Recenzje ok. 2000 albumów. Klasyka, Jazz, Blues, Rock, Pop.

JAZZ

Polski Jazz

KLASYKA

Blues, Rock

POP

PŁYTY: A - Z:
_____________________________
RSS
czwartek, 25 sierpnia 2011

 Johnny CASH: Ballad Of A Teenage Queen /LP 1955-1964/
str.1: Get Rhythm; Belshazah; Goodnight Irene; Give My Love To Rose; Oh Lonesome Me
str.2: Ballad Of A Teenage Queen; Blue Train; So Doggone Lonesome; Port Of Lonely Hearts; You're The Nearest Thing To Heaven

Dziesięć największych przebojów Johnny Casha z okresu ''złotego dziesięciolecia'' Jego kariery. Wówczas to powstało wiele wyjątkowych nagrań, jak choćby wspaniała interpretacja Casha pięknego standardu country: ''Goodnight Irene'' czy pięknie przez Niego wykonana ''Give My Love To Rose''. Najróżniejszych składanek zawierających utwory Casha pojawiła się w latach 70-tych na płytach winylowych niezliczona ilość, a ta płyta jest jedną z nich wydaną przez koncern Pickwick w Anglii.
Johnny Cash to jeden z ''rekordzistów'' w dziedzinie ilości najróżniejszych kompilacji płytowych wydawanych do dziś (najnowsze na dzień dzisiejszy wydawnictwo to trzypłytowy box: ''The Real... Johnny Cash'' wydany przez Columbię), jednak ilekroć trafiam na zachowaną w idealnym stanie technicznym płytę ''z epoki'', nie mogę oprzeć się dołączeniu jej do swojej kolekcji. Co ciekawe: słuchanie po raz n-ty znanych ''od zawsze'' piosenek w nowych konfiguracjach zestawień poszczególnych utworów za pośrednictwem kolejnego winylowego krążka sprawia mi każdorazowo olbrzymią frajdę i pozwala od czasu do czasu zwrócić szczególną uwagę na kolejną piosenkę. W przypadku tej płyty jest to: ''Port Of Lonely Hearts'' zaśpiewany przez Casha w duecie z ...samym sobą.
Płyta winylowa brzmi wspaniale, a kończąca ją: ''You're The Nearest Thing To Heaven'' ozdobiona wspaniałymi chórkami kojarzącymi się z nagraniami Elvisa z tamtych lat pozostawia mnie w pełnym zadumy, sentymentalnym nastroju.

Tagi: C Pop
22:27, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 sierpnia 2011

 Edin KARAMAZOV: The Lute Is A Song /CD 2008/
Leo Brouwer: Paisaje cubano con rumba; Sting: Alone with my thoughts this evening -with Sting; Johann Sebastian Bach: Toccata & Fugue in D minor, BWV 565; Henry Purcell: Dido's Lament (Dido and Aeneas) -with Renee Fleming soprano; Giovanni Zamboni: Sonata; Georg Frideric Handel: Oh Lord, whose mercies numberless (Saul) -with Andreas Scholl countertenor; Carlo Domeniconi: Koyunbaba; Old Macedonian Song: So maki sum se rodila -with Kaliopi

Zaintrygowany dziwnymi poczynaniami Stinga, do których zaliczam m.in. nagranie płyty z lutnistą Edinem Karamazovem, sięgnąłem po solową płytę tego oryginalnego muzyka z Bośni i Hercegowiny i okazało się, iż to czego nie byłem w stanie wytrzymać na płycie firmowanej ''Sting'' -jest muzyką, której doskonale mi się słucha pod warunkiem, iż nie firmuje jej sam Sting od zawsze kojarzący mi się z zgoła odmiennymi klimatami. Poza tym muzyka tego rodzaju pozbawiona lamentów wokalnych Stinga, a ukazująca nam piękno brzmienia lutni poparte wspaniałym kunsztem wirtuozerskim bezwzględnie jednego z największych mistrzów tego instrumentu na świecie, wiele zyskuje.
Lutnia to instrument w dzisiejszych czasach dość rzadki, dlatego trudno słuchać tych nagrań bez zwracania uwagi na oryginalne jej brzmienie. Wśród kompozycji na płycie znajdziemy zarówno klasyków (J.S.Bach, G.F.Handel) jak i macedońską pieśń ludową (''So maki sum se rodila'') i kompozycję Stinga utrzymaną w klimacie płyty ''Songs from the Labyrinth'' (2006) przez niego zaśpiewaną, która wcale nie jest szczególną perełką na tym krążku. Perełkami natomiast są otwierająca płytę: ''Paisaje cubano con rumba'' czy wyśmienita, klimatyczna blisko dziewięciominutowa mistrzowska interpretacja Karamazova ''Toccaty i Fugi'' -Bacha. Pięknie i poruszająco brzmi zaśpiewany przez sopranistkę Renee Fleming ''Lament Dido'' z opery Henry Purcella: ''Dido i Aeneas'' a także przepiękna pieśń George Friderica Handela: ''Oh Lord, whose mercies numberless'' śpiewana przez Andreas Scholl. czy trzyczęściowa ''Sonata'' Giovanni Zamboniego. Barok górą!
Na kolana rzuca 14-minutowa ''Koyunbaba'' Carlo Domeniconi, a płytę kończy macedońska pieśń ludowa przepięknie odśpiewana przez Kaliopi.
Płyta została niezwykle starannie nagrana i wydana przez wytwórnię Decca. Podczas słuchania na dobrym sprzęcie usłyszeć możemy nawet oddech Lutnisty dobiegający do nas zza strun tego jakże pięknie brzmiącego barokowego instrumentu.
Niezwykłym jest fakt, iż zaintrygowany dziwaczną płytą Stinga sięgnąłem po krążek, który najprawdopodobniej umknąłby mojej uwadze. Jestem wdzięczny Stingowi za to, iż dzięki jego dziwnym poczynaniom odkryłem dla siebie płytę wyjątkową. Płytę, którą zdecydowanie wyżej stawiam w hierarchii niż nieszczęsną ''Songs from the Labiryth''.

Tagi: classic k
21:00, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 Laura Lopez CASTRO y Don Philippe: Inventan El Ser Feliz /CD 2007/
Acabou Chorare; Oracion; No Miramos Nada; Fusion; Dindi; Hasta Que Vuelvas; Te Inventaras El Ser Feliz; Tu Me Acostumbraste; Mi Cuerpo Al Viento; Pra Dizer Adeus; Buscame

Niedawno ''odkryłem'' dla siebie płytę Pani Laury Lopez Castro nagraną wraz z gitarzystą Don Philippe zatytułowaną: ''Inventan El Ser Feliz''  -płyta ukazała się niemal cztery lata temu i jest już drugim albumem Laury Lopez Castro. Niemniej -ja sięgnąłem po raz pierwszy po tą płytę i zauroczyła mnie swym klimatem, językiem, nastrojem nasuwającym skojarzenia z filmami Pedro Almodovara... sam nie wiem czym jeszcze...
 ''Acabou Chorare'' rozpoczynająca krążek jest najbardziej ,,przebojowym'' (jeśli mogę użyć takiego określenia) nagraniem na płycie; urocza z zabawnie chwilami brzmiącymi hiszpańskimi słowami refrenem. Po pierwszym odtworzeniu albumu, właśnie ta piosenka zapada w pamięć i ''wpada w ucho''. Zapewniam jednak, iż podczas kolejnych przesłuchań płyty, odkrywać na niej można następne piosenki, które nie pozwolą na szybkie odłożenie tego wydawnictwa na półkę i zapomnienie o nim.
''No Miramos Nada'' to następna piosenka z albumu, na którą chciałbym zwrócić uwagę -cudnie ozdobiona partią przytłumionej trąbki niejakiego Daniela Allena Oberto.
Płyta brzmi bardzo akustycznie, lecz instrumentarium nagrań jest niezwykle urozmaicone; wraz z śpiewającą Laurą i akompaniującym jej wspaniałym gitarzystą Don Philippe na tej uroczej płycie słyszymy też kwartet smyczkowy (szczególnie pięknie brzmi w ''Fusion''), oraz wspomnianą trąbkę czy piękny klimatyczny fortepian (świetne solo w ''Dindi'').
Wspomniałem filmy Almodovara... Najbardziej ,,almodovarowe'' piosenki w zestawie to: klimatyczna, niepokojąca: ''Te Inventaras El Ser Feliz'' oraz kończąca płytę: ''Buscame'' oprawiona piękną partią wiolonczeli.
Jedyna samba śpiewana w połowie po angielsku to: ''Pra Dizer Adeus'', gdzie ponownie słyszymy trąbkę wygrywającą długie, wspaniałe solo (tym razem gra: Sebastian Studnitzky).
Samba, rumba, ballada... a to wszystko przyprawione posmakiem jazzu... i ten piękny język, z którego -przyznam się: nie rozumiem ani słowa, lecz uwielbiam go słuchać w hiszpańskich filmach i piosenkach. Słuchając tych nagrań nie chce się wierzyć, iż zostały dokonane w Berlinie.
Krążek został niezwykle starannie wydany w formie digipack z dołączoną wewnątrz grubą książeczką.

Tagi: C Pop
20:55, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 STING: Brand New Day /CD 1999/
A Thousand Years; Desert Rose; Big Lie Small World; After The Rain Has Fallen; Perfect Love ...Gone Wrong; Tomorrow We'll See; Prelude To The End Of The Game; Fill Her Up; Ghost Story; Brand New Day

Album Stinga: ''...Nothing Like The Sun'' nagrany z takimi znakomitościami jak m.in.: Manu Katche, Branford Marsalis, Gil Evans, Mark Knopfler czy Eric Clapton, uważam od zawsze za szczytowe jego osiągnięcie a zarazem coś w rodzaju idealnej, perfekcyjnej płyty -dlatego każdy kolejny jego album w konfrontacji z tym wydawnictwem z góry skazany jest na porażkę w moim prywatnym stingowym rankingu. Pośród kolejnych płyt wykonawcy, znalazły się jednak pozycje które stawiam wyżej i niestety również takie, które traktuję jako nieporozumienie. ''Brand New Day'' z końca ubiegłego wieku uważam za pozycję udaną, choć nie ocierającą się nawet o ideał ''...Nothing Like The Sun''.
Wśród muzyków towarzyszących głównemu bohaterowi -ponownie rewia wielkich nazwisk: M.Katche, Stevie Wonder, James Taylor, B.Marsalis czy Chris Botti.
Płytę otwiera typowy stingowy kawałek -wspaniały, klimatyczny ''A Thousand Years'' z ''szeptanym'' tekstem i pogłosem, który artysta stosował jeszcze w czasach Police. Całkiem udany początek albumu.
Już na początku drugiego utworu jednak ,,mina mi nieco zrzedła'', bowiem orientalny w założeniach utwór ''Desert Rose'' spreparowany został przy użyciu takiej ilości elektronicznych brzmień, iż po prostu nie potrafię słuchać tej banalnej melodii (gdyż niczym innym nie jest) przez blisko 5 minut jakie zajmuje na płycie.
Lepiej jest przy ''Big Lie Small World'' -zdecydowanie lepiej! Wspaniały chórek, ''nieśmiała'' trąbka Bottiego, gitara akustyczna... tylko po co tyle elektroniki ,,wpakowano'' w to nagranie?
Może łaskawiej byłoby, gdybym nie napisał o kilku nagraniach z płyty w ogóle (''After The Rain Has Fallen'', ''Fill Her Up'' -country plus chór gospel i jazzowe solo fortepianu? co to miało być?, ''Ghost Story'' -melodia pasująca może do niejednej ''babcinej'' pozytywki, ale żeby poświęcać jej aż 5 i pół minuty płyty?)
''Perfect Love... Gone Wrong'' rozpoczyna się szelestem analogowej płyty, przez cały czas towarzyszy nam trąbka z tłumikiem i fajne brzmienie klawiszy -plus: świetna solówka fortepianu. Pojawiają się też ,,wstawki'' rapowane ...po francusku -może trochę niepotrzebne, ale chodziło chyba w tym nagraniu o coś czego do końca pewnie nie zrozumiałem :-( .
''Tomorrow We'll See'' utrzymany jest w klimacie piosenek z filmów o Jamesie Bondzie i to jest jedyną zaletą tego nagrania, tylko że niestety ...,,nie dorasta im do pięt''.
Płytę kończy przebojowy utwór tytułowy ozdobiony świetną partią harmonijki Stevie Wondera, będącą jego jedynym atutem... i to koniec.
To przykre, iż za najbardziej wartościowe nagrania z tego albumu uważam te najbardziej przebojowe. Przeważnie udaje mi się na różnych płytach odnaleźć takie fragmenty, które poza  ''użytkowością'', posiadają jeszcze inne walory a po kolejnych przesłuchaniach odkrywam coraz to nowe smaczki. Z tą płytą jest odwrotnie: z każdym kolejnym przesłuchaniem podoba mi się ona coraz mniej. Nie oczekuję po Stingu drugiego ''...Nothing Like The Sun'' ale irytuje mnie utrzymująca się na jego wielu płytach deprymująca przeciętność pomimo zaangażowania do nagrań tylu wspaniałych muzyków.

Tagi: rock blues s
20:50, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 sierpnia 2011


 SPECIAL JAZZ SEXTET: Projekt Elbląg /CD 2011 (2010)/
Maciek; Obierek; Prusacy; Idzie Szwed; Stary Kapeć; Serce na talerzu; Klamerka; Szymek

Utworzona przez Bartka Krzywdę grupa w ciągu 9 lat istnienia przechodziła niejedną metamorfozę i kilkakrotnie zmieniała nazwę. Grali funk, rocka... by ostatecznie skoncentrować się na muzyce jazzowej, czego efetem jest doskonała płyta ''Projekt Elbląg''.
''Trzon'' sekstetu to; Bartek (klawisze), Szymon Zuehlke (sax), oraz Artur ''Żółwik'' Olewniczak i Marcin Gawdziś (trąbki). Nową sekcję rytmiczną zespołu tworzą: Janusz ''Macek'' Mackiewicz (kontrabas) i Grzegorz Sycz (perkusja).
W pięciu spośród ośmiu nagrań na saksofonie sopranowym gra Wybitna Legenda tego instrumentu: Przemek Dyakowski nadający płycie, jak to określa sam Bartek Krzywda (autor wszystkich kompozycji): ''świeży oddech''. Dyakowski to nie jedyna ''gwiazda'', jaką udało się pozyskać do składu; w programie albumu znajdziemy też nagrania z gościnnym udziałem: samego Jarka Śmietany oraz Jerry Goodmana.  Szczególnie przypadł mi do gustu utwór nagrany z Goodmanem: ''Serce na talerzu'', gdzie z prostej i ''wpadającej w ucho'' kompozycji, muzycy Special Jazz Sextet stworzyli rozbudowany brzmieniowo (choć ''skondensowany'' zaledwie w 6 minutach) utwór, w którym znalazło się nawet miejsce dla wspaniale brzmiącej solowej impresji skrzypcowej  Goodmana.
''Projekt Elbląg'' to niezwykle urozmaicona płyta, lecz jednocześnie bardzo równa. Każda spośród kompozycji lidera zespołu stanowi jakby odrębną muzyczną opowieść, żyjącą własnym niezależnym od reszty utworów życiem. Dzięki temu płytę można odbierać jako całość, oraz jako zbiór poszczególnych utworów do wysłuchania w dowolnej konfiguracji.
Na szczególną uwagę zasługuje piękna i klimatyczna okładka, oraz staranna edycja albumu, choć nie pozbawiona błędów (z opisu wynika, iż Goodman gra w utworze nr 10).
Zdjęcia tej samej elbląskiej ulicy o różnych porach dnia, oraz fotografie Muzyków umieszczone wewnątrz są autorstwa wieloletniego przyjaciela zespołu: Konrada Kosacza.
Polecam gorąco!

20:35, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 JASKUŁKE & WYLEŻOŁ: Duo Dram /CD 2011 (2010)/
Kind Folk; My Way; Piece For Wietek; Preludiosum G; Prelude Op.0; Movement I

Piękna płyta! Nagrany ''na żywo'' recital fortepianowy wspaniałego duetu pianistów młodego pokolenia: Sławka Jaskułke i Piotra Wyleżoła podczas ubiegłorocznego festiwalu ''Jazz Gdyni Festival''. Album przynosi trzy kompozycje Jaskułke, dwie Wyleżoła, oraz otwierającą płytę -niezwykłą i podniosłą interpretację: ''Kind Folk'' -K.Wheelera. Od pierwszych dźwięków dobywanych z dwóch fortepianów ''Steinway & Sons'' zostajemy wchłonięci przez rozległe pejzaże muzyczne malowane klawiszami obu Panów. Zarówno S.Jaskułke jak i P.Wyleżoł to pianiści mający za sobą wiele najróżniejszych dokonań oraz uczestnictwo w wielu muzycznych projektach Największych Muzyków. Na płycie ''Duo Dram'' mamy niesłychaną (sic!) okazję odkrycia tego co powstało na skutek fuzji tych dwóch wielkich osobowości.
Od ''pływającego'', przenoszącego nas w świat fantazji wspomnianego ''Kind Folk'', płynnie przechodzącego w doskonałą, rytmiczną i pełną dynamiki kompozycję Sławka Jaskułke: ''My Way'', poprzez ''Preludiosum G'' inspirowane twórczością Fryderyka Chopina, aż do kończącego album 12-minutowego ''Movement I'' znajdujemy się we wspaniałym świecie Wielkiej Muzyki. Trudno uwierzyć, iż tak młodzi Artyści osiągnęli już tak dużo i odkryli obszary muzyki fortepianowej, niedostępne innym, zarówno pod względem wykonawczym jak i kompozycyjnym.
To zdecydowanie jedna z najlepszych płyt fortepianowych w dziedzinie jazzu, choć określenie: ''jazz'' w stosunku do tego albumu wydaje się być zdecydowanie mało reprezentatywne, Pianiści bowiem poruszają w swych utworach najróżniejsze obszary muzyczne, a jazz wydaje się być w tym przypadku tylko punktem wyjściowym i pretekstem do poruszania tak odległych wydawałoby się rejonów, jak muzyka klasyczna, czy ...rock (czyż akordy w ''My Way'' nie byłyby świetnym riffem gitarowym?).
Przypomina mi się zdanie jakie padło niedawno podczas mojej rozmowy z pewnym Wielkim Muzykiem i Kompozytorem: ''Mamy w Polsce poza Możdżerem lansowanym dziś w mediach naprawdę bardzo wielu dorównujących mu a może nawet wyprzedzających go pianistów, tylko ich wizerunki nie zdobią okładek kolorowych czasopism''. I teraz sam nie wiem: czy życzyć Sławkowi i Piotrowi Wyleżoł, sukcesu komercyjnego jaki osiągnął ich kolega... Osobiście wolałbym aby podążali tą drogą, którą podążają i nie ulegali pokusom, jakimi niewątpliwie są: sława i pieniądze.

20:32, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
 JAREK ŚMIETANA & WOJTEK KAROLAK: Revolution /CD 2008 (2005-2008)/
Revolution; Sup'em Funky; Variation on J.L.; Sambia; Dupree; I've got a Chicken; Eleanor Rigby; You were my music Brother; Mount Pleasent; Don't give me the Road; Lolito; Set Us Free; Sleepy Eva's Waltz; A Story of Polish Jazz (English Version)

''Revolution'' to płyta wydana po śmierci Steve Logana (2007) -basisty i wokalisty współpracującego z Jarkiem Śmietana m.in. podczas sesji ''A Story of Polish Jazz'' i ''What's Going On''. Panowie mieli ongiś plany związane z nagraniem całej płyty z utworami The Beatles, które ostatecznie nie zostały zrealizowane, lecz pojedyncze utwory jak: ''Within' You Without You'', ''I Want You'' czy zamieszczone na tym albumie ''Eleanor Rigby'' i tytułowy ''Revolution'' wydano na różnych krążkach, a ostatni z wymienionych rozpoczyna płytę.
Cenię sobie Steve Logana jako basistę, podoba mi się też szalenie jego rap w anglojęzycznej wersji: ''A Story of Polish Jazz'', natomiast jeśli chodzi o jego przesadnie niski wokal w takich utworach jak własnie: ''Revolution'' -to niestety wypada on dość kiepsko, bez wyrazu i intonacji. Cóż, na każdej płycie znajdziemy słabsze momenty. Dla mnie takim jest właśnie otwierający płytę utwór.
Po nim słyszymy króciutką miniaturkę będącą solowym popisem Logana na gitarze basowej... i tego słucha się zdecydowanie lepiej!
Trzeci utwór to ''Variation on J.L.'' z udziałem wspaniale brzmiącego Piotra Kudyka (trąbka) i Piotra Wyleżoła (piano).
''Sambia'' to przyjemny relaksujący kawałek ozdobiony samplami spreparowanymi najprawdopodobniej z rozmów podczas prób. Doskonale brzmi tu ''śmietankowa'' gitara -w  taki sposób do jakiego najbardziej jestem przyzwyczajony i jaki najbardziej lubię :-) .
Kolejna ''loganowa'' miniaturka basowa to impresja ''Dupree'' stanowiąca następny po ''Sup'em Funky'' przerywnik na płycie.
Wokal Logana słyszymy w następującym po niej: ''I've got a Chicken''. Tutaj jego maniera wokalna mniej drażni być może ze względu na żartobliwy, wyśpiewywany tekst. Poza tym jest tu dużo gitary Śmietany i wspaniałych hammondów Wojtka Karolaka.
Kolejny beatlesowski akcent na płycie to ''Eleanor Rigby'' nagrany ponownie jako solowy utwór Logana na basie. Gdy pierwszy raz słuchałem tej wersji, muszę przyznać iż pamiętając wyśmienitą wersję: ''Within' You Without You'' Beatlesów z płyty ''A Story of Polish Jazz'' (2004), poczułem się trochę rozczarowany tak ''powierzchownym'' potraktowaniem tej wspaniałej kompozycji Lennona i McCartneya w tym zbiorze.
Perełką jest napisany przez Jarka Śmietanę dla Steve Logana: ''You were my music Brother''. Tu jest wszystko! Fajna ''przyśpiewująca'' gitara, świetne solo Karolaka a do tego bardzo dobry tekst zaśpiewany z pomysłowo brzmiącym pogłosem. Trochę denerwować mogą może scratche ozdabiające ten utwór, co nie zmienia faktu, iż ''You were my music Brother'' to wspaniały kawałek, który śmiało umieścić mogę pośród moich ulubionych ''śmietankowych'' nagrań.
Po kolejnej basowej miniaturce, słuchamy ciekawego bluesa: ''Don't give me the Road'' z wokalem Logana, kapitalną solówką Mistrza, improwizacjami Karolaka i perkusją Adama Czerwińskiego, którego słuchamy w trzech utworach na albumie (w pozostałych gra Krzysztof Dziedzic).
Po ostatnim z basowych przerywników, dźwiękami jedynych w swoim rodzaju organów rozpoczyna się następny rodzynek na płycie: instrumentalny ''Set Us Free''. Cieszę się dziś, iż okres ''zabawy w scratche'' już minął na ''śmietankowych'' płytach, gdyż jeśli coś ''nie pasuje'' mi w tym napisanym przez L.McCanna utworze to właśnie ich natrętne nadużywanie. 
Na płycie Jarka Śmietany nagranej z Wojtkiem Karolakiem nie mogło zabraknąć kompozycji Pana Wojtka, który jak zwykle stanął na wysokości zadania przeznaczając na album ''Revolution'' przepiękną kompozycję: ''Sleepy Eva's Waltz''.
Ten trochę nierówny album kończy angielska wersja: ''A Story of Polish Jazz'' doskonale rapowana przez Logana. Utwór ten został już umieszczony na wcześniejszej płycie Śmietany jako bonus track. Tu na albumie dedykowanym ''Muzycznemu Bratu'' Mistrza funkcjonuje jako pełnoprawny utwór. Z opisu na okładce dowiadujemy się też, iż anonimowy przy okazji wcześniejszej publikacji tego nagrania damski rapujący głos należy do Karen Edwards!
Napisałem, iż to trochę ''nierówna'' płyta; nagrania powstały na przestrzeni trzech lat w dwóch różnych studiach nagraniowych i różnych składach, dlatego płyta ma dla mnie raczej charakter składankowy, pomimo iż zawiera w zdecydowanej większości premierowe nagrania. Niemniej jest to bardzo udany album, tradycyjnie już bardzo starannie wydany i doskonale brzmiący.

środa, 27 lipca 2011
  UNDIVIDED with PERRY ROBINSON: Moves Between Clouds /2011 CD/
Hoping The Morning Say; Moves Between Clouds; What A Big Quiet Noise
Płyta jest rejestracją koncertu jaki odbył się w 2009 roku w Warszawie, materiał zmiksowano w Niemczech, a dwa lata później podczas ''Tzadik Poznań Festival'' miała miejsce jej premiera.
Nie jest to łatwa w odbiorze muzyka. Trzy długie utwory wypełniające krążek to free jazz oparty w dużym stopniu na awangardzie, w którym przewodnią rolę odgrywają klarnety: Perry Robinsona -wyśmienitego mistrza tego instrumentu (współpracującego z tak różnymi postaciami muzycznej sceny jak: Anthony Braxton, Dave Brubeck, Carla Bley, Archie Shepp czy nawet Ginger Baker), oraz zdobywającego coraz większe uznanie na scenie międzynarodowej: Wacława Zimpela.
Undivided to międzynarodowy projekt, w skład którego oprócz wspomnianej sekcji dętej wchodzą: legendarny pianista awangardowy Bobby Few (mający za sobą współpracę z tak wielkimi muzykami jak choćby Archie Shepp czy Steve Lacy), oraz doskonała sekcja rytmiczna: Mark Tokar z Ukrainy -grający na kontrabasie i jeden z najwybitniejszych muzyków europejskiej awangardy: perkusista Klaus Kugel, znany choćby z współpracy z Bobo Stensonem i Tomaszem Stańko.
''Undivided to próba opisu poprzez muzykę różnych stopni świadomości człowieka'' -czytamy w folderze festiwalowym dostępnym podczas koncertu kwintetu w dniu premiery tej płyty.
Zapewne tyle jest sposobów odbioru i interpretacji mentalnej tych nagrań, ilu jest słuchaczy. Faktem natomiast jest, iż W.Zimpel i P.Robinson stworzyli niezwykły i rzadko tej klasy spotykany na dzisiejszej scenie jazzowej, duet klarnetowy, którego dokonania nawiązują zarówno do tradycji free jazzu jak i do muzyki ludowej oraz klezmerskiej.
W projekcie tym mamy również do czynienia z niezwykłym starciem się dwóch pokoleń jazzmanów: z jednej strony Zimpel, Tokar i Kugel -muzycy młodego pokolenia, z drugiej nestorzy gatunku i weterami jazzu: Robinson i Few.
Miejmy nadzieję, iż nie raz jeszcze Undivided w swoim kwintetowym wcieleniu z Perry Robinsonem uraczy nas swoimi kolejnymi dokonaniami. 
23:46, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lipca 2011
 Jarek ŚMIETANA: The Good Life /CD 2008/
Humpty Dumpty; Piece for Ornette; Blues Connotation; Lonely Woman; The Invisible; The Blessing; The Good Life; Round Trip / Broad Way Blues; Lonely Man / Open Letter To Ornette; Turnaround
''The Good Life'' to projekt Jarka Śmietany poświęcony muzyce legendarnego saksofonisty Ornette Colemana. Śmietana jak zwykle dla zrealizowania swego kolejnego projektu pozyskał do współpracy wybitnych muzyków: saksofonistę Hamieta Bluiett i kontrabasistę Yarona Stavi, na perkusji natomiast gra niezastąpiony Adam Czerwiński.
W konfrontacji z innymi płytami Śmietany, ten album uważam za płytę skierowaną do bardziej ''zaangażowanych jazzowo'' słuchaczy, którym nieobce są improwizacje saksofonu i klimaty ''zakręconych'' w swej strukturze kompozycji Ornette Colemana.
Płytę rozpoczyna klasyczny ''Humpty Dumpty'' w ciekawej aranżacji, drugim utworem natomiast jest kompozycja Keitha Jarretta napisana w hołdzie dla Colemana: ''Piece for Ornette'' z wspaniałym saksofonem barytonowym H.Bluietta.
 W ''Blues Connotation'' zagranym w trio, uwagę zwraca wspaniałe solo perkusji i ciekawe frazowania Śmietany.
''Lonely Man'' to powrót H.Bluietta, którego słyszymy w czterech utworach na płycie (pozostałe sześć nagrano w trio). Myślę że saksofon Bluietta wspaniale oddaje ducha muzyki O.Colemana, która oprawiona jest w ramy muzycznej wyobraźni pomysłodawcy i głównego twórcy przedsięwzięcia jakim jest ta płyta -Jarka Śmietany.
Bardziej tradycyjnie jest w ''The Invisible'' i ''The Blessing'', gdzie zachowując pierwotną strukturę kompozycji z wszelkimi charakterystycznymi dla Colemana załamaniami rytmicznymi i zawirowaniami melodycznymi, Śmietana potrafił odcisnąć swoje własne piętno grając w ten jedyny charakterystyczny dla siebie sposób na swoim ''majonezie''. W drugim z wymienionych, pojawia się rozbudowane solo kontrabasu Yarona Stavi, będące niewątpliwą ozdobą tego utworu. ''The Blessing'' dzięki swej tradycyjnej konstrukcji i melodycznemu podejściu Śmietany do kompozycji to jeden z ''najprzystępniejszych'' utworów na całym albumie.
W kompozycji tytułowej albumu ponownie mamy możliwość podziwiać wirtuozerię H.Bluietta. Ten wielki muzyk mający za sobą współpracę z takimi arystami jak: Thad Jones, Mel Lewis, Charles Mingus, Lester Bowie czy Aretha Franklin i Stevie Wonder to kolejny Artysta jakiego udało się Śmietanie pozyskać do współpracy przy własnych projektach muzycznych (jak On to robi? :-) ).
W połączonych z sobą tematach ''Round Trip'' i ''Broad Way Blues'' każdy z trzech muzyków ma możliwość zaprezentować się podczas rozbudowanego sola z najlepszej strony; Stavi potrafi nas wciągnąć w kontabasowe refleksje nad Colemanem, Czerwiński wygrywa ciekawie rozbudowaną solówkę bez użycia talerzy, a w pozostałej części tego 9-minutowego nagrania słyszymy ''trzymającą pieczę'' nad całością -gitarę Śmietany.
Solowe improwizacje Hamieta Bluiett wypełniające 8 minut płyty, to fragment którego niestety nie potrafię z mojego punktu widzenia estetyki jazzu traktować inaczej jak po prostu  ciekawostkę, choć zdaję sobie sprawę z tego, iż dla wielu ''bardziej zaawansowanych'' w tego typu estetyce improwizacji, może być to prawdziwą ozdobą tej niezwykłej płyty.
Kończący album ''Turnaround'' zdecydowanie już trafia w moją wrażliwość muzyczną jako utwór brzmiący bardziej tradycyjnie z szczególnie wyeksponowaną rolą ''śmietankowej'' gitary jako instrumentu nadającego klimat całemu utworowi.
Kolejny wspaniały projekt, kolejne wspaniałe utwory, kolejni wspaniali instrumentaliści... 
 Jarek ŚMIETANA: A Story Of Polish Jazz /CD 2004/
A Story Of Polish Jazz; My Love And Inspiration; Solczak; Music For Summer Afternoon; Strange Funky Fruit; I Want You; Miles; Within You Without You; Let's Rock; bonus track: A Story Of Polish Jazz (English Version)
Nie waham się użyć określenia ,,kieszonkowa encyklopedia polskiego jazzu'' w stosunku do tytułowego utworu z płyty. W ciągu 10 minut Jarek Śmietana opowiada nam historię polskiego jazzu wymieniając prawie wszystkich wielkich całej historii jazzu w Polsce. Prawie, bowiem zabrakło przynajmniej kilku legend polskiego jazzu (choćby Novi Singers), ale gdyby spróbować wymienić naprawdę wszystkie postaci tworzące historię polskiego jazzu -utwór rozrósłby się do rozmiarów nie mieszczących się chyba na całej płycie. Tymczasem to tylko 10 minut.  Pamiętam, iż jakiś czas temu podobną rzecz zrobił Quincy Jones na płycie ''Back On The Block'' (1989) nagranej z raperami, wykorzystując sample legend światowego jazzu. Jarek Śmietana poszedł dalej i stworzył niesamowitą wręcz wizytówkę jazzowej Polski. Do zrealizowania tego przedsięwzięcia Śmietana zaangażował raperów: Guzika, Bzyka oraz scratchującego D.J.Gypsymana. Myślę, iż nagranie to jest idealnym wprowadzeniem dla młodych miłosników polskiego jazzu, którzy w przystępny sposób przyswoją sobie najważniejsze nazwiska bez wertowania jazzowych encyklopedii. W nagraniu Śmietana wykorzystał oryginalne fragmenty muzyczne tak znamienitych artystów jak: Jerzy Duduś Matuszkiewicz, Wojtek Karolak, Henryk Majewski, Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbyszek Namysłowski, Tomek Stańko, Michał Urbaniak, Tomek Szukalski, Janusz Muniak, Henryk Miśkiewicz, Krzesimir Dębski czy Piotrek Wyleżoł. To niezwykłe: naprawdę możemy ich wszystkich wysłuchać w tym jednym nagraniu!
Jako druga na płycie, umieszczona została przepiękna kompozycja ''My Love And Inspiration'' -jedno z tych dzieł Jarka Śmietany, które pozostanie w świecie muzyki na zawsze jako ponadczasowy standard... ale na to przyjdzie nam trochę poczekać, bowiem miano standardu zyskują kompozycje przynajmniej z kilkudziesięcioletnim stażem... a więc jest to kompozycja będąca niewątpliwie ''przyszłym standardem'' :-) .
''Solczak'' to kolejna ''zabawa'' Śmietany z zastosowaniem scratchu. Klasyczne jazzowe brzmienie jednak utwór zachowuje dzięki wspaniałym partiom saksofonu Bennie Maupina. Muzyk ten, którego Śmietana pozyskał do składu swego zespołu od zawsze grał z Największymi; brał udział w nagraniu takich płyt jak choćby: ''Bitches Brew'' (1969)  Milesa Davisa czy ''Headhunters'' (1970) Herbie Hancocka, współpracował też z Chickiem Corea, George'm Duke czy Eddie Hendersonem. Do grona Największych z jakimi współpracuje Bennie Maupin dołączył w XXI wieku Jarek Śmietana. Partia klarnetu basowego, na którym gra Maupin w kolejnym utworze na płycie: ''Music For Summer Afternoon'' jest integralnym elementem tego wspaniałego nagrania.
Piano Fendera natomiast jest ozdobą ''Strange Funky Fruit'', w którym ponownie pojawiają się (może trochę nachalne i niepotrzebne w tym przypadku) scratche. Będąc przyzwyczajonym w ostatnich latach do solowych partii Hammondów W.Karolaka, słuchałem grającego na klawiszach w tym utworze Piotra Wyleżoła z równą przyjemnością. W utworze pojawia się też wyśmienite solo basu nieodżałowanego Steve Logana, który brał udział w nagraniu wszystkich utworów na płycie, jako basista, raper i ...wokalista. Jego klimatyczny, głęboki wokal pojawia się w pierwszym z dwóch ,,beatlesowskich'' tematów na albumie: ''I Want You'', ozdobionym długą i rozbudowaną (nareszcie!) partią śmietankowej gitary. Gitara ustępuje miejsca pianu Fendera, a ja tym razem tęsknię za ''karolakowymi hammondami''. Prawie każdy z muzyków ma tutaj swoje ''pięć minut''; po klawiszowej solówce bowiem na pierwszym planie pojawia się bas Logana, jakoś ''mało słyszalny'' natomiast w ''I Want You'' jest Adam Czerwiński (perkusja).
Dźwiękami saksofonu Maupina rozpoczyna się kompozycja Śmietany będąca hołdem dla Milesa Davisa (''Miles''). Logan ''szarpie'' struny basu, towarzyszą nam scratche, A.Czerwiński naznacza utwór piętnem perkusyjnych akcentów -jest dobrze!
''Within You Without You'' to kolejny ''beatlesowski'' akcent na płycie... cudowny! Kompozycja Harrisona zawsze miała w sobie klimat orientu i psychodelii, Jarek Śmietana ze swoim zespołem uczynił z niej jednak jeszcze bardziej orientalny i przesycony psychodelią utwór. Wspaniale brzmi akustyczny fortepian i zdeformowane dźwięki gitary. Myślę że sam George Harrison byłby zachwycony tak wyśmienitą interpretacją jednej spośród swych najbardziej charakterystycznych kompozycji.
Od klimatu i poziomu tej wyśmienitej płyty odbiega trochę ''Let's Rock'' -kompozycja S.Logana oparta na standardzie Leibera i Stollera: ''Jailhouse Rock''.
Płytę kończy bonus: ''A Story Of Polish Jazz'' w wersji anglojęzycznej w całości rapowana przez Steve Logana choć słychać też anonimowy damski głos (w tekście pojawia się już Novi Singers :-) ). Pomimo, iż utwór jest opowieścią o polskich jazzmanach, zdecydowanie wolę tą własnie wersję z ,,amerykańskim'' rapem Logana ...cóż, najlepiej rapują czarni.
To bez wątpienia jedna z najważniejszych płyt początku XXI wieku na polskim rynku (nie tylkojazzowym) i kolejny wspaniały projekt niezmordowanego Jarka Śmietany.

 KAREN EDWARDS & JAREK SMIETANA: Everything Ice /CD 2001/
Everything Ice; Summertime; Don't Let Me Be Lonely Tonight; I Loves You Porgy/Bess You Is My Woman; Samba Carrera; Tuxido Blues; Mr. Soul; I Will Trust In The Lord; The Face I Love; Skylark

Płyta na najwyższym światowym poziomie nagrana przed dziesięciu laty w Krakowie brzmi wyśmienicie. Po wyczerpaniu nakładu pierwszej edycji albumu, płytę wydano ponownie w nowej atrakcyjnej szacie graficznej w formie digipacku. Równie dobrze można by traktowac tą płytę jako nagraną dziś, gdyż po dziesięciu latach od dokonania nagrań brzmi nadal niezwykle świeżo.
Po rytmicznym utworze tytułowym będącym jedną z trzech autorskich kompozycji Karen Edwards zamieszczonych na płycie otwierającym album -pierwsza perła: zupełnie niezwykła i wspaniale zaśpiewana wersja ''Summertime'' George'a Gershwina. Wydawać by się mogło, iż standard ten wykonywany w tak wielu najrozmaitszych interpretacjach największych światowych artystów nie może już zabrzmieć odkrywczo. Tymczasem wersja Jarka Śmietany i Karen Edwards jest po prostu oszałamiająca; wielogłosy pojawiające się jako tło wokalu wspaniałej Karen przywodzą skojarzenia z aranżacjami wokalnymi Manhattan Transfer, a gitara Śmietany uzupełnia całość znakomicie.
Doskonale brzmi ''Don't Let Me Be Lonely Tonight'' J.Taylora, ozdobiona wspaniałą solówką Gitarzysty, którego wokal ''przyśpiewujący'' gitarze podczas gry czyni ją jednym z najwspanialszych fragmentów płyty. Głos Edwards wydaje się mieć nieograniczone wręcz możliwości, gdy wokalistka swobodnie przechodzi z głębokiego niskiego wokalu w dziewczęcą wręcz, swawolną manierę piosenkarską. Wielka chwała dla Jarka Śmietany za odkrycie dla polskich słuchaczy tej niezwykłej osobowości muzycznej jaką bez wątpienia jest utalentowana Karen Edwards!
Arcydziełem jest kolejny temat Gershwina z ''Porgy And Bess'': ''I Loves You Porgy/Bess You Is My Woman'' -wielkie dzięki tym razem dla Karen za przekonanie Jarka do zaśpiewania w duecie tego pięknego tematu. Linie wokalne brzmią wprost doskonale na tle Symfonietta Cracovia w aranżacji Wojtka Karolaka. Mam w kolekcji płyt wiele różnych wersji tego tematu w wykonaniu Największych (choćby R.Charles-C.Laine czy L.Armstrong-E.Fitzgerald) i nie mam najmniejszych wątpliwości co do dołączenia tej wersji do najpiękniejszych jakie słyszałem, a wśród nagranych w ostatnich latach jest po prostu najlepsza!
Kolejny temat to ''Samba Carrera'' -kompozycja Śmietany i W.Sendeckiego. Tutaj Karen wyśpiewuje niezwykłe wokalizy bez słów w gorących rytmach samby -mistrzostwo!
Drugą kompozycją Edwards na płycie jest wspaniały ''Tuxido Blues'' ozdobiony wybitnym bluesowym solem Śmietany. Może trochę drażnić w tym utworze dodane elektroniczne tło, ale brzmienie kilku gitar Śmietany, fajne solo kontrabasu (T.Kupiec) i kapitalnie brzmiąca perkusja (A.Czerwiński) są ''wisienkami'' na tym bluesowym ''torcie''.
''Mr. Soul'' Śmietany to kolejny utwór ozdobiony wokalizami bez słów -doskonały jazzowy klimat pielęgnujący tradycje Novi Singers czy niektórych najlepszych dokonań Urszuli Dudziak.
Karen Edwards to niezwykle wszechstronna wokalistka i kompozytorka -kolejnym na to dowodem jest pieśń gospel jej autorstwa: ''I Will Trust In The Lord'' nawiązująca do słynnej ''Amazing Grace'' J.Newtona. Karen wykonuje ten utwór solo akompaniując sobie tylko na fortepianie.
Słuchając ''The Face I Love'' słychać podobny styl interpretacji wokalnej jaki spopularyzowała Basia. Mocno uderzając w klawisze fortepianu Karen wyśpiewuje wokalizy, by w pewnej chwili ustąpić miejsca kolejnej wspaniałej solówce gitarowej Śmietany. To niezwykle rzadkie aby fortepian i gitara tak wspaniale się uzupełniały jak na tej płycie; jeden instrument akompaniuje drugiemu, by po chwili płynnie zamienić się rolami.
Ten doprawdy doskonały album kończy drugie z zamieszczonych nagrań dokonanych z orkiestrą Symfonietta Cracovia w aranzacji W.Karolaka. Tym razem jest to piękny temat Carmichaela: ''Skylark'', podczas którego wydawać by się mogło iż wokal Karen niczym już nas nie zaskoczy po kilkudziesięciu minutach słuchania płyty. Jednak jest inaczej; piękny głos ukazuje kolejne obszary swej chyba nieograniczonej skali, natomiast Śmietana raczy nas kolejnymi solówkami w swoim jedynym niepowtarzalnym i rozpoznawalnym stylu. Na tle orkiestry brzmi doskonale.
Koniec płyty? Nie, ja słucham jeszcze raz... od początku!

czwartek, 21 lipca 2011

 TFARUK LOVE COMMUNICATION: Tfaruk Love Communication /2011 CD/
Tinky Winky jest pedałem; Mistrz kierownicy ucieka; Zenith; Miłość zwycięża kiełbasę; 7 lat w berecie; Dla taty; Lhassa 2008; Gdynia

Muszę przyznać, iż zarówno okładka tej płyty jak i lektura tytułów nagrań znajdujących się na płycie nie były dla mnie tym co zadecydowało o nabyciu tego krążka. Miałem jednak okazję usłyszeć zespół na żywo i to zadecydowało o zainwestowaniu funduszy w zakup tej płyty.
Pierwsze dwa nagrania to prawdziwe ''mocne uderzenie'' z niemal rockową siłą, w których pobrzmiewają echa muzyki alternatywnej a nawet punka. Na szczególną uwagę zasługują najróżniejsze perkusjonalia wykorzystane w nagraniach, na których gra lider i założyciel zespołu Tomasz Ballaun.
''Zenith'' to z kolei wytchnienie a zarazem prawdziwa perełka na płycie; niepokojący i tajemniczy klimat nagrania ozdobiony jest fenomenalnymi partiami klarnetu basowego Piotra Mełecha, którego udział w nagraniach z płyty jest niewątpliwie jednym z największych atrybutów fonograficznego debiutu zespołu. P.Mełech to Muzyk, który mimo młodego wieku ma na swym koncie wiele różnych projektów i dokonań jak choćby wydana niedawno płyta nagrana w duecie z wiolonczelistą Fredem Lonberg-Holmem (''Coarse Day'', 2011), czy wspólne koncerty z takimi artystami jak: Clayton Thomas, Clare Cooper czy Mats Gustafsson. Słuchając tego nagrania, w strukturze i klimacie utworu znajduję echa jazzowej muzyki filmowej samego ...Komedy.
Podczas słuchania kolejnych utworów uwagę zwracają dialogi klarnetu P.Mełecha z saksofonem (Michał Fetler) ozdobione perkusyjnymi ''przeszkadzajkami'', często nadającymi muzyce Tfaruk Love Communication orientalnego posmaku (''7 lat w berecie'') oraz partie basu Wojtka Mazolewskiego (utwór 4).
Następnym ''wielkim'' utworem na płycie jest: ''Dla taty''. Wspaniale brzmi sekcja rytmiczna (D.Karpiński -perkusja i gościnnie T.Tymański -bas), na trąbce natomiast słyszymy gościnnie biorącego udział w nagraniu płyty Kubę Jankowiaka, który wraz z P.Mełechem tworzy wyśmienity główny motyw melodyczny kompozycji.
Po nasyconym elektroniką, spokojnym 9-minutowym temacie ''Lhasa 2008'' opartym w dużej części na wspaniałych partiach basu (tym razem: K.Kaliski) pora na finał płyty; ostatnie nagranie dokonane zostało na żywo w Albert Hofmann Studio. ''Gdynia'' jest zdecydowanie utworem należącym do wspomnianego Piotra Mełecha, którego klarnet basowy króluje w tym utworze na tle sekcji rytmicznej (mantryczna partia basu i wspaniale ''dryfująca'' perkusja plus bongosy). Pojawia się też wspaniałe solo saksofonu (Michał Fetler), który wraz z klarnetem porywa nas w wielkim rozimprowizowanym finale.
Trzymam kciuki za dalszą działalność zespołu, mając jednocześnie nadzieję iż słuchając kolejnej płyty Tfaruk Love Communication, nie będę zmuszony odwracać okładki płyty na drugą stronę, a w celu określenia konkretnych nagrań posługiwać się ich numerami zamiast tytułów :-) .

22:58, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 Zbigniew WEGEHAUPT: Tota /CD 2007/
Tota; For Mingus; Viga; Fryc; Three Roses; Ana; From Angel

ZBIGNIEW WEGEHAUPT to wybitna postać polskiego jazzu. Ten wszechstronnie wykształcony kontrabasista pierwsze sukcesy zaczął odnosić w połowie lat 70-tych w kwartecie Wojciecha Gogolewskiego oraz w późniejszych latach w wielu innych konstelacjach, jak choćby: Trio Kazimierza Jonkisza, zespół ZBIGNIEWA SEIFERTA, kwartet JANA PTASZYNA WRÓBLEWSKIEGO czy grupa JARKA ŚMIETANY: Extra Ball. W późniejszych latach grał m.in. z amerykańskim saksofonistą Rickiem Colem oraz trębaczem CLARKIEM TERRY, brał też udział w nagraniu płyty STANISŁAWA SOJKI: ,,Blublula'' (1981). Pod koniec lat 80-tych został członkiem Kwartetu ZBIGNIEWA NAMYSŁOWSKIEGO, a w późniejszych latach nagrywał i koncertował też z Henrykiem Miśkiewiczem, Krzesimirem Dębskim, Januszem Muniakiem, Andrzejem Kurylewiczem i wieloma innymi wielkimi jazzmanami. W roku 2009 Z.Wegehaupt wziął udział w projekcie Jarka Śmietana: ,,Tribute To Zbigniew Seifert'' nagrywając z nim płytę wypełnioną kompozycjami Seiferta.
Jego ostatni solowy projekt to Kwartet Tota, do którego zaprosił: Jerzego Małka, Marcina Maseckiego i Ziva Ravitz. Projekt ten doczekał się wyśmienitej płyty, którą w całości wypełniają autorskie utwory lidera.
Przestrzegano mnie przed tą płytą, pisząc iż nie jest to muzyka łatwa, że wymaga pewnego osłuchania i zaangażowania. Tymczasem album trafił w moje gusta jazzowe w dziesiątkę, mimo iż też twierdzę iż jest to muzyka, której słuchanie wymaga pewnego zaangażowania: w żadnym wypadku nie jest to rzecz użytkowa, która może snuć się w tle pogaduszek przy kawie, lecz płyta którą by docenić w pełni -należy po prostu poświęcić jej te kilkadziesiąt minut i oddać się tylko słuchaniu. Być może dlatego iż mam zwyczaj w taki właśnie sposób przesłuchiwać płyty -pokochałem ją od pierwszego przesłuchania.
Moją ulubioną częścią płyty jest ,,Three Roses'', w którym trąbka J.Małka na planie pierwszym wygrywa melodyjny motyw, w tle którego fortepian M.Maseckiego wspaniałą artykulacją tworzy wyśmienity podkład a Z.Ravitz nie traktuje perkusji jako instrument stricte rytmiczny lecz robi dosłownie niezwykłe wrażenie, nad całością natomiast czuwa oczywiście sam Wegehaupt. Kolejne na płycie nagranie (,,Ana'') rozpoczyna się tym samym motywem, który kończy poprzedni utwór, a rozwijając się tworzy coś w rodzaju swobodnej, wolno rozwijającej się impresji. Hołdem dla jednego z największych jazzowych basistów świata CHARLESA MINGUSA jest drugi na płycie utwór: ,,For Mingus''.
,,Tota'' ZBIGNIEWA WEGEHAUPTA jest zdecydowanie jednym z najlepszych polskich albumów jazzowych ostatnich lat.

22:51, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 John McLAUGHLIN: Floating Point /CD 2008/
Abbaji (For Alla Rakha); Raju; Maharina; Off The One; The Voice; Inside Out; 14U; Five Peace Band

Muszę przyznać, iż długo przekonywałem się do brzmienia gitary, która nie brzmi jak gitara. Syntezator gitarowy z powodzeniem stosowany jest już od lat m.in. przez PATA METHENY'EGO i JOHNA McLAUGHLINA, że wymienię najsłynniejszych wirtuozów gitary jazzowej, którzy stosują efekt elektronicznego przetworzenia dźwięku wydobywanego z gitary. Zawsze twierdziłem, iż każdy instrument ma swoją rolę w muzyce i sprawianie by jeden z nich udawał drugi jest bez sensu. Pod wpływem jednak tego trendu jaki zapanował wśród Największych, uległem i ,,nauczyłem się'' słuchać gitary brzmiącej chwilami zupełnie inaczej niż dźwięki do jakich przyzwyczajony byłem przez całe lata.
Na płycie ,,Floating Point'' JOHN McLAUGHLIN -jeden z największych gitarzystów stąpających po tej ziemi daje upust swej wirtuozerii na syntezatorze gitarowym, prezentując osiem premierowych kompozycji nagranych w Indiach a zmiksowanych w studio w Monaco. Gitarzyście, tradycyjnie już towarzyszą wspaniali hinduscy muzycy z rewelacyjną sekcją rytmiczną: Ranjit Barot (drums) i Hadrien Feraud (bass) na czele.
Doskonale słucha mi się tej płyty podczas któregoś z kolei odtworzenia.
,,Off The One'', w którym podstawową linię melodyczną wygrywa na flecie niejaki Shashantt to jeden z moich faworytów na tym krążku. Perkusja brzmi tu rewelacyjnie a melodyka kompozycji mieści się w bardzo tradycyjnych ramach konwencji jazzowej mimo oczywistego zabarwienia muzyką hinduską.
Im dalej, tym lepiej! Kolejny na płycie utwór ,,The Voice'' to wyśpiewywana, najbardziej chyba zbliżona do estetyki muzyki etnicznej kompozycja McLaughlina w tym zestawie. Typowy hinduski śpiew w tym utworze tworzy niezwykły klimat przywodząc skojarzenia z wokalnymi impresjami Jorgosa Skoliasa na tle muzycznych fantazji. Mantryczna konstrukcja utworu sprawia iż słuchając go zatracamy poczucie czasu i gdy utwór się wycisza, trudno uwierzyć iż minęło grubo ponad 9 minut.
,,14U'' to utrzymany w rytmie samby, melodyjny utwór, w którym ozdobą jest ponownie dźwięk fletu (bamboo flute). Klimat nagrania tworzy rodzaj muzycznej fiesty gdzie każdy instrument ma okazję zabrzmieć pierwszoplanowo, a dodatkowe instrumenty perkusyjne, na których gra niejaki Siuamani stwarzają wibracje rytmiczne znane nam choćby z nagrań Carlosa Santany.
Bardzo udana płyta.

22:43, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 Miles DAVIS: O.S.T. ''Finding Forrester'' /CD 2000 (1967-2000)/
Miles Davis: Recollections; Little Church; Black Satin; Bill Frisell: Under A Golden Sky; Ornette Coleman: Happy House; Bill Frisell: Over The Rainbow (Photo Book); Miles Davis: Lonely Fire (excerpt); Israel Kamakawiwo'ole: Over The Rainbow / What A Wonderful World; Miles Davis: Vonetta; Bill Frisell, Ron Miles, Curtis Fowlkes and Eyvind Kang: Coffaro's Theme; Ornette Coleman: Foreigner In A Free Land; Bill Frisell, Hank Roberts, Kermit Driscoll and Joey Baron: Beatiful E.; Miles Davis: In A Silent Way (DJ Cam Remix)

,,Finding Forrester'' (polski tytuł: ,,Szukając siebie'') to dramat obyczajowy Gusa Van Santa z Seanem Connery w roli głównej. Jest to opowieść o amerykańskim pisarzu, który po opublikowaniu rewelacyjnej powieści i zdobyciu sławy zaszywa się z dala od życia publicznego żyjąc w samotności.
Nie o filmie jednak mam zamiar napisać w tym miejscu, lecz o wspaniałej płycie, zawierającej utwory którymi Van Sant zilustrował swój film.
Zawartość tej płyty to ponad siedemdziesięciominutowa uczta dla wytrawnych miłośników jazzu. To jedna z tych płyt zawierających muzykę z filmu, która funkcjonować może z powodzeniem jako samodzielne wydawnictwo i samoistna kompozycja, niezależna od obrazu. Już sam fakt umieszczenia na samym początku programu albumu blisko dziewiętnastominowego nagrania Milesa Davisa: ,,Recollections'' z roku 1970 w super składzie z Joe Zawinulem, Wayne Shorterem, Chickiem Corea, Johnem McLaughlinem, Billem Cobhamem, Jackiem DeJohnettem i Airto Moreira, przenosi nas w niezwykły klimat kontemplacji i zasłuchania. Ta niezwykła kompozycja Zawinula pojawia się w filmie zaledwie we fragmencie, podobnie jak inne utwory zamieszczone na płycie. Taka płyta po prostu musiała się ukazać aby zrekompensować widzom wyciszenia podczas filmu.
Większość nagrań na płycie (oraz w filmie) pochodzi z repertuaru Milesa Davisa, dlatego album ten znajdziemy w sklepach zarówno w dziale muzyki filmowej jak i jazzowej. Na pudełku CD ponadto umieszczono nalepkę informującą o zawartości krążka ozdobioną podobizną Davisa a wewnątrz znajduje się wkładka z reprodukcjami okładek czterdziestu (!) innych płyt Davisa wydanych przez Columbia.
Po ,,Recollections'' umieszczono na płycie utrzymany w podobnym klimacie ,,Little Church'' pochodzący również z 1970 roku, gdzie do wspaniałych nazwisk towarzyszących Davisowi na tej płycie, dołączają m.in: Herbie Hancock i Keith Jarret.
Dwa lata później zrealizowana: ,,Black Satin'' ożywia nieco klimat płyty, a zarazem jest wspaniałym zakończeniem pierwszego setu Davisa na tym filmowym albumie, bowiem kolejne nagranie umieszczone w programie płyty to gitarowa miniaturka Billa Frisella: ,,Under A Golden Sky'' nagrana 18 lat później (1998). Bill Frisel spina niejako drugą część płyty, bowiem po blisko 10 minutach z Ornette Colemanem i jego zawiłej melodycznie kompozycji ,,Happy House'' z roku 1971, pojawia się ponownie na dwie i pół minuty ze swą gitarą grając swobodną impresję osnutą na standardzie: ,,Over The Rainbow''. To prawdziwe wytchnienie po szalonych wariacjach Colemana.
Wracamy do Davisa, jego przytłumionej trąbki i kontemplacyjnego klimatu spotęgowanego brzmieniem hinduskiego sitaru w pięciominutowym fragmencie ,,Lonely Fire''.
W zupełnie innym klimacie utrzymana jest natomiast słodka miniaturka niejakiego Israela Kamakawiwo'ole'a będąca połączeniem tematów: ,,Over The Rainbow'' i ,,What A Wonderful World'' -takie proste, lecz jakie urocze :-) .
Miles wraca po pięciu minutach, jednak w nagraniu z roku 1967 utrzymanym w nieco innym klimacie niż poprzednie jego utwory z tego albumu; jest to kompozycja Wayne Shortera grającego tu na saksofonie tenorowym: ,,Vonetta'' (przy fortepianie: Herbie Hancock).
Jedną z prawdziwych perełek tego albumu jest ,,Coffaro's Theme'' zagrane przez kwartet Billa Frisella. Jest to jeden z czterech tematów tego wspaniałego gitarzysty jakie reżyser wykorzystał w filmie, a zarazem jedno z czterech nagrań Frisella umieszczonych na tej płycie.
Na krótko pojawia się raz jeszcze zwariowany Ornette Coleman (,,Foreigner In A Free Land''), a kwartet Billa Frisella wraca w ,,Beatiful E.''. Kolaż jakże róznych nagrań zmieszanych z sobą tworzy gustowny przekładaniec jazzowy, dzięki czemu płyta może być ,,strawna'' również dla mniej osłuchanych jazzowo słuchaczy.
Na koniec spreparowany dla potrzeb filmu mix ,,In A Silent Way''. Utwór ten jest, przypomnę, kompozycją Joe Zawinula ale od zawsze kojarzy się z Milesem Davisem jako najlepszym jego odtwórcą.
Niezwykła płyta żyjąca własnym życiem, zupełnie niezależnie od obrazu filmowego. Wspaniale się jej słucha!

22:35, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lipca 2011

 Piotr BARON: ''Kaddish'' /2011 CD/

Kaddish; Philippians 4,4; Modlitwa; John 3,16; Pescador de Hombres; Psalm 51; Soulfood


Kaddish to żydowska modlitwa odmawiana za zmarłych. Tak właśnie zatytułował swoją ósmą płytę autorską wybitny polski saksofonista Piotr Baron.
Tytułowa kompozycja to hołd złożony przyjacielowi i mentorowi Muzyka -Janowi Mazurowi, zmarłemu trzy lata temu dziennikarzowi Polskiego Radia Wrocław, wielkiemu propagatorowi jazzu.
18-minutowa kompozycja ''Kaddish'' rozpoczyna się wzniośle brzmiącymi dźwiękami bębnów wytwarzającymi podniosły i magiczny nastrój, jaki towarzyszyć będzie nam już do końca płyty. Nie jest to muzyka łatwa w odbiorze, dzięki czemu  podczas pierwszego przesłuchania może okazać się ''nieprzyswajalna'' dla mniej osłuchanego z jazzem ucha. Kiedy jednak sięgniemy po nią kolejny raz i kolejny -możemy stać się jej ''niewolnikiem'' przez wiele dni (tak było ze mną). W trakcie niezwykłej kompozycji tytułowej albumu mamy okazję wysłuchać solówek wspaniałych muzyków towarzyszących liderowi: Adama Milwiw -Barona (trąbka) czy Michała Barańskiego (kontrabas). Ta niezwykle rozbudowana kompozycja brzmi wyjątkowo progresywnie, tworząc podniosły nastrój dzięki powtarzanemu motywowi melodycznemu i konstrukcji brzmieniowej. Doprawdy piękny hołd złożony przyjacielowi.
Swoje własne, osobiste impresje dotyczące lektury Pisma Świętego, Piotr Baron wyraził w trzech improwizowanych miniaturach na płycie, będących niezwykłymi duetami. Pierwszą z nich  jest ''Philippians 4,4'', w której Baron sięga po klarnet basowy, a towarzyszy mu Michał Barański na kontrabasie.
Dźwiękami fortepianu (Michał Tokaj) rozpoczyna się kolejny kilkunastominutowy utwór: ''Modlitwa''. Tu Piotr Baron sięga po saksofon sopranowy by w części głównej kompozycji przy akompaniamencie cudnie w tle brzmiącego fortepianu ustąpić miejsca dźwiękom flugelhornu. Temat rozwija się w zgoła nieprzewidywalny sposób przy akompaniamencie najróżniejszych instrumentów perkusyjnych (Łukasz Żyta), by w połowie utworu mógł zabrzmieć solo kontrabas. Ta piękna kompozycja pochodzi z teki Darka Oleszkiewicza, a cudna oprawa interpretacyjna będąca dziełem Piotra Barona czyni z niej utwór niezwykły, jedyny, niepowtarzalny... Pięknie brzmi fortepian w finale... jest pięknie. To jeden z tych utworów, o którym zawsze myślę słuchając płyty by po jej zakończeniu -odtworzyć go ponownie.
Następną miniaturą opartą na refleksjach biblijnych lidera jest duet saksofonu tenorowego z perkusją: ''John 3,16''.
Kolejny hołd złożony przez Wielkiego Muzyka to doprawdy rzecz wyjątkowa. ''Pescador de Hombres'' Cesareo Garbarina, znana powszechnie jako ''Barka'' to ukochana pieśń Jana Pawła II. Kiedy dowiedziałem się, iż Piotr Baron ma zamiar nagrać ten utwór -byłem niezmiernie ciekaw efektu -przecież to prosta ,,oazowa'' melodia oparta na kilku zaledwie akordach. Jak wybitnym interpretatorem jest Piotr Baron, możemy przekonać się podczas blisko 9 minut trwania utworu! To niezwykłe co Artysta uczynił z tej pieśni; ''baronowej Barki'' słucha się tak jak gdyby stworzona została specjalnie dla muzyki jazzowej. Pięknie brzmiąca trąbka, improwizacje kontrabasu i wreszcie tak znany i rozpoznawalny motyw tej prostej lecz bardzo urokliwej melodii zagrany na saksofonie -w tej interpretacji po prostu słychać miłość.
''Psalm 51'' to kolejny biblijny ''przerywnik'' zagrany w duecie przez Saksofonistę z M.Tokajem (fortepian). Te miniaturki słuchane indywidualnie zapewne nie robiłyby takiego wrażenia jak podczas przesłuchiwania całej płyty, będącej kompozycją zwartą i zamkniętą. Płyta jako całość skomponowana jest bowiem niezwykle starannie tworząc rodzaj zamkniętej suity, w której każda poszczególna część musi znajdować się dokładnie w tym a nie innym miejscu. Wrażenie pewnego rodzaju konceptualizmu całości potwierdza 9-minutowe zakończenie tej niezwykłej fascynującej muzycznej opowieści Artysty: ''Soulfood'' (dedykowany Bennie Maupinowi). Wszechstronny Muzyk sięga po klarnet basowy a klimat utworu budują różnorakie instrumenty perkusyjne, ciekawe dźwięki fortepianu i oryginalnie brzmiący ludowy instrument australijskich aborygenów didgeridoo (aerofon).
Niezwykła płyta, niezwykle wciągająca i absorbująca bez reszty. To jeden z tych krążków, którego każde kolejne przesłuchanie przynosi nowe doznania i wrażenia. Słuchając kilkakrotnie tej płyty za każdym razem usłyszałem na niej coś nowego, a teraz pisząc tą recenzję po raz kolejny dochodzę do wniosku że ,,pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze''. Po prostu gorąco polecam wysłuchanie tej płyty... oczywiście przynajmniej kilkakrotne.

20:07, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 czerwca 2011

 ,,Jazz Jamboree 75 Vol.1'' /LP 1975/

str.A: Rhythm Combination And Brass: Spanish; Subflower Chant; Blues In My Shoes
str.B: Gustaw Brom Big Band: Whom Can I Turn To; Prilezitestne Blues; Misty

Oprócz klubowych longplayów wydawanych przez Polskie Stowarzyszenie Jazzowe w latach 70-tych, do najbardziej poszukiwanych polskich płyt jazzowych należą kroniki festiwali ,,Jazz Jamboree'', na których znaleźć można nagrania nie wydane do tej pory pod inną postacią. Wspomnę tu choćby o pierwszym fonograficznym zapisie JARKA ŚMIETANY, który znalazł się na płycie ,,Jazz Jamboree 74 Vol.1'' (tam usłyszeć możemy Naszego Gitarzystę grającego wraz z big bandem Klausa Lenza), lub unikatowych w skali światowej nagraniach kwintetów MAC COY TYNERA i STANA GETZA z tego samego roku (płyta Vol.2).
Z wielką radością uzupełniłem swoją kolekcję o brakujący ,,rocznik 1975'' gdzie na stronie pierwszej znalazły się trzy kompozycje P.Herbolzheimera z big bandem okazjonalnie nazwanym Rhythm Combination And Brass. Słucha się tych nagrań wyśmienicie! Na szczególną uwagę zasługuje ponad dwunastominutowa kompozycja ,,Blues In My Shoes'', w której niezwykłe dialogi między muzykami sekcji dętej na tle swingującej sekcji rytmicznej tworzą impresję, która równie dobrze trwać mogłaby i trzy razy dłużej nie powodując najmniejszego nawet ,,zmęczenia materiału'' jakim jest kompozycja Herbolzheimera.
Druga strona płyty to kolejny ,,łakomy kąsek'' dla miłośników jazzu; z Big Bandem Gustawa Broma na ,,Jazz Jamboree'' w 1975 wystąpił Jerzy Milian! Dźwiękami jego wibrafonu rozpoczyna się otwierająca koncert jedyna w swoim rodzaju kompozycja Bricusse i Newleya: ,,Whom Can I Turn On'', która przenosi nas poprzez swój relaksujący klimat w zupełnie ,,inny wymiar''. Dalej jest już bardziej dynamicznie, gdyż ,,Prilezitestne Blues'' to niezwykły popis wirtuozerii Miliana na tle szybkiego rytmu wspaniale brzmiącego big bandu, z którego na pierwszy plan wysuwa się to trąbka, to saksofon... W ostatnim utworze pojawia się Andrzej Dąbrowski, niestety nie za perkusją -lecz przy mikrofonie.
Wszystkie nagrania dokonane zostały w Sali Kogresowej w Warszawie w październiku 1975 a okładka płyty pochodzi z pracowni legendarnego grafika: Rafała Olbińskiego.
To były koncerty!

Tagi: jazz various
10:50, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2011

 JÓZEF SKRZEK & Wałasi: Anioł się zwiastuje /CD 2007/

Lulajże Jezuniu; Anioł się zwiastuje (instrumental); Anioł się zwiastuje; Hej, wiem Rubinka; Szczęści, zdrowi, pokój święty; Triumfy; Jezus malusieńki; Święty Szczepan; Śliczna panienka; Oj, maluśki, maluśki; Wesoła nowina; Gdy śliczna panna; Bóg się rodzi; Mizerna cicha; Daj Pan Bóg; Coda

Jeden z projektów wszechstronnego JÓZEFA SKRZEKA nagrany wraz z kapelą górali z Beskidu Śląskiego: Wałasi, z myślą o Świętach Bożego Narodzenia. Z kapelą tą Skrzek współpracował już w przeszłości podczas realizacji projektu ,,Kantata Maryjna''.
Wałasi to ceniona wśród miłośników muzycznego folkloru w Polsce kapela, prowadzona od ponad 20 lat przez Zbigniewa Wałacha, myślę więc że płyta zawierająca tradycyjne polskie kolędy wykonywane w sposób właściwy dla folkloru Śląska Cieszyńskiego może być obiektem fascynacji dla etnografów i niejednego miłośnika góralskiego folkloru.
Pomysłodawca i współtwórca płyty JÓZEF SKRZEK gra na organach towarzysząc kapeli, lecz w przypadku tej płyty ,,ingerencja'' muzyczna Skrzeka jest bardzo minimalistyczna. Wyjątkiem jest wspaniała instrumentalna ,,Coda'' zagrana solo na organach, ale to trochę za mało jak na blisko 50-minutową płytę
Myślę, iż zamysł wydawcy był taki aby nazwisko Skrzeka pełniło przede wszystkim rolę ,,patrona tytularnego'' tej płyty, dzięki czemu sięgnęliby po nią miłośnicy twórczości zarówno SBB jak i solowych dokonań JÓZEFA SKRZEKA.
Jako przedstawiciel tej właśnie grupy odbiorców -niestety nie mogę tej płyty traktować inaczej, jak po prostu ciekawostkę.

Tagi: s
20:41, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 BILLY BRAGG: Mr Love & Justice (CD 2008)

I Keep Faith; I Almost Killed You; M For Me; The Beach Is Free; Sing Their Souls Back Home; You Make Me Brave; Something Happened; Mr.Love & Justice; If You Ever Leave; O Freedom; The Johnny Carcinogenic Show; Farm Boy

Choć kariera muzyczna BILLY BRAGGA trwa już 30 lat, Artysta zawsze jest gdzieś z boku, nie wymieniany jednym tchem wraz z innymi muzykami. Ta niezależność Bragga spowodowała, iż od pewnego czasu Muzyk zaczął sam wydawać od czasu do czasu swoje płyty. ,,Od czasu do czasu'' -bowiem ,,Mr Love & Justice'' to pierwsza jego płyta od sześciu lat.
Od zawsze głęboko zaangażowany politycznie w tekstach często porusza tematy dyskwalifikujące jego piosenki dla szerszego grona odbiorców czyniąc je częstokroć wielkimi hymnami, lecz dla ograniczonego grona słuchaczy związanych poglądowo z działaniami politycznymi. Na szczęście potrafi też zaśpiewać o zwykłych codziennych sprawach. Na najnowszej jak dotąd jego płycie znajdziemy przystępne dla wszystkich: ,,I Keep Faith'', bluesowo -folkową: ,,Sing Their Souls Back Home'' i wiele innych piosenek nie ,,zaangażowanych politycznie''.
Do moich ulubionych piosenek Bragga należy od lat: ,,Greetings From The New Brunette''  z lat 80-tych. Wówczas to charakter utworów Bragga nosił znamię akustycznych brzmień i był chyba mniej ,,drapeżny'' niż w ostatnich latach. Ostatnia bowiem płyta BILLY BRAGGA zawiera dużo dobrze rozumianego ,,brudu'' gitarowego wziętego jakby z płyt NEILA YOUNGA (choćby ,,Something Happened''), ale też prowokująca chwilami skojarzenia z klimatami znanymi z płyt ELVISA COSTELLO (,,Mr Love & Justice'' czy ,,The Johnny Carcinogenic Show'' z wspaniałymi chórkami).
Do dawniejszych akustycznych brzmień odwołuje się świetnie brzmiąca ballada: ,,If You Ever Leave'', która równie dobrze mogłaby znaleźć się na płycie sprzed dwudziestuparu lat.
W ,,O Freedom'' duże wrażenie wywołuje zastosowanie elektrycznego buzuki. W ogóle warto zwrócić uwagę na ciekawy zestaw instrumentów jakie usłyszeć można na płycie, wśród których znajdują się m.in. mandolina, cymbały, tamburyn oraz kilka tak nazwanych w opisie książeczki CD, że brak odpowiedniej czcionki by przepisać ich nazwę (jedna z tych dziwnych rzeczy, na których grają muzycy jest głównym instrumentem w kończącym płytę: ,,Farm Boy'' -co to u licha jest?)
Szkoda że tak mało jest w Polsce słuchaczy znających twórczość tego oryginalnego artysty. Taki choćby ,,I Keep Faith'' to przecież murowany przebój! Piosenka wpadająca w ucho od pierwszego słuchania; charakterystyczne surowe brzmienie, miły tekst, melodyjny refren poparty chórkami (na dodatek: gościnnie w chórkach słyszymy Roberta Whyatta). Czego chcieć więcej?

Tagi: b rock blues
20:34, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 BAY CITY ROLLERS: S-a-t-u-r-d-a-y Night /CD 2005 (1974-1978)/

Saturday Night; Bye Bye Baby; Angel Angel; Shang-A-Lang; It's A Game; You Made Me Believe In Magic; I Only Want To Be With You; Be My Baby; Just A Little Love; Ain't It Strange; Summerlove Sensation; There Goes My Baby; Rock 'n Roll Love Letter; Another Rainy Day In New York City

BAY CITY ROLLERS to niezwykle popularna w połowie lat 70-tych pop-rockowa grupa, której muzyka idealnie trafiała w gusta nastolatków (szczególnie w Wielkiej Brytanii, gdzie popularność grupy była największa).
Choć grupa powstała już w 1967 roku, popularność zyskała dopiero w 1973 roku, dzięki przebojowi ,,Saturday Night'' (top hit -zarówno w Europie jak i USA), który posłużył za tytuł omawianej tu płyty. Muzyka tej szkockiej grupy stanowiła pomost pomiędzy konwencją wczesnych Beatlesów, a muzyki określanej mianem glam rock (spod której to znaku wywodziły się takie zespoły jak SWEET czy SMOKIE). Apogeum popularności grupy przypadł na lata 1974-75, wówczas to na rynku ukazały się przebojowe albumy: ,,Once Upon A Star'' i ,,Wouldn't You Like It?'' (1975).
Na uwagę zasługuje ciekawy, kolorowy image zespołu, którego członkami byli przystojni chłopcy ubrani w odzież w szkocką kratę, oraz bardzo atrakcyjna forma edycyjna wydawnictw płytowych grupy, do których dołączano książeczki, plakaty itp. Wydawano również pięknie ilustrowany i wzbogacany dodatkowymi plakatami ,,Fan Magazin'' poświęcony grupie.
Zespół rozpadł się w 1981 roku, a późniejszą jego reaktywacją była grupa ROLLERS, która nagrała wspaniały album ,,Ricochet'' (1981). Płyta jednak przeszła niezauważona i nie zdołała wzniecić ponownego zainteresowania zespołem.
W drugiej połowie lat 80-tych na listach przebojów pojawił się frontman i wokalista zespołu: Les McKeown, który w kooperacji z Dieterem Bohlenem (MODERN TALKING) nagrał zupełnie nowy materiał utrzymany w klimacie muzyki disco.
Jeden z największych przebojów zespołu: ,,Bye Bye Baby'' został w 2003 roku przypomniany w filmie: ,,To właśnie miłość'' (,,Love Actually'' -z gwiazdorską obsadą: m.in. L.Neeson, H.Grant i C.Firth).
Repertuar omawianej płyty to bardzo trafna selekcja najsłynniejszych i najbardziej charakterystycznych dla zespołu piosenek, wśród których nie zabrakło: rytmicznego, ozdobionego rockowym brzmieniem gitar ,,Saturday Night'' z charakterystycznym skandowaniem: ,,S-a-t-u-r-d-a-y!'' (stąd pisownia w tytule płyty), uroczej i ciągle tak samo podobającej mi się piosenki ,,Bye Bye Baby'', ,,It's A Game'' czy ,,Summerlove Sensation''.
Niby to tylko proste (chciałoby się rzec: prymitywne) piosenki stworzone jako twór czysto użytkowy i pozbawiony głębszych ambicji, a jednak po 35. latach słucha się tych nagrań bardzo przyjemnie. Przecież również wczesne piosenki Beatlesów, pozbawione były na pozór większych ambicji a jednak po tylu latach nadal chce się tego słuchać. Ciekaw jestem czy dzisiejszych komercyjnych produkcji muzykopodobnych da się słuchać z równą przyjemnością za 30-35 lat...

20:28, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 czerwca 2011

 KRZYSZTOF KRAWCZYK: Mona Lisa. Amerykańskie piosenki (CD 2004)
I Left My Heart In San Francisco; 'Till There Was You; Mona Lisa; Smile; As Time Goes By; They Can't Take That Away From Me; Somewhere Over The Rainbow; Don't Get Around Much Anymore; Someone To Watch Over Me; Summertime; Every Time We Say Goodbye; Cheek To Cheek; Dream A Little Dream Of Me; What A Wonderful World; White Christmas

BRYAN FERRY, ART GARFUNKEL, WILLIE NELSON i przede wszystkim ROD STEWART -to Artyści, którzy w ostatnich latach oddali własnymi interpretacjami hołd wielkim standardom amerykańskiej piosenki. W Polsce amerykańskie evergreeny ,,wziął na warsztat'' KRZYSZTOF KRAWCZYK. Płyta ,,Mona Lisa. Amerykańskie piosenki'' to produkcja na najwyższym światowym poziomie w niczym nie ustępująca płytom wyżej wymienionych artystów. W sesjach nagraniowych wzięło udział wielu wspaniałych muzyków, spośród których wymienię w tym miejscu choć dwa najbardziej znane nazwiska: Piotr Kałużny (piano) i Zbigniew Wrombel (kontrabas).
Płyta jak łatwo się domyslić niczym nie zaskakuje, jest jednak potwierdzeniem tezy że: ,,Polak potrafi''. Pięknie zaaranżowanych i wykonanych w ciekawej manierze wokalnej utworów można słuchać bez końca. Krawczyk nie starał się być oryginalnym i nie wprowadził do jedynego w swoim rodzaju swingowo -jazzowego klimatu amerykańskich piosenek jakichś  innowacji  -i dobrze. Szkoda tylko, iż w części piosenek śpiewa dziwnym, niepodobnym do siebie chrapliwym głosem. Efekt? Coś pomiędzy R.Stewartem a L.Armstrongiem. Może tak własnie być miało, gdyż w pięknej, kolorowej książeczce dołączonej do płyty Artysta umieścił dedykację:
 ,,Dziękuję ci Rod, że ocaliłeś od zapomnienia te piękne piosenki. Płytę dedykuję z głębi serca pamięci wielkiego Satchmo -Louisa Armstronga, który kiedyś poruszył struny mego serca i duszy... Krzysztof Krawczyk'' 
Ja zdecydowanie wolę jednak Krawczyka, śpiewającego swoim własnym, jakże niezwykłym i niezmiennym od wielu lat głosem takie piosenki jak: ,,Mona Lisa'' czy choćby: ,,Somewhere Over The Rainbow''. ,,Chrapliwy'' głos Piosenkarza natomiast dominuje m.in. w ,,I Left My Heart In San Francisco'', ,,'Till There Was You'' czy ,,Don't Get Around Much Anymore'' i nie są to piosenki, które w tej interpretacji mogą być wyjątkowo ciekawe dla miłosników ,,głosu Krawczyka''.
Przypomnę, iż podczas trasy promującej ,,wiecznie tworzone dzieło życia'' RODA STEWARTA (serial płytowy, który wkrótce będzie mógł najprawdopodobniej poszczycić się większą ilością odcinków niż ,,Moda na sukces''); ,,The Great American Songbook'', miało miejsce niecodzienne spotkanie: na jednej scenie, śpiewając w duecie: ,,Don't Get Around Much Anymore'' wystąpili wspólnie: K.Krawczyk i R.Stewart. Pomysł nagrania własnej płyty w stylu ,,American Songbook'' zrodził się najprawdopodobniej wówczas, choć fascynacje Krawczyka swingiem i jazzem amerykańskim sięgają końca lat 50-tych, kiedy to wraz ze swym ojcem podczas seansu kinowego, mały Krzyś został oczarowany LOUISEM ARMSTRONGIEM. Warto pamiętać też, iż Piosenkarz spędził 10 lat w Stanach Zjednoczonych, gdzie podczas koncertów nie raz zdarzało mu się śpiewać amerykańskie przeboje. Pomimo, że zarzucani jesteśmy ostatnio podobnymi pozycjami ze świata, dobrze że ukazała się taka płyta: nagrana i wyprodukowana w Polsce. Taka nasza polska Ameryka :-) .
Na uwagę zasługuje fakt umieszczenia w książeczce tłumaczeń tekstów piosenek oraz krótkiego wstępu, a także bardzo estetyczna edycja płyty (okładkę zeszpecił jednak niestety żółty trójkąt, który zamiast pojawić się w formie łatwo zdejmowanej nalepki -został wydrukowany!).

Tagi: k Pop
20:03, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 SHIRLEY BASSEY: That's What Friends Are For (CD 2003)
How Do You Keep The Music Playing?; He Was Beatiful; The Power Of Love; Still; All I Ask Of You; I Want To kNow What Love Is; The Wind Beneath My Wings; Yesterday; That's What Friends Are For; Sorry Seems To Be The Hardest Word; Greatest Love Of All; Dio Come Ti Amo (Oh Gid How Much I Love You)

Wielki Głos -Wielka Dama Swiatowej Piosenki! Kobieta, dla której obejrzałem trzy filmy o przygodach Jamesa Bonda, tylko by usłyszeć w nich Jej głos :-) .
Płytę z 2003 roku Artystka poświęciła piosenkom pochodzącym pierwotnie z repertuaru swoich muzycznych przyjaciół, takich jak: Jennifer Rush, FOREIGNER, The BEATLES, DIONNIE WARWICK, ELTON JOHN, WHITNEY HOUSTON, The COMMODORES i innych.
Słuchając Jej wielkiego, mocnego głosu doprawdy wierzę, iż tak jak śpiewa w pierwszej piosence na płycie (,,How Do You Keep The Music Playing?''): ,,The Music Is Never End!''.
Jest niezwykłą interpretatorką, dzięki czemu płyta brzmi bardzo spójnie i w żadnym wypadku nie robi wrażenia albumu zawierającego covery. Szkoda jednak, iż zabrakło na płycie brzmienia prawdziwej orkiestry, na tle której ten jeden z największych głosów swiatowej piosenki brzmi najlepiej. Plastikowe brzmienie instrumentów elektronicznych drażni od początku płyty -doprawdy Pani Bassey zasługuje przecież na wielką orkiestrę pod batutą wielkiego maestro! Szkoda. W pamięci mam ciągle Jej płyty z lat 70-tych i 80-tych, na których głosowi Bassey dobra orkiestra dodawała jeszcze większego dostojeństwa. Pomimo to płyty słucha się przyjemnie; zapomnieć można o tym iż ,,The Power Of Love'' była wielkim przebojem J.Rush, a takie ,,Still'' śpiewał kiedyś facet. Niezwykła ekspresja i prawdziwe uczucia jakie SHIRLEY BASSEY przekazuje w piosenkach, wzrusza i wywołuje emocje podczas słuchania. ,,All I Ask Of You'' pochodzące z ,,Phantom Of The Opera'' Andrewa Lloyd Webbera wzrusza, a hit ,,I Want To Know What Love Is'' pamiętany z ,,męskiej'' wersji FOREIGNER, w kobiecej interpretacji Tej Kobiety zyskuje zupełnie inny wymiar. Co za głos! Co za dynamizm!
Wielkim szacunkiem darzę Jej wersję ,,Something'' Beatlesów, uważając ją za najlepszą spośród mi znanych (poza oryginałem). Na płycie ,,That's What Friends Are For'' umieszczono kolejny klasyk The BEATLES: ,,Yesterday''. Cóż, niestety brak odpowiedniej aranżacji na dużą orkiestrę zniszczył to nagranie, czyniąc je po prostu przeciętnym. Podobnie odbieram utwór tytułowy, w oryginale wykonany przez D.Warwick, E.Johna, S.Wondera i G.Knight; tutaj nagranie ratuje ciekawie brzmiący saksofon i zmiany rytmiczne. Nic nie ratuje natomiast nowej wersji przepięknej w oryginale piosenki ELTONA JOHNA: ,,Sorry Seems To Be The Hardest Word'' zniszczonej płaskim brzmieniem instrumentów elektronicznych, które na siłę, z żałosnym skutkiem próbują imitować brzmienie orkiestry. Twierdzę, iż wersja a capella tego nagrania zabrzmiałaby zdecydowanie lepiej.
Ciekawie brzmi ,,Greatest Love Of All'' zaśpiewane wielkim głosem lecz o zupełnie innej barwie niż wspaniały głos WHITNEY HOUSTON.
Podsumowując: płyta byłaby wyśmienita, gdyby zdecydowano się zainwestować w nagranie jej z prawdziwą orkiestrą. Jakże niegodnie i tandetnie oprawiono to wybitne dzieło sztuki jakim jest Głos SHIRLEY BASSEY.
,,Dio Come Ti Amo'' wycisza się kończąc płytę a ostatnie słowa jakie wyśpiewuje S.Bassey to wyciszające się wyznanie: ,,I Love You''... byłoby to piękne zakończenie płyty, tylko co do cholery robią tam te elektroniczne wstawki przywodzące na myśl złote lata ,,new romantic''?

Tagi: b Pop
19:56, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »

 MANHATTAN TRANSER: The Manhattan Transfer /CD 1975/
Tuxedo Junction; Sweet Talking Guy; Operator; Candy; Gloria; Clap Your Hands; That Cat Is High; You Can Depend On Me; Blue Champagne; Java Jive; Occapella; Hearts Desire

MANHATTAN TRANSFER to jedyna w swoim rodzaju jazzowa grupa wokalna świata -zwykło się mawiać iż MANHATTAN TRANSFER zaśpiewa wszystko. Trudno nie zgodzić się z tą tezą słuchając tak różnorodnych stylistycznie piosenek jak utrzymany w stylistyce amerykańskich przebojów doo-wop drugiej połowy lat 50-tych: ,,Gloria'' (1975), jazzujący acz utrzymany w stylistyce pop -romantyczny przebój: ,,Chanson d'amour'' (1977), czy wielki dyskotekowy hit: ,,Twilight Zone'' (1979) i niesamowita wręcz brawurowa interpretacja ,,Birdland'' Joe Zawinula nagrodzona Grammy Award za aranżację wokalną. W jakiejkolwiek stylistyce utrzymane są utwory wykonywane przez zespół -cechuje je zawsze najwyższa, perfekcyjna jakość interpretacji.
Zespół założony został w 1969 roku przez Tima Hausera -niekwestionowanego lidera formacji i kierownika zespołu.
Płyta zespołu zatytułowana po prostu ,,The Manhattan Transfer'' wydana w 1975 roku przyniosła kwartetowi wielki ogólnoświatowy sukces.
,,Tuxedo Junction'' otwierający płytę jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych wokalnych tematów jazzowych, a zarazem był to największy przebój z tej płyty, którego doskonale słucha się po ponad 35. latach. ,,Operator'' to swingujący utwór niezmiennie wywołujący u mnie podczas słuchania odruch ,,pstykana'' palcami :-) . ,,Gloria'' z kolei to wyśmienita piosenka-pastisz popularnych przebojów drugiej połowy 50-tych. W klimacie muzyki dyskotekowej połowy lat 70-tych natomiast utrzymany jest ,,Clap Your Hands''. Ukłonem w stronę czystej stylistyki swingu jest ,,That Cat Is High'' ozdobiony wyśmienitą solówką gitary wspaniałego Iry Newborna -a la Django Reinhardt. Newborn i jego gitara akustyczna stanowi też jedyny akompaniament dla wspaniałego ,,Java Jive'' (któż nie zna uroczego refrenu: ,,I Love Coffee, I Love Tea...'').
Nie znam drugiej jazzowej grupy wokalnej, która byłaby w stanie choćby zbliżyć się do poziomu reprezentowanego przez MANHATTAN TRANSFER, a przypomnienie sobie płyty dzięki której świat usłyszał o zespole tym bardziej utwierdziło mnie w tym przekonaniu.
>Who Is Who: Manhattan Transfer

Tagi: jazz M
19:36, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 czerwca 2011
 Nigel KENNEDY: Vivaldi - The Four Seasons /CD 1997 (1986, 1989)/
Concerto No.1 in E major 'La primavera' RV269; Concerto No.2 in G minor 'L'estate' RV315; Concerto No.3 in F major 'L'autunno' RV293; Concerto No.4 in F minor 'L'inverno' RV297
To najlepiej sprzedająca się płyta z muzyką klasyczną w historii EMI.
,,Cztery pory roku'' w interpretacji NIGELA KENNEDY osiągnęły na świecie nakład dwóch milionów egzemplarzy wpisując się do Księgi Guinessa jako najlepiej sprzedające się nagranie muzyki klasycznej w historii fonografii. Płyta była w czołówce list przebojów muzyki klasycznej przez ponad rok, a na liście albumów pop (sic!) w Wielkiej Brytanii znalazła się na miejscu 3.
Trudno nie zastanowić się nad fenomenem tej płyty, która znalazła dotychczas ponad dwa miliony nabywców a liczba ich rośnie z każdym rokiem. Ponad to: z okazji 10-lecia premiery ukazała się jej specjalna edycja, która również okazała się płytowym bestsellerem.
Niewątpliwą rolę odegrała niezwykła popularność N.Kennedy, który został wylansowany w podobny sposób jak ma to miejsce w przypadku gwiazd muzyki pop. Artysta podczas koncertów nawiązywał kontakt z publicznością w zgoła odmienny sposób niż obowiązujące dotychczas sztywne konwenanse Filharmonii: zagadywał, żartował na scenie, przytupywał podczas gry... Wielu melomanów starszego pokolenia nie mogło zaakceptować ,,gorszącego'' zachowania skrzypka podczas koncertu, a nawet jego fryzury kojarzącej się raczej z punkowcem niż muzykiem klasycznym. Jednak nawet i oni nie mogli odmówić skrzypkowi wielkiego talentu. Dla młodego pokolenia N.Kennedy stał się kimś kto potrafi poprzez swą charyzmę i nietuzinkową osobowość zainteresować słuchaczy nie mających do czynienia z utworami muzyki klasycznej: Mendelssohnem, Bruchem czy Schubertem.
,,Cztery pory roku'' Antonio Vivaldiego to jeden z niewielu utworów muzyki klasycznej, którego fragment jest w stanie zanucić prawie każdy. Ten XVIII-wieczny utwór jest zbudowany w formie 12 krótkich miniatur, dzięki czemu każda z miniaturek, będąca na płycie osobno indeksowanym nagraniem może funkcjonować jako samoistny utwór włączany indywidualnie w odtwarzaczu na zasadzie ulubionego nagrania -podobnie jak w przypadku płyt z muzyką pop. Możliwość słuchania płyty w sposób właściwy muzyce rozrywkowej, oraz emisje radiowe poszczególnych, trwających ok 3 minuty utworów z płyty potęgowały populaność albumu, a zdziwieni pracownicy działów muzyki klasycznej dużych sklepów płytowych coraz częściej obsługiwali klientów, z którymi dotychczas nie mieli do czynienia. Również w salach filharmonii zrobiło się wśród publiczności bardziej kolorowo, gdyż oprócz dystyngowanych garniturów, fraków i wieczorowych sukien, pojawiła się zupełnie inaczej ubrana publiczność, a jej entuzjastyczne przyjmowanie Kennedyego na scenie i histeryczne wręcz reakcje wielbicielek poczęły funkcjonować jako zupełnie nowe tam zjawisko.
Jak słucha się tej płyty?
Kennedyemu nie można zarzucić żadnych innowacji mogących ingerować w tradycyjną interpretację ,,Czterech pór roku'', a jednocześnie już od pierwszych dźwięków słychać w tym wykonaniu coś czego trudno doszukać się w innych interpretacjach. Ten niezwykły feeling i swoboda z jaką dobywa dźwięki ze swych skrzypiec, oraz wspaniale brzmiący zespół smyczkowy English Chamber Orchestra, który (co warto zaznaczyć) poprowadził sam pierwszy skrzypek, sprawiają wrażenie niezwykłej świeżości jaką wnosi do tak ogranego dzieła jakim jest ,,The Four Seasons''. Niezwykłą brawurę słychać w 3 części 3 koncertu (,,Jesień''), gdzie uderzeniami smyczka o struny Kennedy zastosował synkopowanie spotykane w muzyce klasycznej niezwykle rzadko. Co znamienne: pomimo ciekawej 12-częściowej budowy całości, jeszcze chyba nigdy nie udało się osiągnąć aż takiego wrażenia odrębności poszczególnych części. Nie jest to jednak moim zdaniem efektem braku spójności płyty, lecz chyba właśnie wypadkową tego -chciałoby się napisać: swingu, podczas wykonania.
Doprawdy, słuchając tej płyty trudno uwierzyć iż nagrał ją ten sam skrzypek, którego solówka w ,,Fire'' na płycie JAREK ŚMIETANA SUPER GROUP: ,,Psychedelic. Music Of Jimi Hendrix'' (2009), brzmi niczym rasowy rocker, a grając z JEFFEM BECKIEM potrafił sprawić by jego elektryczne skrzypce były równoprawnym z gitarą instrumentem rockowym. Po prostu: Wielki Muzyk.
Ciekawostki
* Popularność albumu była tak wielka, że w okresie największej sprzedaży, kupowano tygodniowo więcej ,,Vivaldiego -Kennedyego'' niż wszystkich pozostałych znajdujących się w dystrybucji na świecie płyt z muzyką klasyczną.
* Pod koniec roku 1989 odnotowano, iż od dnia premiery płyty, na całym świecie co 30 sekund każdego dnia sprzedawano 1 egzemplarz albumu.
* Podczas jednego z wywiadów NIGEL KENNEDY przyznał, iż to właśnie dzięki majątkowi jaki zarobił na tej płycie, mógł w późniejszych latach pozwolić sobie na realizowanie projektów rockowych. To jedyny znany przypadek, kiedy muzyka klasyczna ,,zarobiła'' na muzykę pop -a nie odwrotnie.
Tagi: classic k
19:42, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »


 Nigel KENNEDY: Mendelssohn & Bruch: Violin Concertos /CD 1988 (1987)/

Bruch: Violin Concerto No.1 in G minor Op.26
I.Vorspiel (Allegro moderato); II.Adagio; III.Finale (Allegro energico);
Schubert: Rondo in A for violin and strings D438;
Mendelssohn: Violin Concerto in E minor Op.64
I.Allegro molto appassionato; II.Andante; III.Allegretto non troppo - Allegro vivace

Płyta ukazała ,,na chwilę'' przed oszałamiającym sukcesem NIGELA KENNEDY, pomiędzy dwiema sesjami nagraniowymi ,,Czterech pór roku''. Nagranie dwóch koncertów skrzypcowych (Mendelssohna i Brucha) pomysłowo przedzielono podczas recitalu zarejestrowanego na płycie Rondem Schuberta, dzięki czemu płyta jako całość zyskuje na dramaturgii.
W momencie ukazania się płyty krytycy zarzucali skrzypkowi przesadny tradycjonalizm interpretacji i akademickość (jakże odmienne oblicze ukazał Kennedy na kolejnej płycie!), oraz pewną niezdarność wykonania Ronda. Pisano, iż poszczególnych części płyty pojedyńczo słucha się doskonale, lecz cała płyta utrzymana w sztywnej uczniowskiej konwencji interpretacyjnej może dla bardziej osłuchanych melomanów wydać się nużąca, gdyż skrzypek nie wniósł do klimatu znanych im doskonale kompozycji nic nowego. Tym większym zaskoczeniem in plus musiała więc dla piszących w ten sposób okazać się interpretacja Vivaldiego na kolejnej płycie Kennedyego. Być może te opinie, jakie dotarły do Skrzypka po ukazaniu się płyty były przyczyną uwolnienia się w Kennedym ,,krzykliwej wirtuozerii'' podczas kolejnych sesji nagraniowych.
Niemniej jednak nie można zarzucić tym wykonaniom braku mistrzowskiego frazowania i intonacji właściwych największym wirtuozom skrzypiec.
Koncert Brucha brzmi lirycznie, ciepło i serdecznie, a ogromne wrażenie robi jego część trzecia: ,,Finale'', gdzie Kennedy swą szybkością i precyzją robi wrażenie skrzypka, którego możliwości są nieograniczone. Rondo Schuberta -piękne i melodyjne, stonowane i relaksujące. Koncert Mendelssohna natomiast jest rześki i zostawia bardzo dobre wrażenie po wysłuchaniu płyty.
Artyście towarzyszy Angielska Orkiestra Kameralna pod mistrzowską dyrekcją legendarnego Jeffreya Tate.

Tagi: classic k
19:32, longplay_2010
Link Dodaj komentarz »