane dialogi z gitarą (DEREK TRUCKS), pojawiają się też organy Hammonda, oraz przede wszystkim wyraźny posmak gospel: typowy chórek i wokalna interpretacja (SUSAN TEDESCHI).
Już sam tytuł kolejnego utworu przyprawia o dreszcze: ,,The Times, They Are A' Changin''' -przecież to BOB DYLAN! Przejmująco niczym MARIANNE FAITHFULL sączy chropawym głosem tekst LISA HANNIGAN, wzbogacając w niespodziewanych momentach linię wokalną zaśpiewami w bardzo egzotycznie brzmiącym języku. No i niesłychanie brzmiąca sekcja irlandzka w tym utworze, za którą brawa należą się grupie The CHIEFTAINS biorącej udział w tym (nagranym tym razem w Paryżu) kawałku. Pląsające gitary, ,,szczotkująca'' perkusja: ponad 8 minut minęło, a mogliby grać ten standard jeszcze i jeszcze... Uff! Koniec pierwszej płyty.
,,La Tierra'' nagrany w Miami z udziałem MARCUSA MILLERA i PETE WALLACE (klawisze) to po prostu bossa nova, utwór wyróżniający  się w środkowej części klimatami znanymi nam z płyt SANTANY -tutaj jednak instrumentem numer 1 jest nie gitara, a pianino Hancocka.
 A teraz... opus magnum płyty? Bardzo możliwe! Dla mnie każdy odsłuch tego utworu wprowadza niesłychane wibracje! ,,Tamatant Tilay / Exodus'' to połączenie dwóch utworów (tak! ten drugi to ,,Exodus'' BOBA MARLEYA!). Arabskie zaśpiewy w połączeniu z rytmem reggae to niesamowity patent! Na wokal niejakiego K'NAANA zawodzącego w kolejnym egzotycznym języku na tej płycie, nachodzi wokal znanych nam skądinąd Panów: LOS LOBOS! Cudeńko!
Pozostajemy w egzotycznym klimacie (a może pogrążamy się jeszcze bardziej!): ,,Tomorrow Never Knows'' BEATLESÓW nagrane w Los Angeles aż kipi od psychodelicznych dźwięków. Wokal DAVE MATTHEWSA pływa podobnie jak u ,,Czwórki z Liverpoolu'' na płycie ,,Revolver'', a ogrom dźwięków jakimi zostajemy przytłoczeni robi wrażenie czegoś w rodzaju celowo spreparowanego chaosu i pozornego bałaganu dźwięków. Sam Mistrz Herbie tym razem nie olśniewa wirtuozerią a koncentruje się raczej na elektronicznym produkowaniu dźwięków. Po odwróceniu płyty jednak wraca charakterystyczna tradycyjna klawiatura. Kompozycja SAMA COOKEa ,,A Change Is Gonna Come'' to kolejna okazja usłyszenia TAL WILKENFELD (pst!:) ), ale przede wszystkim wokalu JAMESA MORRISONA. Jeśli chodzi o pianino Hancocka to jest tutaj naprawdę czego posłuchać: długie rozbudowane solo powinno zadowolić wszystkich, którzy mogliby zarzucać Hancockowi oszczędzanie się na tym albumie.
Nagrany w Indiach ,,The Song Goes On''. Sitar, egzotyczny hinduski wokal K.S.CHITHRA przywołujący skojarzenia z...  ,,The Battle Of Evermore'' -LED ZEPPELIN, swojsko przy niej brzmiąca CHACKA KHAN i jedyny Taki Saksofon Sopranowy na świecie: WAYNE SHORTER! Pulsujący, transowy rytm, nie do końca wyobrażalne dla mnie instrumenty o dziwnych nazwach jak np pakhawaj czy mridangam. W tle pianino HERBIEGO HANCOCKA, na pierwszym planie przekomarzający się z sitarem WAYNE SHORTER -czy to dźwiękowa wizja Raju? Świetne zakończenie genialnego albumu. Takie płyty nie ukazują się codziennie, co tydzień, każdego miesiąca, a nawet każdego roku!
Igła unosi się z płyty i ramię gramofonu wraca. Talerz kręci się coraz wolniej... W powietrzu wyraźnie czuję jeszcze zapach tej muzyki... Gdzieś tam krąży jeszcze ten saksofon, wiruje bas i słychać pianino. Nawet jeśli miałbym już więcej nie usłyszeć tych dźwięków z płyty, pozostaną gdzieś we mnie w środku... na zawsze.

21:20, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: W malinowym chruśniaku; Śledzą nas; Taka cisza w ogrodzie; Hasło nasze; Zazdrość moja; Wyszło z boru; Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie; Ty pierwej mgły dosięgasz; Zazdrośnicy; Zmienionaż po rozłące
str.B: Dancing; Trzeba chodzić w masce; Ramię Pana; Modlitwa; Krzyk jazz-bandu; Miss Ameryka; Ekscentrycy; Smutne intermezzo

Płyta zawiera nagrania z dwóch różnych programów TV. Pierwsza strona płyty to wykonane wspólnie przez Krystynę Jandę i nieodżałowanego MARKA GRECHUTĘ wiersze Bolesława Leśmiana, do których muzykę napisał Grechuta. To dziesięć krótkich i uroczych miniaturek wykonanych w uroczy sposób przez ten niezwykły duet, z których na mnie największe wrażenie zrobiła ,,Zmienionaż po rozłące'', boż to ujmująca interpretacja jest i zaiste wiersz przepiękny :) .
Drugą stronę płyty wypełniają również wiersze zaśpiewane, popełnione jednak piórem Marii Jasnorzewskiej -Pawlikowskiej. Toż inna jest estetyka, inne klimaty, dlatego krążek wyraźnie dzielę na dwie części... i tak powinno być: strona A i strona B: domena płyty gramofonowej!
P.S. Przepraszam za styl, którymże ubarwił w momencie niespodziewanym tekst ten, alem się zasłuchał i porwać dał wierszom tym przepięknym Leśmiana na stronie A umieszczonym :)
Tagi: g Pop
21:09, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Jede Nacht; Das Lied Der Arche Noah; Horizont; Der Traum Ist Vorbei; Ein Lied Kann Eine Brucke Sein; Mit Dir Ins Zauberland; Fur Immer Jung; Lisa; Bleib' Deinem Traum Immer Treu; Nie Mehr Bolero; Die Biene Maja; Traumzeit; Es War Ein Gutes Jahr; Ich Bin Da, Um Dich Zu Lieben

Moja przygoda z płytami KARELA GOTTA rozpoczęła się ok.1977 roku, kiedy to w prezencie otrzymałem używany adapter ,,Ziphona'' produkcji NRD, z czasem przerobiony (poprzez odłączenie wewnętrzego wzmacniacza i wymianę wkładki i igły przez Mojego Ojca) na stereofoniczny gramofon, taki -aby można go z powodzeniem podłączyć pod odbiornik ,,Amator Stereo'' krajowej produkcji ,,Unitra'' i cieszyć się stereofonicznym brzmieniem z dwóch kolumn głośnikowych (również ,,Unitra'': 2x15W !).
Otóż, wraz z enerdowskim adapterem w skład pakietu wchodziła kolekcja kilku zdartych do granic możliwości płyt, pośród których prawdziwą perłą był czechosłowacki longplay ,,Supraphonu'': ,,My Czech Favourites'' z wizerunkiem Gotta wąchającego czerwonego tulipana na okładce.
Pamiętam, iż jako bardzo tolerancyjny i wrażliwy muzycznie chłopiec, nie zrażony wpływami radykalnie odmiennych gustów muzycznych swych rówieśników i wolny od dylematów w stylu: ,,czy wypada?'', zachwyciłem się głosem KARELA GOTTA. Ten zachwyt pozostał we mnie po dzień dzisiejszy, pomimo późniejszych fascynacji bardzo odległymi od ,,Złotego Głosu z Pragi'' rejonami Świata Muzyki. Nigdy nie stroniłem od ,,muzyki środka'' i obok płyt rockowych, jazzowych i tych z muzyką klasyczną, zgromadziłem też trochę płyt wykonawców ,,z kręgu ENGELBERTA HUMPERDINCKA''.
 Skompletowanie pełnej dyskografii Piosenkarza graniczyć może z cudem, jako że Pan Karel nagrał w ciągu swej wieloletniej kariery kilkaset (!) płyt. Myślę jednak że i tak udało mi się zdobyć trochę płyt winylowych KARELA GOTTA. Swój sfatygowany egzemplarz albumu ,,My Czech Favourites'', od którego to wszystko się zaczęło zamieniłem po latach na idealny, a do moich największych kolekcjonerskich osiągnięć ,,gottowych'' należy zdobycie płyty ,,The Golden Voice Of Prague'' z roku 1966 w stanie niemalże ,,dziewiczym''. Muszę jednak przyznać się, iż kilkakrotnie zrezygnowałem z możliwości okazyjnego nabycia płyt K.Gotta nagranych w języku niemieckim. Głos Piosenkarza najlepiej brzmi w jego rodzimym języku, gdyż nadaje dodatkowego ,,smaczku'' podczas słuchania, poza tym... niektóre teksty piosenek mogą być częściowo dla Polaka zrozumiałe. Język angielski brzmi w ustach KARELA GOTTA sztucznie i wyczuwalny w nim akcent psuje trochę radość słuchania, natomiast niemiecki jeśli chodzi o piosenki pop, wywołuje skojarzenia z artystami tworzącymi tzw. ,,Schlager Parade'', a to klimat,  który nie bardzo mi odpowiada (choć pamiętam kasetę niejakiego THOMASA LUCKA przemyconą w połowie lat 70. z NRD, której jako kilkulatek często słuchałem -nawet pamiętam refren jednej z piosenek ,,Schlaf Kinder, Schlaf''... czy jakoś tak :) ). Tymczasem KAREL GOTT jako niezwykle popularny w Niemczech i Austrii -do dziś, nagrywa co jakiś czas kolejną płytę śpiewaną w germańskim języku (również wspomniany w tym tekscie Humperdick ma na swym koncie płyty nagrane po niemiecku).
Taką właśnie płytą jest wydana przez Universal Koch w 2002 roku w Austrii CD ,,Romantische Gefuhle'', na której oprócz znanych przebojów ,,Die Goldenen Stimme aus Prag'' (jak nazywają Go w Niemczech i Austrii) znajdują się dwie nowe, premierowe piosenki:,,Jede Nacht'' i ,,Das Lied Der Arche Noah''. Najbardziej ,,wpadającą w ucho'' po pierwszym przesłuchaniu jest dla mnie jednak ,,Horizont''. Poza tym znajdziemy na płycie m.in. duety z Mirianą i Daliah Lavi, a także udaną ,,gottowską'' przeróbkę ,,Forever Young'' (z repertuaru ALPHAVILLE): ,,Fur Immer Jung'', oraz nieśmiertelną ,,obciachową'' ,,Pszczółkę Maję'': ,,Die Biene Maja'' (w polskiej wersji tej kreskówki piosenkę śpiewał Zbigniew Wodecki, w niemieckiej: KAREL GOTT).
Pamiętam, iż w latach 70. i 80. w gospodarstwach domowych wyposażonych w adapter bądź gramofon, płyty KARELA GOTTA znajdowały się prawie w każdej domowej płytotece. Wiadomo: czasy były takie, iż płyty wykonawców z za ,,żelaznej kurtyny'' były dla przeciętnej gospodyni domowej praktycznie nieosiągalne, zaś importowane z za południowej granicy longplaye z wizerunkiem przystojnego piosenkarza z Czechosłowacji o uwydatnionych kościach policzkowych na estetycznej lakierowanej okładce, można było kupić w księgarni (w tamtych latach nie było sklepów płytowych -sprzedażą płyt parały się państwowe księgarnie ,,Dom Książki'' oraz sklepy z instrumentami muzycznymi). Teraz po latach, kiedy świat zdecydowanie się skurczył i mamy nieograniczony dostęp do muzyki z całego świata, niesłusznie chyba czasem odrzucamy artystów, którzy umilali nam czas przed laty, a wielu dojrzałych melomanów uważa swoje fascynacje sprzed lat wręcz za coś zgoła wstydliwego. Dziś nie ma najmniejszego problemu z nabyciem w Polsce nowej płyty artysty z Kanady czy nawet Australii (nawet w dniu premiery!). Problem natomiast stanowić może zakup nowej płyty wykonawcy z Czech, Słowacji czy Węgier. Myślę jednak, iż sytuacja w ciągu ostatnich lat ulega zmianie gdyż na półkach sklepów płytowych coraz częściej pojawiają się ci zapomniani, odrzuceni przed laty wykonawcy.
Tagi: g Pop
21:07, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Str.1: Can't Slow Down; In Pieces; When It Comes To Love; Living In A Dream; I Can't Give Up; Ready
Str.2: Give Me A Sign; I'll Be Home Tonight; Too Late; Lonely; As Long As I Live; Angel Tonight; Fool For You Anyway

W zasadzie po nowej płycie FOREIGNER, pomimo iż upłynęło juz 16 lat od wydania poprzedniego albumu, (,,Mr.Moonlight'') nie spodziewałem się jakichś niezwykłych fajerwerków muzycznych. Niemniej jednak, bez wahania dołączyłem nowy longplay grupy: ,,Can't Slow Down'' do swojej kolekcji płyt winylowych. Zaskoczyła mnie natomiast różnorodność edycji tej płyty w wersji CD: gdybym zdecydował się na CD -stanąłbym przed nie lada dylematem -doliczyłem się bowiem jak dotąd czterech różnych mutacji tej płyty. Na szczęście w wersji analogowej mamy do czynienia z jedną -podstawową wersją albumu.
Z pierwotnego składu zespołu pozostał w 2010 roku Mick Jones, a nowy wokalista grupy Kelly Hansen robi wrażenie wyłonionego z konkursu na najlepszego naśladowcę głosu Lou Gramma -pierwszego wokalisty FOREIGNER.
Utwór tytułowy to oparta na rockowym riffie kompozycja, w której już od pierwszej chwili słychać że to stary, dobry FOREIGNER, do którego od lat przywykliśmy; wpadający w ucho refren i ,,amerykańskie'' rockowe brzmienie.
,,In Pieces'' -drugi utwór na płycie, zabarwiony wspaniale brzmiącymi dźwiękami instrumentów klawiszowych zabiera nas w bardziej progresywne klimaty -wciąż jednak mamy do czynienia z melodyjnym ,,soft rockiem'' XXI wieku.
,,When It Comes To Love'' -to spokojniejszy trochę utwór i kolejny potencjalny hit na płycie! Cały album w zasadzie to kopalnia ewentualnych przebojów, które takimi niestety się nie staną w ogłupionym świecie XXI wieku. Cenię sobie FOREIGNER za podążanie wyznaczoną przed laty drogą i nie zbaczanie w rewiry zbyt nowoczesnych brzmień i rozwiązań, pomimo iż propozycje grupy nie są niczym więcej jak po prostu przebojową muzyką rockową, w której słyszymy nie raz wyśmienite solo gitarowe, a wokal pełen jest zadziorności i przepojony emocjami.
,,Living In A Dream'' to kolejny przykład typowego, tradycyjnego brzmienia FOREIGNER.
Mamy pierwszą balladę! ,,Can't Give Up''. Myślę że wszyscy, którzy uważają ,,I Want To Know What Love Is'' za szczytowe osiągnięcie zespołu powinni być w pełni usatysfakcjonowani nowym ,,wyciskaczem łez'' grupy.
Ostatnim utworem z pierwszej strony płyty jest ,,Ready'': szybkie tempo i typowo ,,foreignerowski'' refren, plus fajne gitary.
,,Give Me A Sign''... no cóż -zespół wypracował sobie formułę, której sztywno się trzyma i z jednej strony: chwała za to, z drugiej natomiast: po wysłuchaniu kilku dość podobnie ,,spreparowanych'' nagrań po pewnym czasie możemy mieć problem z ich odróżnieniem.
,,I'll Be Home Tonight'' to drugi na płycie (po ,,When It Comes To Love'') utwór utrzymany w średnim tempie mający wszelkie predyspozycje do stania się kolejnym przebojem z albumu.
Po następujących po sobie ,,Too Late'' i ,,Lonely'' (ponownie typowy refren) następuje kolejny potencjalny hit: ,,As Long As I Live'' -znów średnie tempo i ponownie wpadający w ucho przebojowy refren. Jeszcze tylko ,,Angel Tonight'' i finał: ,,Fool For You Anyway'' -instrumenty dętę i ciekawe, niespotykane dotąd w nagraniach grupy, brzmienie gitary. Wreszcie coś zdecydowanie innego! Brzmienie perkusji nadaje kompozycji soulowy posmak.
To kolejna płyta, o której mogę napisać iż mogłaby równie dobrze ukazać się 10 czy 20 lat temu. Stare, sprawdzone patenty... W przypadku FOREIGNER, może wolałbym jednak od czasu do czasu być zaskoczony nieco ostrzejszym, bardziej rockowym utworem... ale to przecież nie byłby już FOREIGNER
Tagi: f rock blues
21:04, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Zespół, którego sława trwała dwa, może trzy lata. Ogromny sukces albumu ,,The Raw And The Cooked'' zawierającego takie przeboje jak: ,,She Drives Me Crazy'', ,,Good Thing'', czy zajmującej pierwszą stronę tej płytki ,,I'm Not The Man I Used To Be'' wydaje się być w pełni zasłużony. Według mnie to jedna z najlepszych płyt pop rockowych lat 80.
Na drugiej stronie singla znajduje się nagranie, którego próżno szukać na katalogowych płytach zespołu. I to jest właśnie ta magia czarnych singli!

Tagi: f Pop
20:55, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Light My Fire; California Dreamin'; Hey! Baby; Let It Be; Che Sara; Maria Isabel; Don't Think Twice, It's All Right; Yesterday; The Windmills Of Your Mind; She's A Woman; Guantanamera; (There's) Always Something There To Remind Me; Susie Q; Walk Right In; I Got A Woman; (I Can't Get No) Satisfaction

Nagrywa do dziś, zrezygnował jednak z wydawania płyt koncentrując się na publikowaniu albumów poprzez internet. Cóż, należy uszanować tą decyzję, aczkolwiek moim zdaniem odpłatne ściąganie muzyki w formie plików nigdy nie zastąpi ,,fizycznej'' formy w postaci zmaterializowanego czarnego lub srebrnego krążka wytłoczonego przez wytwórnię płytową.
To jeden z tych wykonawców, który ponad wykonywanie własnych kompozycji, bądź dla niego napisanych uznawany jest przede wszystkim za genialnego interpretatora ,,cudzych'' utworów (podobnie jak choćby JOE COCKER). Jego interpretacje znanych z innych wykonań utworów częstokroć stawiane są na równi z ,,oryginałami'' a zdaniem jego zagorzałych miłośników niejednokrotnie przewyższają siłą interpretacji pierwowzory. Tak jak wspomniany JOE COCKER zasłynął na początku swej kariery genialną interpretacją ,,With A Little Help From My Friends'' BEATLESÓW -tak świat usłyszał o JOSE FELICIANO dzięki jego pełnej ekspresji interpretacji ,,Light My Fire'' -The DOORS.
,,Light My Fire'' posłużył jako tytuł wielu płyt kompilacyjnych z nagraniami Feliciano. Mam już płytę CD wydaną przez Camden w roku 1997 o tym tytule, dlatego dostrzegając na sklepowej półce najnowsze wydawnictwo zatytułowane: ,,Light My Fire. The Best Of Jose Feliciano'' (2010) obawiałem się bardzo podobnego zestawu nagrań. Tymczasem porównując oba zestawy: na najnowszej kompilacji ociemniałego portorykańskiego gitarzysty i wokalisty powtarzają się zaledwie cztery spośród szesnastu nagrań. Poza tym: spis tytułów jest oszałamiający! Trzy beatlesowskie standardy: ,,Let It Be'', instrumentalne pięknie zagrane: ,,Yesterday'' i ,,She's A Woman'' -cudeńko w jego wykonaniu, ,,I Got A Woman'' RAYA CHARLESA w super bluesowo -skifflowej wersji a także m.in. ,,(I Can't Get No) Satisfaction'' -ROLLING STONESÓW w wersji live z 1966!. Poza tym przepiękne w tej interpretacji: ,,Che Sara'', magiczny ,,The Windmills Of Your Mind'' Michela Legranda, czy słynna porywająca: ,,Guantanamera'' (na tym krążku w koncertowej wersji z 1969 roku) lub nagrany wraz z dużą orkiestrą temat Burta Bacharacha: ,,(There's) Always Something There To Remind Me''. No i jak nie zabrać tej płyty do domu?
Słuchając tych nagrań ułożonych w nową ,,konstelację'' na potrzeby tego albumu zwróciłem uwagę na uważaną dotychczas przeze mnie za przeciętną zaledwie interpretację ,,Suzie Q''. To arcydziełko w wykonaniu Feliciano! Porywająca gitara, brzmienie orkiestry i króciutka ale jakże dodająca smaku partia fletu. Z prostego rockandrollowego kawałka rozsławionego przez ,,Kredensów'' (CREEDENCE CLEARWATER REVIVAL) zrobił rewelacyjny utwór dalece odbiegający od brzmienia kojarzonego z pierwotnym wykonaniem.
Pięknie cyfrowo oczyszczone nagrania brzmią cudnie z tej srebrnej płytki wydanej przez Sony Music.

Tagi: f Pop
20:54, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.A: Yesterdays; Blues For Nils
str.B: Sunset; Work Song; Kalisz Blues

Wśród najbardziej poszukiwanych longplayów z polską muzyką jazzową znajdują się te wydane przez Polskie Stowarzyszenie Jazzowe jako płyty subskrypcyjne dla członków Klubu Płytowego PSJ. Są to w zdecydowanej części płyty nagrane w Polsce przez światowej sławy muzyków, które nie ukazały się nigdzie na świecie w innej formie jak niskonakładowa, klubowa, rozprowadzana wśród klubowiczów płyta.
Takim unikatem są nagrania ciemnoskórego pianisty KENNY'EGO DREW dokonane podczas Festiwalu Pianistów w Kaliszu (rok 1978). Podczas koncertów jazzowych dochodzi często do spontanicznych konfiguracji muzyków. W czasie trwania tego koncertu doszło do spotkania na jednej scenie KENNY'EGO DREW z polskimi muzykami (porywający, finałowy ,,Kalisz Blues'').
Tagi: D jazz
20:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

str.1: Side Saddle; The Westminster Waltz; Roulette; The Birthday Cakewalk; Pixilated Penguin; Mack The Knife
str.2: Snow Coach; Trampolina; Wedding Of The Painted Doll; Sam's Song (A Happy Tune); Golden Guilders; Matador From Trinidad

Prawdziwa perełka i zabytek klasy A! Zewnętrznie klejona okładka z lakierowaną tylko pierwszą stroną, gramatura płyty oraz jej label i koperta wewnętrzna (z zapowiedziami kolejnych płyt wytwórni i jej katalogiem) są wiarygodną metryką, z której wynika iż płyta jest tak stara że ...nawet ode mnie starsza :) . Na nagranej, rzecz jasna, w monofonicznej jeszcze technice płycie z Wielkiej Brytanii znajdziemy 12 wyśmienitych utworów zmarłego w 2000 roku pianisty RUSSA CONWAYA wraz z akompaniamentem zespołu pod dyrekcją Geoffa Love (m.in. słynny ,,Mack The Knife'').
Całkiem przyjemna muzyka, która kojarzyć może się z ilustracjami muzycznymi do niemych filmów. Nazwa znanej mi już dzięki innym płytom wytwórni, która ,,wypuściła'' przed 45. (!) laty ten w idealnym stanie zachowany po dzień dzisiejszy krążek, niech będzie mottem tej krótkiej recenzji: ,,Music For Pleasure'' a do tego piękna, stylowa okładka!

Tagi: C
20:23, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

Nostalgia; Loops; Pustynna burza; Piasek pustyni /inside: Bułgarski blues; Żegnaj Kuba; Afrykański blues / Footprints; Wykryto pewne nieprawidłowości; I Towers You; Edesseg

Projekt Krzysztofa Ścierańskiego ,,Music Painters'' (,,Malarze Muzyki'') liczy sobie już kilka lat. Początkowo zespół tworzyli oprócz lidera: Jose Torres i Bernard Maseli (okres ten dokumentują płyty: ,,Live'', oraz ,,Inna bajka''). Kolejnym wcieleniem ,,Malarzy Muzyki'' był skład uzupełniony o Marka Raduli, w którym Torresa zastąpił Paul Wertico (ex PAT METHENY Group, SBB). W aktualnym składzie na perkusji Wertico zastąpił Przemek Kuczyński i w tej konfiguracji K.Ścierański postanowił udokumentować fonograficznie kilka ostatnich lat muzycznych poszukiwań nagrywając studyjne opracowania granych na koncertach kompozycji. 23 pażdziernika 2010 roku ukazała się płyta kwartetu, firmowana i zatytułowana: ,,The Colors''.

Płyta zaczyna się gitarową frazą Marka Raduli, która towarzyszyć nam będzie w tle całego pierwszego nagrania (,,Nostalgia''). Po chwili rozbrzmiewać zaczyna bas Ścierańskiego, wchodzi perkusja i na blisko 10 minut wpadamy w transowy klimat utworu. Nagranie brzmi bardzo progresywnie, a Raduli tworzy niezwykle zawiłe struktury melodyczne. W połowie utworu chwila wytchnienia, elektroniczno-wibrafonowe pasaże... i dryfujemy dalej: teraz na plan pierwszy wysuwają się dżwięki midi a w tle charakterystycznie szarpane struny basowe i powtarzana niczym mantra od początku utworu fraza gitary. Wspaniały klimat!
,,Loops'' wprowadza nas w bardziej funkowy nastrój, poprzez wyeksponowaną do roli instrumentu solowego gitarę basową K.Ścierańskiego (skojarzenia ze sposobem gry STANLEY'A CLARKE'A). Tu również jest miejsce dla rozbudowanego sola na instrumentach elektronicznych, oraz tym razem spokojniejszej i bardziej stonowanej gitary Marka Raduli, lecz głównym instrumentem jest bas. Uwielbiam ten sposób gry na gitarze basowej! ,,Loops'' kończy solo perkusyjne i powrót do głównego motywu melodycznego.

Kolejnym nagraniem na płycie jest utwór, który miałem ostatnio okazję usłyszeć trzykrotnie na trzech koncertach Marka Raduli i Krzysztofa Ścierańskiego z grupą LABORATORIUM. Wersja płytowa zdecydowanie różni się od ,,laboratoryjnych'' wykonań koncertowych. Dalekowschodni, orientalny klimat ,,Pustynnej burzy'' potęgują dźwięki imitujące sitar i zdeformowany głos. Linia melodyczna kompozycji wywołuje jednoznaczne skojarzenia z muzyką arabską. To zdecydowanie jedna z najlepszych kompozycji Ścierańskiego wszechczasów!
Pozostajemy na pustyni, bowiem kolejne nagranie nosi tytuł: ,,Piasek pustyni''. Podobnie arabsko brzmiąca struktura wywołuje klimaty kojarzące mi się z ,,pustynną'' płytą grupy CAMEL: ,,Rajaz'', nawet gitara M.Raduli gra jakby podobne do A.Latimera frazy. Oczyma wyobraźni widzę rząd wielbłądów sunący karawaną przez pustynię. Trochę może ,,wyrwany z kontekstu'' jest wpleciony w utwór: ,,Bułgarski blues'', który tak naprawdę nie jest bluesem, lecz piękną impresją zagraną na gitarze basowej. Piękną! Może trochę szkoda tego wątku Panie Krzysztofie? Może byłby z tego wspaniały samoistny utwór?
,,Żegnaj Kuba'' -dedykowany zmarłemu przyjacielowi i ,,dobremu duchowi'' wcześniejszych ,,kolorowych'' poczynań -Kubie Florkowi to najspokojniejszy na krążku utwór, podczas którego najpiękniejsze części stanowią fragmenty z gitarą basową na pierwszym planie. Piękny, nastrojowy klimat psuje trochę ,,piszczące'' solo B.Maseli w środku utworu, ale na szczęście po chwili wraca ta jedyna w swoim rodzaju gitara Ścierańskiego, wzbudzająca tak niezwykłe emocje.
Egzotyczna wokaliza rozpoczyna ,,Afrykański blues''... Tak -to bardzo etniczna płyta. Krzysztof Ścierański zabiera nas na niej poprzez klimaty kompozycji w egzotyczne rejony globu jednocześnie sprawiając, iż płyta jest od 1 do 7 utworu jednolita i robi wrażenie zwartej, programowej całości. Egzotyczne ,,przeszkadzajki'' i stonowana perkusja P.Kuczyńskiego wprowadzają nas w kolejny utwór połączony pod numerem 6 w spisie nagrań z ,,Afrykańskim bluesem'': ,,Footprints''. To jedyna kompozycja na płycie nie napisana przez Ścierańskiego. Nasz najlepszy basista sięgnął do teki kompozytorskiej Wayne Shortera, aby przedstawić swoją wersję utworu a może raczej impresje na jej temat.
,,Wykryto pewne nieprawidłowości'' to kolejne na płycie nagranie, które miłośnicy K.Ścierańskiego uważać będą za dokonanie solowe basisty  z zespołem towarzyszącym. Krzysztof Ścierański napisał całą płytę, a że jest gitarzystą basowym -oczywistym wydaje się fakt iż pisze muzykę pod kątem tego instrumentu. Stąd dominujący w większości nagrań bas. ,,Wykryto pewne nieprawidłowości'' to jeden z niewielu utworów, w których nie drażni mnie brzmienie instrumentów B.Maseli, brzmiących tutaj dyskretnie i nie wysuwających się ani na moment na pierwszy plan. Traktuję ten krążek jako płytę gitarową, dlatego niektóre momenty płyty gdy B.Maseli wygrywa zbyt długo swoje przetworzone elektronicznie do granic przyzwoitości solo, po prostu mnie irytują.
Podczas jednej z niedawnych rozmów z K.Ścierańskim ośmieliłem się zauważyć, iż ostatnie dwa utwory na płycie ,,The Colors'' odbiegają od reszty pod względem zarówno struktury kompozycji jak i samego sposobu rejestracji i nie mogę wyzbyć się wrażenia, iż właściwa płyta kończy się na utworze ,,Wykryto...'', a pozostałe dwie ścieżki to tzw ,,bonus tracki'', a więc nagrania dodatkowe. Jak przyznał Pan Krzysztof: dwa ostatnie utwory zostały skomponowane i nagrane ,,na szybko'', natomiast reszta płyty składa się z rzeczy ogrywanych już wielokrotnie na koncertach i modyfikowanych. No cóż: utrzymany w klimacie funky ,,I Towers You'' może i wywołuje podczas słuchania rytmiczne ruchy kończyn dolnych, ale po jego przesłuchaniu nic nie zostaje w pamięci. Kończący płytę ,,Edesseg'' zbudowany na jednym basowym riffie to także utwór, któremu w sumie nic nie można zarzucić, oprócz tego że jest ...przeciętny, a po wysłuchaniu siedmiu wybitnych nagrań z tej płyty -ta ,,przeciętność'' wypada blado.
Na 9 nagrań -7 wybitnych i 2 przeciętne... hmmm... życzyłbym sobie jak najwięcej takich płyt jeszcze usłyszeć.

20:22, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Str.1: Girl (Why You Wanna Make Me Blue); (Love Is Like A) Heatwave; Uptight (Everything's Alright); Some Of Your Lovin'; In My Lonely Room
Str.2: Take Me In Your Arms (Rock Me For A Little While); Blame It On The Sun; Papa Was A Rolling Stone; Never Dreamed You'd Leave In Summer
Str.3: Standing In The Shadows Of Love; Do I Love You; Jimmy Mack; Something About You; Love Is Here And Now You're Gone
Str.4: Loving You Is Sweeter Than Ever; Going To A Go-Go; Talkin About My Baby; Going Back
 
Oberwało się PHILOWI COLLINSOWI za tą płytę. Od krytyków, od fanów... Trochę sam jest sobie winien Pan Collins. Po wydaniu poprzedniej płyty zapowiedział wycofanie się i ruszył na wielkie pożegnalne tournee zatytułowane zresztą jednoznacznie: ,,Farewell Tour''. Nagle po ośmiu latach od ostatniego studyjnego albumu ukazuje się kolejna, oficjalna, nowa płyta PHILA COLLINSA, której zawartość budzi wiele kontrowersji.

Artysta od zawsze składał hołd czarnej muzyce i brzmieniu wytwórni Tamla Motown dając temu wyraz niejednokrotnie angażując do swych nagrań sekcje dęte (EARTH, WIND AND FIRE), czy nawet nagrywając duet z PHILIPEM BAILEY (,,Easy Lover''). Muszę przyznać, iż ,,dęciaki'' u Collinsa robiły zawsze na mnie wielkie wrażenie (choćby powalający wręcz początek płyty ,,...But Seriously''). Tym razem jednak PHIL COLLINS sięgnął bezpośrednio po klasyczne utwory ze swoich ulubionych płyt dzieciństwa i młodości (stąd zabawne wręcz zdjęcie na okładce albumu). Wśród tytułów zawartych na tym dwupłytowym (w wersji winylowej) albumie, który zdecydowałem się po długim zastanowieniu dołączyć do swej płytoteki, znajdziemy kawałki pochodzące pierwotnie z repertuaru takich wykonawców jak The TEMPTATIONS (otwierający album ,,Girl (Why You Wanna Make Me Blue)'' i zawsze wspaniale brzmiące ,,Papa Was A Rolling Stone''), STEVIE WONDER (,,Uptight (Everything's Alright)" oraz ,,Blame It On The Sun''), The SUPREMES (,,Love Is Here and Now You're Gone''), FOUR TOPS (,,Standing In The Shadows Of Love" i ,,Loving You Is Sweeter Than Ever") czy DUSTY SPRINGFIELD (tytułowy, kończący album: ,,Going Back''). Do nagrania tego wyjątkowego albumu Collins zaprosił wielu muzyków sesyjnych, którzy uczestniczyli podczas nagrywania pierwotnych wersji tych utworów przed laty (m.in. Bob Babbitt, Eddie Willis i Ray Monette), dzięki czemu uzyskał brzmienie bardzo zbliżone do oryginałów. Tu nasuwa się pewna refleksja: po co nagrywać coś co przypominać ma oryginał jeśli jest się Artystą tej klasy co PHIL COLLINS? Jeśli jest się Muzykiem, który przed laty współtworzył jedną z największych rockowych grup świata? Jeśli jest się twórcą takiego albumu jak ,,Face Value''?
Myślę, iż ten album jest bez wątpienia hołdem, tylko nie jestem pewien komu złożonym: twórcom niepowtarzalnego, kultowego brzmienia Tamla Motown czy dziecięcym marzeniom małego Phila z długą grzywką, który nieśmiało spogląda z okładki płyty?
To nie jest zła płyta! Collinsowi naprawdę udało się odtworzyć klimat przełomu lat 60. i 70. uzyskując wspaniałe brzmienie i odświeżyć takie kawałki jak: ,,Going to a Go-Go" czy ,,Jimmy Mack''. Być może dzięki temu albumowi taneczna odmiana muzyki soul przeżyje jakiś renesans i zyska nowe grono miłośników? Może dzięki tej płycie  wielu słuchaczy szerzej zainteresuje się tym jedynym w swoim rodzaju brzmieniem złotych lat Tamla Motown?
Jeszcze jedna refleksja... Coraz więcej Muzyków (Wielkich Muzyków) nagrywa nowe płyty, nie tworząc nowej Muzyki lecz nagrywając rzeczy, które już zostały wielokrotnie nagrane przez innych, bądź przez nich samych (ostatnie poczynania STINGA, RODA STEWARTA, a nawet HERBIEGO HANCOCKA, na naszej rodzimej scenie podobna tendencja: JAREK ŚMIETANA po płycie z utworami Hendrixa nagrywa standardy bluesowe itp itd). Czy to taki przejściowy okres, czy może następuje własnie przełom o którym jakiś czas temu mówił mi jeden z Wielkich Muzyków krajowej sceny twierdząc iż zakres kombinacji najróżniejszych dźwięków jest przecież ograniczony i w końcu dojdziemy do miejsca, w którym nie uda się już stworzyć nowej (choćby najbardziej skomplikowanej) melodii nie podobnej do innych?
Pisząc o nowej (?) płycie PHILA COLLINSA wspomniałem o Jego szczytowym solowym osiągnięciu -albumie ,,Face Value''  (1981) -ale przecież i tam znalazł się cover (,,Tommorow Never Knows''). Czy muzycy w przyszłości będą jeszcze tworzyć muzykę, czy tylko ją przetwarzać?
PHIL COLLINS nagrał dobry album. Perfekcyjnie odtworzył brzmienie oryginalnych nagrań, niczym ...BRACIA nagrywając utwory grupy QUEEN.
Stylowe koperty płyt winylowych wydawnictwa wywołują skojarzenia z latami minionymi, z przeszłością... Z pewnością sprowokował mnie Pan do sięgnięcia po oryginalne wersje utworów, które przypomniał Pan na tym albumie. Dziękuję Panu, Mr.Collins. A tak poza tym? Co nowego Panie Collins?

Tagi: C rock blues
20:20, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
Travelin' Alone; Rockin' Chair; River Runs Dep; Judgement Day; How Deep Is The Ocean; My Very Good Friend The Milkman; Can't Hold Out Much Longer; That's No Way To Get Along; Everything Will Be Allright; Diamonds Made From Rain; When Somebody Thinks You're Wonderful; Hard Times Blues; Run Back To Your Side; Autumn Leaves.